Kultura

Kochało się w nich pół Polski. Poznaj seksbomby drugiego planu

Emanowały pięknem, seksapilem i naturalnością. Wszystkie łączy jedno – choć nie grały pierwszoplanowych ról, rozpalały zmysły niejednego widza.

Nie musiały wywoływać skandali, by było o nich głośno. Niektóre były aktorkami tylko jednej roli, inne próbowały swoich sił za granicą, tylko nielicznym udało się załapać do „pierwszego rzędu”.

Często nie mogły wykorzystać swoich pięciu minut nie dlatego, że nie miały talentu. Przeszkodą były ich życiowe perypetie, złośliwość losu, ale czasem także zbyt wygórowane marzenia.
Kochało się w nich pół Polski. Poznaj seksbomby drugiego planu
Ale dzięki temu, co dane im było zagrać i jak się zaprezentować, do dziś rozpalają zmysły i sprawiają, że na niejednej twarzy na ich widok pojawia się uśmiech.

Poznajcie nasz subiektywny ranking seksbomb drugiego planu.

Nina Gocławska, serial „07 zgłoś się”
Nina Gocławska (fot. arch.TVP/pochmara)

Tygrysy, rancza, czaszka Pigmeja. Tak bankrutowały gwiazdy

Ich długi opiewały na kwoty, jakie zwykłemu śmiertelnikowi nawet się nie marzyły.

zobacz więcej
To na jej punkcie oszalał porucznik Borewicz w kultowym serialu „07 zgłoś się”. Nina Gocławska zagrała w dwóch odcinkach tej produkcji. Urodą zachwyciła nie tylko samego Borewicza, ale wielu widzów, którzy do dziś mają przed oczami kadr, gdy rozmawia przez telefon w skąpym, czerwonym bikini.

Karierę rozpoczynała od występów w Cygańskim Zespole Pieśni i Tańca „Roma” jako tancerka. Aktorskie doświadczenie zdobywała od 1980 r. w Teatrze Syrena. Przełomem był dla niej właśnie występ w serialu „07 zgłoś się”. Musiała jednak zrezygnować z dalszego grania w tej produkcji, bo zaszła w ciążę.

Nadal można było oglądać ją na deskach Teatru Roma. W 1985 r. wpadła w oko Ninie Terentiew. Zachwycona talentem i urodą Gocławskiej, ówczesna dyrektor telewizyjnej Dwójki postanowiła zrobić z niej gwiazdę. Nina została prezenterką programu „Piękni i młodzi”.

Coraz częściej zajmowała się konferansjerką, prowadziła m.in. konkurs Miss Polonia. Mimo, że miała szansę stać się jedną z największych gwiazd w Polsce, w 1996 r. zrezygnowała z kariery ze względu na ciężką chorobę męża. Jej ukochany wymagał kilku dializ dziennie i stałej opieki, niedługo potem zmarł. Sama zmarła 18 marca 2009 roku po ciężkiej chorobie, mając zaledwie 51 lat.

Anna Wojton, serial „W labiryncie”
Anna Wojton (fot. arch.TVP/kimielska)
W pierwszej polskiej telenoweli Anna Wojton wcielała się w postać młodej laborantki Marioli Kaczorek. Jej znakiem rozpoznawczym były blond włosy związane w kucyk z boku głowy. – Kochało się we mnie pół Polski – przyznaje w rozmowie z tvp.info.

Propozycję grania w serialu otrzymała w 1988 roku. – To był mój telewizyjny debiut. Po trzech sezonach zrezygnowałam, ponieważ uznałam, że nadszedł czas na inne wyzwania zawodowe. Nie wyobrażam sobie takiej sytuacji teraz, że młoda dziewczyna rezygnuje z roli w serialu. Dziś sama też bym tego nie zrobiła, ale wtedy to były inne czasy – mówi.

Po pożegnaniu się z produkcją Wojton wyjechała do Szwecji. Po powrocie do Polski przyznała, że zmagała się przez kilka lat z depresją. Wróciła na srebrny ekran rolą dojrzałej Marioli Kaczorek w kilku sezonach serialu TVP „Klan”.

Dorota Kamińska, serial „W labiryncie”
Dorota Kamińska (fot. TVP/Jan Bogacz)

Poleruje gwiazdy już od 65 lat

W jej murach rodziły się i dojrzewały wielkie talenty. Na liście absolwentów są światowe sławy. Łódzka Szkoła Filmowa obchodzi 65.urodziny. Na uroczysty początek roku akademickiego przyjechał mistrz Michael Haneke, który odebrał doktorat honoris causa uczelni.

zobacz więcej
Producenci pierwszej polskiej telenoweli mieli nosa do damskiej części obsady. W latach 80. i 90. również na widok Doroty Kamińskiej mężczyznom szybciej biło serce. – Kiedy jeżdżę ze spektaklami po Polsce, na spotkaniach z publicznością słyszę czasami: „Jak ja się w pani kochałem!” – śmiała się w jednym z wywiadów.

Błyskawicznie stała się symbolem seksu na przełomie lat 80. I 90. Tytuł ten i popularność przyniósł jej film „Karate po polsku” oraz rola Danuty Mayer właśnie w pierwszej operze mydlanej „W labiryncie”. Aktorka przyznaje, że jej występ w serialu był wówczas bardzo źle postrzegany.

– Koledzy pytali, jak mogę grać w czymś takim? Jak mogłam się tak sprzedać? Niedługo potem wszyscy zaczęli grać w serialach, a „W labiryncie” stało się klasyką gatunku. Wraz z aktorami z „Labiryntu” mogę się uznać za prekursorkę w tej dziedzinie – mówiła w jednym z wywiadów.

Jedni ją uwielbiali, inni nienawidzili. Powodem był również fakt, że jej serialowa postać miała romans z głównym bohaterem, czyli Markiem Kondratem. – W tym samym czasie grałam tytułową rolę w głośnym wówczas spektaklu „Tamara” w Teatrze Studio. Po spektaklach mieliśmy spotkania z widzami i wielokrotnie wytykano mi, że odbijam męża chorej kobiecie, a chodziło o postać, którą grałam w serialu – wspominała.

Krystyna Podleska, film „Miś”
Krystyna Podleska (fot. yt/MÓWI.TiWi)
Któż nie kojarzy postaci Aleksandry Kozeł, która była kochanką prezesa klubu „Tęcza” Ryszarda Ochódzkiego i która marzyła o tym, aby zagrać u Polańskiego. Wypowiedziane przez nią w filmie teksty: „dzwonię do ciebie, gdyż nie mogę z tobą rozmawiać”, czy „Ach ty miśku, ty złośniku, ty głuptasku” należą dziś do kultowych.

Podleska, a właściwie Christine Paul-Podlasky dzieliła swoje życie między Polskę a Wlk. Brytanię. Przed „Misiem” zagrała w filmie Krzysztofa Zanussiego „Kontrakt”. To w Londynie dostała telefon, że niejaki Bareja i Tym chcą się z nią spotkać.

– Umówiliśmy się w Ognisku Polskim. Nie wiedziałam, kim oni są, wiedziałam tylko, że robią jakiś film. Oni byli tam dlatego, że najpierw robili sceny londyńskie do „Misia”, kiedy prezes Ochódzki przyjeżdża do Londynu do banku – opowiadała.

Gdy zaczęły się zdjęcia, napisała w liście do rodziców, że gra ze Stanisławem Tymem, a część scen kręcona jest w łóżku. – Mama czyta tacie ten list, a tato pyta: „Jak to Urszulko, czy ona gra chorą?”. Do dziś nie wiem, czy tato tak żartował, czy naprawdę tak myślał. Tatuś oglądał wszystkie moje filmy, nawet te, gdzie gram z gołymi piersiami – wspomina.

Podleska nie odcina się od roli, przyznaje, że ma w sobie trochę roztrzepanej i zakręconej wariatki, więc do tej roli pasowała idealnie, ale czasem jest jej smutno, że kojarzona jest tylko i wyłącznie, jako „Krysia z Misia”.

Ewa Lemańska, serial „Janosik”
Ewa Lemańska (fot. arch.TVP/wojcik)
Jej twarz w pamięci widzów na zawsze pozostanie twarzą Maryny z serialu „Janosik”. Ta rola z jednej strony przyniosła jej sławę, z drugiej stała się przekleństwem – to przez nią nie dostawała żadnych ciekawych propozycji.

Pierwszego męża, Cezarego Kaplińskiego, Lemańska poznała jeszcze na studiach. Bardzo burzliwy związek skończył się rozwodem w 1980, chwilę przed jej wylotem do Nowego Jorku. To tam postanowiła szukać swojego szczęścia.

Amerykański sen nie był łatwy do zrealizowania. Lemańska ze względu na słabą znajomość angielskiego nie dostawała ról w wymarzonych produkcjach, a jedynie w nich statystowała. Przez 20 lat zajmowała się modelingiem.

Chłopakiem, do którego uciekła z Polski był Olgierd Roycewicz, syn Henryka Leliwy-Roycewicza, słynnego obrońcy warszawskiej „Pasty”. Wpadła mu w oko, gdy odwiedzał na planie „Janosika”– swojego przyjaciela Marka Perepeczkę. Między Ewą a Olgierdem wybuchła wielka miłość. – Z samolotu wysłał list przez stewardesę, że wyjeżdża na stałe i chce, abym do niego przyjechała – mówiła.

Po 14 latach małżeństwo skończyło się rozwodem, a Lemańska po raz trzeci wyszła za mąż, za Jamesa Rooney’a. – W moim życiu wszystko szybko znikało. Miłości, mężowie, najbliżsi i role... – mówiła aktorka. To on i jej dwaj synowie z drugiego małżeństwa, mocno wspierali ją w walce z rakiem piersi, o którym dowiedziała się w 2009 roku.

Bardzo szybko zdecydowała się na podwójną mastektomię. Udało jej się wygrać z chorobą, ale przyznaje, że miewała chwile zwątpienia. Chciała nawet popełnić samobójstwo. – To cud, że jeszcze żyję – mówi.

Hanna Bieniuszewicz, serial „Alternatywy 4”
Hanna Bieniuszewicz (fot. yt)
W dzień jedna z mieszkanek bloku przy „Alternatywy 4”, wieczorami – striptizerka w jednym z warszawskich nocnych klubów. Tak pokrótce można opisać postać Ewy, granej przez Hannę Bieniuszewicz. Kochał się w niej szalony naukowiec Krzysztof Manc, śledził docent Furman.

Widzowie z pewnością najbardziej zapamiętali z serialu scenę striptizu, gdy Ewa odsłania swoje wdzięki. Aktorka po latach wyznała, że dziś ta scena jest pięknym wspomnieniem, ale gdy powstawała, była bardzo stresująca.

– Od razu zażądałam dublerki. Pamiętam, że zdjęcia trwały bardzo długo. Razem z Marysią, która w pewnym momencie miała mnie w tej scenie podmienić, zdążyłyśmy wypić już kilka kieliszków na rozluźnienie i wytrzeźwieć. Gdy w końcu doszło do kręcenia sceny, zaczęłam tańczyć. Miałam na sobie sukienkę, którą w pewnym momencie miałam rozchylić, zrobić piruet, szybko uciec za kulisy i w tym momencie w pełnej krasie miała pojawić się przed kamerą właśnie Marysia – opowiada z rozmowie z portalem tvp.info.

Stało się jednak tak, że gdy rozchylała sukienkę, ta się rozpięła i spadła z aktorki. – Z krzykiem uciekłam za kulisy, półnaga. Część mojego biustu jest widoczna w tej scenie. Dziś jestem nawet z tego dumna, bo uważam, że miałam całkiem ładne piersi – śmieje się Bieniuszewicz.

Katarzyna Figura, film „Kingsajz”
Katarzyna Figura (fot. arch.TVP/pochmara)

Bogini seksu polskiego kina – Katarzyna Figura kończy 55 lat

Obsadzano ją w rolach seksbomb, prostytutek, żon bogaczy.

zobacz więcej
W rankingu na bohaterkę jednej sceny z pewnością zwyciężyłaby ona. Katarzyna Figura i jej ponętne wdzięki w filmie „Kingsajz” robią swoje. Gdy Olo, grany przez Jacka Chmielnika, wraca po nieudanej misji z Szuflandii do świata ludzi, jest małym krasnoludkiem. Trafia do sypialni Ali granej przez Figurę i właśnie w tym momencie rozpoczyna się – jak pisał jeden z krytyków – festiwal namiętności. Olo wdrapuje się na łóżko i rozpoczyna wędrówkę po jej ciele.

Okazuje się, że aby pomysł scenarzystki Jolanty Hartwig-Sosnowskiej mógł zostać zrealizowany, trzeba było wykonać kawał ciężkiej pracy. Najpierw w Łodzi nagrano nagą Katarzynę Figurę, by uchwycić jej wszystkie kształty, następnie zrekonstruowano je w styropianie. To właśnie po tej konstrukcji porusza się pełnowymiarowy Chmielnik.

Specjaliści z czeskiego Studia Filmowego Barrandov nałożyli na siebie oba kadry i w ten sposób uzyskali efekt krasnala Ola chodzącego po Ali. Z pewnością jak na tamte czasy realizacja tego pomysłu była ogromnym wyzwaniem. Sam Juliusz Machulski w jednym z wywiadów stwierdził, że współcześnie zapewne taka scena w ogóle by nie powstała. – Zarówno z braku pieniędzy, jak i wyobraźni – stwierdza reżyser.

Figura m.in. dzięki tej roli z drugoplanowej stała się największą polską seksbombą przełomu lat 80. i 90. Podziwiano głównie jej biust, który – jak przyznała w jednym z wywiadów – w czasach liceum wcale nie był tak ponętny.

– Mama się martwiła, bo psychofizycznie normalnie się rozwijałam, ale tych oznak kobiecości brakowało. Nie chciałam być odszczepieńcem. Zaczęłam żarliwe modlić się do Boga i cały czas pojawiała się tam prośba o piersi – mówiła w jednym z wywiadów. Najwyraźniej jej prośby zostały wysłuchane.

Jolanta Lothe, film „Rejs”
Jolanta Lothe (fot. yt/ Studio Filmowe TOR )
Ogromną popularnością cieszyła się w latach 70. To właśnie wtedy widzowie pokochali ją jako blond piękność, elektryzującą dekoltem i emanującą seksapilem. Sam Tadeusz Różewicz miał powiedzieć o niej, że „ma najpiękniejsze piersi w całej Warszawie”.

Jolanta Lothe popularność zdobyła dzięki serialowi „Dr Ewa”, gdzie partnerowała Ewie Wiśniewskiej jako pielęgniarka Genowefa Kłoś. Rola w „Rejsie” Marka Piwowskiego mogła odmienić jej karierę, jednak – jak sama przyznała – przebili ją wspaniali naturszczycy.

– Ja tam nie grałam. Pokazywano mnie i mój biust – mówiła po latach. Rzeczywiście rola aktorki, z której pamiętają ją widzowie, sprowadzona została do paradowania w kostiumie kąpielowym po pokładzie statku.

Lothe w jednym z wywiadów wyznała, że całe życie musiała zmagać się z wizerunkiem „blondynki z dużym biustem”. Tak była postrzegana przez widzów, reżyserów i publiczność, a marzyła o niekonwencjonalnych, trudnych psychologicznie rolach.

Jolanta Umecka, film „Nóż w wodzie”
Jolanta Umecka (fot. PAT TVP)
Była śliczna, ale uchodziła za bardo trudną we współpracy. Wiele lat po premierze „Noża w wodzie” Polański nie szczędził jej gorzkich słów. Prawdą jest jednak także, to, że ze znalezieniem aktorki do tej roli miał ogromny problem, bo żadna nie przypadła mu do gustu. W końcu kilka tygodni przed zaplanowanym terminem zdjęć znalazł Umecką na basenie warszawskiej Legii. Była wtedy studentką IV roku Akademii Muzycznej.

„Krzyż Pański i podczas zdjęć, i poza planem, mieliśmy z moim basenowym odkryciem, Jolantą Umecką. Przede wszystkim nie umiała pływać. Frykowski usiłował zorganizować jej przyspieszony kurs, ale to była strata czasu i musieliśmy zaangażować dublerkę. Jeśli chodzi o jej grę, to rzecz polegała nie tylko na braku doświadczenia, to przewidziałem z góry. Najbardziej irytowało mnie, że nawet w najprostszych ujęciach miałem do czynienia z osobą, która nie potrafiła zapamiętać swoich kwestii, miejsca, gdzie ma stanąć, momentu, kiedy ma zdjąć słoneczne okulary. Jeszcze bardziej denerwowała mnie jej absolutna bierność. Naturalność, brak wszelkiej sztuczności, które tak mi początkowo zaimponowały, okazały się przejawem autentycznie cielęcego temperamentu” – pisał reżyser w swojej autobiografii.

Mimo tych „przeciwności losu” wiele osób do dziś wzdycha na widok Umeckiej.
Zdjęcie główne: Seksbomy drugiego planu zachwycają do dziś (fot. arch. TVP/pochmara/wojcik/yt/MÓWI.TiWi)
Zobacz więcej
Kultura Najnowsze wydanie
Pycha modnego kaznodziei. Zakład z Panem Bogiem
Znany rekolekcjonista, teolog i autor błyskotliwych artykułów dotyczących wiary, pełniący rolę autorytetu dla „wykształconych z dużych miast”.
Kultura Najnowsze wydanie
Gwiazda antysystemowców
Zniszczyła swoje wczesne prace, bo uznała je za mało oryginalne. Wściekła się też, gdy Édouard Manet „poprawił” jeden z jej obrazów.
Kultura Poprzednie wydanie
Z lasu i z chóru. Z kościoła i z Koryntu. Ludzkim głosem
Na festiwalu zostanie zaprezentowana twórczość wybitnego polskiego kompozytora, o którym nie wiadomo… nic. Oprócz tego, że miał związki z Łowiczem.
Kultura Poprzednie wydanie
Zwęglone truchła, ludzkie wylinki, matka ucięta w połowie
Hitchcock byłby z artystki dumny: na początku jest trzęsienie ziemi, potem napięcie wciąż rośnie.
Kultura wydanie 16.08.2019 – 23.08.2019
Jak ukraińska „Zniewolona” budzi romantyczną duszę Polaków
Kopciuszek w wydaniu zza wschodniej granicy. Na czym polega fenomen serialu?