Kultura

„Czarny głos z gniazdem os na głowie”. Amy Winehouse zmarła, mając 27 lat

– Powiedzcie jej, że dziś żyjemy w innym świecie, nikt nie musi umierać od narkotyków – pisała kilka lat temu brytyjska prasa. Znana ze swojego upartego charakteru odpowiedziała na te słowa prostym, ale chyba najbardziej zapamiętanym tekstem piosenki „Rehab”: „Chcieli, żebym poszła na odwyk. A ja powiedziałam: nie, nie, nie”. Niestety, upór nie pomógł jej w walce z nałogiem. 23 lipca 2011 roku Amy Winehouse została znaleziona martwa, w jej mieszkaniu w północnym Londynie.

Zanim jej twarz zaczęła pojawiać się na okładkach tabloidów, Amy pokazała, że potrafi śpiewać i ma talent. Stała się jedną z najbardziej charakterystycznych i rozpoznawanych postaci sceny muzycznej pierwszej dekady XXI wieku.

Następców, a przede wszystkim następczyń, które próbowały naśladować, czy wprost podrobić jej charakterystyczny styl śpiewania i bycia na scenie było wiele. Amy swój talent szlifowała w najlepszych uczelniach artystycznych. Najpierw uczyła się w prywatnej szkole teatralnej aktorki Susi Earnshaw, potem kształciła się w BRIT School, szkole dla artystycznie uzdolnionej młodzieży. Oprócz niej uczyły się tu m.in. Adele, Katy B, Katie Melua, czy Leona Lewis. Wiedziała jak zaśpiewać i jak zaprezentować się na scenie, by cała uwaga słuchających jej koncertu była skupiona na niej.
(fot. Wikipedia)
„Jestem wokalistką jazzową”

Ale nie tylko to było jej siłą. Amy potrafiła zaśpiewać zarówno pop, soul, jak i jazz, czy r’n’b. Jazz pokochała dzięki swojemu ojcu Mitchowi. - Biorę sporo z jazzu, a pod względem tekstowym z hip-hopu. Z jednej strony Thelonious Monk, Charlie Mingus, Miles Davis. Z drugiej - Busta Rhymes i Mos Def. Uważam się za wokalistkę jazzową, ale hip-hop jest jazzem dzisiejszych czasów – mówiła pytana o muzyczne inspiracje.

Przyznawała, że w tym, co robi stara się być po prostu szczera, zaangażowana i często zdarza jej się w muzyce zatracać. Jej styl śpiewania i bycia na scenie określane były mianem „retro popu”.

- Była niezwykle utalentowaną kobietą. Fantastycznie interpretowała tekst. Zwracała uwagę zarówno na każde słowo, każdy niuans, jak i na wymowę całej piosenki. Miała wielką muzyczną wiedzę i świetny gust – oceniał jej styl muzyczny nestor brytyjskiego dziennikarstwa muzycznego Paul Gambaccini.
Miliony sprzedanych płyt

O tym, że potrafi i jest nie tylko świetnie wykształconą, ale również utalentowaną piosenkarką udowodniła już debiutanckim albumem „Frank” wydanym w 2003 roku. Płytę tę nominowano do prestiżowej nagrody Mercury Prize. I choć na tym etapie porównywano ją m.in. do Katie Melua, bardzo szybko udowodniła, że jest sto razy lepsza od swojej koleżanki po fachu.

– Media wymieniają nas razem tylko, dlatego, że pojawiliśmy się w tym samym momencie – podkreślała. Te słowa nie były złośliwością wymierzoną w kierunku Katie, ale samoświadomością Amy, że ma talent i bardzo duże możliwości. Na potwierdzenie tych słów nie trzeba było zbyt długo czekać. W 2006 roku album „Back to Black” potwierdził, że to, co ma do zaprezentowania swoim fanom Amy jest po prostu bardzo dobre. W samej Wielkiej Brytanii sprzedało się ponad milion egzemplarzy.

Po tym sukcesie Winehouse zdecydowała się wydać go w różnych krajach m.in. w Stanach Zjednoczonych gdzie odniósł podobny sukces i zyskał status potrójnej platyny. W roku 2007 album został nominowany do nagrody BRIT Awards w kategorii „Najlepszy album”. Nie zdobył tej nagrody, ale sama wokalistka została wyróżniona, jako „Najlepsza solowa artystka”. W 2008 Amy Winehouse otrzymała pięć nagród Grammy – „Back to black” został wyróżniony, jako najlepszy album popowy, „Rehab”, jako nagranie roku i piosenka roku, a sama piosenkarka, jako najlepsza wokalistka roku i jako debiutantka roku.
Mocny makijaż i gniazdo os

Piosenka „Rehab”, która stała się hitem i znakiem rozpoznawczym Amy, była też wyrazem jej osobistych problemów. – Powiedzcie jej, że dziś żyjemy w innym świecie, nikt nie musi umierać od narkotyków – pisała kilka lat temu brytyjska prasa. Amy odpowiedziała na to właśnie tekstem piosenki "Rehab": "Chcieli żebym poszła na odwyk. A ja powiedziałam nie, nie, nie".

Złośliwi mówili o niej „czarny głos z gniazdem os na głowie”. Tym, co wyróżniało Amy poza charakterystycznym czarnym głosem, był jej styl. Na głowie miała natapirowane włosy, przewiązane wstążką, makijaż z mocną czarną kreską podkreślającą oko, mnóstwo tatuaży, na sobie ubrania w stylu lat 50. – Moją inspiracją jest Elizabeth Taylor – tłumaczyła pytana o to, dlaczego właśnie tak się nosi. Jej styl chciała wykorzystać branża odzieżowa. Brytyjska firma Fred Perry zaproponowała Winehouse współpracę przy kolejnych kolekcjach, a jej scenicznymi kreacjami zachwycał się również projektant Karl Lagerfeld.


Ukochana babcia i toksyczny mąż

Jak wspominał w napisanej po jej śmierci biografii piosenkarki jej ojciec Mitch Winehouse Amy zawsze była trudnym dzieckiem. Interesowało ją tylko śpiewanie, szybko zaczęła palić papierosy, co wpłynęło na to, że cierpiała również na rozedmę płuc. Jedynym autorytetem była dla niej babcia, ale po jej śmierci w 2005 Amy całkowicie straciła kontrolę nad sobą i swoim życiem. Plotkowano też, że już w wieku 10 lat chciała popełnić samobójstwo.

Gdy w 2007 roku poślubiła Blake’a Fieldera – Civila jeszcze częściej zaczęła pojawiać się na okładkach tabloidów. To był bardzo burzliwy związek. Niektórzy twierdzili, że to przez Blake’a Amy na dobre uzależniła się od narkotyków i, że to on wciągnął ją w nałóg. Ich awantury, rozstania i powroty zakończyły się rozwodem w 2009 roku. Nie zakończyło to jednak jej problemów. Przyznała się, że cierpi na bulimię i depresję. Piosenki, które śpiewała były wyrazem jej niespełnionej, nieszczęśliwej, ale i uzależniającej miłości. Amy coraz bardziej pogrążała się w swoim nałogu, wszczynała awantury w klubach, miała problemy z prawem. Pięciu statuetek Grammy, które zdobyła za płytę „Back to Black” nie mogła odebrać osobiście. Powód? Ze względu na sprawy sądowe, jakie miała w związku ze swoim uzależnieniem. To one spowodowały, że nie otrzymała amerykańskiej wizy.

Ostatnim jej artystycznym sukcesem był nagrany wspólnie z Markiem Ronsonem singiel „Valerie”. Piosenka znalazła się na wydanej po jej śmierci płycie „Lioness: Hidden Treasures”. Od tamtej pory kilkakrotnie zapowiadano jej powrót na scenę. Pojawiały się pogłoski, że nagrywa nowe kawałki na Karaibach, że stylistyka nowej płyty będzie utrzymana w klimacie reggae. Nikt tego jednak oficjalnie nie potwierdzał. Powrót Amy miał się odbyć w 2011 roku. Menadżerowie piosenkarki przekonywali, że jest w bardzo dobrej formie i skutecznie walczy z nałogiem.
Belgradzka katastrofa

To, że jest to nieprawda udowodnił jeden z pierwszych koncertów, który odbył się 18 czerwca w Belgradzie. Na filmach, które pojawiły się w sieci, wyraźnie widać, że jest pod wpływem alkoholu. Zatacza się, ma błędny wzrok, momentami próbuje przypomnieć sobie słowa nie tyle śpiewanej, co mamrotanej przez nią piosenki i od czadu do czasu patrzy ze łzami i złością w oczach w kierunku zespołu i ochroniarzy.

Sama zdawała sobie sprawę z tego, że to, co robi na scenie jest katastrofą. Po koncercie pojawiły się pogłoski, że to właśnie ochroniarze wypchnęli ją na scenę, mimo, że się opierała, chciała uciec, a przede wszystkim była świadoma tego, że jej występ będzie porażką. Gwizdy i niezadowolenie publiczności sprawiły, że jej występ bardzo szybko się skończył.

Po belgradzkiej wpadce, pozostałe koncerty zostały odwołane. Pod znakiem zapytania stanął również ten, który miał odbyć się w Polsce, w Bydgoszczy. Ostatni publiczny występ Amy odbył się 20 lipca na koncercie jej chrześnicy Dionne Bromfield w Londynie. W międzyczasie nagrała również duet z Tonym Benettem. – Wypadła rewelacyjnie, wyglądała bardzo dobrze, a przede wszystkim była trzeźwa – mówił po jej śmierci jeden z uczestników sesji nagraniowej.
„Jeśli umrę jutro, odejdę szczęśliwa”

Nic nie wskazywało na to, że 23 lipca media podadzą informację o tym, że Amy Winehouse została znaleziona martwa w swoim mieszkaniu w północnym Londynie. Przyczyną śmierci jak się potem okazało była zbyt duża ilość wypitego alkoholu. Miała 4 promile we krwi. Parę dni wcześniej Amy opuściła klinikę odwykową z zaleceniem, aby w najbliższym czasie powstrzymała się od picia.

– Czuję się spełniona. Jeśli umrę jutro, odejdę szczęśliwa – mówiła w jednym z wywiadów. Jej marzeniem było założenie rodziny. – Nagrałam płytę, z której jestem naprawdę dumna. Teraz chcę nagrywać następne, ale chciałabym też mieć dzieci. A potem wyjechać do Vegas, otworzyć kasyno i występować tam każdego wieczoru – snuła plany.

Nie udało jej się ich zrealizować. Pochowano ją 26 lipca 2011 w obrządku żydowskim na cmentarzu Edgwarebury w Londynie.

Mediom nie umknęło uwadze to, że Winehouse zmarła w wieku 27 lat. Tym samym dołączyła do „Klubu 27”, czyli młodych, zdolnych, którzy zakończyli swoje życie w tym wieku m.in. Kurta Cobaina, Jima Morissona, czy Janis Joplin.

Zdjęcie główne: (fot. Wikipedia)
Zobacz więcej
Kultura Najnowsze wydanie
Pycha modnego kaznodziei. Zakład z Panem Bogiem
Znany rekolekcjonista, teolog i autor błyskotliwych artykułów dotyczących wiary, pełniący rolę autorytetu dla „wykształconych z dużych miast”.
Kultura Najnowsze wydanie
Gwiazda antysystemowców
Zniszczyła swoje wczesne prace, bo uznała je za mało oryginalne. Wściekła się też, gdy Édouard Manet „poprawił” jeden z jej obrazów.
Kultura Poprzednie wydanie
Z lasu i z chóru. Z kościoła i z Koryntu. Ludzkim głosem
Na festiwalu zostanie zaprezentowana twórczość wybitnego polskiego kompozytora, o którym nie wiadomo… nic. Oprócz tego, że miał związki z Łowiczem.
Kultura Poprzednie wydanie
Zwęglone truchła, ludzkie wylinki, matka ucięta w połowie
Hitchcock byłby z artystki dumny: na początku jest trzęsienie ziemi, potem napięcie wciąż rośnie.
Kultura wydanie 16.08.2019 – 23.08.2019
Jak ukraińska „Zniewolona” budzi romantyczną duszę Polaków
Kopciuszek w wydaniu zza wschodniej granicy. Na czym polega fenomen serialu?