Kultura

Morze wódki, frankfurterki i tańce na stole – tak bawiło się Opole

Trema, wielkie przeboje, a potem imprezy do białego rana. życie towarzyskie gwiazd kwitło.

– Każdy festiwal to mnóstwo wspomnień, czasem śmiesznych, a czasem bardzo nerwowych sytuacji – mówi Maria Szabłowska, dziennikarka muzyczna radiowej Jedynki, która na niejednym festiwalu w Opolu była i wiele widziała.

Jeżeli komuś wydaje się, że konkurencja między artystami to zjawisko dosyć nowe i niespotykane na początku istnienia opolskiego festiwalu jest w błędzie.

– Konkurencja między artystami już od początku istnienia festiwalu była silna. Gdy Maryla Rodowicz zaczynała być popularną i rozpoznawaną przez publiczność gwiazdą, ktoś co chwila robił jej żarty. Pamiętam, że pewnego razu ktoś zadzwonił, że jej mama jest chora. Maryla w popłochu biegła, żeby zadzwonić do domu i dowiedzieć się co się stało, a trzeba pamiętać o tym, że łączność międzymiastowa w tamtych czasach była utrudniona. Oczywiście okazało się, że mama była zdrowa, a ktoś rozsiał plotkę, by pozbyć się konkurencji. Innym razem ktoś Maryli schował nuty. Takie rzeczy się zdarzały, ale najwięcej działo się nie na scenie, ale po występach na bankietach – wspomina Szabłowska.
Lucjan Kydryński, konferansjer wielu festiwali w Opolu (fot. TVP)
Biesiada na dworcu

Podczas pierwszych edycji festiwalu gwiazdy mieszkały nie tylko w jedynym w tamtych czasach hotelu, czyli hotelu Opole, ale również na kwaterach prywatnych u mieszkańców stolicy polskiej piosenki. Pofestiwalowe bankiety odbywały się głównie w restauracji „Pająk”, która znajdowała się u zbiegu ulic Osmańczyka i Książąt Opolskich. To właśnie w niej zbierali się występujący na opolskiej scenie i biesiadowali do wczesnego rana. Potem zazwyczaj impreza przenosiła się na opolski dworzec.

– Każdy bawił się nie tylko na estradzie, ale i podczas nocnego życia, które koncentrowało się dość śmiesznie, bo na dworcu. Gdy zamykano około godz. 2 „Pająka”, to jedynym lokalem, w którym wówczas jeszcze serwowano alkohol, był dworzec główny, położony zresztą blisko hotelu. Tam się przychodziło i na piwo, i na jajecznicę – wspominał w jednym z wywiadów Lucjan Kydryński, dziennikarz muzyczny i konferansjer niejednego z festiwali.
Kolacja na śniadanie

Maryla Rodowicz niejednokrotnie wspominała wspólne śpiewy w „Pająku” i pyszne parówki na śniadanie. – W miarę upływu nocy stoliki się łączyło, zawsze ktoś grał na pianinie stojącym w kącie, reszta śpiewała, i tak na ogół do rana. A od południa wszyscy umyci i trzeźwi rąbaliśmy pyszne frankfurterki [...] i smażyliśmy się w czerwcowym słońcu, słuchając niekończących się prób – wspominała po latach Maryla Rodowicz.

A Zbigniew Wodecki przyznaje, że to właśnie w „Pająku” alkohol lał się strumieniami. – Niejednokrotnie na tych bankietach płynęło morze wódki. Byliśmy bardzo blisko siebie, wszyscy się znaliśmy, czekaliśmy na to, żeby się spotkać. Ktoś dostał jakąś nagrodę, ktoś jej nie dostał, więc było co opijać i w czym topić smutki. Żyliśmy w jednych okopach jak to się mówi. Następnego dnia jadło się bardzo późną kolację, czyli śniadanie ok. 12 i szło się na próby – opowiada.
Hotel Opole miejsce wielu pofestiwalowych imprez (fot PAP/K. Świderski)
Opole jest nie do zdarcia

O tym, jak mocno zakrapiane były imprezy w „Pająku" może świadczyć anegdota opowiadana przez Wojciecha Młynarskiego. W czasie jednej z imprez wyszedł, a raczej wytoczył się dziennikarz Jerzy Falkowski. Otworzył pierwsze drzwi, jakie napotkał, ale pech chciał, że były to drzwi od stojącego przed restauracją samochodu-chłodni. Zimno go nie odstraszyło, wszedł do środka i uciął sobie drzemkę. Gdy uwalniano go po paru godzinach, powiedział jedynie zachrypniętym głosem: „Opole jest nie do zdarcia”.

Młodsze pokolenie opolskich artystów z łezką w oku wspomina natomiast dawny hotel Opole. – To tam odbywały się pofestiwalowe imprezy, tańce do białego rana i pełna integracja – śmieje się Grzegorz Skawiński.

Dziś pofestiwalowe imprezy, jak przyznają artyści, trwają krócej i często w bardziej zamkniętym gronie. – To prawda, że nie imprezuje się już tak jak dawniej. Większość z nas mieszkała zazwyczaj w hotelu Opole, po koncertach siedziała, plotkowała, piła winko. A dziś na wszelki wypadek zabieram ze sobą zawsze piersiówkę z wyrobem alkoholowym mojego brata, czyli „Wódką Witka”. Koledzy dobrze ją znają – śmieje się Alicja Majewska.
Zdjęcie główne: Maria Szabłowska rozmawia ze Stanem Borysem (fot.TVP)
Zobacz więcej
Kultura Najnowsze wydanie
Pycha modnego kaznodziei. Zakład z Panem Bogiem
Znany rekolekcjonista, teolog i autor błyskotliwych artykułów dotyczących wiary, pełniący rolę autorytetu dla „wykształconych z dużych miast”.
Kultura Najnowsze wydanie
Gwiazda antysystemowców
Zniszczyła swoje wczesne prace, bo uznała je za mało oryginalne. Wściekła się też, gdy Édouard Manet „poprawił” jeden z jej obrazów.
Kultura Poprzednie wydanie
Z lasu i z chóru. Z kościoła i z Koryntu. Ludzkim głosem
Na festiwalu zostanie zaprezentowana twórczość wybitnego polskiego kompozytora, o którym nie wiadomo… nic. Oprócz tego, że miał związki z Łowiczem.
Kultura Poprzednie wydanie
Zwęglone truchła, ludzkie wylinki, matka ucięta w połowie
Hitchcock byłby z artystki dumny: na początku jest trzęsienie ziemi, potem napięcie wciąż rośnie.
Kultura wydanie 16.08.2019 – 23.08.2019
Jak ukraińska „Zniewolona” budzi romantyczną duszę Polaków
Kopciuszek w wydaniu zza wschodniej granicy. Na czym polega fenomen serialu?