Po godzinach

Soczi-sty alfabet olimpijski

W Soczi zgasł już znicz XXII Zimowych Igrzysk Olimpijskich. Dla Polski były one najlepsze w 90-letniej historii naszych startów. Podczas zmagań nie brakowało wydarzeń wzruszających i tych wesołych. Na podium stawali bliźniacy, po stoku pędziła skrzypaczka, komentatorzy wzywali Matkę Boską. Dla Polaków najważniejsza była informacja o pewnej stopie, a dla Rosjan o... plecach. Zapraszamy do lektury naszego alfabetu olimpijskiego, czyli podsumowania igrzysk, z lekkim przymrużeniem oka.

A jak alpejski zjazd. To taka konkurencja, podczas której budżet naszego kraju mocno by zyskał, gdyby na jego trasie ustawić... fotoradary. Narciarze osiągają tam bowiem kosmiczne prędkości, grubo przekraczające 100 km/h. I właśnie po starcie w takim zjeździe dwie zawodniczki do końca życia zapamiętają liczby: 1:41.57. Nie, to nie numery w totka, ani kod do bankomatu. To czas, który co do sekundy osiągnęły Słowenka Tina Maze i Szwajcarka Dominique Gisin. Podobne historie, aby dwójka zawodników miała identyczny czas, praktycznie się nie zdarzają! Tym samym obie panie otrzymały po złotym medalu. Coś takiego miało miejsce dopiero ósmy raz podczas olimpijskich zmagań, ale premierowo w narciarstwie alpejskim.
"Zwarcie" – jak rozumieć nasz sukces olimpijski w Soczi?
B jak Bjoerdalen Mówiąc w pełni: Ole Ejnar Bjoerdalen. Kim jest ten 40-letni Norweg? W dwóch słowach to „legenda biathlonu”. W Soczi zdobył swój 12. i 13. medal ZIO i tym samym stał się rekordzistą wszech czasów! Do tego został najstarszym mistrzem olimpijskim w swojej dyscyplinie. – Jak to się robi? – można zapytać. Recepta jest prosta: ascetyczny tryb życia, zero alkoholu, zero słodyczy, pobudka o 6 rano, spanie o 22, a do tego deska zamiast łóżka na norweskim odludziu. – To chyba cyborg! – powie ktoś. Nie, to właśnie Bjoerdalen.

C jak… czego się nie robi dla miłości? Pewien Amerykanin Vic Mild poślubił Rosjankę Alenę Zavarzinę. Oboje jeździli na snowboardzie. Co zrobił potem mąż dla ukochanej żony? Przyjął rosyjskie obywatelstwo, a po kilku latach oboje znaleźli się w olimpijskiej reprezentacji. I teraz happy end: małżeństwo wróci z Soczi z medalami! Vic został mistrzem, a Alena brązową medalistką w snowboardowym slalomie gigancie. Rosyjskie władze już powinny myśleć o jakimś wysokim becikowym, bo dzieci takiej pary bez wątpienia staną kiedyś na niejednym podium…
Soczi 2014: igrzyska u stóp majestatycznego Kaukazu
D jak Domaniewice. Co to za miejsce? To taka miejscowość pod Łowiczem, gdzie strażakiem jest Zbigniew Bródka. Dodać należy: najszybszym strażakiem na świecie. Liczyliśmy, że zdobędzie medal w łyżwiarstwie szybkim na swoim ukochanym dystansie 1500 metrów, ale że od razu złoty? Udało się, a pomogła nawet Matka Boska (patrz „O”). Pan Zbigniew został przy okazji twórcą nowej miary czasu, czyli jednej... bródki – to oczywiście 0,003 sekundy, czyli tyle, o ile Polak pokonał Holendra Koena Verweija. Sympatycznemu blondynowi, który bardzo przeżywał porażkę, pozostało srebro i… uwielbienie kibicek. Zdjęcia jego wyrzeźbionego nagiego torsu nie tylko w naszej redakcji spotkały się u płci pięknej z ciepłym przyjęciem…

G jak gniew prezesa PZN Apoloniusza Tajnera . Gdy w „Olimpijskim wieczorze” TVP Info dziennikarz zapytał go, czy myśli, że złoty medal Justyny Kowalczyk mistrzyni dedykuje właśnie jemu, ten tylko nabrał powietrza i bąknął pod nosem „czy tak mamy rozmawiać?”. Wcześniej Kowalczyk wbiła mu szpilkę, gdy zdradzała powody opublikowania słynnego zdjęcia złamanej stopy (miała pretensję o krytykę po pierwszym starcie, patrz „Z”) – Atmosfera w polskiej ekipie jest dobra – wycedził prezes, choć patrząc na jego minę, to gdyby był Pinokiem, nos na pewno zanotowałby niezły przyrost...



H jak Holendrzy. A w zasadzie holenderscy łyżwiarze szybcy, którzy zdominowali rywalizację w Soczi. Najsłynniejsi stali się dwaj bliźniacy: Michel i Ronald Mulderowie, którzy… razem stanęli na podium po starcie na 500 metrów. Michel zdobył złoto, a Ronald brąz. – Szkoda, że nie srebro – przebąkiwał ten drugi, ale i tak obaj przeszli do historii jako ósme rodzeństwo, które na igrzyskach dokonało takiej sztuki. Dodać należy, że w swojej koronnej dyscyplinie „Pomarańczowi” zdobyli aż 23 medale. Na drugim miejscu uplasowała się… Polska z trzema krążkami. Ale w Holandii kryte hale łyżwiarskie są za każdym rogiem, a my najbliższą mamy w Mińsku. Białoruskim Mińsku.

K jak koło olimpijskie. Oj, nasłuchali się organizatorzy ceremonii otwarcia igrzysk... Że przydługa, że nudna, że chwaląca komunizm. Ale uwagę wszystkich najbardziej przykuło właśnie owo olimpijskie koło. Piąte koło. Gdy w kluczowym momencie uroczystości cztery mechaniczne śnieżynki przemieniły się w koła, piąta ani myślała tego robić. Ot, mechanizm nie zadziałał. Szyderstwom nie było końca, rosyjscy widzowie w ogóle tego nie zobaczyli, a media obiegła nawet informacja o rzekomej... śmierci mechanika, który śnieżynek miał pilnować. Twórcy ceremonii ostatecznie wykazali się jednak dystansem do siebie i puścili oko do miliardów widzów podczas zamknięcia imprezy. Wtedy koła utworzyli już ludzie. I to piąte znów przez chwilę się nie otwierało. Tym razem wszystko działo się jednak zgodnie z planem. I nawet prezydent Putin pewnie się uśmiechnął.

L jak Lauryn Williams. Czy to jakaś krewna słynnych tenisistek? Nie. Amerykanka jest wicemistrzynią olimpijską w bobslejowych dwójkach. – Co w tym nadzwyczajnego? – zapytacie. Ano coś jednak jest! Amerykanka ma bowiem w dorobku też… medale letnich igrzysk w lekkiej atletyce. Dzięki srebru w Soczi stała się dopiero piątym sportowcem, który wywalczył olimpijskie krążki i zimowe, i letnie. Niestety w gronie sportowych herosów nie ma Polaków. No, chyba że Kamil Stoch zacznie skakać w dal…
M jak Miszka Czyli sympatyczny misio, który obok zajęczycy Zajki i pantery śnieżnej Leoparda był maskotką igrzysk w Soczi. I to jemu przypadło zaszczytne zadanie… zgaszenia olimpijskiego znicza. Miszka zrobił to z właściwą każdemu niedźwiedziowi gracją, a na koniec nawet… uronił łzę. W sumie nie ma co się smucić. Miszka może bowiem odłożyć narty w kąt, założyć strój piłkarski i stać się maskotką piłkarskiego mundialu. Ten w Rosji już za cztery lata.


Miszka gasi olimpijski znicz (fot. PAP/EPA/BARBARA WALTON)

O jak „On to zrobił!!!” Tak darł się do mikrofonu redaktor TVP Piotr Dębowski. „O matko jedyna, Holender goni tę kreskę, da radę ,czy nie?! Taki sam czas! Jaka decyzja? 1:45.00! Będą decydować tysięczne części sekundy! Matko przenajświętsza, co tu się dzieje… Zbyszek wpatrzony w ekran! Czekamy na potwierdzenie, kto jest pierwszy? Polak! Polak! Polak! Złoto! Jeeest! O trzytysięczne sekundy!” – komentował złoty medal Zbigniewa Bródki. Dzięki biało-czerwonym dziennikarze TVP mieli powody do radości i emocjonującego komentarza, a relacjonujący skoki Włodzimierz Szaranowicz wywrócił nawet krzesło. Oby takich chwil było jak najwięcej, bo wtedy... producenci tabletek na gardło też będą mieć złote żniwa.

P jak Pluszczenko. A dokładniej Jewgienij Pluszczenko. Gwiazda łyżwiarstwa figurowego, ulubieniec nie tylko rosyjskich kibiców i prezydenta Putina, ale chyba wszystkich fanów dyscypliny, który pierwsze medale zdobywał 16 lat temu. Teraz też zdobył krążek i to złoty, w łyżwiarskich zawodach drużynowych. Ale wszyscy czekali co pokaże w konkursie indywidualnym. Niestety wówczas nie wyjechał już na lód. A wszystkiemu winne okazały się plecy, a ściślej ich kontuzja. Zawód był potworny, a oliwy do ognia dolał późniejszy wywiad Rosjanina, w którym mówił, że ogólnie już wcześniej nie bardzo chciał startować i sugerował wystawienie kogoś innego, ale nie mógł odmówić władzom łyżwiarskiej federacji... A mistrzem został drobniutki 19-letni Japończyk Yuzuru Hanyu, który już przeszedł do historii tej dyscypliny, bo jako pierwszy łyżwiarz uzyskał notę powyżej 100 punktów za genialny program krótki. Ciekawe, gdzie on będzie za 16 lat…
Adelina Sotnikowa - tylko u nas złota medalistka olimpijska z Soczi 2014
R jak rosyjscy hokeiści. Ich olimpijskie mecze oglądały tłumy i chyba żaden Rosjanin nie wyobrażał sobie, że mogliby nie dotrzeć do finału. Ale jak to w sporcie bywa, stała się sensacja. Przegrany 1:3 mecz z Finami w ćwierćfinale będzie się gospodarzom igrzysk śnił po nocach pewnie jeszcze długo. Płakali wszyscy: zawodnicy, kibice, a baczny obserwator dostrzegł pewnie maleńską łzę także w oku prezydenta Putina. „To koniec igrzysk” – komentowano po spotkaniu, a to oznacza, że Rosja „zakończyła” olimpijski start cztery dni wcześniej. Za to Kanadyjczycy walczyli o medale do ostatniego dnia i to oni sięgnęli po złoto, tuż przed ceremonią zamknięcia.

S jak szachownica. Szachy na zimowych igrzyskach? Nie, nie o szachy chodzi, a o symbol polskich lotników. Wojsko dało zgodę, minister dał zgodę, żona dała zgodę. No, ona w sumie nie musiała. Tak czy siak Kamil Stoch mógł sobie namalować na kasku biało-czerwony znak. I choć nie miał nawet drzwi od stodoły, to latał najdalej ze wszystkich. Dokładnie 15 430 dni czekaliśmy na złoto polskiego skoczka narciarskiego i udało się! Co ciekawe kolejne złoto padło łupem Kamila już 6 dni później. „To hołd ofiarom katastrofy smoleńskiej” – mówili jedni, „To pstryczek w nos Putinowi” – mówili drudzy. „To piękno sportu” – mówili trzeci. I to oni byli chyba najbliżej prawdy.

Kamil Stoch królem Soczi, a na kasku szachownica (fot. arch. PAP/Grzegorz Momot)

T jak Thomas Morgenstern.. Austriak kilka tygodni przed igrzyskami, podczas treningów na niemieckiej skoczni w Kulm, przeżył makabryczny wypadek. Długo leżał w śpiączce i zastanowiono się, czy w ogóle wróci do skakania. O starcie w Soczi nie było nawet mowy. Ale popularny „Morgi” nie dał za wygraną i mówiąc krótko... zmartwychwstał. Przyjechał na igrzyska i walczył. Opłacało się, bo z Soczi wyjechał ze srebrem, które zdobył w konkursie drużynowym. Może, gdyby skakał ze złamaną stopą (patrz „Z”), byłoby złoto...

U jak upadki. Oj, było ich sporo, a wszystkiemu winien miękki śnieg, któremu nie sprzyjała ciepła aura w Soczi. Biegaczka Sylwia Jaśkowiec, biegacz Maciej Staręga, snowboardzista Michał Ligocki to tylko niektórzy ze sportowców, którzy wywracali się podczas swoich startów. Upadła nawet sama Norweżka Marit Bjoergen – największa rywalka Justyny Kowalczyk. Ale dzięki tym upadkom widzieliśmy też piękne obrazki: gdy na trasie sprintu upadł Rosjanin Anton Gafarow, złamała mu się narta. I wtedy dostał pomocną dłoń. Zapasową nartę podał mu jeden z zagranicznych trenerów! Dzięki temu Rosjanin, choć na ostatnim miejscu , to jednak dotarł do mety. Fair play w czystej postaci!

V jak Vanessa Mae W Soczi zjawiła się pod nazwiskiem Vanakorn. Słynnej brytyjskiej skrzypaczki, pochodzącej z Singapuru, nikomu przedstawiać nie trzeba. Ale co ona właściwie robiła nad Morzem Czarnym? Kibicowała? Nie. Grała na skrzypcach? Też pudło (i to bez strzału Krystyny Pałki – patrz „W”). 35-letnia muzyczna gwiazda była pełnoprawną olimpijką i jednym z dwóch sportowców, reprezentujących Tajlandię (to rodzinny kraj jej ojca). „Narciarka” wystąpiła w jednej konkurencji – slalomie gigancie, gdzie zajęła zaszczytne… ostatnie miejsce (w sumie nie było tak źle, bo 67. pozycja w gronie 89 uczestniczek to zawsze coś; 22 zawodniczki nie były jednak sklasyfikowane, bo nie dojechały do mety). – A ja dojechałam i jestem szczęśliwa – radowała się Vanessa. No i koniec końców rywalki na pewno nie grają tak dobrze na skrzypcach.

W jak wzruszenie.Chyba niejednemu kibicowi zaszkliły się oczy, gdy złote medale zdobyły… Nie, tym razem nie Polki, a Ukrainki. Wita Semeranko, Julia Dżyma, Walja Semerenko i Olena Pidruszna były najlepsze w biathlonowej sztafecie. A wszystko działo się wtedy, gdy kilkaset kilometrów dalej w Kijowie ginęli ludzie, do których strzelała władza. To było pierwsze i jedyne złoto Ukrainy w Soczi, które zapewne z dumą przyjęto także na płonącym Majdanie. Łzom wzruszenia nie było końca. A wracając do Polek, to zajęły 10. miejsce. Byłoby lepiej, ale Krystyna Pałka z ośmiu strzałów spudłowała w pozycji leżącej… siedem. Podobno karabinek się popsuł. Podobno…


Justyna Kowalczyk i słynna stopa (fot. arch.PAP/EPA/VALDRIN XHEMAJ)
Z jak złamanie. Kości stopy. A ściślej mówiąc piątej kości śródstopia. Zdjęcie owego złamania zmroziło kibiców bardziej, niż temperatura w Soczi, która dochodziła do 15 stopni. Pokazała je wszystkim Justyna Kowlaczyk po pierwszym olimpijskim biegu, gdy eksperci mówili, że jest ociężała. „No to już po medalach” – pomyśleli wszyscy, ale biegaczka z Justysi Wiel... tzn. z Kasiny Wielkiej robiła swoje i jej koronny bieg, czyli ten na 10 km stylem klasycznym, wygrała w cuglach. I tylko pewien mieszkaniec Nowego Sącza nie miał wesołej miny. – Justyna może biegać po złoto ze złamaną stopą, to pan może pracować – powiedział mu lekarz. No i trzeba było wrócić do roboty…
Zdjęcie główne: Soczi
Zobacz więcej
Po godzinach wydanie 17.11.2017 – 24.11.2017
„To była zabawa w śmierć i życie”. Od ćpuna po mistrza świata
Historię Jerzego Górskiego opowiada film „Najlepszy” oraz książka o tym samym tytule.
Po godzinach wydanie 17.11.2017 – 24.11.2017
„Geniusz kreatywności”. Polka obok gwiazd kina, muzyki i mody
Jej prace można podziwiać w muzeach w Paryżu, Nowym Jorku czy Londynie.
Po godzinach wydanie 10.11.2017 – 17.11.2017
Zsyłka, ucieczka i samobójstwo. Tragiczne losy brata Piłsudskiego
Bronisław Piłsudski na Dalekim Wschodzie uważany jest za bohatera narodowego.
Po godzinach wydanie 10.11.2017 – 17.11.2017
„Choćby z diabłem, byle do wolnej Polski”. Pierwszy Ułan II RP
Gen. Bolesław Wieniawa-Długoszowski skupia w sobie losy II RP.
Po godzinach wydanie 3.11.2017 – 10.11.2017
Kobiety – niewolnice, karły – rekwizyty. Szokujący„złoty wiek”
Służba była formą organizacji życia w tej epoce. Każdy kiedyś był sługą, nawet królewski syn.