Wywiady

Pokochałem ojca miłością 51-latka

W miarę, jak dowiadywałem się coraz więcej o ojcu, spłynęła na mnie łaska przebaczenia, a potem łaska miłości, takiej dojrzałej, mocnej i głębokiej do mojego ojca – mówi muzyk Kazik Staszewski. I dodaje: Nie mogę wchodzić w motywy postępowania i wybory życiowe kogoś, kto w wieku 19 lat znalazł się w piekle na ziemi, w obozie koncentracyjnym w Mauthausen. Nie wiem, jakbym postępował na jego miejscu.

Właśnie ukazała się książka pt. „Tata mimo woli”, którą Kazik razem z Jarosławem Dusiem napisał o swoim ojcu, Stanisławie Staszewskim.

W 1993 r. pojawił się film dokumentalny Jerzego Zalewskiego pt. „Tata Kazika”. W tym samym roku ukazał się album Kultu pod tym samym tytułem z piosenkami twojego taty, Stanisława Staszewskiego. Od tamtego czasu minęło 20 lat. Dlaczego teraz postanowiłeś wydać biografię taty?

Kazik Staszewski : Teraz to był już ostatni dzwonek na pisanie tej biografii. Z Jarkiem Dusiem powinniśmy spotkać się co najmniej 10 lat temu, wtedy żyło więcej ludzi, którzy znali mojego tatę. Biografię napisaliśmy razem z Jarkiem i, można tak powiedzieć, z moim tatą, są tam przecież jego teksty, listy. Kiedyś wydawało mi się, że film jest dziełem skończony, kompendium wiedzy na temat mojego taty. Teraz już wiem, że pokazywał tylko jedną jego twarz, bon vivanta, barda, króla życia i, z czym się już zupełnie nie zgadzam, skloszardowanego emigranta.

Jaki więc był Stanisław Staszewski?

Osobowość mojego taty była, jak się przekonałem, bogata i złożona. Śpiewał, komponował, był architektem, publikował m.in. w „Przeglądzie Kulturalnym”, występował w cenionym programie telewizyjnym „Pegaz”. Był dosyć nietypowym ojcem, ojcem mimo woli, który potem, gdy już się pojawiłem na świecie, starał się radzić sobie z tą rolą na różne sposoby, choć nie zawsze miał odpowiedni warsztat, żeby mu to wychodziło. Różnie było też w jego małżeństwie. On miał z mamą ciężko, a mama miała ciężko z nim. Był to związek moim zdaniem toksyczny, ale pełen miłości. Ze strony mamy nigdy złego słowa na tatę nie słyszałem.

Był ojcem mimo woli, który, gdy już się pojawiłem na świecie, starał się radzić sobie z tą rolą na różne sposoby.

Kazik Staszewski z ojcem, Stanisławem Staszewskim (fot. z okładki książki „Tata mimo woli”)
Dowiedziałeś się czegoś nowego o swojej rodzinie?

Jarek dotarł do wielu tekstów źródłowych, które pokazują, skąd pochodziła rodzina ojca, Staszewscy. Cały czas byłem przekonany, że z Pabianic, okazuje się jednak, że z okolic Wielunia. Jesteśmy więc z Jarkiem ziomalami. Nowy dla mnie jest cały wątek życia uczuciowego i erotycznego taty na emigracji. I jeszcze jedna, bardzo ważna sprawa. Moja mama w końcu zaczęła mówić o tacie. Do tej pory zatrzymywała się na poziomie dykteryjek i anegdotek. Ani kroku dalej. Teraz, podczas pisania biografii taty, miałem okazję, więc wziąłem ją na taką prywatną „grupę otwarcia”. Była to bardzo dramatyczna rozmowa, pełna łez i wzruszeń. Cieszę się, że ta książka zadziałała terapeutycznie.

Jarosław Duś : Na mnie największe wrażenie zrobiły niepoukładane relacje rodzinne Staszka Staszewskiego, z mamą Kazika, z synem. On dał się wypchnąć poza nawias rodziny. Uciekał w świat rozrywki i w ramiona innych kobiet. Na skutek pewnych tarć wewnętrznych nie potrafił sprostać oczekiwaniom żony i teściowej. Wiele o tym można się dowiedzieć z listów, które z emigracji pisał do bliskich w Warszawie – do siostry, brata, ojca. Widać w nich miłość do syna. Tęsknotę za nim próbował rekompensować podarunkami, przysyłał dużo prezentów. To mnie zaskoczyło. Przystępując do pracy miałem przed oczami film Jerzego Zalewskiego, który – jak się przekonałem – wypaczył postać Staszka Staszewskiego.

Jak się zmieniał twój stosunek do taty przez lata?

Kazik Staszewski: Miałem cztery lata, gdy tata wyjechał. Mam wrażenie, że jak na czterolatka zaskakująco dobrze go pamiętam, spacery z nim po placu Teatralnym, sesje zdjęciowe. Tata miał aparat lustrzankę, podobało mi się, że tam się patrzyło w lusterko.

Jeździliśmy samochodem skoda octavia. Mama mi opowiadała, że auto tata wziął na kredyt, a rata to była cała jego miesięczna pensja. Nie przejmował się tym, mówił, że skoro mamy samochód, to możemy nie mieć butów, bo będziemy jeździć. Był kompletnie niezorganizowany, jeśli chodzi o sprawy finansowe. Jak miał, to wydawał – na siebie, na innych, rzadziej na rodzinę. Nie wychowywałem się w tzw. normalnej rodzinie, ale nie widziałem w tym nic dziwnego. Po prostu to była moja rodzina.

Miałem trzy lata, jak mama wyjechała do pracy do Kanady, zostałem z babcią i dochodzącym ojcem. Potem wyjechał tata, więc byłem z mamą i babcią. Taka sytuacja była dla mnie komfortowa, nie znałem innej. Od ojca z zagranicy dostawałem prezenty – gumy do żucia, komiksy, farby. Raz nawet dostałem miniflippera. Teraz można go kupić w każdym sklepie z zabawkami, kiedyś to była rzadkość.

Śmierć taty w 1973 r. też mnie jakoś specjalnie nie zmartwiła, nie było go przecież przy mnie na stałe. Byliśmy u niego dwa tygodnie w Paryżu w 1971 r. Potem się dowiedziałem, że to była próba scalenia naszej rodziny. Mieliśmy pojechać do ojca w 1972 r., ale mama nie dostała paszportu. W następnym roku tata umarł.

Tata wziął auto na kredyt, rata to była cała jego pensja. Nie przejmował się tym, mówił, że skoro mamy samochód, to możemy nie mieć butów.

Pokochałem ojca milością 51-latka
Trochę na pogrzebie się popłakałem, ale już stypa była bardzo wesoła. Rozpakowałem prezenty. Bez taty życie toczyło się normalnie, tylko paczki nie przychodziły. Właściwie był mi obojętny. Pierwsze oznaki mojego negatywnego nastawienia do niego pojawiły się w latach 80., kiedy do mnie dotarło, z różnych źródeł, że nie chciał, żebym się pojawił na świecie. A potem nas opuścił.

Nie pytałeś mamy ani babci, jak to było z twoim ojcem?

Ani mama, ani babcia nie wyjaśniały mi, co się działo w rodzinie, nic nie mówiły o tacie. Czułem, że historia jest niejasna, ale byłem delikatnym młodzieńcem, nie zadawałem więc niewygodnych pytań. Miałem jednak do ojca cały czas pretensje. Wiedziałem, że jakieś piosenki tworzył, że śpiewał. Ale było to poza sferą moich zainteresowań, siedziałem w innej estetyce. Taki mądry przestałem być na początku lat dziewięćdziesiątych. Sprawiło to spotkanie z Jerzym Zalewskim. Powoli zacząłem się czegoś dowiadywać o ojcu. Dotarłem do jego listów emigracyjnych. Wiele jego decyzji, wyborów, które podejmował, które wcześniej potępiałem, nabierało dla mnie sensu.

Postanowiłem, że nie będę taki jak on, działałem w kontrze. Starałem się zachowywać inaczej, niż jak sobie wyobrażałem, zachowałby się tata. Wcześnie miałem ciężarną żonę, rodzinę. 20 lat to absolutne szczawiostwo. Dla mnie było jednak od razu jasne, że będziemy ze sobą razem, będziemy rodziną. To były czasy schyłkowej komuny, szło jakoś przepękać bez pieniędzy. Pomagali rodzice. Dzięki zapobiegliwości mojej mamy mieliśmy małą kawalerkę.

Poznawałem ojca przez lata. Aż po dziś, gdy z Jarkiem przewertowaliśmy setki dokumentów. Rozmowy z mamą, wywiady, które przeprowadził Jarek sprawiły, że dopiero teraz ojca pokochałem. Taką dojrzałą miłością 51-latka, bo wcześniej kochałem go niedojrzale. Jestem Jarkowi bardzo wdzięczny, że mi to umożliwił. Pewne wrota się otworzyły, a gdyby nie on, ja sam bym się za to nie zabrał.

Ze zrozumieniem i miłością do ojca przyszło przebaczenie?

Przebaczenie przyszło wcześniej, przy filmie z 1993 r. Już wtedy dotarłem do listów, gdzie były opisane straszne rzeczy, które ojciec przeżył w obozie koncentracyjnym w Mauthausen. Moją największą traumą było trochę sportowe obicie przez zomowców 3 maja 1982 r. Potem trochę postraszyło mnie UB. Zrozumiałem, że nie mogę wchodzić w motywy postępowania i wybory człowieka, który w wieku 19 lat znalazł się w piekle na ziemi. Nie mam pojęcia, jakbym postępował na jego miejscu. Gdy to zrozumiałem, spłynęła na mnie najpierw łaska przebaczenia, a potem – miłości.

Staszek Staszewski był takim donosicielem, jakim był człowiekiem, czyli mocno niepoukładanym, niezorganizowanym.

Kazik na koncercie (fot. TVP)
W kontekście biografii „Tata mimo woli” dużo się mówi o tym, że Stanisław Staszewski współpracował z Urzędem Bezpieczeństwa w latach 50. Nie boisz się, że ta sensacja „przykryje” książkę?

Informacja z IPN, że coś jest na rzeczy, zaskoczyła mnie. Zbiegło się to z czasem pracy nad książką „Tata mimo woli”. Dopiero po trzech tygodniach mogłem zobaczyć dokumenty. Teraz z całą otwartością mogę powiedzieć, że nie boję się, że informacja o tym, że tata przez krótki czas, w latach 1953-1954, współpracował ze służbami specjalnymi, zdominuje naszą książkę, że tylko o tym się będzie mówiło. Na początku lat 50. XX w. tata deklarował się jako komunista i pociągała go „władcza twarz Lenina”, jak sam pisał. Zachowały się skargi oficera prowadzącego na mojego tatę. Staszek Staszewski był takim donosicielem, jakim był człowiekiem, czyli mocno niepoukładanym, niezorganizowanym. Nie przychodził na spotkania operacyjne, a jak już był, to z pustymi rękami. Donosy, które napisał, były absolutnie niegroźne. Mogę się założyć, że informacje, które ojciec raportował do bezpieki, musiały być temu urzędowi znane – jest w nich np. o komentarzach dotyczących podwyżki cen cukru lub procesu biskupa Kaczmarka. Jarek ma bardziej radykalną teorię na temat donosów, które pisał tata.

Jarosław Duś : Moim zdaniem to był człowiek, który miał pasję robienia ludzi w konia. Jak się czyta te donosy, to jest w nich rys kabaretowy. Są w nich truizmy, np. opisy pogody, rzeczy, które były oczywistą oczywistością. Trudno przypuszczać, że mógł komuś zaszkodzić.

Stanisław Staszewski wręcz wprowadzał organa bezpieczeństwa w błąd. Sprawiał wrażenie, jakby chciał pomóc bezpiece, ale de facto nikomu nie robił krzywdy. Najbardziej soczyste donosy, które wskazują na brak zawinienia, publikujemy w naszej książce. Ten krótki epizod w 48-letnim życiu Staszewskiego nie powinien „przykryć” książki. Zwłaszcza, że są w niej rzeczy bardzo ciekawe, np. jego nigdzie do tej pory nie opublikowane wiersze. Uważam, że to głęboka poezja z najwyższej półki, taka jak wiersze Rafała Wojaczka czy Andrzeja Bursy.

Kazik Staszewski: Decydując się na takie globalne odkrycie kart, miałem przed oczami obraz Adama Mickiewicza zachachmęcony przez jego syna w sposób modelowy. Mickiewicz był współpracownikiem carskiej ochrany. Syn jego życiorys poplątał tak, że nie wiadomo, jakim wieszcz był człowiekiem.

Nawiązując do tego, co powiedział Jarek o poezji taty: zgadzam się z nim, uważam, że tata był jednym z największych polskich poetów XX w. Myślę, że są osoby, które chciałyby poznać całą prawdę o nim. W naszej książce nie ma żadnych ocen. Osąd pozostawiamy czytelnikom, a żeby był on jak najbardziej wyważony, musieliśmy zebrać bardzo dużo materiału.

W notatkach służbowych milicji z Płocka jest napisane, że Stanisław Staszewski był zaklasyfikowany jako wróg ustroju i deprawator młodzieży.

Moja rodzina była nietypowa
Jarosław Duś : Faktycznie czytelnik ma być sądem, podsądnym jest pan Stanisław Staszewski. Ta biografia jest bardzo sucho napisana. Tak jak powiedział Kazik, czytelnik nie ma narzuconej wizji postaci.

Rzeczywiście, w trakcie czytania pojawia się kilka pytań, na które trudno znaleźć w książce odpowiedź. Na przykład, czy Stanisław Staszewski był komunistą, czy nim nie był?

Kazik Staszewski: Na to pytanie odpowiada Andrzej Bonarski, kolega taty, a może nawet jego przyjaciel. On mówi, że był, ale nie za bardzo. Na pewno uległ fascynacji komunizmem tuż po wojnie, z czym się nie krył. Ale na ile to było poważne, a na ile kabaretowe, to kwestia osobnego przemyślenia.

Myślę, że 1956 r. przywitał z nadziejami, tak jak większość rodaków, lecz szybko zaczęły się rozczarowania, które przybrały obrót katastrofalny. Gdy tata był naczelnym architektem Płocka, zderzył się z betonem partyjnym. Były to poważne potyczki. W notatkach służbowych milicji z Płocka jest napisane, że Stanisław Staszewski był zaklasyfikowany jako wróg ustroju i deprawator młodzieży. Z tym wiązało się pozbawienie go środków do życia. Skutkiem była emigracja w 1967 r. Wyjazd był wyrazem długotrwałego rozczarowania ideą realnego socjalizmu, które narastało w tacie od połowy lat pięćdziesiątych.

Wydaje ci się, że jesteś podobny do ojca? Poznałeś go teraz całkiem dobrze.

Cała życie słyszałem, jaki to ja jestem do mamy podobny z wyglądu. Teraz coraz więcej osób zaczyna widzieć u mnie rysy taty. Myślę, że z tatą uzupełniamy się, tworzymy całość. Jak chińskie koło z jing i jang.

Na pewno łączy nas talent do pisania tekstów i muzyki. W mojej rodzinie nikt poza tatą nie miał uzdolnień muzycznych. Mam też po nim tendencję do ogólnego braku organizacji. Musiałem to jednak opanować, bo bardzo młodo założyłem rodzinę. To jest łaska boska, że tak się stało. Ani jeden, ani drugi syn nie byli zaplanowani, ale cudownie, że są. Żona razem ze mną wszystko organizowała. Oczywiście pojawiają się sytuacje konfliktowe, ale one są nieuniknione, poza tym zawsze tworzą nową jakość, pracują na kolejne doświadczenia bycia we dwoje.

Miałem gniazdo i musiałem do tego gniazda przynieść robaczki, żeby nakarmić pisklęta z rozdziawionymi dziobami. To było mi bardzo potrzebne, ponieważ dzielę z ojcem pewne tendencje menelizacyjne, o ile nie destrukcyjne. Z tym, że miałem imperatyw, że nie wolno mi się zatracać do końca, bo mam dla kogo żyć i są ludzie, którzy żyją dla mnie.
Muzyczny talent mam po ojcu
Kiedyś wydawało mi się, że jestem zupełnie inny niż ojciec, teraz zmieniam pogląd, widzę, że mam z nim wiele wspólnego. Mój starszy syn czytał listy dziadka, zna jego piosenki. Powiedział mi, że z ojcem łączy mnie lęk przed okropnościami tego świata. To jest bardzo dojmujące uczucie, potrafi mnie dopaść znienacka. Martwię się zarówno w skali makro, jak i w mikro. Tata też się martwił i chyba mi tę skłonność sprzedał w genach. Ale on miał o wiele więcej powodów do zmartwienia niż ja.

Jarosław Duś : Nie do końca się zgadzam z Kazikiem. Trochę kokietuje. Nie wierzę, że ma ciągoty menelskie czy autodestrukcyjne. Podczas pracy nad książką nie wytrzymywałem tempa i dyscypliny, które narzucił. Jest świetnie poukładany.

Ta pracowitość też łączy Kazika z ojcem. Z książki wynika, że Stanisław Staszewski pracował dużo i był pedantem.

Kazik Staszewski: Jedno drugiemu nie przeczy.

Jarosław Duś: Staszek Staszewski to był człowiek wielkich sprzeczności, co świetnie w oddał swoich utworach, Pisał np. „nie dorosłem do swych lat”. Bywał bezkompromisowy, nie liczył się z konsekwencjami.

Płyty „Tata Kazika” i „Tata Kazika 2” były bardzo ważne w twojej karierze. Piosenki stały się przebojami. Duża część ludzi jest jednak przekonana, że „Celina” albo „Baranek” to twoje piosenki. Nie przeszkadza ci to?

Kazik Staszewski: Ludzie są odporni na podstawowe informacje. Robiłem wiele projektów muzycznych. Na moich koncertach solowych domagają się np. piosenek Kultu. I odwrotnie. Powszechne jest przekonanie, że „Baranek” i „Celina” to tylko teksty mojego taty. A on pisał też muzykę.

Gdy zbieraliśmy z Jarkiem materiały do biografii, znaleźliśmy wiele wierszy taty, których istnienia nie byłem świadom. Zastanawiałem się, co z nimi zrobić. Zamieściliśmy je w książce. Jest wahanie, czy robić „Tatę Kazika 3”. Problem tkwi w tym, że trzeba by było stworzyć muzykę do tych tekstów. Trochę się boję, czy stać by nas było na taki prymitywizm na granicy geniuszu, żeby to zrobić. Poza tym to łamałoby założenia pierwszej i drugiej płyty, jeśli mielibyśmy komponować muzykę.

Do książki „Tata mimo woli” dołączona jest płyta z piosenkami Staszka Staszewskiego w jego wykonaniu.

Pozbierałem to, co było na kasetach. 24 utwory, wszystkie, które były na płytach „Tata Kazika” i „Tata Kazika 2”.
Ojciec mimo woli
Jak się czujesz, kiedy słuchasz piosenek taty w cudzym wykonaniu? Podobało ci się, jak je śpiewał Jacek Kaczmarski?

Nie przepadam za jego interpretacjami. Oczywiście uznaję go za absolutnego giganta, jeśli chodzi o śpiewanie. Był wspaniały tekściarzem i muzykiem, ale piosenki taty śpiewał za dobrze.

Był pierwszy i chwała mu za to. W jego wykonaniu irytował mnie jednak natłok ozdobników, zbyt duży rozmach. To nie oddawało tej takiej skromności warsztatu kompozytorskiego i wokalnego taty. Z Kultem graliśmy jego piosenki w sześć osób, ale staraliśmy się, żeby środki wyrazu były oszczędne. Interpretacje Kaczmarskiego są rozbuchane, skrzą się, są pełne fajerwerków i to zaciera obraz kompozycji taty. Ktoś powiedział, że Staszek Staszewski nie umiał grać, nie umiał śpiewać, a całość była niezapomniana. Tak jak u Georgesa Brassensa.

Jestem szczęśliwy, że Kaczmarski grał piosenki taty, ale kaseta z nimi, a potem płyta „Bankiet”, przepadły. Okazało się, że to mnie dane było ukazać twórczość ojca szerokiej publiczności i myślę, że może gdzieś tam zza grobu cieszy się, że ja jestem korbą do wyciskania pieniędzy z jego twórczości.

Zdarzają się też pojedyncze wykonania. Piosenki taty śpiewały Elektryczne Gitary, Kuba Sienkiewicz w solowych wykonaniach. Był też koncert na festiwalu we Wrocławiu, gdzie kwiat polskiego aktorstwa z różnym skutkiem wziął się za piosenki taty. Popełniłem wtedy błąd i nie zastrzegłem sobie, że nie wolno zmieniać kompozycji. Dla reżysera i dyrygenta widocznie były to zbyt proste rzeczy i zaczęli grzebać w harmonii i melodii. Zmasakrowali przez to parę piosenek.

Mam różne przemyślenia na temat grania piosenek ojca i duży sentyment do jego oryginalnych wykonań. Ale muszę nieskromnie powiedzieć, że ja zrobiłem to najlepiej.

Jesteś mistrzem coverów. Coverowałeś świetnie m.in. Kurta Weilla i mojego ulubionego Toma Waitsa, od którego dostałeś specjalne pozwolenie na to.

To była dość skomplikowana procedura. Teksty tłumaczył, a właściwie stworzył na bazie oryginałów swoje, Romek Kołakowski. Polskie wersje trzeba było potem przetłumaczyć znowu na angielski i wysłać Waitsowi. Dostaliśmy jego aprobatę. Nie wiem, jak teraz sprawa wygląda, ale byłem jedynym wykonawcą, któremu Tom Waits dał zgodę na śpiewanie jego piosenki z przetłumaczonymi tekstami.

Kazik Staszewski (ur. 12 marca 1963 w Warszawie)) – muzyk, wokalista, saksofonista, autor tekstów i aranżer. Jest członkiem zespołów Kult, KNŻ i El Dupa. Prowadzi również działalność solową.

Stanisław Staszewski – urodzony 18 grudnia 1925 w Pabianicach, zmarł 22 stycznia 1973 we Francji – architekt, poeta i bard, ojciec Kazika Staszewskiego. Autor kultowych piosenek, m.in. Celiny i Baranka, znanych z interpretacji Kultu i Jacka Kaczmarskiego.
Zdjęcie główne: Kazik Staszewski
Zobacz więcej
Wywiady wydanie 13.10.2017 – 20.10.2017
„Powinniśmy powiedzieć Merkel: Masz tu rachunek, płać!”
Jonny Daniels, prezes fundacji From the Depths, O SWOIM zaangażowaniu w polsko-żydowski dialog.
Wywiady wydanie 28.07.2017 – 4.08.2017
„Kobiety w Indiach są niezależne. I traktowane z szacunkiem”
Tak twierdzi najpiękniejsza kobieta świata Srinidhi Shetty, czyli Miss Supranational 2016.
Wywiady wydanie 28.07.2017 – 4.08.2017
Małgosia uratowała mi życie. Dzięki niej wyszedłem z nałogu
– Mam polski paszport i jestem z niego bardzo dumny – mówi amerykański gwiazdor Stacey Keach.
Wywiady wydanie 28.07.2017 – 4.08.2017
Definitely women in India are independent
Srinidhi Shetty, Miss Supranational 2016, for tvp.info
Wywiady wydanie 14.07.2017 – 21.07.2017
Eli Zolkos: Gross niszczy przyjaźń między Żydami a Polakami
„Żydzi, którzy angażują się w ruchy LGBT, przyjmują liberalny styl życia, odchodzą od judaizmu”.