Po godzinach

Mówił: życie jest dla mnie marihuaną. Waldka Milewicza nie ma z nami już 10 lat

– Bałem się nie raz, ale bardziej po fakcie niż w trakcie rozgrywającego się dramatu. Wtedy najlepiej wyłączyć wyobraźnię. Strach paraliżuje – mówił w jednym z wywiadów. Jechał tam, gdzie nikt nie chciał jechać - do Kosowa, Somalii, Pakistanu, Czeczenii, czy Iraku. W tym ostatnim stracił życie. Dziś mija 10 lat od śmierci korespondenta wojennego Waldemara Milewicza.

– Ludzie w przelotnych, zdawkowych rozmowach zadają mi zawsze dwa pytania. Pierwsze: „Czy się boję?”. Drugie: „Jak było?”. Już myślałem, by odpowiedź „Tak, boję się”, zawiesić na tabliczce na szyi. Na drugie pytanie wciąż nie znalazłem metody. Najczęściej rzucam: „Jak było? Fajnie było” – mówił w jednym z wywiadów.

Dziwny jest ten świat

Waldemar Milewicz pracę w Telewizji Polskiej, jako redaktor i dokumentalista, rozpoczął w redakcji Dziennika Telewizyjnego. Prowadził jego część zagraniczną. Następnie od 1988 był kierownikiem Redakcji Wymiany i Korespondentów Zagranicznych w Dyrekcji Programów Informacyjnych. W 1991 został publicystą Działu Zagranicznego Telewizyjnej Agencji Informacyjnej, a od 1992 pracował, jako publicysta w Dziale Zagranicznym redakcji „Wiadomości”.

Przygotowywał reportaże m.in. z Bośni, Czeczenii, Kosowa, Abchazji, Somalii, Pakistanu oraz Iraku. To właśnie dzięki nim zapisał się w pamięci widzów, jako korespondent wojenny. Przedstawiał je w programie „Dziwny jest ten świat”.

– Waldek w swoich reportażach zapoczątkował to, co dziś jest wszechobecne. Skupiał uwagę widza na emocjach. Dzisiaj to jest norma, co do której pojawiają się głosy, że tych emocji jest zbyt dużo, że mamy przesyt takich materiałów, ale wtedy tego w ogóle nie było. Materiały dziennikarskie, a zwłaszcza te z terenów konfliktów zbrojnych były wyprane z tej emocjonalnej warstwy, rzadko operowało się obrazem, który rzucał ludzi na kolana. Waldkowi udało się to zmienić, jego sposób narracji był podstawową siłą jego materiałów – mówi Piotr Górecki, redakcyjny kolega i przyjaciel Milewicza.
Waldemar Milewicz za swoją pracę otrzymał wiele nagród m.in. Telekamerę (fot. TVP)
Nie był ryzykantem

To właśnie za te pełne emocji reportaże Milewicz był nagradzany. Otrzymał tytuł Dziennikarza Roku, był laureatem Wiktora, Telekamery, czy nagrody Grand Press. – Ten, kto mówi, że się nie boi – kłamie albo jest wariatem – mówił, gdy w 1999 roku odbierał statuetkę Wiktora.

Jego znajomi i przyjaciele podkreślają, że Milewicz był profesjonalistą w każdym calu. Zawsze świetnie przygotowany do swoich wyjazdów, tego, co i jak robił. – Waldek nie był ryzykantem. Zanim gdzieś pojechał, wszystko dokładnie dokumentował. Nie podchodził do sprawy tak, że co będzie, to będzie, a ja jestem bohaterem i na pewno mi się po raz kolejny uda. To był rasowy dziennikarz z krwi i kości. Działał według planu, miał kontakty, które mogły go doprowadzić tam gdzie chciał, to, co robił było jego pasją – uważa dziennikarka TVP Danuta Holecka.

Telewizja w uznaniu jego zasług zaproponowała mu objęcie placówki zagranicznej w Brukseli. Robił wszystko, by uniknąć wyjazdu i nie zajmować się sprawami wejścia Polski do NATO oraz Unii Europejskiej. – Polegałoby to na szorowaniu korytarzy w siedzibach obu organizacji i wiszeniu u klamki urzędników. Nie jestem stworzony do takiej pracy – mówił. Przyznawał, że nie potrafi usiedzieć w miejscu i wciąż ciągnie go tam, gdzie dzieje się coś ważnego. Zapytany o to, czy próbował narkotyków odpowiadał: „Życie jest dla mnie marihuaną”.
Było tak, jak chciałem

– To był człowiek otwarty, wesoły. Mieliśmy z nim zawsze dużo śmiechu. Waldek często podejmował decyzje niezwykle ryzykowne. Nie chodzi o to, że one zagrażały życiu, bo były nieprzemyślane, ale ryzykowne w sensie, że coś mogło się nie udać, nie wypalić. Tak było, gdy doszło do przewrotu, który odsunął Miloszevicia od władzy. Waldek poleciał do Belgradu bez wizy, podobnie jak reszta dziennikarzy został zatrzymany na lotnisku. Mało prawdopodobne było, że przepuszczą ich dalej, że będą mogli cokolwiek zrobić, a tymczasem po kilku godzinach, wszystkich do Belgradu wpuszczono. Dziś mało kto by takie ryzyko wyjazdu w ogóle podjął – opowiada Piotr Górecki.

Gdy prowadziłam „Wiadomości”, po wydaniu potrafił przyjść i pogratulować, powiedzieć, że poprowadziłam je tak jak chciał żeby było.

Danuta Holecka bardzo dobrze pamięta swoje początki współpracy z Milewiczem. – Przyszłam do telewizji, jako młoda dziewczyna, podchodziłam do Waldka z dystansem, bo przecież był doświadczonym dziennikarzem. Nie miałam odwagi żeby, ot tak, podejść, zagadać. Pamiętam nasze spotkanie w sklepie na Ostrobramskiej w Warszawie. Powiedziałam mu wtedy „Dzień dobry”, a on podszedł i powiedział: „Danka, przestań się wygłupiać, cześć, Waldek jestem”. Potem się zaprzyjaźniliśmy, sekundował mi w moich sukcesach, awansach. Gdy prowadziłam „Wiadomości” po wydaniu potrafił przyjść i pogratulować, powiedzieć, że poprowadziłam je tak, jak chciał, żeby było – wspomina Holecka.
Milewicz i jego znak rozpoznawczy - skórzana kurtka (fot. TVP)
Magiczna skórzana kurtka

Operator Jerzy Ernst, który przez ostatnie półtora roku pracował z Milewiczem przy jego reportażach do programu „Dziwny jest ten świat” również podkreśla, że dziennikarz był niezwykle kontaktowym i dowcipnym człowiekiem. – Potrafił ze wszystkiego żartować, wkręcać kogoś. Obrócić w żart nawet bardzo poważne sprawy. A z drugiej strony bardzo kochał swój zawód. Uwielbiał podróżować, robił wszystko bardzo serio – wspomina.

Znakiem rozpoznawczym Milewicza była jego skórzana kurtka. – Tę kurtkę zaczął nosić w momencie, gdy zaczął wyjeżdżać w niebezpieczne miejsca. Była trochę takim jego talizmanem, który przynosił mu szczęście – opowiada Ernst. Milewicz nosił też zegarek z dwiema tarczami. Jeśli była na nich ta sama godzina, oznaczało to, że jest w Polsce.

Milewicz do programu „Dziwny jest ten świat” zrobił 44 reportaże, nad dziesięcioma z nich pracował właśnie z Jerzym Ernstem. – Zacząłem z nim pracować, bo chciał zmienić operatora. Koledzy, którzy jeździli z nim wcześniej, mieli już dosyć, wypalili się. Ten reportaż, który kręciliśmy w Iraku miał być naszym jedenastym. 6 maja przylecieliśmy do Bagdadu, a 7 maja zaczęliśmy pracę. Skręciłem 10, może 12 minut, o 9.30 Waldek i Mounir Bouamrane, montażysta, który z nami był, już nie żyli – wspomina tragiczne wydarzenia sprzed 10 lat Ernst.
Miał jakieś przeczucia

Samochód, którym jechali, został ostrzelany z broni maszynowej. – Tego dnia nie da się wymazać z pamięci. Waldek jakby miał jakieś przeczucia, bo zawołał mnie do swojego pokoju, stało tam takie duże radio wmontowane w szafę. Sięgnął pod nie ręką, wyjął kopertę z pieniędzmi i powiedział, że tu są. Kiedy jechaliśmy, nic nie wskazywało na to, że coś złego się wydarzy. Nikt nas nie obserwował. Siedziałem obok kierowcy i nagle usłyszałem strzały. Zaskoczyli nas. Napastnicy podjechali z tyłu, strzelali z odległości pięciu metrów. Nie mieliśmy szans. Waldek zginął od tych kul, które dostał w plecy. Cały czas miał otwarte oczy, mówiłem do niego, nie wiedziałem, że nie żyje. Dowiedziałem się tego dopiero w szpitalu, po operacji – opowiada Ernst.
Samochód, którym jechał Milewicz (fot. TVP)
O śmierci Milewicza widzów, jako pierwsza poinformowała właśnie Danuta Holecka. – Proszę mi wierzyć, że to nie było dla mnie wyzwanie dziennikarskie, ale coś, czego bym się w życiu nie spodziewała, ogromna osobista tragedia. Tego dnia nie miałam dyżuru, ale szefowa kazała mi przyjechać do redakcji. Podeszła i powiedziała, że Waldek chciałby, żebym to dla niego zrobiła, żebym powiedziała to widzom. Stwierdziłam, że nie dam rady, ale w końcu to zrobiłam, dla niego. Nawet dziś, gdy o tym mówię, kręci mi się łza w oku. Zginął mój przyjaciel, bliska mi osoba, z którą jeszcze dzień wcześniej rozmawiałam. Waldek cieszył się, że udało się pojechać, że nie boli go kręgosłup, bo przed wyjazdem miał z tym ogromne problemy. Kilka dni wcześniej wysłałam go do znajomego masażysty, który zresztą odradzał mu tę podróż. Pojechał do lekarza do Konstancina, dostał blokadę po to, żeby go nie bolało, po powrocie miał wziąć się za siebie – wspomina Holecka.

Kurtkę nosił od chwili gdy zaczął wyjeżdżać w niebezpieczne miejsca. Była takim jego talizmanem, który przynosił szczęście.

Cześć, Walduś

Wszyscy zgodnie podkreślają, że gdyby dziś spotkali, Waldka mieliby z nim o czym rozmawiać. – Pewnie poruszylibyśmy wiele spraw od osobistych, po zawodowe, czy podróże – mówi Piotr Górecki.

A Jerzy Ernst dodaje, że chętnie przywitałby się z nim tak jak zawsze się witali. – Ja powiedziałbym „Cześć, Walduś”, on odpowiedziałby „Cześć, Juras”. Zapytałby się jak się mam i zażartował. Tak jak zawsze – mówi.

Milewicz został pochowany na Cmentarzu Wojskowym na Powązkach w Warszawie. Podczas pogrzebu zgodnie z jego wolą odegrano utwór „I feel you” zespołu Depeche Mode. Jego imię nosi jedno z warszawskich liceów oraz ulice w Dobrym Mieście i Lidzbarku Warmińskim.
Zdjęcie główne: Waldemar Milewicz (fot. TVP)
Zobacz więcej
Po godzinach wydanie 17.11.2017 – 24.11.2017
„To była zabawa w śmierć i życie”. Od ćpuna po mistrza świata
Historię Jerzego Górskiego opowiada film „Najlepszy” oraz książka o tym samym tytule.
Po godzinach wydanie 17.11.2017 – 24.11.2017
„Geniusz kreatywności”. Polka obok gwiazd kina, muzyki i mody
Jej prace można podziwiać w muzeach w Paryżu, Nowym Jorku czy Londynie.
Po godzinach wydanie 10.11.2017 – 17.11.2017
Zsyłka, ucieczka i samobójstwo. Tragiczne losy brata Piłsudskiego
Bronisław Piłsudski na Dalekim Wschodzie uważany jest za bohatera narodowego.
Po godzinach wydanie 10.11.2017 – 17.11.2017
„Choćby z diabłem, byle do wolnej Polski”. Pierwszy Ułan II RP
Gen. Bolesław Wieniawa-Długoszowski skupia w sobie losy II RP.
Po godzinach wydanie 3.11.2017 – 10.11.2017
Kobiety – niewolnice, karły – rekwizyty. Szokujący„złoty wiek”
Służba była formą organizacji życia w tej epoce. Każdy kiedyś był sługą, nawet królewski syn.