Wywiady

Kuba Sienkiewicz: Dla pacjenta połknę nawet coś gorzkiego

Artyści nie są przyzwyczajeni do korzystania ze służby zdrowia. Swój problem zdrowotny traktują zawsze bardzo wyjątkowo. Według nich są niepowtarzalnym przypadkiem, który nie mieści się w żadnych ramach. Oczywiście jest to mylne wrażenie – mówi w rozmowie z portalem tvp.info Kuba Sienkiewicz. Lekarz neurolog i lider zespołu Elektryczne Gitary ze śmiertelnie poważną miną zapewnia, że dla dobra pacjenta jest w stanie „nawet połknąć coś całkiem gorzkiego”.

„Kubatura, czyli elektryczne wagary” to tytuł książki Kuby Sienkiewicza, która niedawno ukazała się w księgarniach na półkach z biografiami, choć prawda miesza się w niej z żartem oraz dezinformacją ku uciesze autora. Trzymając się konwencji, wybraliśmy cytaty z „Kubatury”, do których odnosi się lider Elektrycznych Gitar.
Kuba Sienkiewicz: Prywatnie słucham tylko muzyki poważnej, bo pop jest strasznie nudny
„Mama zabierała mnie ze sobą na dyżury, a pracowała w szpitalu psychiatrycznym w Tworkach”

Książka „Kubatura” jest dla mnie świetną okazją do tego, żeby wspomnieć, przywołać i uhonorować ważne dla mnie osoby. Pierwszą z nich była moja mama – Maria Czerwińska-Sienkiewicz. Przez wiele lat pracowała jako ordynator jednego z oddziałów tworkowskich. Była wybitnym psychiatrą. Mama miała doskonały kontakt z pacjentami. Potrafiła w sposób zupełnie niewymuszony zbliżyć się do osoby groźnej i agresywnej, by ją opanować bez używania mocnych środków farmakologicznych czy przemocy.

W latach 70. i pod koniec lat 60. miałem okazję bywać na dyżurach w szpitalu w Tworkach. Nocowałem tam nawet, bo warunki lokalowe – w odróżnieniu od dzisiejszych, że wyrażę uszczypliwość – były niezłe. Do tego piękny teren z parkiem, który pozwalał na spacer i zrelaksowanie się. Jeśli chodzi o zabiegi, byłem tylko świadkiem elektrowstrząsów.
Kuba Sienkiewicz: miałem okazję bywać na dyżurach w szpitalu w Tworkach
Napatrzyłem się na pacjentów leczonych jeszcze wtedy dość archaicznymi lekami psychotropowymi, neuroleptykami, które właściwie wszystkie z reguły wywoływały parkinsonizm polekowy. W psychiatrii panowała wtedy taka szkoła, że jeśli chory jest dobrze leczony to musi on wystąpić, bo to nieodzowny element działania danego leku. Widziałem masę przypadków. Może odezwało się to w moim ukierunkowaniu na chorobę Parkinsona, kiedy zostałem neurologiem?

„W lasach oliwskich zalegały niewybuchy, którymi bawiło się całe powojenne pokolenie dzieci i młodzieży”

Ja już na szczęście nie natrafiłem na te najgroźniejsze czasy. Najgorsze było pierwsze 10 lat po wojnie. Moja mama była świadkiem rozerwania na strzępy swoich kolegów, którzy przypalali pocisk armatni soczewką, a ona nie miała na tyle cierpliwości, żeby śledzić co się wydarzy i poszła narwać trawy dla królików.
fot. elektrycznegitary.pl/Krzysztof Czak

Muniek Staszczyk: Z IV LO powoli trzeba się ewakuować

Lider zespołu T.Love skończył niedawno 50 lat i rusza w jubileuszową mini trasę. Opowiada nam m.in. o tym, dlaczego dla niego skrzypaczka Vanessa Mae grała „kichę”, a Ramones byli rewelacyjni w swej prostocie.

zobacz więcej
Będąc dzieckiem, mieszkałem w poniemieckim domu w Oliwie. Dziwna sprawa. Niemcy zbudowali to osiedle w roku 1944. Były to drewniane domki sprowadzane z Finlandii. Ciekawe jest to, że ta niemiecka machina musiała wykonać jakiś plan, mimo że wszyscy wiedzieli, jaka jest sytuacja w 1944 roku na froncie. Osiedle dla oficerów, w którym pomieszkali pół roku trzeba było wybudować.

Później w ramach ogólnej wędrówki ludów, moja rodzina zasiedliła jeden z takich domów. Tam znalazłem dużo amunicji w dobrym stanie. Były to głównie dobrze zakonserwowane pociski do erkaemów. Jeszcze pachniały nowością. Przestrzegałem przepisów BHP i nie bawiłem się amunicją w sposób niebezpieczny, oprócz połykania pocisków.

„Ciągle czuję się wśród muzyków autsajderem”

Zaznaczę, że książka „Kubatura, czyli elektryczne wagary” jest zabawą słowną, zabawą z czytelnikiem w ramach tego co jest fikcją, a co nie. Niektóre rzeczy są przerysowane. Bycie autsajderem w środowisku muzyków jest nieodłącznie związane z tym, że jestem dwuzawodowcem. Kluczowe tutaj słowo to wagary – ucieczka ze szkoły. W moim przypadku oznaczały ucieczkę od życia, które w pewnym momencie było dla mnie przewidywalne i uporządkowane. Pojawiła się opcja: estrada i twórczość. Wszedłem w to. Uciekłem w jakąś nierealną dla mnie rzeczywistość.
Kuba Sienkiewicz: w moim przypadku wagary oznaczały ucieczkę od życia
„Artyści to szczególna grupa pacjentów”

Artyści nie są przyzwyczajeni do korzystania ze służby zdrowia. Swój problem zdrowotny traktują zawsze bardzo wyjątkowo. Według nich są niepowtarzalnym przypadkiem, który nie mieści się w żadnych ramach. Lekarz powinien oczywiście to dostrzec, docenić i zająć się takim pacjentem w sposób zupełnie wyjątkowy, niestandardowy. Oczywiście jest to mylne wrażenie, ponieważ wszystkie te przypadki mieszczą się w określonych syndromach patologicznych i lekarz w ogóle się temu nie dziwi.

Wiele razy osoby, które związane są z jakąś twórczością czy działalnością publiczną zgłaszały się do mnie po poradę. Oprócz tego, że jej udzielałem, starałem się zawsze takie sytuacje wykorzystać do jakiegoś wzbogacenia siebie. Wyciągnąć coś od nich, poprosić o jakiś komentarz, wspomnienie. To są bezcenne sytuacje, z których warto korzystać. Nie po to, żeby przekazywać potem jakieś tajemnice lekarskie, ale mieć obraz czasów, w których żyjemy.
fot. elektrycznegitary.pl/Fotosumka
W grupie zawodowej piosenkarzy-autorów czy artystów scen jest dużo przypadków autodestrukcji, depresji. Wielu znanych idoli, którzy gromadzili wokół siebie tłumy, ginęło śmiercią samobójczą, ale to nie tylko takie prawdziwe dramaty. Wiele jest też takich sytuacji, znanych od wieków, że twórcy, kompozytorzy czy poeci przyjmowali pewną maskę depresji. Nadal to robią. Chowają się za nią, funkcjonują jako ci nieszczęśliwi, bardziej wrażliwi, przygnębieni. Czasami dzięki temu udaje im się uniknąć jakichś obowiązków, coś z siebie zrzucić. Wymigać się od czegoś. Zdarza się również, że pewne zachowania są nie do końca świadome.

„Dno może wyglądać bardzo sterylnie i elegancko”

Dno, które przychodzi w depresji, jest bardzo różne. To mogą być sytuacje związane z zupełną degrengoladą. Może także być to coś, czego ludzie patrzący z boku nie rozpoznają. Nie widzą problemu. Może coś czasem wydaje im się nie tak, ale nie dostrzegają głębokich zaburzeń nastroju.

Każdy, kto ma problem z kompulsywnymi zachowaniami, powinien mieć czasami taką autorefleksję czy przypadkiem nie sięgnął swojego dna. Piszę o tym ku przestrodze w książce „Kubatura”.
Kuba Sienkiewicz: niektórzy artyści chowają się za pewną maską depresji
Chciałbym zaprzeczyć, jakoby stres związany z wykonywaniem zawodu lekarza był przyczyną sięgania po substancje psychoaktywne. Powodem zawsze jest problem wewnętrzny. Praca jest tylko pretekstem do sięgnięcia np. po alkohol. Środowisko lekarskie na pewno nie jest wyjątkowe pod względem używek. Palenie papierosów z pewnością zmniejszyło się w ciągu ostatnich dwudziestu paru lat, również ze względu na presję otoczenia. To jest bardzo pozytywne zjawisko.

Pamiętam jeszcze takie lata, kiedy bez żadnego wstydu lekarze palili w swoich pokojach, w dyżurkach kontaktujących się tą samą przestrzenią z oddziałem. Patrząc ze współczesnego punktu widzenia było to komiczne i obrzydliwe. Według dzisiejszych standardów to włos się jeży. Jako środowisko na pewno jesteśmy bardziej podatni na pracoholizm. W prywatnej służbie zdrowia dorabiamy do pensji z publicznej. Taki model funkcjonuje na całym świecie.

„Miałem pięć wezwań z rzędu, do których przyjeżdżałem spóźniony – już po zgonie”

Nieodłącznym elementem kształcenia lekarzy są obowiązkowe dyżury w pogotowiu. Musiałem zrealizować program. Było tego dużo, nawet jak na wytrzymałość młodego człowieka. A dodam, że po takim dyżurze jechałem jeszcze do pracy w Oddziale Intensywnej Opieki Neurologicznej, gdzie śmiertelność sięga 90 proc. Kwestię serii zgonów, do których przyjeżdżałem spóźniony, opowiedziałem w kontekście piosenki „Spokój grabarza”. To nasunęło mi się automatycznie.
fot. elektrycznegitary.pl/Fotosumka

Janek jest uduchowiony. Ja realny, tylko czasem gdzieś odfrunę

Pierwszy wywiad Kazika Staszewskiego z synem.

zobacz więcej
„Regulowałem sobie nastrój farmakologicznie, jakbym kręcił gałkami we wzmacniaczu i w gitarze”

Dla medycyny jestem gotów poświęcić wszystko – swoje życie również. Nie mogę dawać pacjentom leków niesprawdzonych. Sam muszę je wszystkie zbadać i skontrolować. Medycyna jest priorytetem. Jestem w stanie nawet połknąć coś całkiem gorzkiego, po to żeby przekonać się – dla dobra pacjenta – czy nie popełnię jakiegoś błędu.

„Stanowczo lepiej radzę sobie z magnetofonem niż z własnym życiem”

Z magnetofonem bardzo dobrze daję sobie radę. Gdyby mi ktoś dał ZK 140 czy ZK 240, to mógłbym nagrać na obu ścieżkach i na obu prędkościach zrobić zgranie, remix i tak dalej. Nie można porównywać obsługi urządzeń do obsługi samego siebie i własnego życia. Pisanie takich sformułowań to prowokacja, żeby pewne rzeczy uwypuklić. Lubię wzmacniacze, stare radioodbiorniki. Mam duże doświadczenie w sprzęcie analogowym, jeszcze sprzed epoki cyfrowej. Gdyby ktoś potrzebował konsultacji to bardzo proszę.

„Człowiek jako uwieńczenie doskonałości przyrody to straszne nieporozumienie”

To jest mój nihilizm. Sceptycznie oceniam kondycję człowieka i daję temu wyraz w piosenkach nihilistycznych takich jak: „Dzieci wybiegły”, „Wszystko Ch…” czy „Koniec”. To nie tylko moje wypowiedzi prozą, ale również w tym co śpiewam.

„Miś” wiecznie żywy, czyli Zacier z Zuchem Kazikiem wspominają przekornie PRL

– Postanowiliśmy uczcić upadłą ideę socjalizmu. To żart muzyczny – mówi Mirosław „Zacier” Jędras o projekcie Zuch Kazik. Opowiada, jak śpiewa się propagandowe utwory z minionej epoki. Swoje trzy grosze, a nie dwanaście, dorzucił też Kazik Staszewski.

zobacz więcej
„Jestem odpadem transformacji”

To cytat ze słów Mirka „Zaciera” Jędrasa: „Jestem odpadem atomowym. Nikt mnie nie kocha. Nikt mnie nie lubi. Nikt mnie nie chce. Nikt mnie nie szanuje”. Przypomnę o konwencji zabawy literackiej w książce „Kubatura”. Użalanie się nad sobą w tym rozdziale jest oczywiście umyślnie przerysowane. Naprawdę uważam, że mam ogromne szczęście, iż natrafiłem na te czasy. Moje wejście w publiczny obieg, na estradę i do mediów było niezwykłym zbiegiem okoliczności.

Prezentowałem postawę, której dzisiaj nie należy naśladować. Uważałem, że jak moje piosenki są coś warte, to ktoś się nimi zajmie, podniesie je i wypromuje. Mimo tak durnej i nierealnej postawy, jaką reprezentowałem, tak się właśnie stało. Przyszli koledzy, namówili mnie dopiero po trzech latach starań. Sami wykonali całą robotę, żeby te piosenki nagrać w studiu, nosić do mediów i promować gdzie się da. Dzięki ich wytrwałości to się udało. Jestem przekonany, że gdybym debiutował teraz, nie poradziłbym tak sobie.

„Dobra piosenka obroni się nawet wtedy, gdy jest wykonana przy pomocy garnka lub tekturowego pudła”

Mogę podać przykłady dwóch takich znanych piosenek, które stanowią zupełnie przeciwstawny sposób podejścia zarówno do pisania, jak i produkcji utworu. Piosenka „Dzieci wybiegły” to utwór z zupełnie prymitywną muzyką i wieloznacznym tekstem. Dzięki temu zderzeniu, otwiera to słuchaczowi pole do różnych własnych skojarzeń. Ten utwór stanowi dobry przykład piosenki, którą da się wykonać przy pomocy garnka i pięści.
fot. elektrycznegitary.pl/Fotosumka

Jestem dyktatorem

Krzysztof „Grabaż” Grabowski, lider Strachów na Lachy i reaktywowanej Pidżamy Porno, opowiada m.in. o scenicznym jubileuszu, jakie covery urzekły go najbardziej i dlaczego odrzucił propozycje zorganizowania własnego festiwalu.

zobacz więcej
Na drugim biegunie jest piosenka „Co ty tutaj robisz”. Została napisana po to, by pociągnąć pozostałą część materiału. Wszyscy czekali na utwór, który wypromuje płytę („Na krzywy ryj” – przyp. red.). Został wyprodukowany bardzo starannie. Posiada wszystkie elementy, z których składa się porządnie napisana piosenka: zwrotka, refren, łącznik, charakterystyczne zagrywki czyli riffy. Tam wszystko jest jak należy. W przypadku „Dzieci...” mamy zupełnie odwrotną sytuację. Piosenka jest zupełnie surowa, bez żadnych riffów.
Prywatnie słucham tylko muzyki poważnej, bo muzyka pop jest strasznie nudna, przewidywalna i schematyczna. Nie należy na to tracić energii i czasu. W sferze muzyki poważnej – tej dawnej i współczesnej – dzieją się fantastyczne rzeczy ze względu na kolejne interpretacje, kolejne szkoły, które powstają w dziedzinie wykonawczej. Jestem ogromnie dumny z polskich kompozytorów. Mogę określić się mianem ich fana. Cieszę się, że w tej dziedzinie jesteśmy na świecie liderem.

„Przykład bluesa budzi mój szczery podziw dla homo sapiens”

Blues jest fantastycznym gatunkiem i formą muzyczną. Kompozycji bluesowych mamy dziesiątki tysięcy, wszystkie są traktowane jako utwory oryginalne. W sensie kompozycyjnym jest to powielenie jakiegoś kanonu, natomiast jeżeli dorobimy do tego kolejny tekst, który nieco zmodyfikuje nam linię melodyczną – w ramach tego samego schematu harmonicznego – mamy nową piosenkę, którą możemy zgłosić pod ochronę jako oryginalną. To jest genialne, że człowiek wymyślił coś takiego.
Kuba Sienkiewicz: ostatnio więcej myślę o komponowaniu muzyki do toalet
„Teraz bym chciał komponować muzykę do filmów katastroficznych”

Ostatnio więcej myślę o muzyce do toalet. Wydaje mi się, że muzyka w toaletach powinna być dość gęsta, ale jednocześnie płynna. Zacząłem już nawet pracować nad programem. To będą utwory słowno-muzyczne. Na razie mam dwie piosenki, które napocząłem: „Bakterie nie istnieją” oraz „Wodo czysta, czemuś mnie opuściła”. Muzyka do toalet jest ciekawym zagadnieniem. To nie to samo co muzyka do wind czy hipermarketów. Studiuję zjawisko. Mam zamówienia od wielu instytucji. Właśnie chcę złożyć swoją ofertę różnym podmiotom.

Zdjęcia zrealizowano dzięki uprzejmości Muzeum Farmacji im. Antoniny Leśniewskiej w Warszawie.
Zdjęcie główne: Kuba Sienkiewicz (fot. TVP/Cezary Prośniak)
Zobacz więcej
Wywiady wydanie 13.10.2017 – 20.10.2017
„Powinniśmy powiedzieć Merkel: Masz tu rachunek, płać!”
Jonny Daniels, prezes fundacji From the Depths, O SWOIM zaangażowaniu w polsko-żydowski dialog.
Wywiady wydanie 28.07.2017 – 4.08.2017
Definitely women in India are independent
Srinidhi Shetty, Miss Supranational 2016, for tvp.info
Wywiady wydanie 28.07.2017 – 4.08.2017
Małgosia uratowała mi życie. Dzięki niej wyszedłem z nałogu
– Mam polski paszport i jestem z niego bardzo dumny – mówi amerykański gwiazdor Stacey Keach.
Wywiady wydanie 28.07.2017 – 4.08.2017
„Kobiety w Indiach są niezależne. I traktowane z szacunkiem”
Tak twierdzi najpiękniejsza kobieta świata Srinidhi Shetty, czyli Miss Supranational 2016.
Wywiady wydanie 14.07.2017 – 21.07.2017
Eli Zolkos: Gross niszczy przyjaźń między Żydami a Polakami
„Żydzi, którzy angażują się w ruchy LGBT, przyjmują liberalny styl życia, odchodzą od judaizmu”.