Historia

Zielona noc z pastą Pollena-Lechia i popiersie Lenina, czyli kolonijnych wspomnień czar

Codziennie rano jajka na twardo, a na kolację chleb z dżemem. Co jeszcze pamiętamy z PRL-owskich kolonii letnich?

Na cukier, mięso, alkohol. 40 lat temu wprowadzono kartki

Choć nie gwarantowały ani pewności, ani sprawności zakupów, nielegalnie nimi handlowano.

zobacz więcej
Władze podkreślały, że akcja kolonijna powinna objąć jak największą liczbę dzieci mieszkających na terenach przemysłowych. Nazywano je koloniami zdrowotnymi. Kolonie w PRL były bezpłatne albo w jakiejś części dotowane. Chodziło o to, by obywatele czuli wsparcie socjalistycznej ojczyzny.

„Wyjazd do bani”

Za to ze wsparciem opiekunów podczas wyjazdów bywało różnie. Michał Olszański, prowadzący „Pytanie na śniadanie” w TVP1 wspomina pierwsze kolonie, na które pojechał, jako dosyć duży chłopak.

– To była 7. czy 8. klasa podstawówki. Byłem nastawiony, że będzie fajnie, ale okazało się, że tym razem był to wyjazd do bani – opowiada. Napisał do rodziców list. – Opisałem sytuację i napisałem, że mi się nie podoba i chcę wracać. Poprosiłem, żeby po mnie przyjechali – wyjaśnia. Okazało się, że zanim został wysłany do domu, list przeczytali opiekunowie. – Dostałem reprymendę, że narzekam i jak się nietrudno domyślić list do rodziców nie dotarł. Na tym polegało wychowanie w tamtych czasach – kwituje.
Kolonie w demoludach

Potem jako student jeździł na kolonie w roli opiekuna. Dostawał najmłodsze grupy, bo nie miał jeszcze doświadczenia. – Ujarzmienie 6- i 7-latków dla studenta, który dopiero zaczynał swoją przygodę opiekuna, to było strasznie trudne zadanie – mówi Olszański.

Bez kierownicy, z odpadającą podsufitką. Kaszlak – symbol PRL

6 czerwca 1973 ruszyła produkcja fiata 126p.

zobacz więcej
Kto miał szczęście, mógł wyjechać do zaprzyjaźnionych demoludów, skąd oprócz nowych znajomości, można było przywieźć zakupy, oczywiście słodkie. Z NRD dzieci przywoziły żelki, a z Czechosłowacji Lentilki.

Paulina Chylewska, dziennikarka TVP, zapamiętała z kolei z wyjazdu do ZSRR, gdzie występowała z zespołem muzycznym w Domu Pioniera, wielkie schody, na których stało popiersie Lenina.

„W łagrze nie wylądowałem”

Jak zapewniał kiedyś satyryk Marcin Daniec, na koloniach zatrucia nie wchodziły w grę, bo inspektorki Sanepidu stały nad garnkami, zerkając przez ramię kucharkom.
Kolonie letnie nie dla wiejskich dzieci
Faktem jest, że wiele osób z kolonijnej stołówki zapamiętało głównie chleb z dżemem. Tak było również w przypadku aktora Piotra Pręgowskiego. – Wieczorem lubiliśmy skakać po sprężynowych łóżkach z kanapką w ręku, która po chwili lądowała przyklejona do sufitu – wspomina. Koloniści uważali to za świetną zabawę, w przeciwieństwie do wychowawców. – Kończyło się najczęściej na reprymendach, w łagrze nie wylądowałem – żartuje.

To niejedyne jego gastronomiczne wspomnienie z tamtego okresu. Aktor pamięta, że na jednej z kolonii codziennie rano na śniadanie było jajko na twardo. – W końcu znudzeni jednostajnością jadłospisu zaczęliśmy rzucać tymi jajkami w maszt podtrzymujący namiot, który służył jako stołówka. Widowiskowo to wyglądało – mówi.

Jak dodaje, koloniści mieli pewne podejrzenia dotyczące jadłospisu kadry. Wydawało się, że jedzą nieco lepiej niż podopieczni. Chłopcy z najstarszej grupy postanowili to sprawdzić i włamali się do spiżarni, z której zabrali... kiełbasę. Skończyło się upomnieniami podczas apelu.
Wizytacja na kolonii dzieci pracowników Huty im. Lenina
Więźniowie na stołówkach i zielona noc

Specyficznym doświadczeniem były posiłki na obozie zorganizowanym dla dzieci pracowników Służby Więziennej. Pan Rafał, bywalec takich wyjazdów wspomina, że na stołówce i w kuchni pracowali więźniowie. I żartuje, że było to rzeczywiście niespotykane podejście do wychowania.

W 1985 roku tylko 15 procent dzieci ze szczecińskiego spędziło wakacje na koloniach. Były to głównie dzieci pracowników PGR-ów, które wyjeżdżały do PGR-owskich ośrodków wypoczynkowych. Wyjazdy były dotowane, a skorzystać z nich mógł każdy rolnik, o ile złożył stosowny wniosek do rady sołeckiej. Jak donosił wówczas Dziennik Telewizyjny, nikt tego jednak nie zrobił.

Ci, którzy skorzystali, wspominają poranną gimnastykę, sprawdzanie porządku w pokojach i notoryczne braki ciepłej wody.

Nieodzownym obowiązkowym punktem kolonii były zielone noce, podczas których smarowało się klamki pastą do zębów. – Wszyscy używaliśmy pasty Pollena–Lechia i oszczędzaliśmy ją przez cały turnus, żeby starczyło na tę ostatnią noc – opowiada Pręgowski.
Dokąd jedziesz na kolonie? No, na kolonie!
Zdjęcie główne: Co pamiętamy z kolonii letnich w PRL? (fot. tvp.info)
Zobacz więcej
Historia Najnowsze wydanie
Czy nadchodzi wojna światowa? Pamiętajmy o historii
Entuzjaści geopolityki znów snują apokaliptyczne scenariusze.
Historia Najnowsze wydanie
W Wannsee zamiast „zagłada Żydów” mówiono „ewakuacja”
Większość z tych nazistów po wojnie żyła spokojnie w RFN jako adwokaci, biznesmeni, aż do naturalnej śmierci.
Historia Najnowsze wydanie
Szkoły nie tylko dla szlachty, opera nie tylko dla króla
Współczesna historiografia dowartościowuje znaczenie i jakość jezuickiego kształcenia.
Historia Poprzednie wydanie
Synku, gdzie jesteś?
Szukali go 45 lat. Był zaledwie kilka kilometrów od rodzinnego domu...
Historia Poprzednie wydanie
Sto tysięcy procent przesady
Mickiewicz jest „brudny, karczemny” – pisał Koźmian. Ich spór to przestroga przed zacietrzewieniem.