Kultura

Troll z wychodka, czyli historia nieśmiertelnych bajek

Mają ponad 70 lat. Początkowo żyły niezauważone, a pierwszy mały troll ujrzał światło dzienne na... ścianie wychodka, gdzie narysowała go Tove Jansson. Opisane przez nią Muminki – fikcyjne istoty żyjące w dolinie gdzieś w Finlandii – w końcu podbiły świat i bawią kolejne pokolenia. Do kin wchodzi właśnie polsko-fiński film animowany „Magiczna zima Muminków”. W czasie świąt w Skandynawii będzie wyświetlany aż na 500 ekranach.

Takiego filmu dawno w kinach nie było. „Magiczna zima Muminków” to wyjątkowa produkcja, ponieważ bazuje na oryginalnych materiałach sprzed 40 lat!

– Plastyka tego filmu, mimo że sprzed tylu lat, jest ciepła i analogowa. Mało powstaje obecnie takich obrazów – mówił niedawno współreżyser filmu Jakub Wroński w programie „Dzień dobry, Polsko” w TVP1.

Kultowy serial

Polscy i fińscy twórcy filmu (współreżyserką jest Finka Ira Carpelan) skorzystali z materiałów łódzkiego studia Se-ma-for. W 1977 roku tamtejsi animatorzy stworzyli serial dla dzieci „Opowiadania Muminków”. Zrealizowano go w tzw. technice półpłaskiej lalki, a scenariusz do 78 odcinków napisali Maria Kossakowska i Lucjan Dembiński.
Teraz połączono tradycję z nowoczesną techniką, a efekt przeszedł oczekiwania twórców.

– Ta historia może chwycić za serca młodych odbiorców. Film proponuje inną wartość plastyczną niż te obecnie produkowane i to jest jego atut – podkreślał Wroński.

Jak mówił producent „Magicznej zimy Muminków” Grzegorz Wacławek, film budzi spore zainteresowanie na świecie i został już sprzedany m.in. do Chin oraz Francji. A także do wszystkich państw skandynawskich, gdzie w czasie świąt będzie wyświetlany na największej liczbie ekranów – około 500.

Na skutek przypadkowych zdarzeń...

Obraz wszedł do kin 22 grudnia, przed Bożym Narodzeniem, bowiem rozgrywa się o tej porze roku. – Muminki, na skutek przypadkowych zdarzeń, nie zapadły w sen zimowy. Mają zatem okazję zobaczyć swoją dolinę w zupełnie innym świetle i poznać nowe stworzenia – mówił reżyser Wroński.
Montaż filmu, udźwiękowienie, muzyka czy scenariusz to zasługa polskich twórców.

W naszej wersji językowej usłyszymy m.in. Piotra Fronczewskiego, Macieja Stuhra, Jacka Króla i Macieja Musiała oraz Natalię Kukulską, która nagrała też przy tej okazji piosenki mogące się stać świątecznymi przebojami.



Aż wierzyć się nie chce, że Muminki znane są czytelnikom i widzom już od ponad siedmiu dekad. Stworzyła je fińska pisarka pisząca po szwedzku Tove Jansson, kobieta niezwykle wszechstronna i utalentowana. Gdy w 1945 roku ukazała się pierwsza jej muminkowa książka – „Małe trolle i duża powódź” – wcale nie była znana jako pisarka. Była wtedy wziętą rysowniczką, malarką i rzeźbiarką.

Postrach szabrowniczki

Nie może zatem dziwić, że rysunkową postać Muminka i jego przyjaciół – na której bazuje też najnowszy film – stworzyła właśnie Jansson.

Mało kto wie, że pierwszy mały troll powstał na... ścianie wychodka domku letniskowego. Tove narysowała go tam dla młodszego brata Pera Olova, cenionego potem fotografa, który dziś ma 97 lat i jest ostatnią żyjącą osobą z trójki rodzeństwa. Ich brat Lars był rysownikiem i pisarzem i też poświęcił Muminkom kilkadziesiąt swych komiksów. Tove napisała o nich dziewięć książek i ponad 20 komiksów.

Nazwa Muminek (po szwedzku Mumintroll, a po fińsku Muumi) narodziła się w Szwecji, a jej twórcą był wujek Tove Jansson, który straszył nastolatkę trollami, by nie chodziła nocą podjadać do spiżarni.

– Powiedział mi kiedyś, żebym uważała na „zimne trolle” Muminki, które – gdy w spiżarni pojawi się szabrowniczka – wychodzą ze swoich komórek i pocierają zimnymi noskami o jej nogi – wspominała pisarka w wywiadzie dla magazynu „Var Tad” w 1947 roku.
Dom Muminków w Parku Muminków w Naantal, Finlandia. Fot. Wikimedia/Pawel Drozd
Co ciekawe, w tytule pierwszej książki o Muminkach wcale nie są one wymienione. Wszystko za sprawą fińskiego wydawnictwa – jego redaktorzy uznali, że skoro nikt nie wiedzie co to są Muminki, to lepiej zatytułować opowiadanie „Małe trolle i duża powódź”.

Sama książka, wydana pod koniec 1945 roku, nie okazała się wówczas sukcesem. W mediach pojawiła się tylko jedna recenzja, w której chwalono... grafiki Jansson. Było ich w książeczce aż 47.

W 1946 roku sprzedano ledwie 219 egzemplarzy z 2,8 tys. nakładu Muminków, a rok później – 183. Nie zwiastowało to zatem późniejszego sukcesu. Dziś te pierwsze sztuki to „białe kruki”, sporo warte na rynku bibliofilów.

Symbol Finlandii

W 1946 roku wydano „Kometę nad Doliną Muminków”, która początkowo również nie została bestsellerem. Dopiero dwa lata później, gdy w księgarniach pojawiła się trzecia książka „W dolinie Muminków”, jej bohaterowie stali się słynni na całą Skandynawię, a potem – świat.

Sława małych trolli trwa do dziś i są one wręcz symbolem Finlandii. Namalowano je m.in. na samolocie fińskich linii lotniczych Finair.
Samolot McDonnell Douglas MD-11 należący do Finair, z malunkami Mamunków. Fot. Wikimedia/Carpkazu
– Muminki i Mikołaj są nieodłącznie kojarzeni z Finlandią. My także je uwielbiamy – mówił ostatnio fiński piłkarz Legii Warszawa Kasper Hamalainen w wywiadzie dla jednego z klubowych wydawnictw.

Dlaczego, mimo upływu lat i natłoku komercyjnych bohaterów bajek czy komputerowych animacji, historia o Muminkach i jej podobne wciąż cieszą się sympatią czytelników i widzów?

Jak Pippi i dzieci z Bullerbyn

– Kinowe Muminki nie są tylko filmem animowanym, czy po prostu filmem. One są adaptacją klasycznych książek dla dzieci, po pierwsze niezwykle chętnie czytanych, a po drugie niezwykle inteligentnych. One pokazują, że literatura dla dzieci nie jest w żaden sposób gorszą literaturą – podkreśla doktor Karol Jachymek, kulturoznawca i filmoznawca z warszawskiego Uniwersytetu SWPS.

Zaznacza też, że twórczość szwedzka – a przypomnijmy: Tove Jansson pisała książki o Muminkach po szwedzku – jest wręcz wzorcem dziecięcej literatury. Jej kanonem.

– Można tu przywołać choćby szwedzką pisarkę Astrid Lingren. Wszyscy znamy „Pippi Långstrump” czy „Dzieci z Bullerbyn”, które też się przewijały w naszej rzeczywistości w adaptacji filmowej – wskazuje Jachymek.
Serial „Pippi Langstrump” (1969): produkcja – Szwecja RFN; reżyseria Olle Hellbom, na zdjęciu Inger Nilsson w roli Pippi. Fot. arch. TVP.
Sekretem ich sukcesu są też ponadczasowe wartości, które przekazują takie książki i ich ekranizacje.

– Opowieści te wchodzą do kanonu literatury dziecięcej. Są jakimś kamieniem milowym, który może być zawsze przywoływany. Są uniwersalne – stwierdza rozmówca portalu tygodnik.tvp.pl.

– Ale chodzi też o pewną nostalgię, kontynuację tekstów, na których my sami czy nasi rodzice byli wychowywani. Ich przypominanie jest dowodem na ciągłość tych samych wartości, które tworzą fundament wychowawczy – ocenia kulturoznawca.

Czar Śnieżki

Producenci „Magicznej zimy Muminków” oparli film na tradycyjnej animacji. Rodzi się zatem pytanie, czy najmłodsi widzowie, przyzwyczajeni do komputerowych efektów specjalnych, „kupią” taki produkt?

Doktor Jachymek jest przekonany, że tak, ponieważ w takich produkcjach ważniejsza od animacji jest sama historia i jej przekaz. Czego przykładem jest choćby niezmienna popularność teatrów lakowych czy pantomimicznych.

– Dziecko jest takim samym inteligentnym i dorosłym odbiorcą i do niego przemawiają po prostu dobre produkcje, dobre opowieści, dobre historie a tu nic nie zależy od techniki – wskazuje.
Kadr z filmu „Królewna Śnieżka”. Fot. materiały prasowe
To tłumaczy, dlaczego dzieci wciąż chętnie oglądają klasyczne ekranizacje bajek. Jak chociażby „Królewnę Śnieżkę i siedmiu krasnoludków” z 1937 roku, czyli pierwszy pełnometrażowy film animowany słynnego Amerykanina Walta Disneya, stworzony na podstawie XIX-wiecznej baśni braci Grimm.

Milion rysunków

Disney został za niego uhonorowany specjalnym Oscarem w 1939 roku. Była to pierwsza nagroda Amerykańskiej Akademii Filmowej dla produkcji animowanej.

Do historii ceremonii oscarowych przeszło samo wręczenie nagrody. Szef animowanej wytwórni dostał od małej filmowej gwiazdy, wtedy 9-letniej Shirley Temple, dużą statuetkę i siedem małych. Jakby dla krasnali.

Obraz, nad produkcją którego pracowało ponad 750 artystów, którzy wykonali około miliona (!) rysunków, zarobił zawrotną wówczas kwotę 8 milionów dolarów.

Co ciekawe, choć w powszechnej opinii obraz z 1937 jest pierwszym w ogóle pełnometrażowym filmem animowanym na świecie, to prawda jest nieco inna. Przed „Królewną Śnieżką” powstało bowiem osiem innych. Pierwszym udźwiękowionym pełnometrażowym filmem animowanym był argentyński „Peludópolis” Quirino Cristianiego z 1931 roku. Była to satyra polityczna, wymierzona w prezydenta Argentyny Hipólita Yrigoyena.
Kadr z filmu „Piękna i Bestia” . Fot. materiały prasowe.
Jednak przez dekady to właśnie filmy wytwórni Walta Disneya najbardziej zapisywały się w historii nie tylko animowanej, ale kinematografii w ogóle.

Po sukcesie „Królewny Śnieżki i siedmiu krasnoludków”, już w 1940 roku powstał „Pinokio”, na podstawie powieści włoskiego pisarza Carla Collodiego. A dwa lata później niezapomniana historia o latającym słoniku Dumbo, na motywach książki Helen Aberson. Obie produkcje zaskarbiły sobie sympatię widzów i okazały się hitami.

W kolejnych dekadach powstały m.in.: „Śpiąca królewna” według baśni Charles’a Perraulta, „Piotruś Pan” na bazie książki Jamesa Matthew Barriego, czy „Księga dżungli” na motywach zbioru opowiadań Rudyarda Kiplinga.

Od „Bestii” do „Shreka”

Olbrzymim hitem, ponownie dostrzeżonym przez Amerykańską Akademię Filmową, był jednak dopiero obraz z 1991 roku „Piękna i Bestia”. Wyprodukowano go na podstawie francuskiej baśni ludowej. Był to pierwszy w historii oskarowej film animowany nominowany w kategorii „najlepszy film”. Przegrał z kultowym dziś thrillerem „Milczenie owiec”.

Inne obrazy animowane nie uzyskiwały nominacji do nagród oskarowych, ponieważ aż do 2001 roku w ogóle nie istniała wśród nich kategoria „najlepszy film animowany”. Do tego czasu Amerykańska Akademia Filmowa wyróżniła jeszcze dwa animowane filmy. W 1989 r. specjalnego Oscara otrzymali twórcy „Kto wrobił królika Rogera”, w którym razem z żywymi aktorami zagrały postacie kreskówkowe. A w 1996 r. specjalna statuetka powędrowała do wytwórni Pixar za film „Toy Story”.

Gdy w końcu kategoria „najlepszy film animowany” zagościła podczas ceremonii, pierwszego Oscara wygrał „Shrek”, który z tradycyjną animacją ma niewiele wspólnego.

Kto wie, czy o Oscara w kategorii „najlepszy film animowany” nie powalczy w 2018 roku „Magiczna zima Muminków”. Polsko-fiński obraz znalazł się bowiem na szerokiej liście 26 produkcji, które wciąż mają szansę na nominację.

Statuetkę może też zdobyć „Twój Vincent” – ta polsko-brytyjska animacja również znalazła się na liście. Ostateczne nominacje zostaną ogłoszone 23 stycznia 2018 r., a ceremonia oscarowa odbędzie się 4 marca.

– Piotr Wilczarek

Pisząc tekst korzystałem z książki „Tove Jansson. Mama Muminków” Westin Boel.
Zdjęcie główne: Kadr z filmu „Magiczna zima Muminków”. Fot. printscreen zwiastuna.
Zobacz więcej
Kultura Najnowsze wydanie
Manifest realizmu cokolwiek magicznego
Wystarczy opryskanie wodą, czy trzeba, aby któryś z bohaterów zdarzeń użył swojego moczu?
Kultura Najnowsze wydanie
Daniel Auteuil. 40 stopni gorączki
Dlaczego francuski gwiazdor odmówił zagrania Asteriksa?
Kultura Najnowsze wydanie
Triumf zgilotynowanej królowej
Jej pośmiertna sława nie wynikła z przemyślanej kampanii reklamowej, a tym bardziej polityki historycznej francuskich republikańskich rządów.
Kultura wydanie 10.01.2020 – 17.01.2020
Kiedy zdusimy w sobie rechot, pojawia się zaduma
Z tej dziwnej mowy, chwilami przypominającej bardziej język słowacki niż polski, wyłuskiwane są ponadczasowe mądrości.
Kultura wydanie 10.01.2020 – 17.01.2020
Islam straszy i uwodzi Zachód
Europa nie potrafiła się zjednoczyć nawet w obliczu śmiertelnego zagrożenia. Z antymuzułmańskiego frontu pierwszy wyłamał się Paryż.