Historia

C.K. obywatele, C.K. żołnierze

„Gdyby państwo austriackie nie istniało, powinniśmy w interesie Europy, a nawet ludzkości, postarać się o jego stworzenie”. To opinia Františka Palacký’ego sprzed przeszło stu pięćdziesięciu lat. Ale nic nie stoi na przeszkodzie, żeby powtórzyć ją i dzisiaj. W święta Bożego Narodzenia 25 i 26 grudnia 2017 po godz. 20:30 TVP Historia przypomni obie części filmu Janusza Majewskiego „C.K. Dezerterzy”.

Herb monarchii austrowęgierskiej. Fot. Wikimedia
Parlamenty. Posłowie. Powszechne prawo wyborcze dla mężczyzn i powszechna oświata. Jedenaście języków urzędowych (niemiecki nigdy nie stał się „państwowym”, choć był najpowszechniej używany). Dwadzieścia ciał przedstawicielskich – od Sejmów Krajowych, przez parlament Zalitawii (czyli Krajów Korony Świętego Stefana) po ogólnokrajowy. Bezstronna administracja, niezawisłe sądy, prasa satyryczna i śledcza, dla której nie istniało tabu, nawet (zwłaszcza) gdy szło o skandal szpiegowski w armii czy nieobyczajne prowadzenie się bratanka cesarza.

Sto kilkadziesiąt partii, w tym 30 ogólnopaństwowych, i najosobliwsze alianse taktyczne między nimi: w Galicji syjoniści z chasydzkim zapleczem bratali się z Rusinami, polscy i słoweńscy posłowie zmawiali się, by zablokować Chorwata. Cesarstwo Austro-Węgierskie było u progu XX wieku drugą w Europie ostoją praworządności obok Wielkiej Brytanii – ale ze względu na swój wielonarodowy i „wielopoziomowo federacyjny” charakter było zarazem niedościgłym pomysłem na Stany Zjednoczone Europy: dziś pozostaje nam patrzeć zaledwie na parodie tamtej idei.

Milion guldenów za zmianę uczuć

Za nudno? Za mieszczańsko? Można zatem od drugiej strony: to państwo w którym w roku 1914 na dworze obowiązywały procedury z czasów panowania Karola V Habsburga w XVI-wiecznej Hiszpanii: świeżo poślubionej małżonce Franciszek Józef I wręczył po nocy poślubnej Morgengabe, czyli „wynagrodzenie za utratę dziewictwa” w niebagatelnej kwocie12 tysięcy złotych dukatów w worku z jeleniej skóry.

Mapa etniczna Austrowęgier. Fot. Wikimedia
Z kolei Zofii de domo Chotek, żonie zastrzelonego w Sarajewie arcyksięcia Ferdynanda, która zginęła, osłaniając męża przed kulą Gavrilo Principa, wyprawiono oficjalnie „pogrzeb państwowy III klasy”: jej trumna stała o 35 cm niżej niż trumna małżonka, a na jej wieku mistrz ceremonii kazał (złośliwie) położyć rękawiczki i wachlarz, czyli atrybuty damy dworu, którą przez zamążpójściem była.

Niektórych małżeństw morganatycznych Dwór nie wybaczał, choć innym po cichu błogosławił: 34-letni arcyksiążę Jan, zmieniając konie pocztowe w Ausee, zakochał się do szaleństwa w 16-letniej poczmistrzównie Annie Plöchl i, uprosiwszy u cesarza zgodę na porzucenie zaszczytów, osiadł pod nazwiskiem hrabiego Brandhofer jako poczmistrz, wychwalając w dodatku uroki szczęśliwego pożycia w autobiografii, którą zaczytywało się biedermeierowe mieszczaństwo całej Europy.

Najwięcej pojedynków między oficerami i innymi ludźmi wyższego stanu honorowego miało miejsce nie w Hiszpanii, nie w Teksasie, ale właśnie w Cesarstwie. Jego władca zaś wstawał o piątej rano i dwa razy w tygodniu przyjmował osobiście na audiencji poddanych z całego, liczącego 50 milionów ludności, państwa. Jedynym warunkiem, by dostać się na audiencję, było napisanie podania ręcznie: te przedkładane na maszynie były natychmiast odrzucane.

Koronacja cesarza Franciszka Józefa na "apostolskiego króla Węgier" w Budzie w roku 1867. Obraz Ödöna Tulla, kopia obrazu Eduarda Engertha. Fot. Wikimedia
Ale sprawa warta była zachodu, bo na audiencji takiej można było wyprosić nadzwyczajne złagodzenie kary albo spłatę honorowego długu. Żadna z nich nie kosztowała Najjaśniejszego Pana tyle, co uciszenie uczuć hrabiny Oraczewskiej, która zapałała namiętnym uczuciem do następcy tronu, arcyksięcia Rudolfa, co groziło nie lada skandalem: była wszak żonata. Cesarz, dowiedziawszy się, że za rezygnację ze swych uczuć ziemianka z Wołynia żąda miliona guldenów, wydał polecenie: „Zahlen und expedieren!” (spłacić i odprawić).

Pępek świata

Za staroświeckie? Baśniowe? Warto rzucić okiem na Wiedeń pierwszej dekady XX wieku, by uświadomić sobie, że jeśli narodziny Nowoczesności, która określiła na dobre i złe cały nasz czas dokonały się w jakimś konkretnym miejscu to właśnie tam, między Ringiem a „obwodnicą zewnętrzną”, czyli Gürtel. O tamtej dekadzie pisały dziesiątki autorów, od Christiana Brandstattera po Janinę Nentwig, ale my przytoczmy tylko polskiego autora, Piotra Szarotę, i fragmenty z jego książki „Wiedeń 1913”. Właściwie wystarczą same nazwiska.

Uwaga, proszę zapiąć pasy: Canetti, Kafka, Kraus, Musil. Może malarze? Böcklin, Kokoschka, Klimt, Egon Schiele. Może muzycy? Alban Berg, Schönberg, Szymanowski. Filozofowie? Karl Popper i Ludwig Wittgenstein. Mędrcy i szarlatani? Zygmunt Freud i Albert Einstein. Ale co tam, sięgnijmy po karty atutowe, czyli polityków: Theodor Herzl, czyli de facto twórca państwa Izrael, oraz Lew Trocki, Józef Dżugaszwili. Włodzimierz Ilicz Lenin – oraz Adolf Hitler.

Torakochirurdzy, architekci i fizycy ciągnęli do miasta nad Dunajem przekonani, że to tam mieści się pępek świata. A gdyby jeszcze dodać „dzieci Wiednia”, wygnańców, którzy z Wiednia w cieniu Anschlussu ciągnęli do Nowego Jorku i Kalifornii – okazałoby się, że bez tego miasta nie ma dwudziestowiecznej socjologii, fizyki atomowej i semantyki.

Banknot austrowęgierski z napisami w językach narodów zamieszkujących monarchię. Fot. Wikimedia
O obrazach i książkach łatwo jednak pisać: trudniej o armii. Warto więc przypomnieć, że Austro-Węgry wprowadziły powszechną służbę wojskową jako drugie na świecie (po Prusach), w roku 1866, i że w ich przypadku, biorąc pod uwagę poziom, z jakiego startowały niektóre prowincje, jego rozległość i wielonarodowość, silniejsze niż gdzie indziej narzędzie budowania szerszej tożsamości. Wspólne doświadczenie młodych ludzi ze wszystkich klas i stanów spoiło „niemożliwe państwo” na pół wieku.

Szkolenie w języku ojczystym

Służba ta była „powszechna” z tytułu prawnego: w rzeczywistości odbywało się losowanie, któremu podlegali wszyscy potencjalni poborowi. Na poligony trafiała jedynie część – w rezultacie zaś powoływano w szeregi mniejszy odsetek młodych mężczyzn niż w innych krajach kontynentu.

Tych jednak, którzy tam trafili, łączyły nie tylko trzy lata regularnego żołdu, kursy i manewry, lecz i duch wspólnoty, którego wystarczyło na niemal cztery lata podczas Wielkiej Wojny – dłużej niż w jednorodnej językowo i narodowościowo Francji, w której pierwsze bunty w okopach wybuchły już w roku 1915, czy w Rosji, która, jak chce wielu historyków, upadła i poddała się rewolucji w rezultacie masowej dezercji szeregowych.

Film "C.K. Dezerterzy" TVP Historia pokaże 25 i 26 grudnia 2017 r. Fot. TVP
W nowoczesnej armii austro-węgierskiej zakazano drakońskich kar – nie znaczy to, że się nie zdarzały, ale przypadki „fali” były przedmiotem dochodzeń przed komisjami parlamentarnymi. Językiem komendy (Kommandosprache) był niemiecki, ale Austro-Węgry były jedynym krajem na świecie, w którym poborowi mieli prawo do szkolenia w języku ojczystym, do porozumiewania się w nim z oficerami (za pośrednictwem finansowanych przez państwo tłumaczy).

A jeśli w jakiejś jednostce więcej niż jedna piąta rekrutów władała jednym z 11 uznanych urzędowo języków monarchii, stawał się on jednym z oficjalnie uznanych języków oddziału: śpiewano w nim piosenki marszowe i wydawano polecenia służbowe, Bośniacy uczyli się jodlowania, Słoweńcy – czastuszek i w rezultacie u progu XX wieku armia Austro-Węgier była, jako bodaj jedyna w Europie, wielojęzyczna.

Cesarstwo przeżyło siebie

Warto o tym pamiętać, by zachować proporcje przy spotkaniu z utworami cierpko lub drwiąco opisującymi różne „przesławne lania”, jakich doświadczyła armia austrowęgierska – czy to z arcydziełem, jakim są „Przygody dobrego wojaka Szwejka”, czy z polskimi, a właściwie lwowskimi wspomnieniami Kazimierza Sejdy, którego książkę „C.K. Dezerterzy” z roku 1937 przeniósł w pół wieku później na ekran Janusz Majewski (film przypomni 25 i 26 grudnia wieczorem TVP Historia). Żarty z armii, z jej drylu, pychy i toporności sprawdzają się zawsze – od Ezopa, opisujących żołnierzy-samochwałów po „Paragraf 22”.

Szczególnie łatwo żartuje się przy tym z armii przegranej. Warto jednak zauważyć, że w przypadku zarówno „Szwejka”, jak polskich „C.K. Dezerterów” czy, cieszącego się w II RP ogromną popularnością „Kaprala Szczapy”, pióra Karola Lilienfeld-Krzewskiego, jak utrzymanych w podobnym duchu historyjek wydawanych w Królestwie Serbów, Chorwatów i Słoweńców (SHS) chodziło o jeszcze coś innego.

Ważny był fakt, że większość elit wojskowych tych krajów (podobnie zresztą, dodajmy, jak elit administracyjnych, politycznych czy gospodarczych) wywodziła się z Austro-Węgier. Parlamentarzyści i kwatermistrze wyszli z tamtejszych szkół, biur i sztabów, wdrażając wyuczone procedury tak skutecznie, że historyk Pieter M. Judson w wydanej niedawno przez Bellonę pracy „Imperium Habsburgów: wspólnota narodów” stawia odważną tezę, że o końcu Austro-Węgier mówić można nie w roku 1918, lecz w połowie lat 20.

Janusz Majewski i Jan Wołek
Wtedy dopiero ostatecznie (choć nie na długo…) uzgodniono przebieg granic na terytorium dawnego Cesarstwa, wycofano wszędzie z obiegu austro-węgierską walutę, zaczęto tworzyć nowe kodeksy karne i ustawy budżetowe (do tego momentu chętnie posługiwano się wiedeńskim prawodawstwem i buchalterią). Był to fakt trochę kłopotliwy – i bardzo chciało się go odreagować, podrwiwając z byłego nauczyciela. Tylko czy takie zachowanie można uznać za rycerskie?

– Wojciech Stanisławski
Zdjęcie główne: Franciszek Józef I. Fot. Wikimedia
Zobacz więcej
Historia Najnowsze wydanie
„We the People”. Człowiek, którego głosem przemówił Wałęsa
Zatrzymał się na środku Marienplatzu i zaczął się rozglądać z zadumą. – Wiesz, tylu ludzi się tu kręci, a nie spotkałem ani jednego Murzyna – rzucił.
Historia Poprzednie wydanie
Posełki w pierwszym Sejmie niepodległej Polski
50 parlamentarzystek II RP – nie stały się czarownicami i powychodziły za mąż.
Historia Poprzednie wydanie
Zapomniany gigant z Domu pod Gigantami
Był jednym z największych darczyńców w dziejach Polski, hojniejszym od najbogatszych magnatów. Jego dzieła zna niemal każdy Polak, choć prawie nikt nie wie, jak się nazywał.
Historia wydanie 1.11.2019 – 8.11.2019
Jak zabić czerwonego cara. Stalin na celowniku
Ribbentrop zaproponował Hitlerowi, że zaaranżuje konferencję z udziałem sowieckiego satrapy, podczas której osobiście zastrzeli go ze specjalnego długopisu pistoletu.
Historia wydanie 1.11.2019 – 8.11.2019
Seks w służbie proletariatu
Ulicami przejeżdżały parady miłości, ich uczestnicy poprzebierani byli za duchownych, jedni całowali się i obmacywali, inni wykonywali sprośne gesty. Po rewolucji bolszewickiej w Rosji wybuchła rewolucja seksualna.