Historia

Druga Gdynia czy wielki blef II RP?

80 lat temu sanacyjne władze na dobre zarzuciły plany budowy „drugiej Gdyni”, choć przez kilka lat mamiły nimi nie tylko mieszkańców Wileńszczyzny. O wielkim porcie w Drui, który dla północno-wschodniej Polski miał stać się bramą na Bałtyk, pisały bodaj wszystkie poważne gazety.

Winne dożynki w Zaleszczykach

W czasach II RP na Kresach kwitło polskie winiarstwo.

zobacz więcej
„Wypowiedziano wiele pięknych słów nad przeciętą wstęgą i na bankietach, nastawiono społeczeństwo w tym kierunku: oto dajemy wam kolej, przecie coś się robi. Zaczekajcie, zbudujemy jeszcze port – »druga Gdynia «! (…) Czekaliśmy. Wiele wody upłynęło w Dźwinie, a oczywiście nikt portu w Drui nie wybudował, a zresztą podejrzewam, budować nie miał zamiaru” – pisze gorzko Józef Mackiewicz w jednym z reportaży, które drukuje „Słowo”, dziennik wileńskich konserwatystów.

Mackiewicz jest wtedy tuż po trzydziestce i od dziesięciu lat jako dziennikarz przemierza wschodnią Polskę, demaskując administracyjne absurdy.

Jeziora Brasławskie jak Mazury

W miraż „drugiej Gdyni” nigdy wprawdzie do końca nie uwierzył, ale do Drui jeździł parę razy, żeby obserwować postępy prac. Jedzie trasą polecaną przez przewodniki turystyczne.
Jezioro Drywiaty w Parku Narodowym „Jeziora Brasławskie”. Leży on na Białorusi w rejonie brasławskim, w obwodzie witebskim, w dorzeczu rzeki Drujka. Grupa obejmuje 30-50 jezior o łącznej powierzchni ok. 114–130 kilometrów kwadratowych. Fot. Wikimedia/zedlik
„Szlak Dukszty – Brasław – Druja (..) należy do najpiękniejszych w Polsce. (...) Fantastecznymi serpentynami droga wije się wśród najbardziej malowniczych partyj pojezierza, pomiędzy niezliczonemi taflami wód, otoczonych lasem i wzgórzami. Ogólna powierzchnia tych jezior przekracza 70 000 ha (…)” – zachwyca się Józef Szulkiewicz, autor „Przewodnika turystycznego po Wileńszczyźnie i Nowogródczyźnie” z 1934 roku, opisując Jeziora Brasławskie. Dla Polaków z II RP są one tym, czym dla nas Warmia i Mazury.

W powiatowym Brasławiu stałą bazę mają studenci Centralnego Instytutu Wychowania Fizycznego (poprzednika dzisiejszej warszawskiej AWF), którzy przyjeżdżają tu na letnie obozy sportowe. Jeziora Brasławskie upodobali sobie zwłaszcza harcerze, żeglarze, kajakarze i wszyscy mało wybredni turyści, którzy mogą obyć się bez luksusów.

Do dziś niewiele się tam zresztą zmieniło. Za czasów sowieckich postawiono parę nijakich ośrodków wczasowych, za Łukaszenki bogaci Białorusini pozamieniali wiejskie chałupy na wakacyjne dacze (czasem zaskakująco wystawne), a plaża miejska w Brasławiu z trzcinowymi parasolkami udaje Hurgadę, ale i tak ludzie najchętniej jeżdżą „pod namiot”. Brzegi zapełniają się głównie w weekendy. Poza tym jeziora to wciąż raj dla odludków.

Eldorado handlu

Podobnie jak 80 lat temu dojazd jest sporym wyzwaniem. Kiedy z bardzo przyzwoitych dróg krajowych zjeżdża się na lokalne szutrówki, wrażenie cofniętego zegara zaczyna być dojmujące.
Wschodnie tereny II RP mają problem z komunikacją. Autorzy „Przewodnika po Polsce w czterech tomach” (Warszawa, 1935) ostrzegają przed „rzadką siecią dróg”. Nie lepiej jest z PKP. „Sieć kolejowa pnw Polski jest o wiele rzadsza niż w innych prowincjach. Miejscowości oddalone o 40 km od kolei nie należą do rzadkości. Stacje kolejowe na ogół dość odległe od siebie i często bardzo odległe od miejscowości, których noszą nazwy”.
A Druję od Wilna dzieli spory dystans – ponad 200 kilometrów, dlatego, całkiem słusznie, zalecają wycieczki dwu-, a nawet trzydniowe.

O mieście Szulkiewicz ma jednak niewiele do napisania: „Druja nad Dźwiną, dawny Sapieżyn, niegdyś znaczne miasteczko, dziś zamierające prawie, posiada wspaniały kościół barokowy i zabytkową w tym samym stylu synagogę, oba zabytki fundacji Sapiehów. Przeciwległy brzeg szeroko rozlanej w tem miejscu Dźwiny należy już do Łotwy z dawnym przedmieściem Drui – Przedrujskiem”.

Mackiewicz jest jeszcze bardziej bezwzględny: „Druja wygląda strasznie. Domy są oberwane, jak stare żebraczki. Na rynku stoją gmachy bez okien, dachów, ruiny tutejszego mieszczaństwa. (…) Otóż przyszły port zamienić ma tę Druję w Eldorado handlu (...)” – ironizuje.

Plany niebanalnych geografów

Skąd więc pomysł, żeby w takiej zapyziałej mieścinie na końcu świata postawić port na miarę Gdyni?

Nawet dziś taki plan sprawiałby wrażenie osobliwego. A jednak – przyznaje sceptyk Mackiewicz – kierunek myślenia był właściwy.

Wileńszczyzna po odcięciu od bałtyckich portów, które znalazły się w Litwie, mocno podupadła. „Wskutek trudności eksportowych” – jak pisano – rozwój przemysłu został praktycznie zatrzymany. Szalało bezrobocie.

Wielki kryzys lat 30. szczególnie mocno uderzył w rolników. Przywrócenie regionowi kontaktu z morzem wydawało się być niezbędne. Ponieważ stosunki z Litwą były lodowate, pozostawała Łotwa z wielkim portem w Rydze.
Jakąś rolę odegrały też względy strategiczne, przynajmniej tak się wtedy wydawało. „Jeżeli, w wypadku zatargu zbrojnego na zachodzie, okazałoby się może trudnem utrzymanie łączności kraju z morzem przez Wisłę, wówczas port Ryski, z którym mamy połączenie wodne przez rzekę Dzisnę i Dźwinę, przypuszczalnie mógłby nam być pomocnym” – tłumaczy w 1936 roku dwumiesięcznik „Gospodarka Wodna”.

Trudno dziś stwierdzić, kto pierwszy rzucił pomysł postawienia w Drui portu.

Wiadomo natomiast, że największymi entuzjastami była Wileńska Izba Przemysłowo-Handlowa oraz niebanalna para geografów z Uniwersytetu Stefana Batorego w Wilnie: prof. Mieczysław Limanowski i dr Wanda Rewieńska.

Prof. Limanowskiego geografia i geologia fascynowały równie mocno jak teatr. W 1919 roku razem z aktorską legendą Juliuszem Osterwą założył, a potem współprowadził, warszawski teatr Reduta – bodaj pierwszy w Polsce teatr eksperymentalny. Jednocześnie pracował w Państwowym Instytucie Geologicznym. Do Wilna trafił w 1925 roku razem z Redutą właśnie. Dwa lata później objął katedrę geografii na Uniwersytecie Stefana Batorego.

Posłuchaj: Mówiona encyklopedia teatru polskiego – Mieczysław Limanowski
27 lutego 1925 roku. Po premierze spektaklu w Teatrze Narodowym w Warszawie „Uciekła mi przepióreczka” Stefana Żeromskiegow. Od lewej stoją: Stefan Jaracz, Mieczysław Limanowski, Józef Kotarbiński, Antoni Bednarczyk, Juliusz Osterwa, Antoni Różański, Józef Chmieliński, Józef Zieliński, Józef Śliwicki, Władysław Staszkowski. Od lewej siedzą: Ludwik Solski, Tekla Trapszo, Stefan Żeromski, Maria Malanowicz. Żródło: Biblioteka Narodowa
Silną osobowością jest też Wanda Rewieńska, harcerka i – jak wiele inteligentek z jej pokolenia – przed I wojną światową działaczka niepodległościowa. W tamtym czasie ma już doktorat i z asystentki profesora Limanowskiego awansuje na adiunkta.

Habilituje się w 1939 roku, ale katedry objąć nie zdąży. 1 września wybuchnie wojna z Niemcami, 17 września do Polski wkroczą Sowieci, a Wanda Rewieńska zaangażuje się w działalność konspiracyjną – będzie użyczać mieszkania poszukiwanym polskim oficerom, potem Żydom. Niemcy aresztują ją w kwietniu1942 roku i osadzą w słynnym więzieniu na wileńskich Łukiszkach. 21 listopada1942 zginie rozstrzelana w masowej egzekucji w Ponarach. Będzie miała 45 lat.

28 kilometrów na godzinę

Na razie o wojnie nikt nie myśli. Tylko w 1934 roku Limanowski i Rewieńska organizują na Uniwersytecie Stefana Batorego siedem wykładów propagujących ideę budowy portu. We wrześniu prof. Limanowski zaprasza uczestników Międzynarodowego Kongresu Geograficznego w Warszawie na wycieczkę do Drui.

W sierpniu pod patronatem Wileńskiej Izby Handlowej rusza wyprawa kajakowa do Rygi – członkowie ekipy badają żeglowność Dźwiny, a Oddział Wodny Wileńskiego Urzędu Wojewódzkiego przygotowuje projekt portu drzewnego.
Jeziora brasławskie na białoruskim znaczku pocztowym, 2002 rok. Fot. Wikimedia/http://belpost.by/stamps/catalog-by-date/2002
Prof. Limanowski przekonuje: „Dysponujemy miejscem niezwykłem nad Dźwiną, która to rzeka obok Rodanu i Dunaju ma światową olbrzymią przyszłość w Europie (...) Mamy szczęście, że do Bałtyku możemy drugi wylot otworzyć i nie być na łasce tylko jednej linji". Czy tylko Mackiewicz widzi, że plany niepokojąco się rozłażą? Nawet otwarta z wielką pompą w kwietniu 1932 roku linia kolejowa z Woropajewa do Drui nie spełnia nadziei.

„Stara droga wynosi 219 km, a nowa, która Druję miała zbliżyć do szerokiego świata – 252 km. Starą drogą kosztuje taniej i podróż z Wilna trwa 6 godzin 35 minut. Przez Woropajewo z Wilna – 9 godzin. Przeciętna szybkość na tej trasie wynosi 35 km na godzinę. Na nowej – 28 km na godzinę. (…) W tym samym czasie dojechać można do Krakowa” – irytuje się Mackiewicz.

Stara droga, o której wspomina, to zbudowana jeszcze przez Niemców w czasie I wojny wąskotorówka.

Na domiar wszystkiego nową stację kolejową postawiono w szczerym polu. Od centrum miasteczka z dworcem wąskotorówki jest więc oddalona o 2 kilometry! Podobnie jak od brzegu rzeki. O tym, by obie linie połączyć, nie pomyślano.

Odrzucony wniosek posłanki Pełczyńskiej

30 stycznia 1936 r. w Sejmie występuje wileńska posłanka Wanda Pełczyńska, żona wpływowego sanacyjnego pułkownika. Stara się przekonać Komisję budżetową do wyłożenia pieniędzy na inwestycję w Drui.

Pełczyńska do Sejmu dostała się w 1935 roku z listy BBWR. Jest aktywna, bojowa i widoczna - chyba nie tylko dlatego, że jest jedną z ledwie dwu kobiet w Sejmie tamtej kadencji.
Wanda Pełczyńska. Poseł na Sejm IV kadencji (1935–1938) II RR. Zdjęcie z 1936 roku, zamieszczone w „Sejm i Senat 1935–1940 IV kadencja”, nakładem Ksiegarni F. Hoesicka. Fot. Wikimedia
Broni praw Białorusinów i Ukraińców, potępia antysemickie incydenty, bierze też stronę protestujących rybaków znad jeziora Narocz. Na Wileńszczyźnie było wtedy o nich głośno. Mackiewicz poświęcił im niejeden reportaż.

Dla wileńskiej posłanki dziennikarz jest pełen uznania: „Moim zdaniem zasługa pani Pełczyńskiej polega na tym, że wśród kilkunastu wsi białoruskich nie dała upaść nagle zachwianej wierze w poczucie sprawiedliwości w Państwie. Jej także zasługą było to, że sprawę nagłośniła na cały kraj”.

Jest w tych słowach pewnie także szacunek dla koleżanki po fachu. Kilka lat wcześniej Pełczyńska była warszawską redaktorką, szefową popularnych pism kobiecych: „Bluszczu”, „Kobiety Współczesnej”, „Młodej Matki”.

W kręgach najważniejszych sanacyjnych polityków też jest dobrze znana – była kurierką I Brygady Legionów Piłsudskiego. W czasie wojny polsko-bolszewickiej dowodziła kurierkami Frontu Litewsko-Białoruskiego.

Kiedy wybuchnie II wojna, Pełczyńska wstąpi do ZWZ. Aresztowana przez Sowietów, rok przesiedzi na Łukiszkach. Wolność odzyska, gdy Niemcy zaatakują ZSRR. Wyjedzie do Warszawy, będzie walczyć w powstaniu, w którym zginie jej syn. Po wojnie osiądzie w Londynie. W 1955 roku działaczka PPS Lidia Ciłkoszowa napisze: „Pani Wanda Pełczyńska, była posłanka na Sejm i żona szefa sztabu AK, gotowała w angielskich domach”.
Centralny Okręg Przemysłowy, mapa w Ilustrowanym Kalendarzu Słowa Pomorskiego 1939. Fot. Wikimedia
W sprawie Drui posłance Pełczyńskiej niewiele udaje się zdziałać. Sejm odmawia sfinansowania projektu. Enigmatycznie stwierdza tylko, że zagadnienie „należy przestudiować”.

W tym samym roku zaczyna się budowa Centralnego Okręgu Przemysłowego.

Strefa graniczna

W 1937 roku nikt już nie ma złudzeń, że Druja na żadną inwestycję liczyć nie może, a Wileńszczyzna nie odzyska dostępu do morza.

Utworzono strefę graniczną. Na całym obszarze w odległości 50 km od granicy wprowadzano system przepustek i kontroli. A Druja leży przecież na samej granicy polsko-łotewskiej i dwadzieścia parę kilometrów od granicy polsko-sowieckiej.

Mackiewicz, który od dawna alarmował o wielkim blefie warszawskich władz w sprawie portu, jedzie do Drui jeszcze raz. „Zahamowane zostały wszelkie rynki” – notuje. „Strefa graniczna. Chłopi boją się jechać. Bandy bezrobotnych Żydów wylegują się na schodach albo siedzą wprost na chodnikach, czy na jakiejś zapomnianej belce. Ot, patrzą sobie, a może wewnątrz coś knują, może z biedy i nędzy coś przemyśliwują, coś złego?” – rozważa.

W reportażu „Tak się skończyło”, który wejdzie do tomu „Bunt rojstów”, napisze jeszcze: „Jaskrawa łuna oświetlała północny horyzont. W sowieckiej Dryssie wybudowany wielki port rzeczny na Dźwinie. Zrobiło mi się trochę przykro i trochę wstyd”.

– Beata Zubowicz
Zdjęcie główne: Jezioro Strusta. Widok ze wzgórza Majak. Obwód witebski, Białoruś 2010. Fot. Wikimedia/zedlik
Zobacz więcej
Historia Najnowsze wydanie
Żuchwa Hitlera. Strategiczny łup sowieckich służb
Do dziś pozostaje w dyspozycji Federalnej Służby Bezpieczeństwa. Spoczywa w ołowianym relikwiarzu przy ulicy Łubianka.
Historia Najnowsze wydanie
Powiesić sołtysa. Ograbić chłopów. Wystawić polskie podziemie...
Bandycki i antypolski charakter partyzantki radzieckiej powodowały półoficjalne zawieszenia broni pomiędzy Niemcami a niektórymi oddziałami AK.
Historia Poprzednie wydanie
„Krzyczałem: piekło spalone!” 75 lat od buntu w Treblince
Myśleli, żeby kupić broń za pieniądze po zagazowanych Żydach, ale próby spełzły na niczym. Postanowili więc wydobyć z grobów jak największą liczbę zwłok, by przedłużyć pracę i w tym czasie ostrzyli noże i siekiery, a członek komanda dezynfekcyjnego oblewał benzyną drewniane baraki.
Historia Poprzednie wydanie
Niepiśmienni chłopi stali się Polakami. Inny Cud nad Wisłą
Osamotnione, wyniszczone państwo, po 123 latach nieistnienia, dokonało czegoś, co nie miało prawa się udać.
Historia wydanie 3.08.2018 – 10.08.2018
Kawałki ciała obcinali martwym i żywym. Piekli jak szaszłyki
To historia na pewno nie dla dzieci, ale też nie dla wszystkich dorosłych. Tylko dla ludzi o wyjątkowo mocnych nerwach.