Kartka z kalendarza

Taksówkarz w PRL to był ktoś. Miał dostęp do dewiz i sam wybierał sobie klienta

Wozili ochronę prezydenta USA, robili przeprowadzki, a w stanie wojennym mogli jeździć po mieście w czasie godziny milicyjnej i mieli spory przydział paliwa. Taksówkarze w latach Polski Ludowej byli specjalną kastą.

Przy okienku tłumy, a przed pocztą milicjanci w aucie centrali rybnej

Pocztowcy w czasach PRL nie mieli łatwo.

zobacz więcej
- Wolny?
- Wolny. No gdzie?
- Na Słoneczną 5.
- Nie pytam, gdzie mam jechać, tylko gdzie pan się ładuje?

To cytat z filmu „Brunet wieczorową porą” Stanisława Barei.

W PRL klientów było wielu, a taksówek mało. Na postojach ustawiały się długie kolejki pasażerów i zdarzało się, że to kierowca decydował, w którą stronę jedzie i zbierał chętnych. Nawet kilka nieznajomych osób, ale zmierzających w tę samą stronę. – Najczęściej w kierunku domu kierowcy – wyjaśnia Henryk Zatorski, który w stołecznym MPT pracuje od 1971 roku.

Nagrody za czyste auto

– To był wolny zawód. Sam decydowałeś, kiedy zaczynasz pracę i kiedy kończysz – wspomina Zatorski wyjaśniając dlaczego wybrał właśnie to zajęcie. Ale były też zasady. – W umowie zapisane miałem, że trzeba jeździć pod krawatem, mieć schludną fryzurę. Za zadbany i czysty samochód były nagrody – wyjaśnia kierowca.
Po podwyżkach to taksówkarze szukali klientów

„Poldek” – luksusowy tylko jako składak

Awarię w „poldku” potrafił usunąć nawet bułgarski celnik.

zobacz więcej
Radio taxi

Wystawanie na postoju skończyło się, kiedy w latach 80. MPT, jako pierwsze wprowadziło radio w swoich autach. Wtedy można było zamówić taksówkę pod dom. Pod warunkiem, że miało się telefon (a podówczas istniały jedynie stacjonarne), co nie było takie oczywiste. Taksówkarz musiał nienagannie znać topografię miasta. – Poprzeczkę wysoko stawiali klienci starej daty, którzy nagminnie używali przedwojennych nazw ulic – opowiada Zatorski, który dla ułatwienia zrobił sobie ściągawkę – starą mapę, na którą naniósł nowe nazwy ulic. Na przykład jechało się na Plac Komuny Paryskiej, gdy klient prosił o kurs na Plac Wilsona.

Wakacyjne podwyżki cen

W latach 70 za przejechany kilometr trzeba było zapłacić 50 groszy. Ceny ustalano odgórnie, a każda podwyżka powodowała kilkunastodniowy zastój w interesie. Obrażeni klienci unikali postojów i taksówek. Potem powoli wszystko wracało do normy. – Z resztą komuna się szybko wycwaniła i wszystkie zmiany wprowadzano w wakacje, dzięki czemu przechodziły bez echa – wspomina kierowca MPT.
„To paranoja. Na postojach stoi się po trzy godziny”
Limity paliwa

W latach 80. kiedy obowiązywały kartki na paliwo miesięczny przydział dla właściciela malucha wynosił 30 l. benzyny. Posiadacz dużego fiata mógł liczyć na 45 litrów. Prywatni taksówkarze mieli prawo do zakupu 250 litrów paliwa. Nie zawsze to wystarczało. Taksówkarze zmieniali więc silniki na dieslowskie, bo olej napędowy nie podlegał reglamentacji. – Najczęściej wstawialiśmy silniki pochodzące z enerdowskiego Multicara [niewielkiej ciężarówki - red.] – opowiada jeden z taksówkarzy. Kierowcy dieslów kartki na benzynę sprzedawali pracownikom stacji benzynowych, którzy z kolei wymieniali je na inne towary.

Polonez miał branie

Zatorski przez 44 lata pracy zdążył pojeździć różnymi autami od syrenki, przez pobiedę, po fiata i w końcu poloneza, którego szczególnie dobrze wspomina. – Miał branie. Był elegancki, miał siedzenia z weluru, był nowością – opowiada. Szczególnie w pamięci zapadły mu 103 „poldki” specjalnie dla MPT pomalowane na żółty kolor nazywane „polonez kamel”. Zatorski pierwsze samochody w MPT miał do spółki ze zmiennikiem, jak w filmie Barei. O numerze bocznym 5013.
Przepustka na godzinę milicyjną

W stanie wojennym taksówki MPT obsługiwały urzędników, a ich kierowcy mieli specjalne przepustki, dzięki którym nie niepokojeni przez milicję przemierzali miasto. Była także grupa taksówkarzy, którzy współpracowali z podziemiem wożąc np. ulotki. Ci często lądowali w aresztach. – To właśnie nasza taksówka zablokowała tramwaj na Marszałkowskiej rozpoczynając w ten sposób strajk – wspomina.

Taksówki w tamtych czasach robiły za karetki, taksówkarze wspomagali pracę dziennikarzy telewizyjnych i urzędników państwowych. Żuki, jako taksówki bagażowe przewoziły meble spod sklepów meblarskich.
„Złoty pociąg” także dla taksówkarzy
Kurs z ochrona prezydenta Forda

W lipcu lipca 1975 kiedy do Warszawy przyjechał prezydent USA Gerald Ford jego delegację po mieście woziły taksówki MPT. W aucie Zatorskiego wylądowali trzej agenci ochrony, którzy najpierw sprawdzali miasto, a później jeździli za prezydentem. Ale były także kursy międzymiastowe, kiedy trzeba było do powstającej Huty Katowice dowieźć partię rękawic do pieców.

Z lotniska za dolary

Taksówkarz to był ktoś. Zawód oprócz tego, że był wolny dawał dostęp do dewiz. Dotyczyło to głównie tych kierowców, którzy ustawili się pod dworcami, lotniskami lub hotelami licząc na zagranicznych turystów. Krajowy pasażer musiał się liczyć z odmową. Kiedy proceder ten osiągnął niebywałe rozmiary, a klienci coraz częściej skarżyli się na kierowców, władze przedsiębiorstwa taksówkowego zagroziły, że będą odbierać licencje kierowcom, którzy nie chcą zabierać Polaków.

W 1988 r. weszła w życie tzw. ustawa Wilczka, która liberalizowała działalność gospodarczą i zakończyła złotą erę w branży taksówkowej. Od tej pory każdy mógł zostać swoim prezesem. Pojawiły się nowe korporacje i dzięki konkurencji skończyły się kolejki na postojach. – Wciąż jednak dziadek taksówkarz to skarb, bo zawsze można na niego liczyć, kiedy wnuczek zachoruje – żartuje Zatorski.
Firma na czterech kołach
Zdjęcie główne: (fot. arch.PAP/Andrzej Rybczyński)
Zobacz więcej
Kartka z kalendarza wydanie 20.10.2017 – 27.10.2017
Dzisiaj 61. rocznica wybuchu powstania węgierskiego
Zbrojne wystąpienie przeciwko ZSRR trwało od 23 października do 10 listopada 1956 r.
Kartka z kalendarza wydanie 29.09.2017 – 6.10.2017
Trajtki, trajlusie, ziutki. Ekologia w PRL-u, czyli trolejbusy
Były szybkie, kursowały często i zapewniały także nietypowe atrakcje.
Kartka z kalendarza wydanie 22.09.2017 – 29.09.2017
Weekend w PRL. Chcąc napełnić bak, trzeba było mieć dużo...
Synonimem stacji paliw stały się CPN-y.
Kartka z kalendarza wydanie 15.09.2017 – 22.09.2017
Spekulant, badylarz i prywaciarz – PRL potrzebowało wrogów...
Wojna o handel trwała przez wszystkie lata PRL-u.
Kartka z kalendarza wydanie 1.09.2017 – 8.09.2017
Polowanie na dziennik lekcyjny i wyprawkę. „Szkoła w służbie PRL”
Jeden podręcznik na kilku uczniów i polowanie na wyprawkę szkolną.