Wywiady

Reżyser „Bogów”: Zbigniew Religa był jak rockandrollowiec

– Wylądowałem twarzą 50 cm od otwartej klatki piersiowej. Zostałem tak przez cztery godziny. Zobaczyłem coś niezwykle fascynującego. I to był taki zadziwiający moment, jakbym miał kontakt z czymś, co można nazwać duszą – tak reżyser Łukasz Palkowski opowiada o pierwszej operacji na otwartym sercu, której był świadkiem. Palkowski wyreżyserował film pt. „Bogowie”, opowiadający o trzech latach z życia wybitnego kardiochirurga prof. Zbigniewa Religi. Film, który zdobył Złote Lwy na festiwalu w Gdyni, będzie można oglądać w kinach od 10 października.

Podczas ceremonii wręczenia nagród na Festiwalu Filmowym w Gdyni powiedział pan: jeśli Palkowski dostaje Złote Lwy, to chyba wszystko jest możliwe…. Skąd te słowa?

Nie pomyślałem nawet, że możemy wygrać festiwal. „Bogowie” to film zrealizowany przez niezależnego producenta Piotra Woźniaka-Staraka i mnie, reżysera, który nie ukończył żadnej szkoły filmowej. Kiedyś mi to wytknięto. Niespodzianką było też, że film aż tak spodobał się widowni. Wszystko mieliśmy dokładnie przemyślane i zaplanowane, ale nie przypuszczaliśmy, że będzie to tak wyraziste i interesujące dla widzów.

W filmie jest dużo humoru, chociaż fabuła jest niezwykle dramatyczna. Takie było założenie od początku? Opowiada pan o walce prof. Zbigniewa Religi o to, by zacząć robić w Polsce przeszczepy serca. Był początek lat 80., czyli czasy dość mroczne.

Tylko tak można było tę historię opowiedzieć. Filmy dramatyczne lepiej mi się ogląda, niż się robi. Gdyby fabuła była poważna, pewnie dobrze bym się przy pracy nie bawił, a lubię się dobrze bawić.

Powiedział pan po „Rezerwacie”, że chce robić takie filmy, by widownia po wyjściu z kina czuła się lepiej.

Mogę to podtrzymać. Nadal tak myślę.

Wymarzył pan sobie film o prof. Relidze?

Ależ skąd. To była zwykła historia z filmowego świata. Zadzwonił telefon i usłyszałem: wysyłamy ci scenariusz. Miałem przeczytać i szybko dać odpowiedź. Nie wiedziałem, o czym jest ten tekst. Zacząłem pełen obaw, bo było tam nazwisko prof. Zbigniewa Religi. Byłem więc przekonany, że będzie o polityce. Przypomniałem sobie, że był ministrem zdrowia, a filmu politycznego robić nie chciałem. Przeczytałem scenariusz i spodobało mi się na tyle, że następnego dnia w południe przyjąłem propozycję. Od tego momentu zacząłem poznawać świat kardiochirurgii i historię Zbigniewa Religi. Wcześniej niewiele wiedziałem na ten temat, ale nie przyznałem się do tego producentom.
Od początku dramatyczną historię chcieliśmy przełamać humorem
Co pana najbardziej zainteresowało w postaci Religi?

Zawsze potrzebuję haczyka, który wciągnie mnie w temat i pociągnie przez film. Nie chciałem zrobić pomnika i opowiadać historii na klęczkach. A biografia niesie takie ryzyko. Dwie rzeczy chwyciły mnie za twarz. Pierwszą było zdjęcie Zbigniewa Religi, na którym on stoi przy swoim aucie, gdzieś w drodze. Użyliśmy go na końcu filmu, pojawia się pod napisami. Religa jest na nim swobodny, pewny siebie. Nie wygląda jak kardiochirurg, ale jak rockandrollowiec, który jedzie ze swoim zespołem w trasę. Zespołu nie widać, jest tylko on, ale czuje się, że jest gdzieś poza kadrem. Wtedy poczułem mocno, że warto robić ten film.

A ta druga rzecz?

Pojechałem do Zabrza, do Kliniki Kardiochirurgii, którą prowadzi teraz prof. Marian Zembala, dawny współpracownik Religi. Tam pierwszy raz zobaczyłem operację na otwartym sercu.

Jakie wrażenia?

Obawiałem się tego, nie miałem pojęcia, jak zareaguję. Nie wiedziałem, czy zemdleję, czy zwymiotuję, czy stanie się coś innego, zupełnie niespodziewanego. Miałem przydzieloną panią, która w razie czego miała mnie łapać. Pierwsze, co zobaczyłem, to były nogi pacjenta. Lewa była rozkrojona wzdłuż, dlatego że pobierano z niej żyłę do by-passu. Pomyślałem, że oglądam scenę z horroru klasy B. Potem znalazłem się 50 cm od otwartej klatki piersiowej. Byłem jak w transie, który trwał cztery godziny. Zobaczyłem coś niezwykle fascynującego. Nie miało to nic wspólnego z moimi wyobrażeniami. Nie zastanawiałem się nad tym, że leży przede mną człowiek. Był taki zadziwiający moment, w którym miałem wrażenie kontaktu z czymś, co można nazwać duszą. Jakby jestestwo operowanej osoby gdzieś powędrowało i zostało puste naczynie. W trakcie operacji lekarze mówili mi, co robią, opowiadali też kawały, itd. W ich pracy był kunszt magika. Ich ruchy przypominały taniec, szczególnie przy wszywaniu zastawki mitralnej, bo to było podwójny zabieg wstawienia by-passa i zastawki mitralnej.
Nie chodzi o budowanie filmowych pomników
Zafascynowało to pana?

Tak. Do tego jeszcze trzeba dodać zupełnie niesamowite kolory. Znowu wracam do horrorów klasy B. Krew wcale nie jest taka, jak oni tam pokazują. Jest jasna, wręcz świeci, ma zupełnie inny kolor niż ten, który znamy z naszych codziennych skaleczeń.

Cała główna ekipa aktorska obserwowała operacje?

Wszyscy widzieli operacje na otwartych sercach. Wybrańcy, którzy mieli szczęście, widzieli przeszczepy. Tomek Kot, filmowy Religa, przeszczepu nie widział. Takiej operacji nie da się zaplanować. Pojawia się dawca i wszystko dzieje się bardzo szybko.

Tomasz Kot jest w roli Religi rewelacyjny. Długo szukał pan aktora, który wcieli się w tę postać?

Kandydatów do roli miałem kilku, a Tomek był wśród nich. Z Tomkiem znałem się najlepiej, jego zaprosiłem więc na rozmowę jako pierwszego. I już nie spotkałem się z nikim innym. Pogadaliśmy o scenariuszu, o samej postaci. To były wstępne rozmowy, jeszcze bez dokumentacji ze strony Tomka. Ja też wchodziłem dopiero pełną parą w projekt. Od początku byliśmy na tej samej fali, uzupełnialiśmy się. Uświadomiłem sobie, że ten film, trudny i dramatyczny, trzeba będzie opowiedzieć lekko i z humorem, a uda mi się to zrobić tylko z Tomkiem. W ramach jego poczucia humoru, które jest zbliżone do mojego, z jego lekkością. To był najlepszy wybór.

Od momentu przyjęcia propozycji zrobienia tego filmu zacząłem poznawać świat kardiochirurgii i historię Zbigniewa Religi. Wcześniej niewiele wiedziałem na ten temat, ale nie przyznałem się do tego producentom.

Jak się pracuje nad filmem o człowieku, którego ludzie nadal świetnie pamiętają? Profesor Religa zmarł zaledwie kilka lat temu. Na ekranie pojawiły się też postaci jego współpracowników – profesorów Andrzeja Bochenka i Mariana Zembali.

Profesorowie Bochenek i Zembala bardzo nam pomogli, konsultowaliśmy z nimi wszystkie wątpliwości medycznie. I nie tylko medyczne. Lwią część pracy wykonał oczywiście scenarzysta Krzysztof Rak, on pierwszy rozmawiał z ludźmi, którzy znali Religę. Miałem historię, perfekcyjnie przygotowany plan, interesującego, niezwykłego bohatera, musiałem go jednak nie tylko poznać, ale też polubić. W efekcie stało się tak, że zacząłem go podziwiać. Bardzo interesowały mnie anegdoty z jego życia, ciekawe, niezwykłe wydarzenia. Musiałem się dowiedzieć, jak wyglądały 36-godzinne operacje, jak pracował, jaki był jego stosunek do ludzi, do lekarzy, do sprzątaczek. Jeździliśmy razem z Krzyśkiem Rakiem do znajomych Religi, przeprowadzaliśmy wywiady, zbieraliśmy opowieści, które potem przenosiliśmy do scenariusza. Historie płynęły nieprzerwanie, ludzie wiele sobie przypominali. Nie wszystko oczywiście weszło do scenariusza.

Musiałem się dowiedzieć, jak wyglądały 36-godzinne operacje, jak Religa pracował, jaki był jego stosunek do ludzi, do lekarzy, do sprzątaczek.

Po rozmowie z Tomkiem Kotem nie spotkałem się juz z innym aktorem
Nie zawahał się pan przed pokazaniem tego, że Religa miał poważne załamania, że pił.

Nawet nie tyle nie zawahałem się, co nakręciłem tego dużo więcej. Podczas montażu trzeba było wyważyć proporcje i wiele scen wyleciało. Miały zbyt duży ciężar gatunkowy w stosunku do całego filmu i zaczęły dominować. Obaw nie mieliśmy żadnych.

Zapytałam o to, bo do filmów biograficznych podchodzi się u nas z rezerwą. Mam wrażenie, że twórcy się ich boją. Czują presję, że powinni pokazywać bohatera tylko w dobrym świetle.

W moim mniemaniu nie można zrobić nic głupszego. Jeśli ktoś się boi, nie powinien robić filmów. Kropka. Nie chodzi o budowanie filmowych pomników. Widzowie tego nie znoszą. Postanowiłem, że zrobię to inaczej, bardziej po amerykańsku. Nie przepadam za tym określeniem, ale świetnie tu pasuje. Film powinien być tak zrobiony, by ludzie mogli poznać człowieka, a nie zobaczyć wystawiony mu pomnik.

Może „Bogowie” coś zmienią?

Miejmy nadzieję. Jeśli chcemy pokazać, że nasz bohater jest wielkim człowiekiem, trzeba go rzucić na ziemię. Inaczej się nie uda.
„Bogowie” od piątku w kinach
Są w filmie sceny perełki, zdarzenia wprost niesamowite. Jak ta, gdy Religa zawraca sprzed drzwi kliniki, by operować człowieka ugodzonego nożem. Ta scena ma potem dla akcji filmu poważne konsekwencje.

W rzeczywistości było ciut inaczej, połączyliśmy dwie różne historie z życia Religi. Proszę jednak pamiętać, że nie kręciłem filmu dokumentalnego. Fakty są ważne, ale najważniejsza jest fabuła. Czasem trzeba fakty trochę nagiąć, żeby przyniosło to korzyści dramaturgii filmu. Niewolnicze trzymanie się faktów to kolejny błąd filmowych biografii.

Czym zajmie się pan teraz? Przed trzema laty mówił mi pan, że planuje nakręcić film o warszawskim bazarze Różyckiego.

Pracuję nad tym projektem, ale to musi trochę potrwać. Film ma mieć duży budżet, ok. 20 mln zł, więc zaczekamy na niego chwilę. Jest scenariusz, mamy dofinansowanie z PISF, ale nadal szukamy funduszy. Musimy zdobyć zagranicznego koproducenta, by wprowadzić film na zagraniczny rynek.

Będą wielkie dekoracje? Planuje pan odbudować na planie filmowym bazar?

To będzie duża praca. Ten fragment bazaru, który przetrwał do naszych czasów, to zaledwie jedną z jego małych uliczek. Główną część zajmował wielki targ bydła. Tam robiono wielkie interesy. Mam nadzieję rzucić nowe światło na ten temat i opowiedzieć niezwykłą, autentyczną historię.

Łukasz Palkowski – reżyser, scenarzysta. Nakręcił trzy pełnometrażowe filmy fabularne „Rezerwat” (2007), „Wojna żeńsko męska” (2011) i „Bogowie”. „Rezerwat” na festiwalu w Gdyni dostał nagrodę za debiut, nagrodę publiczności. Film ten uhonorowano też m.in. na festiwalach w Koszalinie, Tarnowie oraz „Paszportem Polityki”. Obraz „Bogowie” podczas tegorocznego festiwalu Gdyni zdobył pięć prestiżowych nagród, w tym Złote Lwy.

Wywiad zrealizowano dzięki uprzejmości Aparthotel Stalowa52 w Warszawie.
Zdjęcie główne: Łukasz Palkowski (fot. tvp.info/Cezary Prośniak)
Zobacz więcej
Wywiady wydanie 13.10.2017 – 20.10.2017
„Powinniśmy powiedzieć Merkel: Masz tu rachunek, płać!”
Jonny Daniels, prezes fundacji From the Depths, O SWOIM zaangażowaniu w polsko-żydowski dialog.
Wywiady wydanie 28.07.2017 – 4.08.2017
Definitely women in India are independent
Srinidhi Shetty, Miss Supranational 2016, for tvp.info
Wywiady wydanie 28.07.2017 – 4.08.2017
Małgosia uratowała mi życie. Dzięki niej wyszedłem z nałogu
– Mam polski paszport i jestem z niego bardzo dumny – mówi amerykański gwiazdor Stacey Keach.
Wywiady wydanie 28.07.2017 – 4.08.2017
„Kobiety w Indiach są niezależne. I traktowane z szacunkiem”
Tak twierdzi najpiękniejsza kobieta świata Srinidhi Shetty, czyli Miss Supranational 2016.
Wywiady wydanie 14.07.2017 – 21.07.2017
Eli Zolkos: Gross niszczy przyjaźń między Żydami a Polakami
„Żydzi, którzy angażują się w ruchy LGBT, przyjmują liberalny styl życia, odchodzą od judaizmu”.