Kultura

Krzyżowcy heavy metalu

Gdy Dave Mustaine, lider amerykańskiej kapeli metalowej Megadeth, dowiedział się pewnego dnia, że będzie musiał stanąć na jednej scenie z mordercą i satanistą, wystosował protest do organizatorów koncertu. Protest ten okazał się skuteczny, a kierownictwo izraelskiego Metalist Festival odwołało występ szwedzkiej grupy Dissection.

Jej lider – Jon Nödtveidt został w 1997 roku skazany za współudział w morderstwie, a po wyjściu z więzienia wznowił działalność zespołu. Musiał być rozżalony z powodu decyzji organizatorów, skoro później odgrażał się Mustaine’owi: – Nie ośmieliłeś się spojrzeć w twarz przeciwnikom twojej wiary. Myślisz, że to nas zatrzyma.

Muzykom faktycznie nie było dane się spotkać. I już – przynajmniej na ziemskim padole – się nie spotkają. 13 sierpnia 2006 roku Jon Nödtveidt strzelił sobie w głowę we własnym mieszkaniu, otoczony świecami ustawionymi w kształcie pentagramu. Mustaine żyje do dziś i jest chrześcijaninem. Był nim zresztą wówczas, gdy w roku 2005 w Izraelu nie chciał zagrać na jednej scenie z przeciwnikami swojej wiary.

Dwie strony sporu

Temat wiary w muzyce metalowej pojawia się nie od dzisiaj i budzi dość spore kontrowersje. Część chrześcijan odrzuca w całości rockową, w tym metalową, stylistykę, twierdząc, że sama w sobie jest ona antyreligijna. Strona przeciwna wykazuje się podobnym zacietrzewieniem. Stanowi ją część muzyków i fanów ekstremalnych form tego gatunku – zwłaszcza death i black metalu. Ludzie ci uważają, że metal z definicji jest antychrześcijański, więc jakiekolwiek łączenie go z przesłaniem biblijnym to niedorzeczność.



Fakt, próba godzenia ciężkich, głośnych dźwięków z przekazem Starego i Nowego Testamentu należy w tym nurcie do zdecydowanej mniejszości. Nie znaczy to jednak, że cała reszta oznacza wojowanie z chrześcijaństwem.
Gama motywów poruszanych przez zespoły metalowe jest bowiem niezwykle bogata, a swoją różnorodnością może zaskakiwać niejednego laika. Jak mało gdzie, w kontekście ich twórczości sprawdza się wyświechtany slogan: każdy znajdzie tu coś dla siebie. W tekstach utworów można znaleźć odwołania do historii, literatury (nie tylko fantastyki), polityki, ale również ludzkiej psychiki, uczuć i tego wszystkiego, co nazywamy życiem wewnętrznym.

Konserwatywnie i męsko

Naturalnie, nie sposób pominąć wątki religijne czy antyreligijne, bez których ta wyliczanka byłaby niepełna. W tym kontekście wiele innych gatunków muzycznych, zwłaszcza młodzieżowy pop, wypada nader ubogo.

Muzyka młodych to dzisiaj odmieniany przez przypadki hedonizm oraz zwielokrotniony zaimek „ja”. Metal, w porównaniu z takimi gwiazdami nastolatków jak Ed Sheeran czy Zayn, wypada konserwatywnie i – trzeba to zaznaczyć – po prostu męsko. Ten religijny również, co jest szczególną wartością w czasach, kiedy przeżywanie wiary zostało zdominowane przez odwoływanie się do emocji, a w sztuce dominuje zbanalizowany wizerunek Boga (choćby w znamiennym tekście Zygmunta Staszczyka z T. Love kierowanym do Stwórcy: „Tak bardzo chciałbym zostać kumplem twym”).
Thomas Cole „Starość” z cyklu „Podróż życia”. Obraz znalazł się na okładce albumu „Nightfall” grupy Candlemass. Źródło: Wikipedia
Pisząc o wątkach chrześcijańskich w tekstach zespołów metalowych, muszę wprowadzić pewne rozróżnienie: z jednej strony obecność tych motywów jest tylko odwołaniem kulturowym, z drugiej – stanowi dowód integralnej postawy twórców, którzy swoją muzyką dają świadectwo wiary. Odwołania kulturowe mogą za to występować w przypadku kapel tworzonych i przez chrześcijan, i przez osoby zupełnie niezwiązane z religią.

Ten ostatni przypadek stanowi szwedzki Candlemass. Już sama nazwa zespołu stanowi nawiązanie do angielskiej nazwy Święta Ofiarowania Pańskiego. Jednym z ważniejszych ich utworów jest pochodzący z drugiej płyty „Nightfall” (1987) kawałek „Samarithan”. Ten podniosły niemal hymn, cechujący się powolnym tempem i molowymi harmoniami, opowiada historię ewangelicznego Samarytanina, który ratuje od śmierci pobitego przy drodze wędrowca. Co więcej, wymowa piosenki nie jest ani ironiczna, ani groteskowa, i zgadza się tym samym całkowicie z biblijnym przesłaniem.

Od stworzenia do zbawienia

Podobny muzycznie jest utwór „Darkness in Paradise” („Ciemność w raju”), pochodzący z następnego albumu zespołu – „Ancient Dreams” (1988). Porusza on jednak inny temat – wygnanie z raju i konsekwencje grzechu pierworodnego, również nie odchodząc od biblijnego pojmowania historii pierwszych ludzi.



Kolejny album Candlemass „Tales of Creation” (1989) miał jeszcze charakter koncepcyjny – teksty utworów łączyły się w jedną opowieść o wędrówce duszy przez zaświaty. Stanowił on już jednak autorską wypowiedź jedynie zainspirowaną chrześcijańską eschatologią.

Dodatkowym i ciekawym elementem była oprawa graficzna „Nightfall” i „Ancient Dreams”. Na okładkach obydwu płyt wykorzystano obrazy mało znanego amerykańskiego romantyka, Thomasa Cole’a. Dzieła te, „Starość” i „Młodość”, były częścią cyklu zatytułowanego „Podróż życia”, który w metaforyczny sposób, wykorzystując symbolikę wody, prezentował najważniejsze etapy ludzkiej egzystencji.
Inspiracje chrześcijaństwem obecne są również w tekstach maltańskiej grupy Forsaken. Albert Bell, gitarzysta zespołu, pytany o nie przez dziennikarza holenderskiego portalu Lords of Metal, stwierdził: – Trzy nasze ostatnie albumy były zainspirowane chrześcijańską teologią, eschatologią i mistycyzmem. Z artystycznego punktu widzenia powyższe tematy bardzo dobrze łączą się z ponurą i podniosłą atmosferą naszej muzyki. Co więcej, chociaż ewangelizacja nie jest naszą misją jak w przypadku zespołów grających metal chrześcijański, osobiście uważam, że chrześcijaństwo wciąż ma silny wpływ. Nie jestem specjalnie praktykujący i bardzo często upadam, ale ciągle odnajduję w tych wartościach wiele sensu.

Maltańskie genius loci

Ostatnia płyta zespołu „Pentateuch” (2017) porusza takie wątki tytułowych pierwszych pięciu ksiąg Starego Testamentu jak stworzenie i upadek człowieka, potop czy Dekalog. Natomiast na wcześniejszych albumach zespół chętnie poświęcał swoją uwagę motywom apokaliptycznym i zmartwychwstaniu. Ten ostatni wątek pojawił się w wieńczącej płytę „Dominaeon” (2005) kompozycji „Resurgam” („Zmartwychwstanie”). Ów niezwykle podniosły i powolny utwór kończył się w dodatku łacińską wersją modlitwy „Ojcze nasz”. Jakże to dalekie od śpiewania o kumplowaniu się ze Stwórcą. Może kryje się za tym maltańskie genius loci.

Chrześcijańskich motywów warto poszukać również na płytach zespołów, których członkowie jednoznacznie odwołują się do wiary. Do najstarszych grup deklarujących związek z chrześcijaństwem należy z pewnością amerykański Believer (Wierzący). Muzyka tego powstałego w stanie Pensylwania zespołu różni się zupełnie od eleganckich i patetycznych dźwięków Forsaken i Candlemass. To thrash metal, w którym bardziej niż tworzenie atmosfery i ponure melodie liczy się agresja (chociaż bez popadania w ekstremę), pomysłowość kompozytorska oraz techniczne zaawansowanie aranżacyjne.
I tak chociażby na debiutanckim albumie zespołu „Extraction from Mortality” (1989) znalazł się gwałtowny i dynamiczny utwór „Desolation of Sodom” opowiadający o zniszczeniu przez Stwórcę dwóch grzesznych miast – Sodomy i Gomory. Inne teksty z albumu przepełnione są miłością do Boga i poczuciem Jego obecności. Mimo że mnóstwo w nich typowych dla agresywnego metalu metafor dotyczących śmierci i upadku społeczeństwa, to wyróżniają się one dostrzeżeniem postaci Jezusa Chrystusa, który przezwycięża te ponure aspekty rzeczywistości.

Wskazania świętego Pawła

Z tego przezwyciężenia wyłania się świat przedstawiony w bardziej metafizycznym ujęciu. Możemy się o tym przekonać słuchając również muzycznego i lirycznego tryptyku zatytułowanego „Trilogy of Knowledge” („Trylogia o wiedzy”), który pochodzi z albumu „Dimensions” (1993). Sam utwór należy do najciekawszych osiągnięć zespołu, łączy bowiem muzykę metalową z elementami orkiestrowymi, co wówczas należało do ścisłych wyjątków.



Pierwsza część zatytułowana „The Lie” („Kłamstwo”) opowiada o upadku Adama i Ewy, druga – „The Truth” („Prawda”) bazuje na historii kuszenia Jezusa na pustyni opisanej w Ewangelii sw. Mateusza, a ostatnia „The Key” („Klucz”) opiera się na wskazaniach świętego Pawła z listów do Rzymian i Efezjan oraz fragmentach Księgi Przysłów. Wokalista Kurt Bachman śpiewa: „nie podążaj ścieżką nieprawości i włóż zbroję Boga”.
Z kolei Australijczycy z Paramæcium wydali jedną z surowszych płyt w środowisku metalu chrześcijańskiego. Ich debiut „Exhumed of the Earth” (1993) jest wolny jak walec układający asfalt i ponury niczym kondukt pogrzebowy w listopadowy wieczór. Do tej ekstremalnej muzyki napisano teksty, z których szczególnie wyróżnia się „Birth and the Massacre of Innocents” („Narodziny i masakra niewinnych”). W tym siedemnastominutowym kawałku wokalista wykrzykuje historię narodzin Chrystusa, Trzech Króli oraz rzezi niewiniątek.

Na tym oczywiście nie koniec, bo pisząc o wątkach chrześcijańskich w metalu, nazwy wykonawców, którzy motywy te wplatają w swoją twórczość, można mnożyć. Niezależnie od tego, czy dają oni świadectwo wiary czy czynią tak z pobudek kulturowych.



Nie brak wśród nich także Polaków. Wystarczy wymienić Roberta Litzę Friedricha, wokalistę i gitarzystę między innymi zespołów Acid Drinkers, Flapjack, 2 Tm 2,3 czy Luxtorpeda.

Okazuje się zatem, że tam, gdzie stereotypowe poglądy każą widzieć tylko diabła, Bóg ma się całkiem dobrze. I to lepiej niż w większości grzecznych gatunków muzycznych, których zatroskani rodzice pozwalają słuchać swoim dzieciom.

– Michał Żarski
Zdjęcie główne: Dave Mustaine z zespołu Megadeth nie chciał stawać na jednej scenie z satanistą. Fot. Reuters/Hugo Correia
Zobacz więcej
Kultura Poprzednie wydanie
Rokossowski na Kasztance. Co ze sztuki II RP przejęła PRL
Dawne animozje między artystami wróciły po 1945 roku, stanowiąc zarówno trampolinę dla późniejszych karier, jak i niekiedy przyczynę ich blokady.
Kultura Poprzednie wydanie
Żelazna kurtyna z betonu. Gorący towar i gorzkie przemyślenia
Noc z 9 na 10 listopada 30 lat temu. Wiedzą państwo, co to za rocznica? Niektórzy epokowe wydarzenie po prostu przespali.
Kultura Poprzednie wydanie
Nie dałoby się jej kupić za żadne sumy. Pani od El Greca
Nie skarżyła się na niegodziwości, których doświadczyła. Poczynając od największych przykrości, których nie oszczędzono jej i Hannie Sygietyńskiej, podając w wątpliwość wartość ich odkrycia.
Kultura Poprzednie wydanie
Był jak trędowaty. Nie chciano go ani słuchać, ani widzieć
Gustaw Herling-Grudziński, autor „Innego świata” zawinił wobec komunizmu, zachodnich, lewicowych intelektualistów, a także wobec środowiska „Gazety Wyborczej”.
Kultura wydanie 1.11.2019 – 8.11.2019
Doczka
Jesienne opowiadanie Wojciecha Chmielewskiego.