Cywilizacja

Michnik niespełniony

„Zróbcie stocznię” – zachęca Sławomira Sierakowskiego Adam Michnik, nawiązując do wydarzeń z Sierpnia 1980. Ale czy naprawdę da się w roku 2017 „zrobić stocznię”, wymachując przed nosami ludzi kiełbasą? Naczelny „Wyborczej” nadal nie pojmuje, że kluczem do społeczeństwa jest przede wszystkim poczucie godności.

Zdania na temat politycznej śmierci Adama Michnika są w Polsce podzielone. Jedni uważają, że Michnik ciągle pociąga za wszystkie sznurki w państwie, inni, że jest już tylko cieniem dawnego demiurga III RP. Co ciekawe, różnica zdań na ten temat biegnie w poprzek podziałów politycznych i ma raczej charakter generacyjny.

Starsze pokolenie, dobrze pamiętające medialną potęgę „Gazety Wyborczej”, skłonne jest przypisywać dziś Michnikowi znacznie większą rolę niż w rzeczywistości ją odgrywa. Młodsze – wychowane na internecie i nie pamiętające ostrych podziałów z okresu wojny na górze – nie docenia jego roli, tym bardziej, że on sam wiele lat temu zrezygnował z publicznej aktywności na większą skalę. Prawda zaś – jak zwykle – leży gdzieś pośrodku.

Pełen żółci

Adam Michnik jest – przynajmniej w sferze symbolicznej, ale chyba nie tylko – jedną z dwóch najważniejszych postaci, które ukształtowały dzisiejszą Polskę. Ta druga postać to bez wątpienia Jarosław Kaczyński. Michnik afirmował i budował III RP, Kaczyński ją zwalczał. I – jak na razie – to Kaczyński odniósł większe zwycięstwo, przedstawiając trafniejszą diagnozę polskiej rzeczywistości. W ślad za tą diagnozą przyszedł triumf polityczny, bo to Kaczyński – pomimo zmasowanego ataku na jego formację – zdołał przekonać do swojej wizji znacznie większą część społeczeństwa.

Nic zatem dziwnego, że wraz ze wzrostem roli Jarosława Kaczyńskiego, malało polityczne (i medialne) znaczenie Adama Michnika. Nie oznacza to jednak, że nastąpił nokaut i wojna pomiędzy środowiskami reprezentowanymi symbolicznie przez Michnika i Kaczyńskiego została ostatecznie rozstrzygnięta. Michnik zachował silne wpływy w najważniejszych ośrodkach władzy metapolitycznej: w kulturze, w środowiskach akademickich, wśród dużej części inteligencji. Tutaj prawica nadal znajduje się w głębokiej defensywie. Są to ośrodki mocno zhierarchizowane, niepodlegające demokratycznym procedurom, stąd możliwości ich transformacji są bardzo ograniczone, zwłaszcza w krótkim czasie.

Adam Michnik z Moniką Olejnik, Andrzejem Wajdą i Wandą Rapaczyńską. Rok 2002. Premiera "Pianisty" Romana Polańskiego. Fot. TVP/Ireneusz Sobieszczuk
Oznacza to, że choć Michnik i jego środowisko utraciło – wraz z porażką wyborczą PO w 2015 roku – bezpośredni wpływ na władzę polityczną w Polsce, to nadal zachowuje monopol w wielu instytucjach mających duży wpływ na polską rzeczywistość. Zamiast mówić o przegranej obozu Michnika, należałoby więc raczej mówić o wyrównaniu sił.

Czy Adam Michnik – pomimo uszczuplonych, ale wciąż znaczących sił, jakie ma do dyspozycji – jest w stanie zagrozić obozowi „dobrej zmiany”? Czy zdoła odwrócić niekorzystną kartę i znowu stać się demiurgiem, którego autorytatywne opinie przesądzały kiedyś o karierach ludzi i losie całych środowisk? Na razie – jak się zdaje – to nierealny scenariusz, przede wszystkim dlatego, że choć Polska się zmieniła, to Michnik wciąż jest taki sam i zachodzących zmian nie przyjmuje do wiadomości.

Naczelny "Wyborczej" rzadko udziela wywiadów, dlatego - gdy mu się to zdarza - warto za każdym razem uważnie analizować każde słowo. A przed kilkoma dniami została opublikowana jego rozmowa ze Sławomirem Sierakowskim. Michnik z tego wywiadu wyłania się jako człowiek rozżalony i pełen żółci. Może nie zrezygnowany, ale na pewno zniechęcony.

Często irytuje się, odpowiada krótkimi zdaniami, tak jakby nie miał najmniejszej ochoty komentować otaczającej go rzeczywistości. Trudno mu pogodzić się z tym, że nagle obok niego pojawiła się Polska, której nie akceptuje i o której myślał, że została skutecznie spacyfikowana.

Niewdzięczna tłuszcza

„Mnie się wydaje, że tutaj odżyło to, co przez cały czas istniało, czego nie chcieliśmy wiedzieć” – mówi Sierakowskiemu. I oskarża sam siebie o grzech zaniechania. „Zastanawiałem się nad tym, dlaczego tak się stało, dlaczego poprzednicy nie znaleźli języka, żeby trafić do tych, którzy są dzisiaj szczęśliwi z powodu 500 + i ja tej odpowiedzi nie mam. Mnie się wydaje, że dla wielu [...] dawnych dysydentów, odzyskanie wolności i suwerenności a także wejście do UE i NATO było tak wielką wartością, że wydawało się, iż to jest ta sama wartość dla wszystkich. A nie jest to ta sama wartość dla wszystkich, tutaj był ewidentny błąd.”

W przytoczonej odpowiedzi Michnika zdaje się pobrzmiewać nuta samokrytyki, ale to pozór. Michnik powtarza bowiem po raz kolejny od ćwierćwiecza to samo: myśmy (czyli liberalne elity III RP) mieli wyniosłe cele: suwerenność, integrację z zachodnimi strukturami, podczas gdy prosty (czy może raczej prostacki) lud myślał wyłącznie o tym, co włożyć do gara. Wniosek, którego Michnik już wprost nie wyciąga, ale który właściwie interpretują jego akolici, jest taki, że błędem było nie tyle odwrócenie się od społeczeństwa, co raczej dopuszczenie do sytuacji, w której niewdzięczna tłuszcza sięgnęła po władzę.

Jak z tego wybrnąć? Sierakowski wyrzuca Michnikowi, że ten był entuzjastą neoliberalnych reform i nie rozumiał konieczności walki z ekonomicznym wykluczeniem. „Co się takiego stało, że lewica stała się niemal wszędzie na świecie elitarna, a prawica ludowa?” – pyta Michnika szef „Krytyki Politycznej”. Michnik zbywa to pytanie odpowiedzią, że lewica zrealizowała już wszystkie swoje postulaty.

Tymczasem jest to pytanie absolutnie kluczowe, zwłaszcza w polskim kontekście, gdzie większa część społeczeństwa ciągle jest bardzo silnie przywiązana do tradycji, religii, konserwatyzmu obyczajowego, a więc do tego wszystkiego, co lewica chce zwalczać. To dlatego liberalna lewica pozostaje elitarna i wielkomiejska. I to dlatego znalazła się w opozycji do większości Polaków.

Tej refleksji u Michnika i Sierakowskiego brakuje. Wydaje im się bowiem, że wystarczy przelicytować prawicę i przekupić pospólstwo, które od razu przejdzie na „naszą stronę”. „Zróbcie stocznię” – mówi Michnik, nawiązując do wydarzeń z Sierpnia 1980. Ale czy naprawdę da się „zrobić stocznię”, wymachując przed nosami ludzi kiełbasą?

Potiomkinowska wioska

Przez ponad dwa lata rządów prawicy Michnik – podobnie jak cała opozycja – nie zrozumiał, że kluczem do społeczeństwa jest nie tylko kiełbasa, ale przede wszystkim poczucie godności. I że godność polega na szacunku do odmiennego zdania i na prawie każdego człowieka do bycia traktowanym podmiotowo. To właśnie przywrócenie ludzkiej godności stało się zaczynem solidarnościowej rewolucji 1980 roku. I ten sam proces, choć na mniejszą skalę, stał się paliwem, które dowiozło prawicę do zwycięstwa w 2015 roku.

Michnik jawi się w wywiadzie z Sierakowskim jako relikt ancien régime'u, który ciągle nie potrafi zrozumieć, dlaczego został przez społeczeństwo odrzucony.

Naczelny „Wyborczej” pociesza się, że na organizowanych z nim w całej Polsce spotkaniach są „nabite sale”. Ale kto przychodzi na spotkania z Michnikiem? Wyłącznie ludzie przekonani, czytelnicy „Gazety Wyborczej”, ci wszyscy, którzy ciągle widzą w nim demiurga pociągającego za wszystkie sznurki, sieroty po III RP. Zarówno Michnik jak i jego słuchacze wychodzą z tych spotkań podtrzymani w wierze, która nijak się ma do rzeczywistości. To dość wyizolowana mniejszość, która nie zdoła cofnąć zmian zachodzących dziś w Polsce.

Adam Michnik, rok 1995. W studiu wyborczym z Andrzejem Drzycimskim, Tomaszem Wołkiem i Dariuszem Szymczychą. Fot. TVP/Ireneusz Sobieszczuk
Michnik zdaje się szczerze wierzyć w to, że Kaczyński chce wprowadzić w Polsce autorytarny reżim. Kto wie, być może marzy się Michnikowi powrót do lat młodości, gdy był jednym z niekwestionowanych liderów podziemia. Ale te marzenia natychmiast obracają się w farsę w chwili gdy zapewnia, że jest gotów wydawać „Gazetę Wyborczą” na powielaczach.

Z drugiej strony można Michnika zrozumieć. Miał swoją wizję Polski, którą dość brutalnie i bez oglądania się na innych forsował przez kilkadziesiąt lat. I gdy wydawało się, że ta wizja jest spełniona, przyszło nieoczekiwane załamanie. Świat, który budował, okazał się potiomkinowską wioską.

Twórca przeżył dzieło

We wspomnieniach Kazika Staszewskiego jest historia o tym, jak Michnik, przeczuwając ciężką chorobę i być może kres życia, zaprosił w 2004 roku na Teneryfę swoich „najwierniejszych muszkieterów” Jarosława Kurskiego, Mikołaja Lizuta i Pawła Smoleńskiego, aby ci spisali tam jego ideowy testament. Testament został spisany, ale nigdy go nie wydano, choroba okazała się szczęśliwie nie taka groźna i Michnik wrócił do zdrowia.

Staszewski wspomina, że Michnik, opowiadając w knajpie o czasach transformacji, stawiał się w roli głównego, jeśli wręcz nie jedynego bohatera wydarzeń, używając liczby pojedynczej: „Przeprowadziłem Polskę do demokracji”, zrobiłem to czy tamto, ustaliłem, wymyśliłem itd. Widział się (skądinąd słusznie) w roli twórcy III RP.

Dziś okazuje się, że twórca najwyraźniej przeżył swoje dzieło. A spisane na Teneryfie credo Michnika nie stanie się już chyba nigdy przewodnikiem dla kolejnych pokoleń Polaków. Czy można się zatem dziwić, że Michnik czuje się niespełniony i odrzuca dzisiejszą Polskę?

- Konrad Kołodziejski, publicysta tygodnika „Sieci” oraz portalu wPolityce.pl

Zdjęcie główne: Adam Michnik jeszcze jako demiurg. Rok 1994. Fot. TVP/Ireneusz Sobieszczuk
Zobacz więcej
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Pole bitwy w centrum światowego biznesu
Protesty trwają już czwarty miesiąc. – Najbardziej przerażające jest to, że się do nich przyzwyczailiśmy – mówi 19-letni aktywista John.
Cywilizacja wydanie 1.11.2019 – 8.11.2019
Dlaczego Putin pokochał Gretę Thunberg?
Czy urządzenia do wydobycia gazu i ropy oraz budynki mieszkalne na rosyjskiej Dalekiej Północy zawalą się?
Cywilizacja wydanie 1.11.2019 – 8.11.2019
Memento mori. Jak przygotować się na szczęśliwą śmierć
Ilekroć spotkamy orszak pogrzebowy, ile razy usłyszymy o czyimś zgonie, mówmy do siebie: mnie to samo jutro czeka.
Cywilizacja wydanie 1.11.2019 – 8.11.2019
Nieśmiertelność. W ciekłym azocie czy w superkomputerze?
200 tys. dolarów kosztuje zamrożenie ciała po śmierci. A niebawem mogą powstać maszyny, które dadzą życie wieczne naszym mózgom.
Cywilizacja wydanie 1.11.2019 – 8.11.2019
Nie wie strona lewa, co czyni prawa – czyli co mają wspólnego...
Dziś leworęcznych jest więcej, bo nikt już, mam nadzieję, nie „przestawia” ich na siłę.