Historia

„I pamiętajcie: my nie jesteśmy wegetarianie”

Niektórzy przedwojenni weganie do tego, aby stać się mięsożercami, potrzebowali sporej porcji czasu i represji. Inni skwapliwie budowali z Sowietami ich krwawy świat. Doktor Stefan Rozmaryn postanowił zapisać się pod sztandary nowego ustroju. Jego akces do drapieżników został przyjęty. Był ojcem polskiej, stalinowskiej konstytucji i niekwestionowanym autorytetem. W Moskwie gościł na zaproszenie samego Andrieja Wyszyńskiego, czołowego nie-wegetarianina Ojczyzny Światowego Proletariatu.

O istnieniu mecenasa Rozmaryna dowiedziałem się przypadkiem. We wspomnieniach wojennych jednego z polskich naukowców przeczytałem taki oto opis pierwszych miesięcy we Lwowie, zajętym jesienią 1939 roku przez Związek Radziecki:

„Zwoływane na uniwersytecie spotkania obliczone były na pozyskanie miejscowej inteligencji. Byłem na jednym z pierwszych takich zebrań w Collegium Maximum, mówcą był pisarz z Kijowa, scenarzysta filmowy i dramaturg, wkrótce mąż Wandy Wasilewskiej, Ołeksandr Kornijczuk. Ubrany w wojskową bluzę, z rewolwerem u pasa, rysował obraz przyszłości Lwowa w tych samych mniej więcej słowach, jakich na szosie podolskiej używał pierwszy spotkany przeze mnie w życiu lejtnant Armii Czerwonej. Dodał tylko jedno wyrażenie, miało ono widocznie podkreślić, że mamy do czynienia z intelektualistą. Mówiąc o przyszłości Lwowa i metodach, jakie będą stosowane dla przyspieszenia przemian, dodał: »I pamiętajcie, że my nie jesteśmy wegetarianie«. Zapamiętałem to zdanie, dobrze oddawało istotę rzeczy.”
Wanda Wasilewska z mężem, ukraińskim literatem Ołeksandrem Kornijczukiem. Oboje w sowieckich mundurach w roku 1942 (fot. Wikimedia)
Przemówienie Kornijczuka inaczej zapamiętała Karolina Lanckorońska, która w swoich pamiętnikach kładła nacisk na to, że szermował on pojęciem „prawdy”, do jakiej uniwersytet pod nowymi rządami miał dążyć. Co to była za „prawda” nie precyzował, ale samo to pojęcie miało dobrze nastroić polskich inteligentów, co zresztą częściowo działało.

Miał także obiecywać zachowanie polskości uczelni. Zabawne, bo – jak pisze Lanckorońska – tego samego dnia przemawiał do ukraińskich pracowników naukowych, którym z wielkim ogniem obiecał, że uniwersytet będzie ukraiński.

Akces do mięsożerców

Kornijczuk postępował dialektycznie, a polscy uczeni, którzy znali rzecz jasna to pojęcie od strony teoretycznej, zapoznawali się z nim wówczas w praktyce. Niektórzy uznawali, że w nowych warunkach muszą przestać być wegetarianami. I tu właśnie zjawił się mecenas Rozmaryn. Autor wspomnień pisze dalej:

„Na tym i podobnych zebraniach pojawiali się także miejscowi mówcy — jednym z pierwszych, którego słyszałem, był prawnik, dr Stefan Rozmaryn. Kaleczył niemiłosiernie język, starając się mówić po ukraińsku, chociaż tolerowano wtedy, zwłaszcza na trybunie, także język polski. Publicznie gorąco dziękował władzy radzieckiej za, jak to określił, »wyzwolenie Lwowa« i oświadczył, że czuje się szczęśliwy, bo »ma nową ojczyznę, w której jest wolny«.”

Zainteresował mnie doktor Rozmaryn, który postanowił zapisać się pod sztandary nowego ustroju i gotów był nawet ośmieszać się pokazywaniem swojej nieumiejętności, aby tym bardziej na światło dzienne wyszła szczerość jego intencji. Jego akces do mięsożerców został przyjęty.

Niedługo po tym wystąpieniu został mianowany docentem i objął stanowisko prodziekana, a po ewakuacji w 1941 roku był dziekanem w Swierdłowsku i Kazaniu. W Moskwie gościł na zaproszenie samego Andrieja Wyszyńskiego, czołowego nie-wegetarianina Ojczyzny Światowego Proletariatu.
Andriej Januariewicz Wyszynskij, radziecki działacz ruchu robotniczego, prawnik, stalinowski prokurator i dyplomata. Polak z pochodzenia (fot. Wikimedia/ RIA Novosti)
Płodny konstytucjonalista

Kim był później ów doktor, następnie docent, a potem – naturalną koleją rzeczy – profesor? Był konstytucjonalistą: ojcem polskiej stalinowskiej konstytucji z 1952 roku. W latach 1948-69 kierował na Uniwersytecie Warszawskim Katedrą Prawa Państwowego. W Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej był niekwestionowanych autorytetem, patronem nauk o konstytucji i specjalistą od „teorii państwa socjalistycznego”.

Jak informuje jego życiorys w pracy „Biogramy Uczonych Polskich”, przygotowanej przez Ośrodek Informacji Naukowej PAN, a wydanej przez Ossolineum, „przeprowadził najszersze w Polsce w okresie powojennym badania nad istotą konstytucji i aktów prawnych w ogóle”. W tejże publikacji można znaleźć interesującą uwagę, że „jego zasługą było pionierskie przeprowadzenie naukowej konfrontacji prawa socjalistycznego z systemami prawa państw zachodnich”. I jeszcze: „jego prace odegrały zasadniczą rolę w kształtowaniu marksistowskiego oblicza polskiej nauki prawa”.

Był autorem ważnej książki pod tytułem „Teoria państwa” i nie mniej ważnej poświęconej kontroli konstytucyjności ustaw. Autor niesłychanie płodny, napisał ponad 200 prac, w tym francuskojęzyczną „La Pologne”, mającą przybliżać ustrój socjalistycznej Polski ludziom Zachodu.

Był także aktywny politycznie. W czasie wojny członek Związku Patriotów Polskich, był następnie członkiem PPR, a później – co naturalne – PZPR, aż do śmierci w roku 1969.

Działacz państwowy: dyrektor generalny w Centralnej Komisji Planowania Gospodarczego i dyrektor generalny w Urzędzie Rady Ministrów. Jako ten ostatni „wywarł znaczący wpływ na kształt aktów normatywnych wydawanych tym czasie”, jak napisano w cytowanym biogramie.

Agent z działaczką opozycji

Pozostawił po sobie wielu uczniów, gdyż „uchodził za świetnego dydaktyka”. Jego doktorantami byli m.in.: Jerzy Kowalski, Zbigniew Salwa, Wojciech Sokolewicz, Aleksander Zawadzki, Janina Zakrzewska.

I, jak zwykle bywa, wśród uczniów znalazły się osoby o rozmaitej drodze życiowej.
Do przyjaciół Moskali
Jeden z jego doktorantów, który już w wolnej Polsce był przez kilka lat sędzią Trybunału Konstytucyjnego, przez prawie 40 lat służył organom bezpieczeństwa PRL jako tajny informator. Inny był w PRL ministrem sprawiedliwości i członkiem Rady Państwa, a pod koniec życia uczestnikiem obrad Okrągłego Stołu po stronie rządowej. Jeszcze inny cenionym specjalistą od „socjalistycznych stosunków pracy”.

Ale znalazła się w tym gronie także prawniczka, która związała się z „Solidarnością”, a wcześniej należała do intelektualnego zaplecza opozycji demokratycznej.

Ciekawe jest chronologiczne prześledzenie tytułów prac jednego z wybitnych uczniów profesora Rozmaryna, który do ostatnich czasów aktywnie oddziaływał na polską myśl prawną. Oto one: „Amerykański funkcjonalizm prawniczy” (1959), „Psychologiczna teoria państwa i prawa Leona Petrażyckiego” (1963), „Państwo, naród, demokracja socjalistyczna w PRL” (1970), „Demokracja burżuazyjna a demokracja socjalistyczna” (1978), „Problemy rozwoju demokracji socjalistycznej w PRL” (1981), „Teoria państwa i prawa” (1986), „Unia Europejska: proces integracji europejskiej i zarys problematyki instytucjonalno-prawnej” (2006), „Konstytucje Polski XVIII-XX wieku a europejska tradycja konstytucyjna” (2014).

Jak widać, pojęcie „mądrości etapu” zostało skutecznie przekazane uczniowi przez mistrza. I – to już supozycja współczesnego obserwatora – przedostało się do świadomości uczniów ucznia, co przecież naturalne.
1986 rok. Kongres Intelektualistów w Obronie Pokojowej Przyszłości Świata w Hotelu Victoria w Warszawie. Ówczesny minister kultury i sztuki Kazimierz Żygulski na widowni sali obrad (fot. NAC)
I jeszcze jeden istotny dla tej historii szczegół. Autorem cytowanych na wstępie wspomnień jest Kazimierz Żygulski, prawnik i socjolog, który w roku 1945 we Lwowie został skazany na 15 lat łagru za udział w pracach Delegatury Rządu RP na Kraj. Karę odbywał na północy, w Republice Komi. Uwolniony w roku 1955, w roku 1956 wrócił do Polski, gdzie podjął naukową karierę socjologa. W latach 1982-86 był ministrem kultury w ekipie stanu wojennego, rządzie Wojciecha Jaruzelskiego.

Los wegetarian w trudnych czasach

Właściwie tu powinno znaleźć się miejsce na rozważania nad losem wegetarian w trudnych czasach. Nad tym, jak niektórzy z nich skwapliwie przyłączali się do obozu mięsożerców i starali się budować nowy, wspaniały drapieżny świat.

Niektórzy zaś potrzebowali do tego, aby stać się mięsożercami, sporej porcji czasu i represji. I choć znaleźli się wreszcie w odpowiednim obozie, to pozostaje otwarte pytanie: czy istotnie przestali być wegetarianami? Bo przecież nawet uczniowie tych najwierniejszych nie zawsze jadali mięso.

A i sam bohater tej opowieści musiał poczuć zdziwienie, a może i deja vu, gdy pod koniec swojego pracowitego życia patrzył na działalność nowych mięsożerców oczyszczających uczelnie z ludzi takich, jak on.

Co ciekawe, ostatnią w swoim życiu nominację przyjął w marcu 1969 roku, gdy na Wydziale Prawa Uniwersytetu Warszawskiego został kierownikiem Zakładu Prawa Państwowego i Instytucji Politycznych. Czy wówczas po raz ostatni zdecydował się zająć miejsce wśród „nie-wegetarian”?

– Robert Bogdański, były prezes Polskiej Agencji Prasowej, szef Fundacji Nowe Media, współpracownik „Do Rzeczy”
Zobacz więcej
Historia Najnowsze wydanie
Mordowano polskich ziemian, urzędników i księży
„Pchnięcie Polski nożem w plecy” – tak zachodnie media nazwały we wrześniu 1939 roku napaść ZSRR na wschodnie tereny II RP. Na Kresach przedstawiciele wszystkich mniejszości etnicznych wykazali czynnie, że nic ich nie łączy z państwem polskim.
Historia Najnowsze wydanie
Czy sojusz Polski z Niemcami był konieczny?
„Do potęgi państwa drugorzędne dochodzą przez satelictwo państwa pierwszorzędnego” – tłumaczył Studnicki, który gotów był nawet pogodzić się ze zwasalizowaniem Polski przez Rzeszę.
Historia Poprzednie wydanie
Viktor Orbán ogląda bezgłowe zwłoki kozła
Premier na tropie pokrewieństwa Węgrów z koczowniczymi ludami Azji Środkowej.
Historia wydanie 31.08.2018 – 7.09.2018
Niemcy napisali na mogile: „Tu leży polska mniejszość narodowa”
Sam Hitler decydował, jak opanować polskie mosty na Wiśle. Niemcy wysłali więc do Tczewa pociąg pancerny, piechotę i lotnictwo. Tu 1 września 1939 roku padły pierwsze strzały.
Historia wydanie 31.08.2018 – 7.09.2018
Strzelali z bliska, grzebali ludzi żywcem, główki dzieci...
W lasach piaśnickich, niedaleko Wejherowa, Niemcy zabili od 12 do 14 tysięcy ludzi. Ich tożsamość – w większości – do dzisiaj nie jest znana.