Rozmowy

Szwedzi mieli ogromne uprzedzenia wobec Romów. Stworzyli Instytut Higieny Rasowej

– Rasizm był bardzo rozpowszechniony w Szwecji przed II wojną światową. Jako jedni z pierwszych w Europie mieliśmy Instytut Higieny Rasowej. Naukowcy jeździli po kraju i mierzyli ludziom głowy. Zgodnie z zasadami eugeniki określali, kto jest typowym Skandynawem, kto Lapończykiem, a kto Romem. To jest niechlubna część szwedzkiej historii, o której nigdy nie powinniśmy zapomnieć – mówi w wywiadzie dla tvp.info jedna z najbardziej znanych w Szwecji pisarek, Majgull Axelsson. W Polsce ukazała się jej nowa książka „Ja nie jestem Miriam”.

Bohaterkę pani książki poznajemy w dniu jej 85. urodzin. Od ponad 60 lat żyje w Szwecji jako Żydówka Miriam. Tymczasem urodziła się jako austriacka Romka Malika. Nową tożsamość Żydówki przybrała w obozie koncentracyjnym w Ravensbrück. Psycholodzy i psychiatrzy utrzymują, że mózg ludzi, którzy mieli wyjątkowo tragiczne przeżycia, działa wybiórczo. To, co najstraszniejsze, zostaje ukryte. Miriam pamięta wszystko.

Rzeczywiście, jedna z teorii psychologicznych mówi, że jest taki syndrom. Ale rzadko kiedy był on udziałem byłych więźniów obozów koncentracyjnych. Częściej zdarza się coś takiego wtedy, gdy chodzi o pojedyncze wstydliwe wspomnienia. Wydaje mi się, że sama doświadczyłam czegoś takiego.

Miriam „wzięła” tożsamość żydowskiej dziewczyny, zmarłej w hitlerowskim obozie koncentracyjnym w Auschwitz współwięźniarki. Dzięki temu przeżyła, bo Romowie byli jeszcze gorzej traktowani w obozie niż Żydzi. Często bohaterkami pani książek są kobiety o podwójnej tożsamości. Dlaczego?

Nie wiem, dlaczego, tak po prostu ciągnie mnie do takich bohaterów. Sama nigdy sobie niczyjej tożsamości nie pożyczyłam, ale myślę, że gdyby to było konieczne, postąpiłabym tak jak Miriam. Zostawiłabym za sobą przeszłość, by uratować życie. Łatwiej zrealizować taki plan osobie introwertycznej. Ekstrawertyczka w pewnym momencie zdradziłaby się nieopatrznym słowem, spontaniczną reakcją. Udać się to może tylko osobie, która jest bardziej skupiona na sobie, niż na relacjach z innymi osobami. Miriam przez ponad 60 lat potrafiła dochować sekretu. Wiedziała, że gdyby prawda wyszła na jaw, doszłoby do tragedii. Szwedzkie społeczeństwo miało ogromne uprzedzenia wobec Romów.
Majgull Axelsson (fot. Frankie Fouganthin)
Szwedzkie granice były zamknięte dla Romów aż do 1954 r. A tych Romów, którzy mieszkali w Szwecji, prześladowano. Miriam, która trafiła po wojnie do Szwecji razem z grupą innych więźniarek obozów koncentracyjnych, była w lipcu 1948 r. w Jönköping świadkiem zamieszek skierowanych przeciwko tattare, czyli Romom. Tymczasem w ogólnej, europejskiej świadomości Szwecja nie uchodzi teraz za kraj rasistowski.

Rasizm był bardzo rozpowszechniony w Szwecji przed II wojną światową. Jako jedni z pierwszych w Europie mieliśmy Instytut Higieny Rasowej. Naukowcy jeździli po kraju i mierzyli ludziom głowy. Zgodnie z zasadami eugeniki określali, kto jest typowym Skandynawem, kto Lapończykiem, a kto Romem. To jest niechlubna część szwedzkiej historii, o której nigdy nie powinniśmy zapomnieć.

Czy słyszała pani o osobie, która doświadczyła podobnego życia jak Miriam?

Nigdy nikogo takiego nie poznałam, ale słyszałam o podobnych przypadkach. Imię mojej bohaterki też nie jest przypadkowe. Moja mama i teściowa nosiły imię Miriam. Parę miesięcy temu zadzwonił do mnie pewien mężczyzna i powiedział, że jego babcia miała na imię Miriam i gdy zmarła, zdał sobie sprawę, że była Romką. Okazało się, że w sekrecie utrzymywała przez lata kontakty z krewnymi w Austrii. Oni też nie byli zadowolenie, że tajemnica wyszła na jaw, ponieważ sami też ukrywali, że są Romami w obawie przed prześladowanymi. Ale książkowa Miriam jest całkowicie emanacją mojej wyobraźni.

Od czego zaczęło się pani myślenie o tej książce?

Od pogromu z 1948 r. Mieszkałam niedaleko Jönköping. Pamiętam, że gdy byłam młodą dziewczyną, trudno mi było uwierzyć w to, co się tam stało. Ludzie z Jönköping są znani ze swojej religijności. Więc wyobrażenie ich sobie, jak wylegają na ulicę krzycząc z nienawiści i biją Romów, było dziwnym doświadczeniem. Zanim zaczęłam pisać książkę, pojechałam tam znowu, musiałam poczuć klimat tego miejsca. Potem skontaktowałam się z moją koleżanką, z pochodzenia Romką. Chciałam, by mi powiedziała, czy życiorys Miriam, który sobie wymyśliłam, jest prawdopodobny. Okazało się, że zna takie osoby, które ze strachu przed dyskryminacją ukrywają swoje pochodzenie, odcinają się od swoich korzeni. Podpowiedziała mi też pierwsze imię Miriam – Malika. Chciałam, by też rozpoczynało się od „m”.

Ludzie z Jönköping są znani ze swojej religijności. Więc wyobrażenie ich sobie, jak wylegają na ulicę krzycząc z nienawiści i biją Romów, było dziwnym doświadczeniem. Zanim zaczęłam pisać książkę, pojechałam tam znowu, musiałam poczuć klimat tego miejsca.

Brama wjazdowa do Birkenau (fot. Archiwum Państwowe Muzeum Auschwitz-Birkenau)
Dużo miejsca w książce zajmują wspomnienia Miriam z hitlerowskich obozów Auschwitz i Ravensbrück. Spędziła pani wiele godzin, dokumentując tamte wydarzenia?

Pracowałam nad książką dwa i pół roku. Odwiedziłam obozy w Auschwitz i Ravensbrück, dużo mnie to kosztowało. Przy muzeum w Auschwitz jest niesamowita księgarnia, wyjechałam stamtąd ze stosami książek. Znalazłam m.in. wyczerpujące opisy cygańskiej nocy z 2 na 3 sierpnia 1944 r., kiedy zagazowano i spalono w Auschwitz ponad 3 tys. Romów. Oczywiście także wcześniej czytałam wiele na ten temat. Nie wyobrażam sobie pisarza, który nie znałby prac Primo Leviego. Najbardziej obawiałam się tego, czy jako osoba, która nigdy w żaden sposób nie zaznała jakiegokolwiek zniewolenia, będę umiała wiarygodnie opisać przeżycia więźniarki obozu koncentracyjnego. Przyszedł jednak moment, w którym odsunęłam od siebie wszystkie obawy i zaczęłam pisać.

Miriam całe życie pozostała więźniem swojej pamięci?

Stając się Miriam Malika zyskała nowe życie. Stała się wolnym, godnym szacunku człowiekiem. Wcześniej jako Romka była pogardzana, najpierw w Austrii, gdzie mieszkała z rodziną, potem w Auschwitz. Nowa tożsamość dała jej spokój i bezpieczeństwo. Dzięki niej mogła wyjść za mężczyznę, którego kochała. Jako żona dentysty cieszyła się wielkim prestiżem. Znam doskonale małe szwedzkie miasteczka, wyrosłam w jednym z nich i wiem, jakie tam panują stosunki.

Nadchodzi jednak taki moment, gdy introwertyczna, ostrożna Miriam powierza swój sekret wnuczce. Robi to w dniu swoich 85. urodzin. Dlaczego zwierza się wnuczce, a nie synowi?

Podobne doświadczenie było moim udziałem. Dużo łatwiej rozmawiać z wnukami niż z dziećmi. Relacje rodzice dzieci są bardzo emocjonalne, jest w nich mnóstwo miłości, ale jest też złość, agresja, zazdrość. Relacje dziadków z wnukami są dużo spokojniejsze, pełne czułości i szacunku. Wiele lat temu babcia powierzyła mi swój sekret. Wyjawiła, kto był ojcem jej starszego syna. Żadne z jej dzieci nie poznało tej tajemnicy. A babcia wiedziała, że mam inne podejście do życia, że jestem liberalna i nie będę zszokowana, gdy się dowiem, że jako młoda dziewczyna miała romans i zaszła w ciążę z żonatym mężczyzną. Uważała, że jej nie potępię i nie pomyliła się.

Najbardziej obawiałam się tego, czy jako osoba, która nigdy w żaden sposób nie zaznała jakiegokolwiek zniewolenia, będę umiała wiarygodnie opisać przeżycia więźniarki obozu koncentracyjnego. Przyszedł jednak moment, w którym odsunęłam od siebie wszystkie obawy i zaczęłam pisać.

Obchody Dnia Pamięci o Zagładzie Romów na terenie byłego niemieckiego obozu koncentracyjnego i zagłady Auschwitz-Birkenau (fot. PAP/ Jacek Bednarczyk)
Przez wiele lat pracowała pani jako dziennikarka i opisywała prawdziwe historie. Przyszedł jednak taki moment, gdy skoncentrowała się pani na fikcji literackiej. Dlaczego?

Literatura dała mi niesamowitą wolność. Może to zabrzmi dziwnie, ale gdy byłam dziennikarką miałam często wrażenie, że pisząc daję fałszywy obraz rzeczywistości. Dopiero proza dała mi poczucie, że jestem blisko prawdy. Poczułam olbrzymią ulgę. Dziennikarze zawsze przyglądają się światu z zewnątrz. Pisarze mają natomiast przywilej wchodzenia do głów swoich bohaterów. Ale oczywiście dziennikarski warsztat pracy nadal mi pomaga. Zanim zaczęłam pisać o Miriam zrobiłam bardzo solidny reaserch. Aby to, co piszę, było prawdziwe, zawsze piszę dla siebie. Nie myślę o czytelnikach, ani tym bardziej o krytykach.

Jest ktoś, z kim konsultuje pani swoje pomysły?

Mam przyjaciółkę, która nie ma nic wspólnego ani z literaturą, ani z dziennikarstwem. Zwykle wysyłam jej pierwszy rozdział mojej nowej powieści i proszę ją o opinie. Potem często zadaje mi bardzo ważne pytania, które pomagają w pracy nad książką. Pyta o takie sprawy, które prawdopodobnie nigdy nie przyszłyby mi do głowy. Możemy godzinami siedzieć i plotkować o moich bohaterach.

Co mówiła o Miriam?

Bardzo je współczuła. W pierwszym rozdziale zwróciła uwagę na sen, w którym Miriam wyjmuje z głowy mózg i idzie go umyć w jeziorze. Po przeczytaniu tego przyjaciółka zapytała mnie, czy zupełnie zwariowałam.

To bardzo silny, sugestywny obraz.

Kluczowy dla życia Miriam. Ona chce się w końcu pozbyć zapachów, dźwięków i obrazów, które zagnieździły się w jej głowie podczas pobytu w obozach koncentracyjnych. Chce być wolna, cieszyć się życiem.

Literatura dała mi niesamowitą wolność. Może to zabrzmi dziwnie, ale gdy byłam dziennikarką miałam często wrażenie, że pisząc daję fałszywy obraz rzeczywistości. Dopiero proza dała mi poczucie, że jestem blisko prawdy.

fot. W.A.B.
Miriam nie może zapomnieć o swojej romskiej tożsamości. Jest nawet taki moment, że mało brakuje, by zdradziła, kim jest.

Tak, wtedy gdy pomagała spotkanej Romce i jej synkowi. Rozsądek jednak znowu wziął górę. To byłby wielki skandal w miasteczku, gdyby nagle okazało się, że żona dentysty jest Romką! Zniszczyłaby życie nie tylko sobie, ale też swojemu mężowi i przybranemu synowi.

Miriam znajduje najlepszy z możliwych, jej zdaniem, sposób na życie?

Akceptuje to, że życie nie zawsze jest idealne i stara się brać z niego to, co najlepsze. Ma rodzinę, żyje dostatnio i spokojnie.

Bohaterkami pani powieści są zwykle kobiety. Wygodniej pani opisywać świat z kobiecego punktu widzenia?

Zdecydowanie tak. Kiedy pisałam o mężczyznach, nigdy nie czułam się komfortowo i bezpiecznie. Zawsze denerwował mnie sposób, w jaki kobiety są ukazywane w literaturze, najczęściej w relacjach z mężczyznami. Tymczasem jest cała paleta uczuć i sytuacji, które nie są związane z relacjami damsko-męskimi. Piszę o kobietach jako o istotach ludzkich, a nie osobach zdeterminowanych przez swoją płeć. I myślę że dlatego moje książki tak chętnie czytają kobiety.

Jaka jest sytuacja kobiet w Szwecji? Feministki mają silną pozycję?

Pamięta pani sprawę Juliana Assange’a, który został oskarżony przez Szwedkę o gwałt? On utrzymywał, że nie doszło do gwałtu. Ale miał stosunek z kobietą, która powiedziała, że nie chce uprawiać z nim seksu. W Szwecji jest to równoznaczne z gwałtem. Assange nazwał wtedy Szwecję Arabią Saudyjską feminizmu. To oczywiście nieprawda. Kobiety w Szwecji zyskują coraz większą niezależność – w pracy, polityce, życiu społecznym. Po rozwodzie mogą żyć samodzielnie. Rośnie liczba rozwodów i wcale nie uważam, że to jest coś złego. Ja mam co prawda tego samego męża od wielu, wielu lat, ale jestem przekonana, że ludzie nie powinni męczyć się w nieszczęśliwym związku. Nic dobrego z tego nie wynika.

Szwecja to kraj, gdzie czyta się dużo książek, tak wynika z danych statystycznych.

Ludzie rzeczywiście dużo czytają. Jest np. wiele klubów czytelniczych. Kiedyś kobiety zbierały się, żeby razem szyć, teraz zbierają się, by dyskutować o książkach. Sama należę do trzech klubów. Zbieramy się regularnie, zawsze jedna z nas przygotowuje coś dobrego do jedzenia. Jemy, dyskutujemy o lekturach. To bardzo ciekawe i inspirujące słuchać interpretacji innych ludzi.

Zawsze denerwował mnie sposób, w jaki kobiety są ukazywane w literaturze, najczęściej w relacjach z mężczyznami. Tymczasem jest cała paleta uczuć i sytuacji, które nie są związane z relacjami damsko-męskimi. Piszę o kobietach jako o istotach ludzkich, a nie osobach zdeterminowanych przez swoją płeć

fot. W.A.B.
– Beata Zatońska

Majgull Axelsson to jedna z najsławniejszych pisarek ze Szwecji. Jest również wybitną autorką reportaży i książek publicystycznych oraz felietonów. Jej powieści przetłumaczono na ponad dwadzieścia języków. Wszystkie stały się światowymi bestsellerami. W Polsce ukazały się m.in. „Kwietniowa czarownica”, „Pępowina”, „Dom Augusty”, „Ta, którą nigdy nie byłam”.
Zdjęcie główne: Rodzina cygańska na tle wozu. Zdjęcie zrobione między 1919 a 1939 rokiem. Fot. NAC
Zobacz więcej
Rozmowy Najnowsze wydanie
W polskim teatrze jest przyzwolenie na patologie
W spektaklach, w których króluje relatywizm i brzydota, kłamstwo i zło, raczej mnie państwo nie zobaczycie - mówi aktor.
Rozmowy Najnowsze wydanie
Armia rosyjska ma za grube paluchy
Wojna taka sama jak sto lat temu.
Rozmowy wydanie 17.06.2022 – 24.06.2022
Łapiemy przestępców, którzy ćwierć wieku temu byliby nieuchwytni
Na podstawie małżowiny usznej można zidentyfikować człowieka.
Rozmowy wydanie 10.06.2022 – 17.06.2022
Za wszystko będziemy płacić kodem QR. Nadchodzi cyfrowy pieniądz
Ale całkowite pozbycie się gotówki byłoby szaleństwem.
Rozmowy wydanie 10.06.2022 – 17.06.2022
Wildstein: Zrozumiałem, że katolicyzm to mój los
Domyślałem się, że mój ojciec jest Żydem...