Kultura

„Gwiezdne wojny”. Mity, religie, metafory

Ta seria filmów to fuzja zachodniego i wschodniego sposobu myślenia. Używana przez rycerzy Jedi Moc jest bezosobowa i przypomina nam filozofię Wschodu. Ale mamy też niepokalane poczęcie Anakina i mesjanistyczny wątek zbawienia populacji galaktyki, ewidentnie zaczerpnięte z zachodniego kręgu kulturowego.

„Dawno, dawno temu w odległej Galaktyce...” – te słowa możemy zobaczyć na ekranie już po raz ósmy w „Ostatnim Jedi”. Tradycyjnie otwierają każdy film z serii „Gwiezdne wojny”. Po raz pierwszy pojawiły się 40 lat temu, bo część czwarta, czyli „Nowa nadzieja”, miała premierę w maju 1977 r. Film był objawieniem kulturowo-socjologicznym. Co roku przybywa gwiezdnych fanów, a sprawcą całego zamieszania był George Lucas. Lucas zaczął pracę nad „Gwiezdnymi wojnami” w 1973 r. Był już wtedy reżyserem dość głośnego filmu science-fiction „THX 1138”. Jak opowiadał w wywiadach, pracował nad scenariuszem po osiem godzin pięć dni w tygodni. Ostateczna wersja była gotowa w marcu 1976 r., gdy trwały już zdjęcia do filmu.



Lucas przedstawił widzom nowy, kosmiczny świat, fundowany na mitach i synkretyzmie religijnych motywów, gdzie rządzą potężne moce. Są pozytywni bohaterowie, czyli rycerze Jedi wraz z członkami i sympatykami Sojuszu Rebeliantów oraz mroczni Sithowie z takimi czarnymi charakterami jak np. Darth Vader, który zanim przeszedł na ciemną stronę był Anakinem Sykwalkerem.

Zasady Hana Solo

Reżyser, scenarzysta i producent w jednej osobie chciał jednocześnie bawić i uczyć. Jak opowiadał w wywiadach, od początku inspirowały go mity. – Wspaniałą rzeczą w mitologiach było to, że opowieści przekazywano ustnie. Opowiadacze chodzili od domu do domu, dzielili się historiami i z tego się utrzymywali. Opowieści przechodziły z ojca na syna. Miały wielką moc. Z wiosek przenosiły się do miast, potem ogarniały całe państwa. Zastanawiało mnie, czy ludzie nadal myślą w podobny sposób jak przed tysiącami lat. „Gwiezdne wojny” udowodniły, że tak – powiedział Lucas w wywiadzie, którego udzielił podczas Chicago Ideas Festival.



Podstawowe zasady, którymi kierują się pozytywni bohaterowie „Gwiezdnych wojen”, czyli m.in. Han Solo, Luke Skywalker, księżniczka Leia, a teraz Rey czy Finn, to miłość, przyjaźń, poświęcenie i współczucie. – Okazało się, że każde pokolenie potrzebuje co prawda nowych bohaterów, ale tych samych wzorców – tłumaczy Lucas.
Reżyser demiurg wiele razy musiał opowiadać, jak tworzył kosmogonię „Gwiezdnych wojen”. Zawsze przy tej okazji przywoływał wspomnienie z dzieciństwa. Gdy miał osiem lat doszedł do wniosku, że jest wiele religii i tak naprawdę jeden Bóg. Tą swoją refleksja podzielił się z mamą.

Teologiczne odczytanie

– George Lucas określa religię jako pewnego rodzaju zbiornik na wiarę. Konstrukt, który pozwala indywidualne przekonania uformować i uporządkować. Religia była na pewno istotna, aczkolwiek odżegnywał się od sytuacji, w której „Gwiezdne wojny” miałyby być odczytane teologicznie. Tu mamy do czynienia z narracją bardziej mitologiczna niż stricte religijną – mówi portalowi tygodnik.tvp.pl dr Paweł Pyrka z Katedry Kultur i Literatur Krajów Anglojęzycznych warszawskiego SWPS.



– Pierwsze inspiracje dla „Gwiezdnych wojen” Lucas brał z pism Josepha Campbella o mitologii i konstrukcie nazywanym podróżą bohatera. Campbell, który był antropologiem o skręcie psychoanalitycznym, badał wspólne elementy w religiach, mitologiach, narracjach mitologicznych, tradycjach szamanistycznych jak i również w różnych epickich utworach, które miały jakieś zabarwienie religijne. Odnosił się zarówno do Biblii jak i do buddyzmu oraz do mitologii babilońskiej tworząc coś, co jest teraz nazywane monomitem. To powtarzalny, cykliczny schemat, który rezonuje z każdym przedstawicielem rasy ludzkiej niezależnie od kultury, z której pochodzi – tłumaczy dr Pyrka.

Fuzja Wschodu i Zachodu

Chodzi o pracę Campbella z 1949 r.„Bohater o tysiącu twarzy”. Np. motyw podróży bohatera odradza się w „Gwiezdnych wojnach” wiele razy. Po raz pierwszy w przypadku Luke’a z pierwszej trylogii, który mieszka wraz z matką na biednej planecie Tatooine, a potem wyrusza w galaktyczną wędrówkę. Podobnie sprawa się miała z jego ojcem, Anakinem czy z Rey z dwóch późniejszych, jeśli chodzi o daty premier kinowych, trylogii.

Lucas wcielił więc w życie koncepcje Campbella i opakował je w niezwykle atrakcyjne opakowanie. Powstały kosmiczne światy zaludnione przez niezwykłych mieszkańców, a efekty specjalne przy okazji każdej premiery zapierają dech w piersiach.
Yoda, czyli ten, który nauczył Luke'a Skywalkera korzystać z Mocy. Fot. Reuters/Carlo Allegri
– „Gwiezdne wojny” to fuzja zachodniego i wschodniego sposobu myślenia. Z jednej strony ta Moc, która jest jednym z głównych elementów wewnętrznej mitologii „Gwiezdnych wojen”, jest bezosobowa i w pewnym sensie przypomina nam filozofię wschodnią. Z drugiej jednak strony są takie elementy jak np. niepokalane poczęcie Anakina albo mesjanistyczny wątek zbawienia całej populacji galaktyki przez bohaterów. One są ewidentnie inspirowane zachodnim kręgiem kulturowym – wyjaśnia Paweł Pyrka.

– To, jak wiele zaczerpnął Lucas z filozofii wschodnich, m.in. medytację, szkolenie ucznia i jego związek z mistrzem, ewidentnie wynika z popularności buddyzmu w latach siedemdziesiątych na Zachodnie. Filozofia Wschodu skupia się na równowadze. Dlatego mówi się o równowadze między jasna i ciemną stroną Mocy. Anakin miał ją przywrócić. Równowaga sama w sobie jest dobrem, a jej zakłócenia reprezentuje zło – dodaje naukowiec.

Moc nie jest dobra ani zła

W wywiadzie dla magazynu „Time” z 1999 r. George Lucas powiedział, że stworzył Moc, by obudzić duchowość w młodych ludziach, którzy będą oglądać jego film.

Moc to mistyczna więź, która łączy wszystkie żywe istoty „Gwiezdnych wojen”. Odczuwanie jej jest możliwe dzięki midichlorianom, które znajdują się w komórkach żywych organizmów. Duże natężenie midichlorianów mają rycerze Jedi, którzy dzięki wpływowi Mocy mogą np. przenosić siłą woli przedmioty lub nakłaniać innych, by spełniali ich wolę. Moc ma jasną i mroczną stronę.



– Sama moc jako taka nie jest dobra ani zła. Chodzi o stosunek do niej i intencję, która towarzyszy korzystaniu z niej. Próba kontrolowania mocy, podporządkowania jej sobie, jest postrzegana jako zło. Dobrem jest natomiast harmonia i współegzystencja ze wszystkimi istotami, które moc tworzy i ogarnia, czyli tak naprawdę chodzi o wielką jedność wewnątrz świata – tłumaczy Paweł Pyrka.

Murzyn budzi kontrowersje

„Gwiezdne wojny” to – jak do tej pory – trzy trylogie: oryginalna trylogia, czyli „Nowa nadzieja” (1977), „Imperium kontratakuje” (1980) i „Powrót Jedi”; trylogia prequeli – „Mroczne widmo” (1999), „Atak klonów” (2002) i „Zemsta Sithów” (2005); trylogia sequeli, czyli „Przebudzenie mocy” (2015), „Ostatni Jedi” (2017) oraz zaplanowany na 2019 r. film, który nie ma jeszcze tytułu.
– Jeśli przyjrzymy się kolejnym filmom z cyklu, okaże się, że z biegiem czasu twórcy starają się ograniczać i – moim zdaniem – subtelniej przemycać elementy związane z kultem czy religiami do scenariuszy. W nowej trylogii następuje przełożenie środka ciężkości na kwestie społeczne, jak chociażby w „Przebudzeniu mocy”. Mamy tu mocniejszą rolę postaci kobiecych czy wprowadzenie czarnoskórego szturmowca, co wywołało bardzo wiele kontrowersji. Ale taka jest rola mitologii. Musi do nas mówić językiem, który jesteśmy w stanie zrozumieć. Choć na ekranie widzimy obrazy fantastycznych planet i dziwne technologie, to czytamy to jako przedstawienie świata, który nas otacza – twierdzi Pyrka.



Naukowiec tłumaczy, że „Gwiezdne wojny” pod koniec lat siedemdziesiątych wpisały się jako metafora zimnowojennego konfliktu. Miały więc też wymiar polityczny. Jeszcze mocniej ten kontekst był wyraźny w trylogii prequeli, gdy w tle mieliśmy konflikt na Bliskim Wschodzie. Sceny wojenne inspirowane filmami wojennymi były swego rodzaju hołdem wobec tych, które powstały o walkach w Wietnamie. Dość jasne było przedstawienie filozofii Jedi, która nie wierzy w absolutne dobro i zło.

Wyznawcy jediizmu

W drugiej trylogii pojawia się m.in., inspirowany Biblią cytat z przemówienia George’a Busha z 2001 r. Prezydent USA powiedział wtedy do sojuszników: „Albo jesteście z nami, albo przeciwko nam w walce z terroryzmem”. Podobne zdanie od Anakina słyszy Obi-Wan Kenobi i odpowiada, że tylko Sithowie, czyli wyznawcy zła, przyjmują tego typu absolutne wartości.

– Odwoływanie się do mitów sprawia, że nie podważamy racjonalności świata „Gwiezdnych wojen”, bo ważniejsze są same wartości, które niesie film. Mitologia w założeniu jest pewnego rodzaju fikcją, którą przyjmujemy bez jej analizowania. Choć trzeba pamiętać, że w przeciwieństwie do klasycznej mitologii, która była opisaniem świata, tu mamy do czynienia z metaforami stosowanymi przez autorów filmu niezwykle świadomie – podsumowuje Pyrka.
Fot. Wikimedia
Kosmiczna popularność „Gwiezdnych wojen” ma różne konsekwencje. Jedną z nich jest powstanie nowej religii, zwanej jediizmem. Zaangażowani w nią ludzie twierdzą, że kierują się takimi samymi zasadami jak rycerze zakonu Jedi.

Dla przypomnienia. Rycerze Jedi są „wrażliwi na Moc”. Kwintesencja zasad Jedi są słowa: „Nie ma emocji – jest spokój. Nie ma ignorancji – jest wiedza. Nie ma namiętności – jest pogoda ducha. Nie ma chaosu – jest harmonia. Nie ma śmierci – jest Moc”.

Buddyzm i New Age

W 2001 r. w Wielkiej Brytanii ok. 500 tys. ludzi w narodowym spisie powszechnym zadeklarowało jediizm jako wyznawaną religię – był to efekt oddolnego protestu społecznego przeciwko wymogowi deklarowania wiary. A potem ruszyła lawina. Wielu uznało to nie żart, ale poważne „wyzwanie wiary”. Ludzie zaczęli zakładać związki wyznaniowe. Jediizm pojawił się m.in. w Czechach, wyznawców można znaleźć także w Polsce. Ale najwięcej ich jest w krajach anglosaskich, Wielkiej Brytanii, USA, Nowej Zelandii.



Jediizm ma swojego samozwańczego ojca, jest nim Brytyjczyk, niejaki Daniel Jones. W 2008 r. założył Kościół Jedi. Jest bardzo zasadniczy i obrusza się, gdy ktoś próbuje porównywać jediizm do np. rastafarianizmu (Kościół Latającego Potwora Spaghetti), który uważa za żart. Jones świetnie „odrobił lekcje” z tego, co o duchowych inspiracjach filmowej serii mówił George Lucas. Powołuje się przede wszystkim na buddyzm i New Age.

- Beata Zatońska
Zdjęcie główne: Premiera najnowszej części Gwieznych Wojen - Los Angeles 14 grudnia (fot. PAP/EPA/EUGENE GARCIA)
Zobacz więcej
Kultura Najnowsze wydanie
Co wolno Polańskiemu
Czy sam talent wystarczy, żeby zrekompensować potworne skutki zbrodni?
Kultura Poprzednie wydanie
Osamotniony, staroświecki, dziwaczny. Poszedł dalej w ciemność…
Pod koniec życia był już na dobre i złe związany z prawicowymi tytułami, ale nigdy nie udawał zadzierżystego antykomunisty.
Kultura wydanie 22.11.2019 – 29.11.2019
Żywa Kamienica. Dla ludzi, którzy potrzebują śmiechu
To złoty czas najbardziej warszawskiego z warszawskich teatrów. Trzy premiery w trzy miesiące. Nie tylko zrozumiałym językiem, ale o ważnych sprawach.
Kultura wydanie 8.11.2019 – 15.11.2019
Rokossowski na Kasztance. Co ze sztuki II RP przejęła PRL
Dawne animozje między artystami wróciły po 1945 roku, stanowiąc zarówno trampolinę dla późniejszych karier, jak i niekiedy przyczynę ich blokady.
Kultura wydanie 8.11.2019 – 15.11.2019
Żelazna kurtyna z betonu. Gorący towar i gorzkie przemyślenia
Noc z 9 na 10 listopada 30 lat temu. Wiedzą państwo, co to za rocznica? Niektórzy epokowe wydarzenie po prostu przespali.