Rozmowy

Błękitni bogowie wojny

Armia Hallera była najlepiej wyszkolonym, zorganizowanym i wyposażonym związkiem taktycznym odradzającego się Wojska Polskiego. O jej wyposażeniu oraz o zwycięskiej wojnie polsko-bolszewickiej z 1920 roku mówi Hubert Kuberski, historyk i dziennikarz.

HISTORIA.TVP.PL: Armia generała Józefa Hallera została powołana podczas I wojny światowej przez prezydenta Francji, z inicjatywy Romana Dmowskiego. Dlaczego nazwano ją „Błękitną”?
HUBERT KUBERSKI: Ze względu na kolor umundurowania. Generał Haller dowodził armią polską we Francji. Znaleźli się w niej ochotnicy polskiego pochodzenia wywodzący się z oddziałów francuskich. Walczyli w niej też byli austriaccy i niemieccy jeńcy wojenni – również pochodzenia polskiego – oraz przedstawiciele Polonii z USA a także nawet Brazylii.

Oddziały te zostały uformowane według francuskich wzorców; otrzymały błękitno-szare mundury obowiązujące w metropolitalnej armii francuskiej. Niezbyt dobrze sprawdzały się one w okopach, nie dawały odpowiedniego wsparcia maskowania; a na pewno nie takiego jak uniformy khaki obowiązujące we francuskich oddziałach kolonialnych i Legii Cudzoziemskiej.

Podobno była to najlepiej wyszkolona, zorganizowana i wyposażona armia powstającego w tym czasie wojska polskiego. Jaką dysponowała ona bronią?

Uzbrojona też została według wzorców francuskich. Większość oddziałów stanowiła piechota wyposażona w karabiny Lebel Mle 1886/93, w 1918 r. nieco już przestarzałe.
Wjazd „Błękitnej Armii” do Małopolski. Film z archiwów Reutersa
Trafiły do niej też nowocześniejsze karabiny Berthiera Mle 1907/15. „Błękitna Armia” dysponowała również dwoma rodzajami karabinów maszynowych: zawodnego St Etienne Mle 1907 oraz Hotchkiss Mle 14 o nowatorskiej konstrukcji, z lufą chłodzoną powietrzem.

Posiadała nowoczesne, lekkie bombowce pełniące również zadania rozpoznawcze. Trafiły one do eskadr wywiadowczych. Były to ówczesne „konie robocze”: Breguet XIV A2 oraz Salmson 2 A2– dwuosobowe konstrukcje dwupłatowe; z otwartymi kabinami pilota oraz strzelca obsługującego karabin maszynowy.

Lotnicy „Błękitnej Armii” latali też znakomitymi maszynami, samolotami myśliwskimi SPAD VII – konkurencyjnymi wobec niemieckich Fokkerów i Albatrosów. Początkowo francuski personel sześciu eskadr wywiadowczych i jednej myśliwskiej stanowili Francuzi, których stopniowo wymieniali szkoleni Polacy.

Wielu historyków przypomina też super nowoczesne – na tamte czasy - czołgi Renault Ft 17. Co było w nich niezwykłego?

Kiedy po raz pierwszy ujrzałem te maszyny, nie mogłem wyjść ze zdumienia. To była przepiękna rzecz.
16 czerwca 1919 r. ostatni transport Armii gen. Hallera stanął na ziemi polskiej. Fot. Centralne Archiwum Wojskowe
Te lekkie czołgi może nie gwarantowały zwycięstwa w Blitzkriegu, bo były wolne, poruszały się z prędkością ledwie 6 km/h. Ale za to mogły siać spustoszenie wśród piechoty i kawalerii. Wielu rosyjskich kawalerzystów, bolszewickich Kozaków, zapewne nie było świadomych umiejętności polskich czołgistów, częściowo uzbrojonych i strzelających ze wspomnianych wyżej karabinów Hotchkiss. A warto pamiętać o tym, że czołgi te uczestniczyły w walkach z 1920 r.

Nie tylko one. Naczelnik Państwa postanowił jak najszybciej wykorzystać żołnierzy Hallera. W maju 1919 r. uczestniczyli oni w zwycięskich dla Polaków walkach w Galicji Wschodniej. Następnie włączono ich do odrodzonego Wojska Polskiego. Czy utworzona armia „odziedziczyła” broń po zaborcach?

Generał Haller - jednym z najwybitniejszych dowódców i polityków

Legendarny błękitny generał, był pierwszym i prawdopodobnie jedynym polskim dowódcą polowym, który walczył przeciwko wszystkim trzem armiom zaborczym. Dowodził oddziałami uczestniczącymi w bojach zarówno na froncie wschodnim, po obu jego stronach jak i na zachodnim - we Francji. Haller to też organizator i budowniczy Wojska Polskiego, które starał się odtwarzać najpierw w Austrii, później w Rosji i we Francji, skąd powrócił na czele swojej Błękitnej Armii do Polski. Postać generała znana, ale jego wpływ na odzyskanie niepodległości często zapomniany - dlatego naukowcy zabrali się do pracy....

zobacz więcej
Wcześniej na terenach zajmowanych przez poszczególne ośrodki kształtującej się państwowości polskiej – poza Warszawą był jeszcze Kraków, Poznań, Lublin, Lwów – de facto panowała próżnia, którą udało się w końcu przekształcić w podstawy Rzeczypospolitej Polskiej. Wszędzie znajdowała się broń pozostawiona przez zaborców – np. uzbrojenie zdobyte przez wojska państw centralnych na Rosjanach, ale też zapasy po wojskach austriackich i niemieckich.

Jednak wykorzystanie tej broni w walce wiązało się z pewnymi problemami. Karabiny powtarzalne Mosina czy rosyjskie warianty cekaemu Maxima miały inny kaliber amunicji (7,62 mm) niż te używane przez Niemców czy Austriaków (7,92 mm i 8 mm).

To się wiązało z problemami logistycznymi. Ministerstwo Spraw Wojskowych próbowało koncentrować broń w poszczególnych jednostkach. Istniały więc oddziały czy dywizje uzbrojone w karabiny „prawosławne”, czyli rosyjskie, ale też bataliony mające na stanie np. niemieckie Mausery lub austriackie Mannlichery. Pamiętajmy też o francuskim uzbrojeniu Armii Hallera.

Wszystko to razem pokazuje, jaką mozaiką uzbrojenia posługiwało się WP w początkowym okresie.

Dzięki czemu osiągnęliśmy więc zwycięstwo w wojnie z 1920 r.? Czy była to broń, jak choćby wspomniane nowoczesne czołgi, czy też może wywiad?

W okresie międzywojennym panowały na ten temat różne opinie. Endecja wspominała o „opatrzności Bożej”, nie uwzględniając ludzkich możliwości.
Żołnierze w mundurach Błękinej Armii gen. Hallera z 1918 r. Fot. PAP/Grzegorz Jakubowski
Tymczasem widmo zagrożenia kolejnym zaborem rosyjskim sprawiło, że Polacy stanęli na wysokości zadania i heroicznym wysiłkiem odparli Sowietów.

Polscy dowódcy sztabowi – np. generał Tadeusz Jordan Rozwadowski – wykazali się niezwykłymi umiejętnościami. Zaś myśl wojskowa, przekonanie marszałka Józefa Piłsudskiego do ofensywy znad Wieprza sprawiły, że udało się nam, Polakom, uderzyć w oddziały sowieckie w odpowiednim miejscu oraz czasie.

To była idealna jedność miejsca i akcji w momencie, gdy w szeregach bolszewickiego frontu Michaiła Tuchaczewskiego panowało rozprężenie spodziewanym przez nich zwycięstwem i zdobyciem Warszawy.

Po stronie polskiej nie zawiódł ani „czynnik ludzki”, czyli żołnierze, ani wywiad. Nasz radiowywiad odczytywał zamierzenia sztabu Tuchaczewskiego i skutecznie zagłuszył łączność przeciwnika. To były działania absolutnie prekursorskie, jeśli chodzi o radiowywiad.

W 1920 naszym pradziadom udało się osiągnąć zwycięstwo i na 20 lat ocalić suwerenność Rzeczypospolitej Polskiej.

– rozmawiała Małgorzata Borkowska
97 lat temu Toruń odzyskał niepodległość
Zdjęcie główne: Generał Józef Haller na zjeździe Związku Hallerczyków w Toruniu, 1933 rok (fot. ze zbiorów NAC, Koncern Ilustrowany Kurier Codzienny - Archiwum Ilustracji, sygn. 1-P-1543-2)
Zobacz więcej
Rozmowy Poprzednie wydanie
Wschodni blok się sypał, a w Polsce SB wciąż dobrze się miała
Członkowie komisji weryfikacyjnych nie mieli pojęcia o bezpiece – mówi Tomasz Kozłowski, historyk
Rozmowy Poprzednie wydanie
Piłsudski vs. Dmowski: Ciągła rywalizacja, nie ciągła wrogość
Dla Piłsudskiego państwo było ważniejsze niż demokracja. Dla Dmowskiego od demokracji ważniejszy był naród – mówi historyk Mariusz Wołos.
Rozmowy Poprzednie wydanie
Stwórzmy polską Dolinę Krzemową
Polscy naukowcy mogą się wykazać dopiero, gdy wyjadą z Polski – mówi prof. Wiesław Nowiński.
Rozmowy wydanie 1.11.2019 – 8.11.2019
Łukaszenko puszcza oko do Zachodu
Białorusini są bardzo zrusyfikowani, ale istnieją realne różnice pomiędzy wschodnią a zachodnią częścią kraju. Grodno to jednak nie Witebsk – mówi białoruski opozycjonista Aleś Zarembiuk.
Rozmowy wydanie 25.10.2019 – 1.11.2019
TurboFranciszek i kryzys papiestwa
Paweł Milcarek: Stolica Apostolska staje się wszechmocną centralą, której przypisuje się, że może wszystko, także zmieniać naukę Kościoła.