Historia

Harcerki walczą do końca życia. Wyklęta „Iskierka” o swoich losach

Były młode i miały całe życie przed sobą. Choć wiedziały, że grozi im zesłanie do łagrów, narażały swoje życie, nawet po zakończeniu wojny. – Musiałyśmy walczyć do końca, by oddać swoje życie za Ojczyznę, może z rozpaczy, ale tak byłyśmy wychowane – mówi Stanisława Kociełowicz „Iskierka”, jedyna żyjąca bohaterka książki „Dziewczyny wyklęte 2”. Portalowi tvp.info opowiedziała o swojej kilkuletniej gehennie w łagrach i jak udało jej się przeżyć i wrócić do Polski.

„Bogu dziękuję, że mogę umierać za Ojczyznę”. Wspominamy Żołnierzy Wyklętych

1 marca 1951 r. w więzieniu na warszawskim Mokotowie, po pokazowym procesie, rozstrzelanych zostało siedmiu członków Zrzeszenia „Wolność i Niezawisłość”.

zobacz więcej
Żołnierze wyklęci, często nazywani też niezłomnymi stanowili antykomunistyczny i niepodległościowy ruch partyzancki, stawiający opór sowietyzacji Polski i podporządkowaniu jej ZSRR. Swoimi działaniami starali się toczyć nierówną walkę ze służbami bezpieczeństwa ZSRR i tymi w Polsce. Liczbę członków grup konspiracyjnych szacuje się nawet na 120-180 tysięcy osób.

Choć nieliczni, ukrywając się w lasach, nie poddawali się przez kilkanaście lat od zakończenia wojny, to w praktyce większość organizacji zbrojnych upadła na skutek braku reakcji mocarstw zachodnich na sfałszowanie wyborów do Sejmu w styczniu 1947 i powyborczej amnestii. W walkach podziemia z władzą komunistyczną zginęło łącznie około 15 tys. ludzi.

Upamiętnienie po latach zapomnienia

Przez kilkadziesiąt lat milczano o ich bohaterskiej postawie i dopiero w ciągu ostatnich lat doczekali się upamiętnienia. Temu służy ustanowiony w 2011 roku Narodowy Dzień Pamięci „Żołnierzy Wyklętych” oraz najwyższe odznaczenia państwowe, pośmiertnie wręczane rodzinom. Niewielu z nich dożyło tej chwili, a jedną z takich osób jest Stanisława Kociełowicz ps. „Iskierka”. Jej historia doskonale wyjaśnia na czym polegała owa niezłomność tych przeważnie młodych ludzi.
Stanisława Kociełowicz spotkała się z nami w Muzeum Powstania Warszawskiego (fot. tvp.info/C.Prośniak)
Przerwane dzieciństwo i nauka

Gdy wybuchła wojna była niespełna 10-letnią dziewczynką, zamieszkałą wraz z rodzicami i młodszym rodzeństwem w Kolonii nieopodal Wilna. – Do 1939 roku było cudownie, wspaniale, taka oaza – przypomina sobie. Szczęśliwe dzieciństwo i pierwsze lata szkolnej edukacji przerwała jednak najpierw radziecka, a potem niemiecka okupacja. – Mogliśmy obserwować, co się dzieje w Wilnie, nawet jak bomby leciały. Spoglądaliśmy na to ze zgrozą, ale i ze spokojem, bo u nas na szczęście żadna bomba nie spadła – wspomina ten czas pani Stanisława.

Harcerstwo na całe życie

W 1942 roku wstąpiła do konspiracyjnego harcerstwa, gdzie nauczano wielu przydatnych umiejętności, jak zasady łączności, pierwsza pomoc czy alfabet Morse’a. Jako harcerka zetknęła się z niebezpieczeństwem wojny oraz ze śmiercią. – Nam nie pozwalano bezpośrednio opiekować się rannymi, ale musiałyśmy przynosić posiłki czy wynosić meldunki. Za młode byłyśmy – zauważa.

To wtedy w tej młodej dziewczynie ukształtowała się postawa patriotyczna, dzięki której nie bała się podejmować ryzyka i narażać własnego życia. – Harcerstwo, nauczyciele z tajnego nauczania, księża i dom - to wszystko dało taką postawę, bo przecież harcerką jest się do końca życia – przekonuje „Iskierka”.
O byciu „dziewczyną wyklętą”: między sobą mówimy „niezłomne”

Lidia Lwow-Eberle ps. „Lala”

zobacz więcej
Ryzykowały własnym życiem każdego dnia

Wyzwolenie Wilna i okolic dla miejscowej ludności oznaczało tylko chwilową radość z zakończenia wojny. Wkroczenie Armii Czerwonej oznaczało dalszy ciąg okupacji, dlatego organizacje konspiracyjne nie przerwały działalności, w tym polskie harcerstwo. W związku z tym pojawiły się nowe zadania, które przydzielono również 15-letniej wówczas Stanisławie. – Powierzono mi znaleźć kontakt przerzutu AK-owców w Grodnie. Bałam się, ale pojechałam do Grodna i znalazłam ten punkt kontaktowy – podkreśla.

Te młode dziewczyny chyba nie do końca zdawały sobie sprawę, ile ryzykują. Był to przecież czas, kiedy ludzie znikali dosłownie z dnia na dzień, z domów, z pracy czy ze szkoły. Harcerki przynosiły jednak paczki z jedzeniem i piciem do przetrzymywanych czy przekazywały informacji do ich rodzin. – To było naszym obowiązkiem, nawet przez chwilę się nie zastanawiałam, że mnie aresztują. Spodziewałyśmy się, że zostaniemy aresztowane, ale w dalszym ciągu działałyśmy – wspomina z dumą.

To było obowiązkiem i nawet przez chwilę się nie zastanawiałam, że mnie aresztują

Harcerstwo, nauczyciele z tajnego nauczania, księża i dom budowało postawę patriotyczną (fot. mat.pras.)

„Patriotyzm? Po prostu robiliśmy to, co powinniśmy”. Losy Armii Krajowej w pigułce

Manifestowanie patriotyzmu stało się dzisiaj modne, a jak było 70 lat temu?

zobacz więcej
Polonistyka w Moskwie i aresztowanie

Harcerze i harcerki w sowietyzowanej na siłę Litewskiej Socjalistycznej Republice Radzieckiej upamiętniali też polskie święta narodowe i rocznice, składając kwiaty na cmentarzach czy recytując fragmenty „Pana Tadeusza” Adama Mickiewicza. To manifestowanie patriotyzmu nie uszło uwadze służb bezpieczeństwa w tym NKWD, które aresztowało wielu uczniów i harcerzy.

Stanisława Kowalewska w 1950 roku skończyła szkołę i zdała maturę. Za namową nauczycielki zdecydowała się zdawać na filologię polską na Uniwersytecie w Moskwie, co spotkało się ze sprzeciwem ze strony rodziców, w tym ojca, który na własnej skórze poznał „sowiecki raj”. – Trudno było dyskutować z córką, której się zachciało studiować polonistykę – przytacza motywy wyjazdu. Początkowy okres beztroskiego studiowania zakończyło się tragicznie. Została aresztowana i trafiła do słynnego moskiewskiego więzienia na Łubiance.
O aresztowaniu: to było straszne, bo ciągle chorowałam w więzieniach

Najważniejsze akcje Żołnierzy Wyklętych. Bitwy, zasadzki i odbicia więźniów

Jeszcze niedawno mówiono o nich „zapomniani bohaterowie”, dziś o ich losach jest coraz głośniej. Walczyli przeciwko władzy komunistycznej. 1 marca mają swoje święto.

zobacz więcej
Więzienie, przesłuchania, zesłanie na Sybir

– Wiedzieli, że należałam do Związku Harcerstwa Polskiego, że składaliśmy kwiaty na Rossie, robili przecież zdjęcia. Wszystkie moje koleżanki albo wyjechały do Polski albo zostały aresztowane i dostały po 10 lat, bo były starsze ode mnie. Wiosną aresztowano mnie – wspomina „Iskierka”. W więzieniu śledczym, w którym przesłuchiwano ją również w nocy, spędziła pięć miesięcy. Trafiła tam tuż po operacji wyrostka robaczkowego, po której nie zagoiły się jeszcze rany. – To było straszne, bo ciągle chorowałam w więzieniach – podkreśla, bo stamtąd trafiła jeszcze do aresztu w Butyrkach.

To był dopiero początek gehenny, bo po wydaniu wyroku (8 lat więzienia i łagrów) w ekstremalnych warunkach wysłano ją transportem na Syberię. Początkowo trafiła do Gorkiego, gdzie pracowała w kuchni przy wydawaniu posiłków. – Były tam wszystkie narodowości. Ukrainka wylała wrzątek na moje ręce, bo widocznie nienawidziła Polaków, a ja podając zupę przez okienko rozmawiałam z Polakami – wylicza traumatyczne przeżycia.

Wszystkie moje koleżanki albo wyjechały do Polski albo zostały aresztowane na 10 lat

Budyń z kapusty i tort z fasoli, czyli jak wyglądała „Okupacja od kuchni”

Mięso i masło szmuglowano koleją w trumnach. W sklepach w czasie II wojny światowej brakowało wszystkiego, a racje serwowane Polakom przez Niemców były głodowe.

zobacz więcej
Przyjaźń i strach przed kryminalistkami

Na początku pobytu w łagrze w Tajszecie, jako jedna z bardziej wyczerpanych skazańców, znalazła zajęcie w biurze. W wyniku zazdrości innych więźniarek oraz donosów skierowano ją do pracy w hali fabrycznej. Najgorsze było dopiero przed nią, kiedy nastała zima, a dziewczyna nie miała ze sobą ciepłej odzieży. Z pomocą przyszła jej Marysia Skrendo, która dała jej jedną ze swoich dwóch ciepłych kołder. Od tamtej pory bardzo się zaprzyjaźniły.

Prawdziwy postrach wśród więźniarek budziły z kolei kryminalistki, które w obozie stworzyły swój świat, w którym rządziło bezprawie i bezwzględne egzekwowanie ich decyzji. – Uprzedzano mnie, że jeżeli zechcą wziąć cokolwiek, to lepiej oddać, bo mogą pchnąć nożem i zabić – wspomina ze strachem „Iskierka”.

Zastawione życie w kartach

Jedna z nich – Galina – upatrzyła sobie Stanisławę i zaczęła ją nachodzić i wypytywać o różne rzeczy. Wyglądało na to, że stały się sobie bliskie. Jakie było zaskoczenie, gdy podczas, jak się później okazało, ich ostatniej rozmowy oznajmiła: „muszę cię postawić w kartach”. – Do tej pory nie mogę zrozumieć, jak można zastawić człowieka w karty – dziwi się Stanisława Kociełowicz.

Uprzedzano mnie, że kryminalistki mogą pchnąć nożem i zabić

Przyjaciółki z łagru Marysia Skrendo i Stanisława Kowalewska w 1954 r. (fot. mat.pras.)

Grali w karty o życie tego, kto pierwszy przejdzie koło ich okien. To byłam ja

Była bita, przeżyła ciężkie śledztwo, po którym usłyszała wyrok: 10 lat katorżniczej pracy na Syberii. To była kara za konspiracyjną działalność Stefanii Szantyr.

zobacz więcej
Miłość od pierwszego wejrzenia?

Jesienią 1954 roku nasza bohaterka odzyskała wolność i nie bez problemów (np. próba napaści) podróżując przez Moskwę, dotarła do Wilna. Na wolności próbowała nadrabiać stracone lata, odwiedzając rodzinę i przyjaciół, a nawet planowała powrót na studia. – Bardzo się cieszyłam, spotykałam się z koleżankami, chodziłam do kina, czytałam książki, przygotowywałam się do studiów, bo chciałam je kontynuować. Nie myślałam na razie o zamążpójściu – wylicza pani Stanisława.

Nie mogła przewidzieć jednak, że na jej drodze stanie także łagiernik, a do tego bardzo przystojny mężczyzna. W momencie poznania Wiktora Kociełowicza nie wiedziała jeszcze, że przyjechał tylko w odwiedziny i w momencie, gdyby nie wrócił na Syberię, to groziłoby mu 25 lat łagru. – Gdy mnie odprowadzał zapytał: czy bym nie pojechała z nim na zesłanie? Odpowiedziałam, że z obcym mężczyzną bez ślubu kościelnego na pewno nie pojadę – wspomina z uśmiechem. Do dzisiaj nie wie, czy była to miłość od pierwszego wejrzenia i dlaczego się zdecydowała.
O ślubie: przez myśl mi nie przeszło, że mogę z nim wyjechać

Żołnierze Wyklęci w „Bez retuszu”. „Początkowo sowieci wyglądali na wyzwolicieli. Aż nastąpiły aresztowania”

Goście mówili o sytuacji, w jakiej znaleźli się tuż po II wojnie światowej Żołnierze Niezłomni i jak dziś należy czcić pamięć o nich.

zobacz więcej
Ślub i ponowny wyjazd na zesłanie

– Poszliśmy do zaprzyjaźnionego księdza, ale powiedział, że znajomości nie pomogą i tylko biskup może dać dyspensę – przypomina sobie. Pojechali więc do Wilnie i opowiedzieli, że ona dopiero wróciła z łagru, a on po 10 latach chce wziąć ślub z Polką, by wyjechać na zesłanie i tam założyć rodzinę. – Biskup nas pobłogosławił i powiedział, że możemy wziąć ślub w niedzielę – dodaje. Dzień później wyjechali w podróż poślubną ponownie na zesłanie.

Powrót do Polski... na zawsze

Szczęście uśmiechnęło się do nich już po upływie niespełna roku. Polska i ZSRR zawarły bowiem umowę, na mocy której wszyscy skazani AK-owcy, mający rodzinę w kraju, mogli ubiegać się o prawo wyjazdu. – Mąż będąc w Wilnie dowiedział się, że brat mieszka w Szczecinie, co udowodnił po wielu staraniach i pewnego dnia otrzymaliśmy zgodę na wyjazd do Polski – opowiada „Iskierka”.
Stanisława Kociełowicz z mężem na zesłaniu w Uściu-Kułomie w 1955 r. (fot. mat.pras.)

Muzeum Żołnierzy Wyklętych

zobacz więcej
Wrogowie ludu żegnani posiłkami

Ich powrót zupełnie nie przypominał tego, w jaki sposób tam trafili. – Tacy wrogowie ludu, a tu proszę dostajemy samolot. Potem był długi pociąg z wagonami, już nie bydlęcymi, ale pasażerskimi, nawet Sowieci serwowali nam posiłki. Wypychano nas do Polski, bo jak można zostawiać takich ludzi, którzy po śmierci Stalina wywoływali bunty w łagrach – zauważa. W pociągu spotkali innych byłych łagierników z Polski.

W grudniu 1955 roku Stanisława i Wiktor dotarli do punktu repatriacyjnego w Nowym Sączu, skąd udali się do Szczecina. Tam na świat przyszedł ich syn Tadeusz. Zapytana, czy nie myślała o powrocie na Wileńszczyznę, przyznała, że szczęście odnalazła w Szczecinie, ale nie zapomniała o rodzinnych stronach. – Do Wilna jeżdżę co roku, bo moje koleżanki nie wyobrażają sobie, żeby się nie spotkać. Sprowadzam też wszystkie książki tam wydawane. Teraz walczymy, ale o polskość na tamtych ziemiach – podsumowuje Stanisława Kociełowicz.
Zdjęcie główne: Po latach Stanisława Kociełowicz ze szczegółami opowiada swoją historię (fot. mat. pras/tvp.info)
Zobacz więcej
Historia Najnowsze wydanie
„Największy polski bandyta” i powstańcy w przyciasnych melonikach
Zdumiewa, że ani politycy PPS, ani obozu narodowego nie zdobyli się na większe zaangażowanie na Śląsku.
Historia Najnowsze wydanie
Blefowali, że pomogą Polsce. Rzeźnikowi postawili pomnik. I...
Brytyjczyków zmanipulował „mały, antysemicki szakal z Cieszyna”, pretensje Niemiec do Polski były uzasadnione, Churchill był niekompetentny, a potęga imperium i legendarne bitwy to złudzenie – tak konserwatysta obala mity swego narodu o „słusznej wojnie”.
Historia Najnowsze wydanie
„Albo Polska będzie wrogiem, albo przyjacielem Niemiec”
Hitler nie skorzystał z sugestii i nie rozmawiał z ministrem Beckiem z pozycji siły. Powtórzył jednak: Gdańsk jest niemiecki i prędzej czy później wejdzie w skład Niemiec.
Historia Poprzednie wydanie
Sojusznik zdradzony i zapomniany
Wojsko URL przyczyniło się do sukcesu ofensywy znad Wieprza, decydującej w Bitwie Warszawskiej, powstrzymując armię konną Budionnego w Zamościu i okolicach.
Historia Poprzednie wydanie
Ostatnia kanikuła przed burzą. Wakacje 1939
Kiepura śpiewa Rotę, Rydz-Śmigły odbiera defiladę, na ulicach pojawiają się „straszliwe zielonkawe ryje”, a społeczeństwo wpada w stan erotycznej fascynacji.