Po godzinach

Bliscy ofiar katastrofy: brakuje nam ciszy

Gdy Barbara myśli o mamie, widzi jej uśmiech. Jakub ma przed oczami charakterystyczną dla taty łysinę z kępkami włosów dookoła głowy, a Albert w trudnych chwilach otwiera szufladę pełną pamiątek. Dla nich 10 kwietnia to dzień, w którym przede wszystkim chcą wspominać swoich bliskich, choć jak przyznają nie jest łatwo odciąć się od tragedii narodowej i wszelkich spekulacji.

Barbara Nowacka, córka Izabeli Jarugi-Nowackiej, zapytana o to, jaka jest jej pierwsza myśl, gdy wspomina mamę odpowiada, że widzi jej uśmiech. – To jest pierwsza rzecz, którą widzę. Mama była bardzo pogodną osobą. Czuję też dotyk jej dłoni – mówi przez łzy.

Pomachała mi gdy wyjeżdżała

Przyznaje, że choć minęły cztery lata, nadal ciężko jest wracać do tamtych chwil. I choć dobrych wspomnień jest bardzo wiele, to chyba właśnie one powodują, że trudno jest nie zapłakać. – Te miłe, dobre chwile spędzone wspólnie z mamą, zapamiętane powodują ogromne wzruszenie. Tych, które bolą też jest trochę, ale te chyba szybciej chce się wymazać z pamięci, odsunąć – mówi.

Barbara pamięta dokładnie ostatnie spotkanie z mamą. – To był czwartek 8 kwietnia. Mama wsiadała do samochodu. Miałyśmy taki zwyczaj, że machałyśmy sobie na pożegnanie przez okno. Pomachałam, oni z tatą odmachali i pojechali. A potem już jej nie było i nie ma. Czy czas leczy rany? Trudno powiedzieć. Oczywiście jest łatwiej niż pół roku po katastrofie, ale każdy, kto doświadczył śmierci bliskiej mu osoby wie, że może minąć nawet 20 lat i człowiek nadal będzie czuł ból – przyznaje.

Dopiero niedawno gdy zmieniała telefon nie przepisała numeru do mamy. Wcześniej nie potrafiła go wykasować. Wciąż miała ochotę zadzwonić do niej, porozmawiać, choć wiedziała, że to niemożliwe. Przyznaje, że przez cztery lata od katastrofy wiele się wydarzyło zarówno w życiu jej, jak i jej rodziny. – Gdyby mama żyła, z pewnością byłaby dumna z moich dzieci i dziecka mojej siostry. Kasia ma 3-letniego syna Adasia. Mama znała tylko mojego syna Kubę, Zosia urodziła się 26 maja 2010 roku. Wiedziała o niej, ale nigdy się nie spotkały – opowiada Barbara.

Spotkanie w samo południe


W rocznicę katastrofy smoleńskiej cała rodzina, przyjaciele, znajomi i współpracownicy Izabeli Jarugi-Nowackiej dokładnie w samo południe spotkają się na warszawskich Powązkach. – Co roku organizujemy takie rodzinno-przyjacielskie spotkanie. Najpierw jesteśmy na cmentarzu, a potem idziemy gdzieś posiedzieć, powspominać. To niesamowite, że tego dnia pojawiają się zarówno najbliżsi, jak i dalsi znajomi. Nie odcinam się od tego, co będzie się działo w mediach, czy na Krakowskim Przedmieściu. Myślę, że nie da się tego zrobić, ale można tego dnia spróbować być dla siebie, dla bliskich – mówi Barbara.

Co chciałaby zachować w pamięci? – Jej zachowanie. Mama zawsze się uśmiechała lekko pochylając głowę i wyciągając rękę do drugiego człowieka. To był taki specyficzny gest otwartości, przyjaźni do świata. Chciałabym być takim człowiekiem, jakim ona była – wyznaje.

Zosia urodziła się 26 maja 2010 roku. Mama wiedziała o niej, ale nigdy się nie spotkały.

Łysina i uśmiech taty

Jakub Płażyński, syn Macieja Płażyńskiego, również pamięta swojego tatę jako ciepłą osobę, która przede wszystkim żyła w zgodzie z własnymi poglądami. – Tata miał swoje wartości, chciał uczestniczyć w życiu publicznym starając się dać od siebie jak najwięcej. To była osoba bardzo obowiązkowa, która chciała spełniać swoje obowiązki zgodnie z własną postawą – mówi.

Gdy myśli o tacie przyznaje, że najpierw widzi łysinę z kępkami włosów dookoła głowy i swoisty uśmiech. – Tym uśmiechem zawsze raczył osobę, którą dobrze poznał. Kiedy dobrze poczuł się w czyimś towarzystwie, to biło od niego ciepło, dawał się wtedy lepiej poznać. Ojciec zyskiwał bardzo dużo przy kolejnych kontaktach z ludźmi, to była jego siła – opowiada Jakub.

Czego nauczył go Maciej Płażyński? – Ojciec zawsze starał mi się uświadamiać, że powinienem być odpowiedzialny za własne czyny, postępowanie. Podchodzić do każdego działania właśnie z taka pełną odpowiedzialnością, a życie przejść w zgodzie z własnym sumieniem – mówi.

Jakub uważa, że tata byłby dumny z tego, że udało mu się przejść przez sito egzaminów na aplikację adwokacką. Tę niełatwą drogę rozpoczął właśnie w 2010 roku, a od kilku miesięcy jest adwokatem. 10 kwietnia Jakub wraz z rodziną będzie w Gdańsku na mszy w Bazylice Mariackiej gdzie pochowany jest Maciej Płażyński. – To będzie dla mnie i dla mojej rodziny symboliczny poranek. Nie uciekamy tego dnia od wspomnień, ale o niektórych rzeczach nie myślimy, nie staramy się brnąć w spór, który się toczy. Dla mnie to jest działanie autodestrukcyjne. Nie znaczy to jednak, że muszę stawiać wielką ścianę, wyłączać telewizor, po prostu staram się tego nie śledzić, podchodzić do tego z dystansem – mówi Jakub.

Kiedy dobrze poczuł się w czyimś towarzystwie, to biło od niego ciepło, dawał się wtedy lepiej poznać.

Szuflada z pamiątkami

Albert Węcławek, wdowiec po funkcjonariuszce BOR-u – Agnieszce Pogródce-Węcławek, przyznaje, że do dziś ma szufladę z pamiątkami po zmarłej tragicznie żonie. – Jak mam doła, to otwieram szufladę, oglądam te rzeczy, wspominam. Nie wiem, co trzeba zrobić, żeby zapomnieć, zakopać kilkanaście lat wspólnego życia. Tego się chyba nie da zrobić – opowiada.

Powoli układa sobie życie na nowo. Dwa lata temu ożenił się po raz drugi. Przyznaje, że choć minęły cztery lata, nie jest tak łatwo poukładać wszystko od nowa. – Myślę, że Agnieszka nie chciałaby, żebym do końca życia był sam, ale nie da się też naszej wspólnej drogi wymazać. W tej sytuacji ta osoba, która się pojawia w naszym życiu, jest niejako skazana na te wspomnienia, bo jedno życie się skończyło, choć nie do końca, a zaczyna się drugie – mówi Albert.

Przyznaje, że 10 kwietnia brakuje mu przede wszystkim ciszy. – Chciałbym tego dnia pójść spokojnie na cmentarz, nie widzieć tych ciekawskich spojrzeń, bo one wciąż są. Chciałbym, żeby tego dnia nie było tego całego zgiełku, hałasu, pastwienia się, wyciągania brudów. I chciałbym też żeby tego dnia nie było takiego wzajemnego nakręcania się, filozofowania, czy to był spisek, czy nie. Mam czasem wrażenie, że nikogo w tym dniu nie obchodzi, co czujemy my, bliscy tych osób, które zginęły, że chcemy mieć chwilę spokoju, nie brać udziału w żadnych politycznych rozgrywkach. To zainteresowanie katastrofą wcale nam nie pomaga – uważa Albert.

CZYTAJ TAKŻE: Czwarta rocznica katastrofy smoleńskiej. Zobacz plan obchodów

CZYTAJ TAKŻE: Sikorski: wmawiają ludziom bzdury o Smoleńsku
Zdjęcie główne: Izabela Jaruga-Nowacka, Maciej Płażyński i Agnieszka Pogródka - Węcławek (fot. PAP)
Zobacz więcej
Po godzinach wydanie 17.11.2017 – 24.11.2017
„To była zabawa w śmierć i życie”. Od ćpuna po mistrza świata
Historię Jerzego Górskiego opowiada film „Najlepszy” oraz książka o tym samym tytule.
Po godzinach wydanie 17.11.2017 – 24.11.2017
„Geniusz kreatywności”. Polka obok gwiazd kina, muzyki i mody
Jej prace można podziwiać w muzeach w Paryżu, Nowym Jorku czy Londynie.
Po godzinach wydanie 10.11.2017 – 17.11.2017
Zsyłka, ucieczka i samobójstwo. Tragiczne losy brata Piłsudskiego
Bronisław Piłsudski na Dalekim Wschodzie uważany jest za bohatera narodowego.
Po godzinach wydanie 10.11.2017 – 17.11.2017
„Choćby z diabłem, byle do wolnej Polski”. Pierwszy Ułan II RP
Gen. Bolesław Wieniawa-Długoszowski skupia w sobie losy II RP.
Po godzinach wydanie 3.11.2017 – 10.11.2017
Kobiety – niewolnice, karły – rekwizyty. Szokujący„złoty wiek”
Służba była formą organizacji życia w tej epoce. Każdy kiedyś był sługą, nawet królewski syn.