Po godzinach

Fotografka z Saskiej Kępy. Od 40 lat robi tylko czarno-białe zdjęcia

– Kiedyś przyszedł do mnie pan, zapalony wędkarz znad Wisły. Zażyczył sobie zdjęcia z rybą, którą właśnie złowił. Była większa od niego. Nie odmówiłam i zrobiłam zdjęcie – mówi w rozmowie z tvp.info Celina Osiecka. Od ponad 40 lat prowadzi swój malutki zakład fotograficzny na warszawskiej Saskiej Kępie.

Aleja Zwycięzców 25. To adres zakładu pani Celiny Osieckiej, który prowadzi od 1975 roku. Znakiem rozpoznawczym tego miejsca jest znajdująca się na skrzyżowaniu Zwycięzców z Francuską podświetlana gablota, w której pani Celina umieszcza zdjęcia swoich klientów. Zarówno tych z pierwszych stron gazet, jak i zwykłych klientów. Prawie nikt nie protestuje.

– Raz przyszedł do mnie pan ze zdjęcia i poprosił, żeby zdjąć, bo żona „ją” zobaczy. Ta „ona” to była sympatia, z którą umawiał się na intymne spotkania. Innym razem fotografowałam Michała Żebrowskiego. Poprosił: „proszę pani, tylko proszę mnie nie wystawiać, ja kiedyś do pani przyjdę jeszcze raz, jak będę lepiej wyglądał”. Oczywiście spełniłam prośbę. Wiele osób cieszy się, że może zobaczyć swoje zdjęcie na tej mojej miniwystawie. Dzieci często pytają, czy będą w niej wisieć – opowiada pani Celina.
W jej zakładzie robione są tylko czarno-białe zdjęcia (fot. tvp.info/Olaf Pisarek)

Biznes z tradycją. Pan Andrzej szyje czapki od 40 lat

Przyjeżdżają do niego klienci z całego świata.

zobacz więcej
„Mariaż z tego wyszedł”

Fotografią zaczęła pasjonować się w 1962 roku. Fachu uczyła się w zakładzie fotograficznym w Alei Niepodległości. – Moją nauczycielką była pani Alina Straszkiewicz. To ona nauczyła mnie zawodu, szacunku do niego, a przede wszystkim zaraziła tą miłością do zdjęć. Kochała to, co robiła, często praca była dla niej ważniejsza niż życie prywatne – mówi.

Jej pierwsze samodzielne zdjęcie? – Bardzo dobrze to pamiętam. Moja szefowa wyszła na chwilę, a do zakładu przyszła bardzo elegancka pani. Chciała sobie zrobić zdjęcie pocztówkowe. Powiedziałam jej, że jeszcze nie robię zdjęć samodzielnie i boję się, że nie dam rady. Stwierdziła, że mam spróbować, bo może wyjdzie. Spróbowałam i rzeczywiście wyszło. Tak się złożyło, że ta pani wysłała to zdjęcie za granicę, do znajomych. Na jednym ze spotkań towarzyskich rozpoznał ją znajomy z dawnych lat. Odszukał i nawet mariaż z tego wyszedł – śmieje się pani Celina.

I dodaje, że to nie jedyne zdjęcie, które robiła na potrzeby ogłoszenia matrymonialnego. – Ostatnio przyszła do mnie pani, która robiła sobie u mnie zdjęcie i wstawiła w internecie. Żartowała, że wyszła na nim tak dobrze, że panowie co chwila do niej piszą, a jedna ze znajomości całkiem dobrze rokuje – opowiada.
„Pierwszy zakład miałam w mieszkaniu”

Kruszy lód w sercach, pociesza zapłakane dziewczęta. Magia czekolady z Krakowa

Jakub Piątkowski kilka lat temu założył manufakturę.

zobacz więcej
Ciemnia w spiżarce

Po czterech latach pani Celina zaczęła pracować samodzielnie, w zakładzie na rogu Świętokrzyskiej i Marszałkowskiej. W ofercie tego zakładu były „zdjęcia w 3 minuty”. – Rzeczywiście zdjęcia robiło się bardzo szybko. Może nie w te trzy minuty, ale taka reklama przyciągała. Aparaty miały wkładkę, wkładało się kliszę i wywoływało w szybkich wywoływaczach, suszyło się szybciutko i gotowe. Potem mój szef przeniósł się na Jana Pawła, wtedy to była Marchlewskiego. Tam pracowałam do 1968 roku, a później otworzyłam swój zakład na Zwycięzców 13 – wspomina.

Jej pierwszy samodzielny zakład fotograficzny mieścił się w 56-metrowym mieszkaniu. W jednym pokoju robiła zdjęcia, ciemnię miała w spiżarce, wywoływała zdjęcia w łazience, a suszyła w kuchni. Po zakończonym dniu pracy zakład pani Celiny zamieniał się w dom. – W lokalu, w którym dziś urzęduję był szklarz. Nie przestrzegał przepisów BHP, więc mu go wymówiono. Udostępniono mi go, a gdy tylko można było go wykupić, od razu to zrobiłam – mówi. Pani Celina do dziś robi tylko i wyłącznie zdjęcia czarno-białe. – Robiłam różne zdjęcia – komunie, śluby, chrzty. Do dowodów i paszportów. Kiedy wyjazd za granicę nie był jeszcze tak prosty jak dziś, przychodzili do mnie kierowcy i zamawiali nawet po sto zdjęć. Na każdej granicy musieli mieć inne dokumenty – opowiada.

Pamiątkowe zdjęcia miały wymiar 6X9. Tak zwane półpocztówki wręczane były w prezencie, na pamiątkę. Zapotrzebowanie na zdjęcia było tak ogromne, że przed zakładem ustawiała się kolejka, a ona sama miała pełne ręce roboty. – Był czas gdy przychodziło do mnie wielu wojskowych w mundurach i robiło takie zdjęcia dla swoich dziewczyn – mówi. Tłumaczy, że dziś robi już tylko takie zdjęcia, które sprawiają jej przyjemność. Odpuściła śluby i chrzty.
Pani Celina uwieczniła wiele gwiazd m.in. Polę Raksę (fot. tvp.info/Olaf Pisarek)

Krótka wiadomość o kawie, czyli jak odkryć jej prawdziwy smak

Z kawą jest jak z winem – gdy spróbujesz tej najlepszej, nie będziesz chciał pić tej dostępnej masowo na sklepowych półkach – przekonuje Anna Oleksak z warszawskiej palarni Kofi Brand.

zobacz więcej
Gajos i Szarik

Przez jej zakład przewinęło się też sporo gwiazd. – Fotografowałam Irenę Kwiatkowską, w dawnych czasach wszystkich z serialu „Czterech pancernych i pies”. I Szarika, i psa i Gajosa – śmieje się. Uwieczniła również młodego Grzegorza Ciechowskiego, Małgorzatę Sochę, Tomasza Stockingera, Bogumiłę Wander, czy nieżyjącego już reżysera Marcina Wronę. – Bywał u mnie bardzo regularnie – mówi.

Negatywy zdjęć, które zrobiła zostawia w swoich archiwalnych zbiorach. Poukładanych w pudełkach oznaczonych literami alfabetu jest ich kilkadziesiąt a nawet kilkaset. – Uważam, że to moje prawo autorskie. Zdarza się, że klienci przychodzą i chcą swoje stare zdjęcie z negatywu. Swego czasu miałam przez te negatywy niemałe kłopoty. Wysoko postawieni urzędnicy partyjni mocno negocjowali ze mną, żebym im je oddawała. Byłam jednak nieugięta – wspomina. Często pytana jest o nazwisko. – Nie jestem rodziną Agnieszki Osieckiej, to zwykły zbieg okoliczności. Owszem ona również u mnie była, ale tylko raz. W gablotce wisiało zdjęcie jej ojca z Józefiną Pellegrini, z która związał się po rozstaniu z jej matką. Myślę, że to ją bolało. Oddała mi film do wywołania, ale zdjęcia odebrała córka Agata – mówi.
Negatywy zdjęć zostają w archiwalnych zbiorach pani Celiny (fot. tvp.info/Olaf Pisarek)
„Kocham to, co robię”

Każde zdjęcie jest przez panią Celinę retuszowane. – Trzeba jednak uważać, żeby nie przedobrzyć. Cała sztuka polega na tym, żeby uchwycić to coś, co dana osoba ma. Zostawić jej charakterystyczne cechy, osobowość – wyjaśnia. Retuszuje przy pomocy ołówka HB, ma też specjalny pulpit i lupę. – Płyn do retuszu to kalafonia z terpentyną, bierze się na patyczek kropelkę i na kliszę, rozciera się watką i ołówkiem HB, bardzo cieniutkim się retuszuje. Na negatywie, przez lupkę, na pulpicie. To nie jest takie proste, bo patrzy się cały czas prosto w światło – tłumaczy.

Przyznaje, że rzadko kiedy ktoś nie jest zadowolony z efektu jej pracy. – Miałam kiedyś takiego klienta, jeszcze gdy prowadziłam zakład w mieszkaniu, który przychodził, fotografował się i wciąż wpisywał mi się do „Książki skarg i zażaleń”. A to się nie trzymałam według niego terminów, a to nie przykładałam się do pracy. Zawsze podpisywał się jako „doktor habilitowany”. Był na szczęście wyjątkiem – mówi. Wyznaje, że rozumie klientów, dla których pozowanie do zdjęcia jest koszmarem. Sama nie lubi siebie na zdjęciach. – Zawsze wydaje mi się, że wyszłam jakoś inaczej niż wyglądam. Może to trochę według zasady, że szewc bez butów chodzi – mówi.

Przez ostatni rok pani Celina nie bywała w zakładzie. – Miałam problemy z kręgosłupem, ale gdy tylko mogłam od razu wróciłam do pracy. Klientów nie ma tak wielu jak kiedyś, ale wciąż się pojawiają. Pamiętają o mnie, czasem dziwią się, że zakład jeszcze istnieje. Co sprawia, że chce mi się wciąż tu przychodzić? Po prostu kocham to, co robię. Nie wyobrażam sobie życia bez tego – mówi łamiącym się głosem, a w jej oczach pojawiają się łzy.
Zdjęcie główne: Pani Celina Osiecka od 40 lat prowadzi zakład fotograficzny na Saskiej Kępie (fot. tvp.info/Olaf Pisarek)
Zobacz więcej
Po godzinach wydanie 17.11.2017 – 24.11.2017
„To była zabawa w śmierć i życie”. Od ćpuna po mistrza świata
Historię Jerzego Górskiego opowiada film „Najlepszy” oraz książka o tym samym tytule.
Po godzinach wydanie 17.11.2017 – 24.11.2017
„Geniusz kreatywności”. Polka obok gwiazd kina, muzyki i mody
Jej prace można podziwiać w muzeach w Paryżu, Nowym Jorku czy Londynie.
Po godzinach wydanie 10.11.2017 – 17.11.2017
Zsyłka, ucieczka i samobójstwo. Tragiczne losy brata Piłsudskiego
Bronisław Piłsudski na Dalekim Wschodzie uważany jest za bohatera narodowego.
Po godzinach wydanie 10.11.2017 – 17.11.2017
„Choćby z diabłem, byle do wolnej Polski”. Pierwszy Ułan II RP
Gen. Bolesław Wieniawa-Długoszowski skupia w sobie losy II RP.
Po godzinach wydanie 3.11.2017 – 10.11.2017
Kobiety – niewolnice, karły – rekwizyty. Szokujący„złoty wiek”
Służba była formą organizacji życia w tej epoce. Każdy kiedyś był sługą, nawet królewski syn.