Historia

Na cukier, mięso, alkohol. 40 lat temu wprowadzono kartki

Choć nie gwarantowały ani pewności, ani sprawności zakupów, były przedmiotem nielegalnego handlu. Największym powodzeniem cieszyły się te na benzynę, papierosy i alkohol. Te pierwsze, na cukier wprowadzono czterdzieści lat temu, a dokładnie 13 sierpnia 1976 roku.

Gdy Stanisław Bareja w filmie „Poszukiwany, poszukiwana” z początku lat siedemdziesiątych umieścił scenę, kiedy to Wojciech Pokora przebrany za gosposię Marysię kupuje większą ilość paczek cukru, a za nim natychmiast ustawia się kolejka zaniepokojonych gospodyń, nie przewidział, że cztery lata później narastający kryzys gospodarczy sprawi, że cukier będzie nie tylko przedmiotem pożądania, ale będzie także podlegał reglamentacji.

Prawie jak banknoty

Latem 1976, a dokładnie 13 sierpnia, władze wprowadziły specjalne „bilety towarowe” na jego zakup. Nie od razu zostały one nazwane kartkami, bo kojarzyły się z okupacyjną nędzą, a reglamentacja miała być uważana za kolejne zwycięstwo klasy robotniczej. Oprócz określenia „bon towarowy”, używano słów „talony”, „asygnaty”. Słowo „reglamentacja” też zresztą nie pojawiało się zbyt często. Bilet towarowy uprawniał nie tylko do zakupu 2 kilogramów cukru, ale do nabycia go po niższej cenie. Te pierwsze wyglądały prawie jak banknoty – miały znaki wodne i inne zabezpieczenia.

„Niebiletowany” cukier kosztował dwa razy tyle. Droższe, ale łatwiej dostępne były również wędliny, sery, czy mleko. Wydawaniem kartek zajmowali się urzędnicy w zakładach pracy, na uczelniach, czy w gminach. W niektórych miastach działały nawet specjalne infolinie, które tłumaczyły, na czym polega system reglamentacji towarów.
Kartki na benzynę szły na lewo
Bez gwarancji zakupu

Trudności gospodarcze z roku na rok rosły. Kartki nie tylko nie znikały, ale obejmowały coraz to większą liczbę produktów. I tak 28 lutego 1981 r. wprowadzono kartki na mięso, a 30 kwietnia na przetwory mięsne, masło, mąką, ryż, czy kaszę. We wrześniu na kartki kupowało się już mydło, proszek do prania oraz papier toaletowy, a nawet obrączki, czy garnitury i buty dla nieboszczyka.

W stanie wojennym kartki pomagały w zakupach czekolady, benzyny, alkoholu i butów. „Pomagały” było tu pojęciem względnym, bo kartki wcale nie gwarantowały tego, że dany towar uda się kupić albo, że uda się go dostać od razu bez stania w długich kolejkach.

W „Expressie Wieczornym” z 6 czerwca 1981 roku można przeczytać wzmiankę o zwrocie nadwyżek cukru wczasowiczom. Ta paradoksalna sytuacja, jak donosił dziennik, sprawiała ogromne kłopoty domom wczasowym i wczasowiczom i wprowadzała nie lada zamęt. „Kartki zaopatrzenia trzeba wyciąć, nakleić na specjalne karty wg rodzaju i asortymentu, a następnie rozesłać do różnych zakładów zaopatrujących ośrodki wczasowe”. Na zdjęciu umieszczonym pod tekstem pracownicy domu wczasowego „Hyrny” w pocie czoła wycinają i naklejają kartki na arkusze.
Koniec z rejestracją kartek na mięso
Wycinanki jak na lekcji plastyki

Czynność ta była nie tylko zmorą pracowników zakopiańskiego domu wczasowego, ale także wielu sprzedawczyń. Wycięte z kartek mikroskopijne bloczki wrzucane były do metalowej kasetki, a po zamknięciu sklepu albo między poranną a popołudniową turą sprzedaży, liczone i naklejane właśnie na kartonowe plansze.

Zajęcie to przypominało lekcje plastyki. – Nie mogło brakować ani jednego kwadracika, wszystko musiało się zgadzać. Śmiałyśmy się, że ważniejsze od noża, czy tasaka, były nożyczki. Kiedyś gdzieś się nam zapodziały, zniecierpliwiony tłum napierał coraz bardziej na ladę, rozpoczęły się żarliwe dyskusje, kłótnie. Wszystkich musiał uspokajać kierownik sklepu. Na szczęście nożyczki się znalazły i zaczęłyśmy sprzedawać – wspomina pani Lucyna, która kilkanaście lat pracowała w sklepie mięsnym na warszawskim Żoliborzu.
Po wprowadzeniu kartek można było kupić 2 kg cukru (fot. arch.PAP/Marcin Wegner)
Komitety kolejkowe i „czwartki mięsne”

Charakterystycznymi dla kolejkowo-zakupowego slangu stały się słowa „wystać”, „wychodzić” i „zdobyć”. W kolejkach nie tylko się stało, ale też zawiązywało tak zwane komitety kolejkowe, które w ramach stworzonej listy społecznej próbowały sprawnie i sprawiedliwie zorganizować nabycie deficytowych produktów.

Jedną z najbardziej intratnych znajomości była ta z „babą z mięsem”.

Redaktorka Czytelnika Irena Szymańska tak wspomina „czwartki mięsne”: „udało nam się nawiązać kontakt z panią Marią, sprzątaczką w Supersamie. Powierzaliśmy jej nasze kartki i co czwartek, za niewielka opłatą, przynosiła do mego mieszkania porcje mięsa”.

Gdy na kartki kupowało się już prawie wszystko, handel nimi kwitł w najlepsze. Najbardziej wartościowe oprócz tych na mięso, były te na alkohol, benzynę czy papierosy. Taksówkarze w Opolu w swoich warszawach instalowali silniki Diesla z wózków na węgiel, które jeździły na ropę, a ta była bez kartek. Swój przydział, a dostawali ok. 250 litrów miesięcznie, sprzedawali na CPN-ie. Podobno niektórzy z nich przestali wyjeżdżać na miasto i żyli tylko z tego.
Kartki trzeba było naklejać na specjalne papierowe arkusze (fot. arch.PAP/Ireneusz Radkiewicz)
Skarpetki za wołowe z kością

Towarem pożądanym, podobnie jak benzyna, był alkohol. Sprzedawczynie zaczęły nagminnie zgłaszać stłuczki butelek, głównie tych z czystą wódką. Likiery, wina, czy koniaki były bardziej odporne na uszkodzenia.

Działo się tak dlatego, że kartki na alkohol były bardzo ściśle pilnowane. Ile butelek zostało sprzedanych, tyle musiało być bloczków w kasetce. Nawet jeśli sprzedawczyni za stłuczkę musiała zapłacić, wychodziła na tym całkiem dobrze.

Żeby oszukać władzę, która w pewnym momencie zaczęła sprawdzać, dlaczego w kraju tłucze się tak dużo butelek wódki, tłuczono je nad sitkiem tak, aby banderola ani nakrętka nie zostały zerwane.

W najlepsze kwitł także rynek wymiany kartek. Za trzy kartki na papierosy można było dostać kartkę na pół litra, słodycze i tytoń wymienić na dwie butelki wódki, a skarpetki na kartkę wołowego z kością lub dwie paczki kawy, czy dwie kostki mydła. Najmniej atrakcyjne były przydziały na mąkę i ryż. Kartki zniósł Mieczysław Rakowski. Przestały obowiązywać 1 sierpnia 1989 roku.
40 lat temu wprowadzono kartki
Zdjęcie główne: Jednym z ważniejszych akcesoriów w sklepach były nożyczki (fot.NAC/arch.PAP/Tomasz Langda)
Zobacz więcej
Historia Najnowsze wydanie
Czy nadchodzi wojna światowa? Pamiętajmy o historii
Entuzjaści geopolityki znów snują apokaliptyczne scenariusze.
Historia Najnowsze wydanie
W Wannsee zamiast „zagłada Żydów” mówiono „ewakuacja”
Większość z tych nazistów po wojnie żyła spokojnie w RFN jako adwokaci, biznesmeni, aż do naturalnej śmierci.
Historia Najnowsze wydanie
Szkoły nie tylko dla szlachty, opera nie tylko dla króla
Współczesna historiografia dowartościowuje znaczenie i jakość jezuickiego kształcenia.
Historia Poprzednie wydanie
Synku, gdzie jesteś?
Szukali go 45 lat. Był zaledwie kilka kilometrów od rodzinnego domu...
Historia Poprzednie wydanie
Sto tysięcy procent przesady
Mickiewicz jest „brudny, karczemny” – pisał Koźmian. Ich spór to przestroga przed zacietrzewieniem.