Historia

Baba z nartami, kajaki i „miss opalenizny”. Tak wyglądały wczasy w II Rzeczypospolitej

Pod koniec lat 30. we wszelkich odmianach turystyki udział wzięło kilka milionów Polaków. Gdyby nie wybuch II wojny światowej w latach 40. liczbę tę co najmniej by podwojono.

Po zakończeniu I wojny światowej mało kto ruszał na urlop. Turystyka dopiero się rozwijała, a w zasadzie raczkowała. – Tylko nielicznych było stać na wyjazd, choć niepodległa Polska bardzo szybko zadbała o przywilej w postaci urlopu i przyjęła odpowiednią ku temu ustawę – mówi w rozmowie z portalem tvp.info dr Robert Gawkowski, historyk z Uniwersytetu Warszawskiego i autor książki „Wczasy w II Rzeczpospolitej”.

Polacy, którzy pracowali w fabrykach, czy państwowych zakładach mogli przez 14 dni wypoczywać i korzystać z płatnego urlopu. – To było pewne novum. Niestety nie wszystkim się ono podobało i zwłaszcza prywatne zakłady niechętnie dawały swoim pracownikom urlopy – tłumaczy dr Gawkowski.
Jedną z głównych atrakcji nad morzem była nauka pływania (fot. NAC/Koncern Ilustrowany Kurier Codzienny - Archiwum Ilustracji)

Automobile jak ze snu. II RP motoryzacją stała

Dynamiczny rozwój motoryzacji w przedwojennej Rzeczpospolitej budził wielkie zainteresowanie zarówno mężczyzn, jak i kobiet. Kluby samochodowe, cykliczne rajdy i pokazy automobilów stały się nieodłączną częścią malowniczego XX-lecia. Można je podziwiać na ponad 100 unikatowych fotografiach albumu „Samochody, motocykle...”, który jest efektem współpracy wydawnictwa BOSZ z Narodowym Archiwum Cyfrowym.

zobacz więcej
„Wywczas” pod namiotem

Chęć wypoczynku hamowała jednak powszechnie panująca bieda. O wyjeździe zagranicznym mogli pomarzyć tylko nieliczni. – W skali kraju to było zaledwie kilkadziesiąt tysięcy takich wyjazdów. Starano się radzić sobie w inny sposób, a państwo dosyć mocno zaczęło inwestować w turystykę. To też nie miało miejsca od razu. Na dobre rozwinęła się ona dopiero ok. 1926 roku – wyjaśnia Gawkowski.

W 1920 roku powstało pierwsze polskie Biuro Podróży Orbis. Jego założycielami byli Żyd, endecki poseł, hrabia i bankier. Początki nie należały do najłatwiejszych i klienci mocno się na nie skarżyli. Renomę zyskało w latach 30. i zostało uznane za solidne. – Było jednak dosyć drogie i znowu tylko nieliczni mogli pozwolić sobie na skorzystanie z jego usług – mówi Gawkowski.
Turyści mogli wybrać się na wyprawę statkiem (fot. NAC/Koncern Ilustrowany Kurier Codzienny - Archiwum Ilustracji)
3,50 za wczasy w Wysokiszkach

Zdarzało się, że potencjalny wczasowicz nabrał się na fałszywe ogłoszenie. Tak było w 1934 roku, kiedy w Warszawie pojawiły się atrakcyjne foldery o fantastycznym urlopie w Wysokiszkach koło Grodna. „Wielkopańska rezydencja Wysokiszki na kresach wschodnich, malowniczo położona nad Niemnem, wśród wspaniałych lasów, idealne warunki zdrowotne, korty tenisowe, łodzie, kajaki, żaglówki, plaża, przejażdżki konne, radio, pianino, obfite posiłki 5 razy dziennie, ilość miejsc ściśle ograniczona. Koszt pobytu, łącznie z utrzymaniem dziennie 3 zł 50 gr. Zgłoszenia przyjmuje administrator dóbr” – brzmiała jego treść.

Zazwyczaj za dwutygodniowy turnus trzeba było zapłacić około stu złotych, więc cena okazyjnego wyjazdu była nad wyraz kusząca. Przedpłaty dokonało 130 obywateli, a gdy wsiedli w pociąg jadący do Grodna, okazało się, że takiej miejscowości jak Wysokiszki nie ma na mapie. Policja na szczęście szybko ujęła oszustów.

Ci, których nie było stać na jakikolwiek wyjazd, spędzali ten czas w rodzinnych stronach, na wsi, na łonie natury i zazwyczaj pomagali w żniwach. Państwo polskie zachęcało obywateli do aktywnego wypoczynku, w 1932 roku powołany został nawet przy Ministerstwie Komunikacji departament do spraw turystyki.
Państwo zachęcało urlopowiczów do fizycznej aktywności (fot. NAC/Koncern Ilustrowany Kurier Codzienny - Archiwum Ilustracji)

Odkryte kolana, fałszywy łosoś z cielęciny, taniec shimmy, czyli bale II Rzeczypospolitej

– Nogi stały się zbyt popularne, zbyt banalne i dostępne dla oczu. Stosunek mężczyzny do nóg kobiecych stał się po prostu koleżeński – tak malarz Stefan Norblin narzekał na karnawałowe kreacje na łamach czasopisma „Świat” w 1930 roku.

zobacz więcej
Pieszo, rowerem i kajakiem

Polacy zaczęli coraz częściej i chętniej ruszać na urlop w góry, nad morze i nad jeziora. – Należy pamiętać, że nie były to Mazury, bo te nie należały wówczas do nas. Naszymi Śniardwami było jezioro Narocz, dziś znajdujące się w północno-zachodniej Białorusi – tłumaczy Gawkowski.

Szlaki turystyczne budowano właściwie od zera. Zarówno te piesze, jak i rzeczne. Powstawały też pierwsze schroniska, niezwykle skromne, bez toalet, ale i tak coraz częściej uczęszczane. W 1938 roku Rzeczpospolita miała w sumie 220 schronisk młodzieżowych z prawie 6 tysiącami łóżek.

– W czasach II RP pojawiło się na rynku ponad półtora miliona rowerów, modne stały się kajaki – mówi Gawkowski. To właśnie piesze, rowerowe lub kajakowe wędrówki stały się najbardziej popularne. W gazetach można było znaleźć instrukcję, jak samodzielnie zrobić kajak, śpiwór z dwóch zszytych koców, czy materac z pociętej w paski opony.

Wszystkie niezbędne do podróży akcesoria można było kupić, bo przemysł turystyczny, podobnie jak sama turystyka, zaczął się prężenie rozwijać. I tak za dwuosobowy namiot trzeba było zapłacić ok. 100 złotych, za dmuchany materac ok. 15 złotych.
W gazetach doradzano jak samemu zbudować kajak (fot. NAC/Koncern Ilustrowany Kurier Codzienny - Archiwum Ilustracji)
Bilet ze zniżką

Aby ułatwić turystom podróżowanie, Polskie Koleje uruchomiły specjalne pociągi narciarskie i kajakarskie. Pierwszy jeździł zimą z Warszawy do Zakopanego i w każdej miejscowości, w której dało się pojeździć na nartach, zatrzymywał się na kilka godzin. Około godziny 22 maszynista gwizdkiem ogłaszał odjazd. W trakcie podróży pasażerowie korzystali ze znajdujących się w pociągu pryszniców, spędzali wieczór na rozmowach i grach towarzyskich albo zmęczeni szli spać, by następnego dnia szaleć na stoku w kolejnej miejscowości.

– Podobnie było z wielbicielami kajaków. Tyle tylko, że oni musieli do pociągu dopłynąć – mówi Gawkowski. Zwraca uwagę na to, że do 70 miejscowości, uznawanych za turystyczne, bilety na pociągi miały ulgi od 25 do 66 proc.

– Państwo było początkowo bardzo naiwne i myślało, że rzeczywiście będą korzystać z nich jedynie turyści. Tymczasem często można w nich było spotkać np. kobietę z koszem jajek, serów i kiełbas, która wiozła także narty i udawała narciarkę, dzięki czemu miała zniżkę. Szybko to wyłapano i wprowadzono specjalne dokumenty, które uprawniały do kolejowej zniżki – opowiada Gawkowski.
Kajaki były jedną z głownych atrakcji tursytycznych (fot. NAC/Koncern Ilustrowany Kurier Codzienny - Archiwum Ilustracji)

Wróżby z kurzego jajka i seanse z medium, czyli czary-mary II Rzeczypospolitej

Akhara Mustafa z biednego chłopaka w jeden wieczór stał się znanym jasnowidzem. Z tajemnej wiedzy inżyniera Stefana Ossowieckiego korzystał sam marszałek Józef Piłsudski, a Jan Starża-Dzierżbicki był numerem jeden w świecie astrologii.

zobacz więcej
Kuracja na dachu uzdrowiska

Zanim Polacy ruszyli nad morze, bywali także w uzdrowiskach. Te bardzo cenione znajdowały się pod Warszawą. Mowa o Falenicy, Otwocku i Konstancinie. Na płaskich dachach budynków ustawiano leżaki, a kuracjusze mogli podziwiać i wdychać zapach sosnowych drzew.

Lasów nie brakowało także w miejscowościach nadmorskich, ale nie miały one żadnej infrastruktury i trzeba ja było przygotować. – Czyli pobudować pensjonaty i hotele, sprowadzić osoby, które wśród zamieszkujących tamte tereny Kaszubów, będą posługiwać się językiem polskim. Gdy to się udało, zaczęto myśleć o odpowiednich atrakcjach – mówi Gawkowski.

Jedną z nich było organizowane wówczas „Święto Morza”. Uczestnictwo w nim gwarantowało m.in. bezpłatną wojskową grochówkę, darmowe noclegi, zwiedzanie Gdyni z przewodnikiem oraz darmowy bilet kolejowy na powrót.

– Namawiano ludzi by wpływali kajakami Wisłą do Gdańska, a tuż przed wpłynięciem zarzucali na siebie biało-czerwoną flagę. Raz udało się namówić na to aż dwa tysiące ludzi i efekt był naprawdę niesamowity. Wydarzenia te, jak i samo „Święto Morza”, miały więc walor propagandowy – wyjaśnia Gawkowski.
W II RP Polacy kupili przeszło 1,5 mln rowerów (fot. NAC/Kazimierz Osmański/Koncern Ilustrowany Kurier Codzienny - Archiwum Ilustracji)
Nauka pływania i dancingi

Podczas pobytów nad morzem jedną z głównych aktywności była nauka pływania, bo umiejętność ta Polakom była zupełnie obca. Pod koniec dwudziestolecia międzywojennego polskie wybrzeże nareszcie zaczęło tętnić życiem. Na plaży rozgrywano turnieje zapaśnicze, ping-ponga i siatkówki.

Po morzu pływały jachty, statki pasażerskie i motorówki. Pod koniec lat trzydziestych furorę zaczęły robić narty wodne. W nadmorskich kurortach rozgrywano niezliczone konkursy piękności na „Miss Cypla" albo na „najlepiej opaloną Miss". Wieczorami na plażach odbywały się dancingi. Nie brakowało także pamiątek w postaci muszelek, kotwic z termometrem, czy pocztówek. Tu również, aby trzymały one poziom w 1938 roku Związek Propagandy Turystycznej wraz z Polskim Towarzystwem Krajoznawczym wymyśliły konkurs „Na najpiękniejszą pamiątkę regionalną”.

– W szkołach rozpoczęto akcje uświadamiające i tłumaczono dzieciom, kto to taki ten turysta. Mówiono żeby nie rzucać kamieniem, ale pomachać, wręczyć kwiatek albo dostarczyć wodę ze studni, bo jak dobrze się będzie czuł, to przyjdzie za rok i kupi chleb albo pamiątkę wystruganą przez ojca albo zje obiad ugotowany przez miejscową kucharkę. W ten sposób pokazywano i tłumaczono, jaki turystyka ma wpływ ma gospodarkę – tłumaczy Gawkowski.
Zdjęcie główne: Podczas urlopu oddawano się różnego rodzaju rozrywkom (fot. NAC/Koncern Ilustrowany Kurier Codzienny - Archiwum Ilustracji)
Zobacz więcej
Historia Najnowsze wydanie
„We the People”. Człowiek, którego głosem przemówił Wałęsa
Zatrzymał się na środku Marienplatzu i zaczął się rozglądać z zadumą. – Wiesz, tylu ludzi się tu kręci, a nie spotkałem ani jednego Murzyna – rzucił.
Historia Poprzednie wydanie
Posełki w pierwszym Sejmie niepodległej Polski
50 parlamentarzystek II RP – nie stały się czarownicami i powychodziły za mąż.
Historia Poprzednie wydanie
Zapomniany gigant z Domu pod Gigantami
Był jednym z największych darczyńców w dziejach Polski, hojniejszym od najbogatszych magnatów. Jego dzieła zna niemal każdy Polak, choć prawie nikt nie wie, jak się nazywał.
Historia wydanie 1.11.2019 – 8.11.2019
Jak zabić czerwonego cara. Stalin na celowniku
Ribbentrop zaproponował Hitlerowi, że zaaranżuje konferencję z udziałem sowieckiego satrapy, podczas której osobiście zastrzeli go ze specjalnego długopisu pistoletu.
Historia wydanie 1.11.2019 – 8.11.2019
Seks w służbie proletariatu
Ulicami przejeżdżały parady miłości, ich uczestnicy poprzebierani byli za duchownych, jedni całowali się i obmacywali, inni wykonywali sprośne gesty. Po rewolucji bolszewickiej w Rosji wybuchła rewolucja seksualna.