Cywilizacja

Franciszek zrywa z Janem Pawłem

Papieska Akademia Życia ma się zajmować teraz także ekologią - w efekcie na organizowanych przez nią imprezach przemawiają aborcjoniści i zwolennicy eutanazji, którzy troszczą się pilnie o życie zwierząt i kryzys klimatyczny, a nie zaprasza się już obrońców życia.

Wielu teologów i hierarchów (także takich, których nie sposób kojarzyć z linią Franciszka) zapewnia, że w obecny papież kontynuuje wizję Kościoła, którą zaproponowali jego poprzednicy, a co najwyżej przesuwa nieco akcenty czy duszpastersko aktualizuje. Takie opinie można było usłyszeć i z ust bardzo „wojtyliańskiego” arcybiskupa Charlesa Chaputa i od filozofa Rocco Buttiglione (który zresztą w kwestii interpretacji „Amoris laetitia” wsparł zwolenników komunii dla rozwodników w ponownych związkach).
„Nie da się obronić tezy, że Franciszek kontynuuje pontyfikaty poprzedników”

Kościół emocji

Katolicyzm przejmuje formy pobożności ruchów zielonoświątkowych – twierdzi Tomasz P. Terlikowski. Podaje przykłady: mówienie nieznanymi językami, prorokowanie, histeryczny śmiech, pokrzykiwania i niekontrolowane upadki na podłogę.

zobacz więcej
Powoli jednak pojawia się grupa obserwatorów, którzy dostrzegają, że zmiany są znacznie głębsze. Tak jest z Vittorio Messorim, którzy początkowo – mimo wątpliwości, co do niektórych działań papieskich – wyrażał opinię o papieskiej „nieprzewidywalności”, później na długo zamilkł, ale ostatnio, już zupełnie otwarcie, mówi o tym, że ten pontyfikat „destabilizuje Kościół”, bowiem kształtuje go na wzór „płynnego społeczeństwa” i sprawia, że wszystko – poza samą zmianą – staje się w nim płynne i zmienne, także doktryna.

Zmiana – wedle wspomnianych obserwatorów - dokonuje się w przestrzeni instytucjonalnej: reformowania i zmieniania instytucji powołanych przez Jana Pawła II, nominowania kardynalskich głównie dla środowisk postępowych teologicznie, odwoływania kolejnych rzymskich hierarchów, którzy nie prezentują wystarczającego entuzjazmu dla kierunku zapropnowanych przez Franciszka zmian, by wymienić tu tylko kardynałów Raymonda Burke’a i Reinholda Müllera. Ale dotyczy także doktryny, choć to robi się akurat po cichu, głośno zapewniając, że w istocie nic się nie zmienia.

Papież nie odpowiedział

O co chodzi? W największym skrócie o interpretacje nieprecyzyjnych i nieostrych zapisów rozdziału ósmego „Amoris laetitia”.



Od momentu opublikowania tej adhortacji trwa debata dotycząca pytania, czy papież Franciszek chciał czy też nie chciał, dopuścić w tym dokumencie niektóre osoby rozwiedzione w ponownych związkach do spowiedzi i Eucharystii. Liberalnie nastawieni teolodzy, biskupi, a także całe Konferencje Episkopatu (w tym niemiecka, filipińska, maltańska czy regionu Buenos Aires) już opublikowali oświadczenia, w których tak właśnie interpretują ten dokument.

Nie brak jednak biskupów, by wymienić tu tylko wspomnianego już arcybiskupa Charlesa Chaputa czy biskupa Stevena Lopesa, którzy jasno przypominali, że papież nie ma władzy zmienić doktryny i w związku z tym nie zrobił tego. - O ile dogmat może być lepiej zrozumiany czy lepiej wyrażony, to nie może on się zmienić, ani zmodyfikować swojej treści, a praktyka duszpasterska nie może być sprzeczna z niezmiennym nauczaniem - mówił biskup Lopes w specjalnym oświadczeniu skierowanym do wiernych swojej diecezji.

A arcybiskup Chaput uzupełniał, odnosząc się do przypisu 351, rozdziału ósmego kontrowersyjnego dokumentu, że gdy pojawiają się niejasności czy wątpliwości w odniesieniu do dokumentu, to należy go zawsze interpretować zgodnie z nauczaniem poprzednich papieży.
Plac Świętego Piotra w Rzymie. Luty 2001 r. Jan Paweł II odprawia mszę dla nowopowołanych kardynałów. Na zdjęciu z kard. Jose Marią Bergoglio. Fot. PAP/Grzegorz Galązka
Niejasności, o których mowa doprowadziły także do powstania dokumentu o nazwie „Dubia”, w których czterech kardynałów (dwóch z nich już nie żyje) postawiło szereg pytań, które w największym skrócie można sprowadzić do jednego: czy „Amoris laetitia” zmienia nauczanie Kościoła katolickiego (wyrażone w dokumentach św. Jana Pawła II) w kwestii istnienia obiektywnych norm moralnych, grzechu ciężkiego, Eucharystii i małżeństwa.

Franciszek nie odpowiedział na te pytania, a jego współpracownicy, albo uznali stawiających je za doktrynerów i dogmatyków, albo… oznajmili, że brak odpowiedzi jest elementem rozwoju debaty, której sam papież nie chce przerywać, bowiem uważa, że powinna się ona odbywać w wolności.

List do biskupów

Teraz jednak stało się jasne, że debata ma zostać zakończona, i to w sposób niecodzienny. Franciszek bowiem, zamiast ogłosić odpowiedź na Dubia, czy choćby spróbować wyjaśnić nową doktrynę, nakazał jej przyjęcie w sumieniu wszystkim katolikom poprzez wprowadzenie niemagisterialnych tekstów na listę oficjalnych orzeczeń Kościoła.

O jakie dokumenty chodzi? O stanowisko biskupów regionu Buenos Aires, którzy uznali, że w pewnych okolicznościach osoby rozwiedzione w ponownych związkach mogą przystępować do spowiedzi i komunii i prywatny list (opublikowany tego samego dnia, co dokument argentyńskich biskupów) Franciszka, w którym zapewnia on, że właśnie ta interpretacja „Amoris laetitia” jest poprawna. - Dokument jest bardzo dobry i w pełni wyjaśnia znaczenie rozdziału VIII Amoris Laetitia” - napisał papież do biskupów. „Nie ma innych interpretacji” - dodał.
I choć wielu mogłoby się wydawać, że już wtedy sprawa została rozstrzygnięta, to wcale tak nie było. Prywatny list papieża nie jest magisterium i nie może być tak traktowany. Teraz sytuacja się jednak zmieniła, bowiem papież nakazał opublikowanie obu dokumentów w „Acta Apostolicae Sedis” i traktować jako „autentyczne nauczanie Kościoła”. „Ojciec Święty decyduje, że te dwa dokumenty poprzedzające niniejszy Reskrypt mają być ogłoszone na stronie internetowej Watykanu i w Acta Apostolicae Sedis i traktowane jako autentyczne Magisterium” - napisał kard. Parolin w decyzji, która została obecnie opublikowana.

Znaczenia tego dokumentu nie można przecenić, bowiem zawarte w nim sformułowania mają precyzyjne znaczenie teologiczne i prawne, i jakoś trudno uwierzyć, by w tak rzadko stosowanej formule jaką jest „reskrypt z audiencji”, i w przypadku dwóch najważniejszych hierarchów w Watykanie, nie było tego świadomości.

Kluczowy jest tu termin „autentyczne nauczanie”. Kanon 752 Kodeksu Prawa Kanonicznego jasno precyzuje, jakie są obowiązki katolików świeckich wobec tak wyrażonej nauki papieskiej. „Wprawdzie nie akt wiary, niemniej jednak religijne posłuszeństwo rozumu i woli należy okazywać nauce, którą głosi Papież lub Kolegium Biskupów w sprawach wiary i obyczajów, gdy sprawują autentyczne nauczanie (czyli właśnie „autentyczne Magisterium”), chociaż nie zamierzają przedstawić jej w sposób definitywny.

Stąd wierni powinni starać się unikać wszystkiego, co się z tą nauką nie zgadza” - głosi Kodeks Prawa Kanonicznego. W wielkim skrócie oznacza to zatem, że reskrypt, o jakim mowa, nakłada na katolików obowiązek uznania liberalnej interpretacji „Amoris laetitia”.

Rozeznawanie dynamiczne

Prof. Joseph Seifert, Austriak, jeden z najbardziej rozpoznawalnych filozofów katolickich XX i XXI wieku, bliski przyjaciel św. Jana Pawła II wskazywał, że „Amoris laetitia” jest „teologiczną bombą atomową”, która może zniszczyć cała doktrynę moralną Kościoła.

I wcale nie chodziło mu tylko o to, że adhortacja, dopuszczając do Komunii Świętej rozwodników w ponownych związkach, i to bez potrzeby nawrócenia czy zmiany życia, jest sprzeczna z „Familiaris consortio”, które jasno nakazywała w takiej sytuacji powrót do pierwszego małżonka albo życie w samotności lub – jeśli oba te rozwiązania były niemożliwe i wywołujące więcej jeszcze zła – życie jak brat z siostrą w niesakramentalnym związku.

„Amoris laetitia” takich sugestii nie daje, ale można uznać (co zrobiło wielu biskupów), że to, czego nauczał św. Jan Paweł II, nadal obowiązuje. Nie da się tego jednak zrobić z paragrafem 303 adhortacji Franciszka, który sprzeczny jest nie tyle z „Familiaris consortio”, ile z innym fundamentalną encykliką św. Jana Pawła II, a mianowicie „Veritatis splendor” i jego odrzuceniem relatywizmu moralnego.

„Świadomi wagi konkretnych uwarunkowań, możemy dodać, że ludzkie sumienie powinno być lepiej włączone do praktyki Kościoła w niektórych sytuacjach, które obiektywnie odbiegają od naszego rozumienia małżeństwa. Oczywiście musimy zachęcać do dojrzałości sumienia światłego, uformowanego, któremu towarzyszy odpowiedzialne i poważne rozeznanie pasterza, i proponować coraz większe zaufanie do łaski” – napisał Franciszek.

Samotność w Cerkwi

– Powód do kajania się jest jeden: onanizm. Innych grzechów jakby nie było – mówi moskiewski teolog i diakon Andriej Kurajew o rosyjskim prawosławiu, które „upaja się władzą i unika rozliczeń”.

zobacz więcej
I dodał: „Sumienie może jednak uznać nie tylko to, że dana sytuacja nie odpowiada obiektywnie ogólnym postanowieniom Ewangelii. Może także szczerze i uczciwie uznać to, co w danej chwili jest odpowiedzią wielkoduszną, jaką można dać Bogu i odkryć z jakąś pewnością moralną, że jest to dar, jakiego wymaga sam Bóg pośród konkretnej złożoności ograniczeń, chociaż nie jest to jeszcze w pełni obiektywny ideał. W każdym razie pamiętajmy, że to rozeznawanie jest dynamiczne i zawsze powinno być otwarte na nowe etapy rozwoju i nowe decyzje pozwalające na zrealizowanie ideału w pełniejszy sposób”.

Sumienie ostateczną instancją

Te słowa trudno pogodzić z nauczaniem św. Jana Pawła II z „Veritatis Splendor”, która wprost odrzuca leżącą u podstaw rozważań Franciszka zasadę (ostrożnie wyrażoną) pełnej autonomii sumienia: „Niektórzy proponują przyjęcie swego rodzaju podwójnego statusu prawdy moralnej. Obok płaszczyzny doktrynalnej i abstrakcyjnej należałoby uznać odrębność pewnego ujęcia egzystencjalnego, bardziej konkretnego. Ujęcie to, uwzględniające okoliczności i sytuację, mogłoby dostarczać uzasadnień dla wyjątków od reguły ogólnej i tym samym pozwalać w praktyce na dokonywanie z czystym sumieniem czynów, które prawo moralne uznaje za wewnętrznie złe. W ten sposób wprowadza się w niektórych przypadkach rozdział lub nawet opozycję między doktryną wyrażoną przez nakaz o znaczeniu ogólnym, a normą indywidualnego sumienia, które w praktyce miałoby stanowić ostateczną instancję orzekającą o dobru i złu.

Dalej polski papież wyjaśniał: „Na tej podstawie próbuje się uzasadnić tak zwane rozwiązania „pastoralne”, sprzeczne z nauczaniem Magisterium i usprawiedliwić „twórczą” hermeneutykę, według której poszczególna norma negatywna bynajmniej nie we wszystkich przypadkach jest wiążąca dla sumienia. Trudno nie zauważyć, że tezy te podważają samą tożsamość sumienia w jego relacji do wolności człowieka i prawa Bożego”.
Fot. TVP
„Sumienie nie jest więc autonomicznym i wyłącznym źródłem stanowienia o tym, co dobre i złe; głęboko natomiast jest w nie wpisana zasada posłuszeństwa względem normy obiektywnej, która uzasadnia i warunkuje słuszność jego rozstrzygnięć nakazami i zakazami, leżącymi u podstaw ludzkiego postępowania” - zaznaczał św. Jan Paweł II we wcześniejszej encyklice „Dominus et vivificantem”. „Amoris laetitia”, a konkretniej jej punkt 303 zaprzecza (a przynajmniej poddaje w wątpliwości) te właśnie elementy nauczania św. Jana Pawła II.

Moralna puszka Pandory

Ta niezgodność, na co niesamowicie zwraca uwagę Seifert, ma groźne skutki praktyczne, a nie tylko teologiczne. Jeśli bowiem, podkreśla znakomity filozof, Papież ma rację, i Bóg czasem może chcieć, by ludzie podejmowali złe działania, to nie ma takich złych działań, które nie mogłyby być usprawiedliwione przez jednostkę odwołaniem się właśnie do woli Bożej. - Jeśli niektórzy cudzołożnicy, którzy nie podejmują pokuty i nie zmieniają swojego życia, mogą być dopuszczeni do Komunii świętej, a nawet mogą uznać, że ich cudzołóstwo jest tym, czego chce od nich Bóg w skomplikowanej sytuacji ich życia, to jak można wykluczyć, że niektóre pary stosujące antykoncepcję powinny być dopuszczone do sakramentów? - mówi Seifert.

I dodaje, że idąc dalej tym tropem można nawet uznać, że to sam Bóg zaprasza takie pary do antykoncepcji czy sterylizacji zamiast wstrzemięźliwości, byle tylko uchronić takie pary od gorszych upadków. - Jestem przekonany, że czysta logika podpowiada, że jeśli Papież Franciszek nie odwoła nauczania, które analizuję w moim ostatnim artykule i nie odpowie na „Dubia” czterech kardynałów, tak by jasno ukazać, że istnieją czyny wewnętrznie złe, i że takie czyny nie mogą zostać usprawiedliwione żadną zewnętrzną sytuacją, to „Humanae vitae” zacznie być interpretowana jako ideał, którego nie wolno wymagać od każdego, i że po rozeznaniu, ci którzy praktykują antykoncepcję (z działania aborcyjnymi lub bez nich) będą mogli przystępować do sakramentów, a nawet uznać, że to Bóg sam, w pewnych trudnych sytuacjach, chce, by stosowali oni antykoncepcję - podkreślał Seifert.
Idąc zaś dalej nie widać powodów, by nie uznać, że w pewnych okolicznościach to aborcja, eutanazja, zdrada małżeńska czy cokolwiek innego nie jest czymś, czego chce od nas Bóg. Podważenie zasady obiektywnego istnienia norm i zależności od niej dobra i zła moralnego otwiera moralną puszę Pandory.

Ksiądz asystuje przy eutanazji?

Myliłby się zaś ten, kto sądziłby, że to jedynie narzekanie starszego pana, który niesłusznie się czepia. Tak się bowiem składa, że identyczne wnioski wyciągają już z adhortacji „Amoris laetitia” promowani przez papieża Franciszka biskupi. Kard. Blaise Cupich, jeden z tych amerykańskich hierarchów, którzy uchodzą za najbardziej „franciszkowych” wprost stwierdzał, że „Amoris laetitia” to „duchowość dla dorosłych”, a to oznacza, że pozwala ona na decydowanie we własnym sumieniu, co jest, a co nie jest grzechem. To dlatego kardynał zachęcał aktywnych homoseksualistów w związkach, by i oni decydowali samodzielnie, czy chcą przystępować do Komunii Świętej, nawet jeśli nie zamierzają zerwać swoich związków.

Część biskupów Kanady uznała, że za pośrednictwem „Amoris laetitia” papież Franciszek pozwolił im nawet na asystowanie kapłanów przy eutanazjach (choć akurat w tej sprawie nauczanie papieskie jest absolutnie jednoznaczne).

I choć dalece nie wszyscy hierarchowie zgadzają się z taką intepretacją, to trudno nie dostrzec, że właśni tacy są nominowani na kardynałów i promowani przez papieża Franciszka. Inni, jak arcybiskup Chaput, choć w ich diecezjach seminaria pękają w szwach, jakoś na kapelusz kardynalski nie mogą się doczekać. A w Rzymie, z przeciwników liberalnych interpretacji „Amoris laetitia” na swoim stanowisko pozostał już tylko kard. Robert Sarah. Wszyscy pozostali, w tym kardynałowie Burke i Muller, a także ich współpracownicy, zostali już pozbawieni swoich stanowisk.

Ekolodzy zamiast obrońców życia

„Wyczyszczone” z dawnej treści zostały także założone przez św. Jana Pawła II watykańskie instytucje: Papieska Akademia Życia i Papieski Instytut Jana Pawła II dla Studiów nad Małżeństwem i Rodziną zostały głęboko zreformowane w duchu właśnie „Amoris laetitia”.
Kardynał Robert Sarah, przewodniczący Papieskiej Rady Cor Unum, święci wnętrze Domu św. Faustyny w Ostrówku k. Klembowa. Rok 2011. Fot PAP/Paweł Kula
Ta pierwsza instytucja zatem ma się zajmować nie tylko obroną życia ludzkiego, ale także ekologią - w efekcie na organizowanych nią imprezach coraz częściej przemawiają aborcjoniści i zwolennicy eutanazji, którzy troszczą się pilnie o życie zwierząt i kryzys klimatyczny, a nie zaprasza się na nie już obrońców życia.

Ta druga instytucja ma zajmować się poszukiwaniem nowych metod duszpasterskich, bowiem te z czasów Jana Pawła II, jak wskazywał sam papież Franciszek, mogą być już nieaktualne. „Dlatego też nie wolno nam się ograniczyć do praktyk duszpasterskich, które odzwierciedlają formy i wzorce z przeszłości” - wskazywał Franciszek w „Amoris laetitia”.

Ten, z konieczności skrótowy (bo nie obejmując kwestii dialogu międzyreligijnego, kwestii kary śmierci etc. etc.) opis uświadamia, że obserwujemy zerwanie ciągłości w nauczaniu Kościoła. Zamiast czerpać z dorobku świętych papieży Jana Pawła II i Benedykta XVI, Kosciół zajmuje się głównie odnawianiem rozwiązanych już problemów (by posłużyć się jeszcze jednym przykładem, dotyczy to choćby rozwiązanego już przez Papieską Komisję Teologiczmą problemu diakonatu kobiet, który Franciszek zdecydował się postawić na nowo) i oraz kwestionowaniem przyjętych przez nie rozwiązań.

Warto mieć tego świadomość, tym bardziej, że w polskim Kościele wciąż widać poczucie odpowiedzialności za niesienia tradycji i spuścizny św. Jana Pawła II. Ona, wraz z głęboką teologią Benedykta XVI, zawiera w sobie potencjał odrodzenia katolicyzmu i Kościoła.
– Tomasz P. Terlikowski
Zdjęcie główne: Papież Franciszek na placu Św. Piotra w Watykanie, kwiecień 2017 roku (fot. Jeff J Mitchell/Getty Images)
Zobacz więcej
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Wojna rozpocznie się na Morzu Azowskim. Lada dzień?
Moskwa wzmocniła swoje siły. Kijów wysyła kutry patrolowe. Czy USA dostarczą Ukrainie rakiety zwalczające cele na morzu?
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Globalna inwazja niemieckich mutantów
Uciekły z akwarium, potrzebują trzy miesiące, aby z jaja stać się formą zdolną do wydawania potomstwa, wypierają inne gatunki. Groza.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Na odsiecz Serenie. Jak poprawność polityczna zjada własny ogon
Satyrycy doskonale wiedzą, z czego śmiać się należy – na przykład z białego, heteroseksualnego katolika – a z czego nie wypada.
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Kabina przemocy, swąd spalenizny. Turyści tropią cosa nostrę
Dla chętnych nocleg w domu „Bestii”.
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Finansowe sekrety olimpijskiej idei
Koszt jednego medalu zdobytego przez Polaka na igrzyskach w Rio de Janeiro to 36 milionów złotych.