Historia

Papier toaletowy kupowany na sznurki i szalety, przed którymi przestrzegały przewodniki turystyczne

Stan techniczny publicznych toalet zagrażał życiu. Na głowę przypadało siedem rolek papieru toaletowego. Jedna warta była 60 gazet lub trzy kilogramy makulatury. Problemy z szaletami i papierem toaletowym stały się jednym z symboli PRL. Papierem uderzano też w ludową władzę.

Toalety w PRL stały cię niechlubnym i charakterystycznym elementem smutnej rzeczywistości. Nawet przewodniki turystyczne przestrzegały przed toaletami publicznymi w Polsce. Pisano, że ich stan sanitarny może zagrażać zdrowiu, a w wizyta w toalecie pociągowej i jej stan techniczny może okazać się niebezpieczny dla życia.

Wielki nieobecny – szalet

W 1985 w całym kraju było zaledwie 1638 szaletów. Tylko w Warszawie naliczono ich 130; z tego jedna trzecia nieczynna – z powodu braku personelu albo względów technicznych. Reszta najczęściej zdewastowana i pozbawiona podstawowego wyposażenia.

Odważnemu, który zdecydował się mimo wszystko na skorzystanie z przybytku, jawił się taki oto obraz: zimna woda w kranach, przy których nie było mydła i wieczny brak papieru toaletowego. O ręcznikach nie ma sensu nawet wspominać.
Papier toaletowy za makulaturę
Pytania o cel wizyty w wc

Kłopoty z papierem toaletowym były jednym ze sztandarowych problemów tamtej epoki. Brakowało go w sklepach, domach, instytucjach publicznych i zakładach pracy. Pozostawienie rolki w toalecie publicznej równało się z jej zniknięciem w ciągu pierwszych minut.

Tam gdzie papier był, czyli w płatnych szaletach publicznych, zanim się z niego skorzystało, trzeba było odpowiedzieć na kilka niedyskretnych pytań o cel wizyty. Potem pani wydzielała odpowiednią według niej ilość papieru. Cennik głosił: Płatne z góry, kabina – 2 zł, pisuar 1.50 zł, mycie rąk – 1 zł.

Anna Gąsiorowska, redaktor naczelna gazety „Metro” wspomina, że nawet w dobrych restauracjach można było spotkać dość nędzną łazienkę. Tym większe wrażenie robiły na Polakach powstające po 1989 roku bary i restauracje, które nadążały za zachodnimi standardami.
Stan sanitarny zagrażający zdrowiu
„Kto się boi papieru toaletowego?”

Problem z papierem wykorzystała Pomarańczowa Alternatywa, która ośmieszała władzę poprzez happening. Akcję pt. „Kto się boi papieru toaletowego?” w rozmowie z portalem tvp.info wspomina muzyk i satyryk Krzysztof Skiba. – Chodziło o to, aby konkretnego dnia o umówionej godzinie wyjść na ulicę Wrocławia wystrojonym w różnego rodzaju elementy dekoracyjne wykonane z papieru toaletowego – wspomina Skiba. Władze, wiedząc o przygotowywanej akcji, która w sposób złośliwy obrażała zdolności zaopatrzeniowe systemu, rzuciły do sklepów olbrzymie zapasy tego luksusowego towaru.

– I doszło z spiętrzenia absurdu, bo nagle w tym samym czasie na ulicy znaleźli się uczestnicy happeningu oraz zwykli obywatele uzupełniający domowe zapasy środków higienicznych – mówi satyryk. Milicja nie była od filozofowania i w efekcie do aresztów oraz sal przesłuchań trafiło wielu niewinnych klientów . I tak papier toaletowy stał się kluczem do zrozumienia socjalizmu. – Bo cóż wart jest ustrój, który nie może wyprodukować papieru do dupy – puentuje Skiba.
WC na zamek szyfrowy
Łazienka na szyfr

Podobnie smutny widok stanowiły szkolne toalety. Oczywista wydaje się inicjatywa ówczesnych nauczycieli, którzy chcąc wyrobić w dzieciach właściwie wzorce, organizowali różnego rodzaju konkursy. Jak ten ogólnopolski pod hasłem „Nasza szkoła czysta zdrowa”. Wygrała, go szkoła w Kalinowie-Czosnowie, której toaleta i klasowe kąciki czystości miały udowodnić, że może być inaczej.

Aby było inaczej, uciekano się do różnych metod. Zamykano toalety na klucz lub …. zamek szyfrowy. Na taki pomysł wpadli w 1986 roku pracownicy łódzkiego przedsiębiorstwa handlowego Arpis. Zaintrygowany tym reporter „Dziennika Telewizyjnego” zastanawiał się – a co jak ktoś zapomni szyfru?

W trosce o poprawę jakości szaletów wysyłano w Polskę Inspekcje Robotniczo Chłopskie. W zakładach pracy i przy ministerstwach powstawały komitety ds. oszczędności papieru. Dom Turysty wpadł na inny pomysł. Dał ogłoszenie, że wydzierżawi toaletę. Oferty można było składać w zalakowanych kopertach. Jednak nie znalazł się chętny.
Inspekcje Robotniczo-Chłopskie kontrolują toalety
siedem rolek na głowę rocznie

W 1988 roku rocznie produkowało się siedem rolek papieru toaletowego na głowę mieszkańca Warszawy. Ale już np. w województwach wałbrzyskim i jeleniogórskim statystycznie przypadały na osobę tylko cztery rolki, a w radomskim... 0,07 rolki na osobę. Mawiało się, że życie w PRL jest „szare jak papier toaletowy i długie jak kolejki po niego”.

Papier toaletowy był szary, szorstki, często wręcz „ażurowy”, jedna rolka warta była 60 gazet lub 3 kilogramy makulatury. Jak ktoś miał pecha i papieru nie było nawet w skupie, otrzymywał pokwitowanie, które w lepszym momencie można było wymienić na ten ważny przedmiot pożądania.
Szkolny konkurs czystości
„Korale toaletowe”

Aby zdobyć papier toaletowy trzeba było stać w olbrzymich kolejkach. Szczęśliwców, którym udało się go złowić, można było spotkać paradujących po ulicy wystrojonych w „toaletowe korale” – rolki nawlekało się na sznurek i w ten sposób transportowało do miejsca przeznaczenia.

Władza problemy z papierem tłumaczono nagłym wzrostem jego zużycia. Wpływać miało to na większe zainteresowanie tym towarem na wsi. Według ówczesnych statystyk podaż przewyższała popyt tylko w 1977 roku. W 1988 roku zapewniano, że rok 1990 przyniesie odczuwalny przełom, kiedy ruszy specjalna linia produkcyjna w Kwidzynie.
Zdjęcie główne: (fot. arch. TVP/NAC/Wikipedia)
Zobacz więcej
Historia Najnowsze wydanie
Żywym ludziom obcinali dłonie i stopy. Potem je wędzili
Urzędnicy pracujący w najważniejszych instytucjach Unii Europejskiej codziennie mijają pomnik zbrodniarza.
Historia Najnowsze wydanie
II wojna skończyłaby się wcześniej, gdyby słuchali swych szpiegów
Daremne trudy cichych bohaterów. Teorie spiskowe i fakty.
Historia Poprzednie wydanie
Jak wpisywano „sojusze” do konstytucji?
„Partia i jej mocodawcy zaledwie ustąpili z bezwzględności poglądów, a zostawili i tak to, co chcieli wprowadzić” –podsumowywał Karol Estreicher.
Historia Poprzednie wydanie
„Niech się nikt nie dziwi, że piszę «niemiec» z małej litery”
Wzorem dla tego, co po wojnie działo się z Niemcami w Polsce i Czechosłowacji były Włochy, które po I wojnie przeprowadziły degermanizację Tyrolu.
Historia Poprzednie wydanie
Patriotyczne panny udawały mężczyzn, aby się dostać do wojska
Spodnie, bluza, maciejówka, ścięte włosy i karabin – to był cały kamuflaż. I w drogę na front Wielkiej Wojny, walczyć o niepodległość Polski.