Po godzinach

Dramaty, cuda, bijatyki, piękne gole, czyli jak to w finałach mundiali bywało

Argentyńczycy czekali 24 lata, Niemcy „tylko” 12. Pierwsi dwukrotnie wznosili Puchar Świata, drudzy na trykotach mają trzy gwiazdki, za trzy mundialowe triumfy. W finale piłkarskich mistrzostw świata spotykali się już dwukrotnie. Bilans jest remisowy. Na słynnej Maracanie, w 20. meczu o mistrzowski tytuł emocji z pewnością nie zabraknie. Kto wie, czy oprócz Chrystusa, którego posąg góruje nad boskim Rio de Janeiro, starcia Argentyny z Niemcami nie obejrzą dwaj papieże, w końcu rodacy piłkarzy obydwu drużyn. Transmisja od godz. 21 w TVP1 HD, TVP Sport HD i sport.tvp.pl.

W dotychczasowych 19 meczach finałowych (choć jeden wcale nie był oficjalnym finałem) emocji nie brakowało, choć nie zawsze było ich dużo, a niektóre decydujące starcia rozczarowywały. Portal tvp.info przyjrzał się, jak to drzewiej w finałach bywało...

Drugi taki stadion

Maracana jest dopiero drugim stadionem, na którym finał będzie rozegrany po raz drugi. Wcześniej dwukrotnie podobnego zaszczytu dostąpił Stadion Azteków w Mexico City. Ale wróćmy do Maracany, bo właśnie finał na niej sprzed 64 lat jest jednym z najbardziej dramatycznych w historii.
Choć zacząć należy od tego, że... nie był to wcale finał. W turnieju MŚ 1950 w Brazylii zaplanowano bowiem grupowy system dwurundowy. Zwycięzcy czterech grup spotkali się w rundzie finałowej, czyli kolejnej grupie, a jej zwycięzca miał otrzymać puchar. Los bywa przewrotny i okazało się, że ostatni mecz grupowy był jednak finałem, bo miał zdecydować o tytule. Na Maracanie spotkali się gospodarze z Urugwajem. Brazylijczykom wystarczał remis, bo wcześniej wygrali dwa mecze, podczas gdy rywale raz musieli zadowolić się podziałem punktów.

Brazylijski kocioł

Atmosfera była niesamowita, na trybunach, jak szacowano, miało zasiąść niemal... 200 tysięcy kibiców(!!!), a jedna z gazet już w porannym wydaniu zamieściła zdjęcie Brazylijczyków z podpisem „Oto mistrzowie świata”, co ogromnie zmobilizowało Urusów. Do przerwy był bezbramkowy remis, który premiował Canarinhos, a gdy tuż po niej do siatki trafił Albino Friaca Cardosa, cała Brazylia już zaczęła fetować pierwszy w dziejach tytuł, zawodnicy zaś postanowili grać na czas. Co ciekawe, dla Cardosy była to jedyna bramka, zdobyta w reprezentacji.

Ale dla Urugwaju mecz się nie skończył. Najpierw Juan Schiaffino, a potem Alcide Ghiggia (ma tylko cztery występy na mundialu, w każdym zdobył gola; w tym roku skończy 88 lat) wprawili miejscowych w rozpacz. – Jednym ruchem uciszyłem całą Maracanę – mówił po latach drugi ze strzelców, dodając, że udało się to tylko Janowi Pawłowi II i Frankowi Sinatrze.

Płacz i samobójstwa

Brazylia płakała, odnotowano kilkanaście samobójstw, a 16 lipca 1950 roku stała się datą „Maracanazo”, czyli największego blamażu w historii tamtejszej piłki (Canarinhos np. nigdy już nie zagrali w białych koszulkach). Kto wie, czy półfinałowe 1:7 z Niemcami, sprzed kilku dni, nie przebije jednak tamtej historii... I nie będzie nowym brazylijskim koszmarem.

CZYTAJ TAKŻE: Goleador z Kolumbii, starcie Messi-Neymar, superWebb – największe oczarowania mundialu

17-latek zadziwił świat

Ale Brazylia doczekała się w końcu pierwszego tytułu, choć musiało minąć całe osiem lat. Wszystko działo się w Szwecji. Do dziś Brazylijczycy są jedynym zespołem spoza Europy, któremu udało się wywalczyć mistrzostwo na Starym Kontynencie. I do dziś jest to jedyny taki przypadek.

W finale, rozegranym 29 czerwca 1958 roku na słynnej Rasundzie, na przedmieściach Sztokholmu, zawodnicy z Ameryki Południowej pokonali 5:2 gospodarzy, choć to Szwedzi pierwsi zdobyli bramkę. Świat zachwycił się wówczas 17-letnim zawodnikiem Canarinhos, który szybko miał stać się najlepszym graczem globu. Mowa o Edsonie Arantesie do Nascimento, czyli słynnym Pele. Ten zakończył czempionat z sześcioma trafieniami, z czego dwa zaliczył w wielkim finale.



Co ciekawe Pele, zaczął zmagania na ławce rezerwowych, a gole zdobywał dopiero w fazie pucharowej mistrzostw. Do historii przeszedł wcześniej mecz Canarinhos z Anglikami. To wtedy pierwszy raz podczas mundiali nie padły gole i skończyło się remisem 0:0. A Pele potem jeszcze dwukrotnie cieszył się z mundialowego triumfu, w 1962 i 1970 roku.

Złota Nike na własność

W tym ostatnim przypadku również cieszył się z gola w finale. 21 czerwca na meksykańskim Stadionie Azteków Canarinhos pokonali 4:1 Włochów. Tego dnia po raz ostatni kapitan mistrzów świata wzniósł Złotą Nike, czyli mistrzowskie trofeum. Statuetkę podarowano Brazylii na stałe za trzeci triumf.

Co z Ronaldo?

A z finałów, z udziałem Brazylijczyków, warto jeszcze wspomnieć ten z 1998 roku, gdy mundial zawitał do Francji. 12 lipca na podparyskim Stade de France, naprzeciw Canarinhos stanęli gospodarze. Faworytami byli Brazylijczycy, z wielkim Ronaldo w składzie – uznawanym wówczas za najlepszego zawodnika świata. Ale piłkarz był w finale cieniem samego siebie... Potem okazało się, że w tym meczu w ogóle nie powinien zagrać. Tuż przed pierwszym gwizdkiem przeszedł bowiem atak konwulsji, prawdopodobnie na tle nerwowym. Ronaldo miał jednak poprosić trenera, aby wystawił go do składu. To był błąd.

Wieczór w Saint-Denis miał swojego bohatera. Mowa o Zinadinie Zidanie. Francuz zdobył głową dwie bramki i sprawił, że Pola Elizejskie mogły zobaczyć jedną z największych francuskich radości w historii. Trzecią bramkę dorzucił Emmanuel Petit i pogrom 3:0 stał się faktem. Co ciekawe, dwa gole Zidana były jego jedynymi na tym turnieju, choć potem strzelał jeszcze bramki na MŚ. Dodajmy, że mecz sędziował Marokańczyk Said Belqola – pierwszy i jak dotąd jedyny arbiter z Afryki, który dostąpił tego zaszczytu.

CZYTAJ TAKŻE: 20 lat bez gola, wpadki mistrzów, nadzieje gospodarzy, czyli jak otwierano piłkarskie mundiale

Główka Zidane'a

Francuzi wystąpili potem jeszcze raz w finale. Tym razem w 2006 roku, podczas turnieju w Niemczech. I znów to Zidane był na ustach całego świata, choć z zupełnie innej przyczyny. Na Stadionie Olimpijskim w Berlinie 9 lipca Trójkolorowi zmierzyli się z Włochami. Spotkanie było bardzo zaciekłe i wyrównane. A oczy wszystkich skierowane były właśnie na Zidane’a, który był prawdziwym liderem drużyny, a jego gole wprowadziły Francuzów do meczu o złoto. I to właśnie Zidane strzelił z rzutu karnego gola, stając się tym samym dopiero czwartym zawodnikiem, po Brazylijczykach Vavie i Pele oraz Niemcu Paulu Breitnerze, który pokonywał bramkarza w dwóch finałach.

Ale to były miłe złego początki, a Francja tego wieczoru nie mogła po raz drugi fetować sukcesu. Zidane nie wytrzymał napięcia i w dogrywce uderzył głową Marco Materazziego, za co musiał opuścić boisko. To był jego ostatni mecz w kadrze. Francuzi bronili się w osłabieniu, a w serii rzutów karnych przegrali. Świat był zszokowany zachowaniem gwiazdy MŚ, ale po jakimś czasie na jaw wyszły jego przyczyny. Włoch w haniebny sposób obraził bliskich Zidane’a. Ten postanowił bronić ich czci. Dla wielu stał się bohaterem…
Przed finałem w Bernie (fot. YouTube)
Cud w Bernie

W naszym zestawieniu warto jeszcze przypomnieć trzy finały z udziałem reprezentacji Niemiec. Pierwszy miał miejsce w 1954, podczas turnieju w Szwajcarii. Niemcy nie jechali tam jako faworyci, choć kolejne wygrane rozbudziły nadzieje podnoszącego się ze zniszczeń wojennych kraju. W finale, 4 lipca na Wankdorfstadionie w Bernie mieli być jednak chłopcami do bicia. Puchar był bowiem zarezerwowany dla złotej węgierskiej jedenastki, która wcześniej nie przegrała od 1950 roku 32 kolejnych spotkań. Do tego w fazie grupowej rozbiła reprezentację RFN aż 8:3. I podobnie miało być w wielkim finale.

Spotkanie toczono w strugach ulewnego deszczu. I na początku wszystko szło zgodnie z planem. Po ośmiu minutach 2:0 prowadzili Węgrzy i wydawało się, że jest po meczu. Ale chwilę później gola kontaktowego strzelili Niemcy i niemożliwe stało się możliwe. Bohaterem zachodnich Niemiec został Helmud Rahn, zwany pieszczotliwie „Buldożerem”, z uwagi na pokaźną posturę. Najpierw trafił do bramki na 2:2, a w końcówce meczu dał swojej drużynie niespodziewane zwycięstwo, które przeszło do annałów jako „Cud w Bernie”.

Potem mówiło się, że Niemcom pomogły specjalne buty adidasa, przygotowane specjalnie dla nich. Pojawiły się też plotki o nielegalnym wspomaganiu niemieckich zawodników, ale nic nikomu nie udowodniono. Pierwszy tytuł mistrzowski pojechał za Odrę.

CZYTAJ TAKŻE: 40 lat temu zaczęliśmy marsz po medal mundialu w RFN; Polaków podziwiał cały świat

Nowe trofeum

Na kolejny tytuł Niemcy czekali do 1974 roku, gdy mundial rozegrano na niemieckich stadionach. Gospodarze doszli do finału, choć po drodze nie było łatwo, a decydujący o awansie mecz „na wodzie” z Polską do dziś budzi wiele emocji. Wielu ekspertów uważa, że gdyby nie mokra nawierzchnia, biało-czerwoni pokonaliby rywali i to oni wystąpiliby w Monachium.

Ale los chciał inaczej i 7 lipca na Stadion Olimpijski wyszli piłkarze Niemiec i Holandii. Naprzeciw siebie stanęły dwie wielkie gwiazdy ówczesnego futbolu: Franz Beckenbauer i Johan Cruyff. I choć Holendrzy objęli prowadzenie już w 2. minucie po golu Johana Neeskensa z rzutu karnego, to ostatecznie górą byli gospodarze. A decydującą bramkę zdobył słynny snajper Gerd Muller. A potem Beckenbauer, jako pierwszy kapitan w historii, mógł wznieść Puchar Świata, który zastąpił Złotą Nike.

Gol widmo

Ale Niemcy nie zawsze wygrywali. W 1966 roku, gdy 30 lipca finał rozegrano na londyńskim Wembley, z triumfu cieszyli się Anglicy. Kto wie, czy nie byłoby inaczej, gdyby nie radziecki sędzia liniowy Tofik Bachramow. Gdy przy stanie 2:2 Anglik Geoffrey Hurst strzelił na bramkę, piłka zatańczyła na poprzeczce, potem odbiła się od murawy i wyszła w pole. Do dziś nie bardzo wiadomo, czy był gol, czy nie. Według Bachramowa, tak. Dzięki jego decyzji, którą uznał główny arbiter, Anglia wyszła na prowadzenie i wygrała 4:2. To do dziś jej jedyny triumf.

CZYTAJ TAKŻE: Karne z powietrza, bramki widmo, dziwne kartki, czyli o sędziowaniu na mundialach

Z odległej przeszłości warto jeszcze wspomnieć pierwszy triumf Argentyny, na drodze której w 1978 roku stanęli Holendrzy. Do wygranej gospodarzy turnieju doprowadził Mario Kempes, złote dziecko tamtejszej piłki. Argentyńczyk z sześcioma golami został najmłodszym samodzielnym królem strzelców MŚ, choć trafiał tylko w trzech meczach, m.in. z Polską. Dwukrotnie cieszył się z goli również 25 czerwca na Estadio Monumental w Buenos Aires, podczas wielkiego finału. Holandia długo przegrywała wtedy 0:1, ale w końcówce wyrównała i powinna zdobyć decydującą bramkę. Tuż przed ostatnim gwizdkiem Oranje trafili jednak tylko w słupek, a w dogrywce orkiestra, dyrygowana przez Kempesa, nie dała już sobie wydrzeć wygranej. Czy teraz w jego ślady pójdzie Leo Messi?
Polacy dobrze pamiętają też zapewne finał MŚ 1990 we Włoszech. Wówczas na rzymskim Stadio Olimpico spotkały się zespoły Niemiec i Argentyny. Mecz nie porwał tłumów, a legendarny komentator TVP Dariusz Szpakowski określa go często mianem tego najgorszego, jaki widział z bliska. Niemcy wygrali 1:0 po golu Andreasa Brehme z rzutu karnego na kilka minut przed końcem.

Dlaczego to akurat Polacy ten mecz mają pamiętać? Bo był w nim polski akcent: asystentem sędziego głównego, Meksykanina Edgardo Codesala, był na linii Michał Listkiewicz. Nasz arbiter ustanowił rekord, bo sędziował we Włoszech aż 8 meczów, w tym ten otwarcia. Legenda głosi, że przyszły prezes PZPN został wyznaczony na finał, bo przed turniejem... załatwił sędziom audiencję u Jana Pawła II. Przyziemna prawda jest zaś taka, że Listkiewicz wybitnym arbitrem był. I pojechał też na kolejny mundial, w przeciwieństwie do Codesala, który po finale zakończył karierę.

– Piotr Wilczarek
Zdjęcie główne: Zinedine Zidane z pucharem w 1998 roku (fot. arch. PAP/Picture-alliance /Achim Scheidemann )
Zobacz więcej
Po godzinach wydanie 17.11.2017 – 24.11.2017
„To była zabawa w śmierć i życie”. Od ćpuna po mistrza świata
Historię Jerzego Górskiego opowiada film „Najlepszy” oraz książka o tym samym tytule.
Po godzinach wydanie 17.11.2017 – 24.11.2017
„Geniusz kreatywności”. Polka obok gwiazd kina, muzyki i mody
Jej prace można podziwiać w muzeach w Paryżu, Nowym Jorku czy Londynie.
Po godzinach wydanie 10.11.2017 – 17.11.2017
Zsyłka, ucieczka i samobójstwo. Tragiczne losy brata Piłsudskiego
Bronisław Piłsudski na Dalekim Wschodzie uważany jest za bohatera narodowego.
Po godzinach wydanie 10.11.2017 – 17.11.2017
„Choćby z diabłem, byle do wolnej Polski”. Pierwszy Ułan II RP
Gen. Bolesław Wieniawa-Długoszowski skupia w sobie losy II RP.
Po godzinach wydanie 3.11.2017 – 10.11.2017
Kobiety – niewolnice, karły – rekwizyty. Szokujący„złoty wiek”
Służba była formą organizacji życia w tej epoce. Każdy kiedyś był sługą, nawet królewski syn.