Kultura

Pora na dobranoc…

Choć te pierwsze trwały tylko 10 minut, wzbudzały ogromne emocje, bawiły, wzruszały, a śpiewane w nich piosenki bardzo szybko wpadały w ucho. Czasem czarno-białe, bez ruchomych obrazków, efektów specjalnych, czy trójwymiarowego obrazu bawiły zarówno młodszych, jak i starszych. Dobranocki, bo o nich mowa, już od 15 lutego będzie można oglądać na kanale TVP ABC.

Pacynki kontra rysunkowa gąska

On był małym łobuziakiem z dużą ilością piegów, ona jego starszą siostrą – grzeczną, rezolutną i sumienną uczennicą. O kim mowa? Oczywiście o Jacku i Agatce, bohaterach najstarszej polskiej dobranocki. To sympatyczne rodzeństwo na czarno-białym jeszcze wtedy ekranie zadebiutowało dokładnie 2 października 1962 roku. Jacek i Agatka zabawiali najmłodszych widzów przez ponad 11 lat, trzy razy w tygodniu: we wtorki, czwartki i soboty ok. godziny 19.20.

Tytułowi bohaterowie to pacynki. Animatorki Barbara Skokowska (Agatka) i Teresa Olenderczyk (Jacek) poruszały ich głowami nałożonymi na dłonie w czarnych rękawiczkach. Autorem i wykonawcą postaci był artysta plastyk Adam Kilian. Dobranocka ta poruszała przede wszystkim dziecięce problemy, z którymi zmagało się rodzeństwo. Piegi Jacka były na przykład inspiracją do powołania Klubu Piegowatych. Dobranocka propagowała piękną polszczyznę, pojawiały się w niej „jacusiowe neologizmy” jak paloryfer, czy pawiowo.
Jacek i Agatka. Fot. arch. TVP
Popularność „Jacka i Agatki” miała swoje odzwierciedlenie w życiu codziennym tak jak dziś Hello Kitty, Violetta, czy koszmarne Monster High, oczywiście na tyle, na ile pozwalała to PRL-owska rzeczywistość. W sklepach można było znaleźć serię kosmetyków z ich podobiznami – mydło, krem, olejek, szampon, a także ozdoby z gumy, drewna i plastiku oraz zabawki. Dobranocka przyczyniła się również do powstania Orderu Uśmiechu, którego pierwszym zdobywcą w 1968 roku był prof. Wiktor Dega.

„Jacek i Agatka” mogli rywalizować o słupki oglądalności w tamtych czasach z drugą bardzo popularną bajką, jaką były „Przygody Gąski Balbinki”. Początkowo bajka ta gościła na łamach czasopisma dla dzieci „Świerszczyk”. Ilustratorka i pisarka Anna Hoffmanowa rysowała przygody sympatycznej gąski od 1957. Po kilku latach od debiutu na łamach „Świerszczyka” Balbinka trafiła na szklany ekran. Wyreżyserował ją Lechosław Marszałek. Ten sam, który kilka lat później stworzył zabawnego psa Reksia. Teksty do telewizyjnych „Przygód Gąski Balbinki” opracowywała Maria Terlikowska.

Tytułowa bohaterka z pewnością nie zachwyciłaby miłośników współczesnych bajek. Od klasycznej wieczorynki różniło ją to, że postaci nie ruszały się, tylko pojawiały na statycznych planszach, do których doczytywane były przez Danutę Mancewicz dialogi. Bardziej niż główna bohaterka w pamięci niektórych miłośników tej dobranocki zapisał się z pewnością jej sepleniący kumpel, czyli kurczak Ptyś, który w każdym odcinku wypowiadał te same słowa: „Czeszcz Balbyna! Co robysz?”. Sympatyczna gąska, podobnie jak Jacek i Agatka, znalazła się na opakowaniach mydełek dla dzieci, zabawkach, a także choinkowych bombkach.
Olimpiada z Bolkiem i Lolkiem

Jedną z pierwszych animowanych polskich dobranocek był serial „Bolek i Lolek”. Przygody dwóch braci Bolka (wyższy i szczuplejszy) oraz Lolka (młodszy, niższy i tęższy) powstawały w Studiu Filmów Rysunkowych w Bielsku-Białej. Pomysłodawcą tytułowych bohaterów był ówczesny dyrektor Studia - Władysław Nehrebecki. Pierwszy odcinek serialu - „Kusza” pojawił się w 1963 roku i został zainspirowany zabawą synów autora, którzy z wieszaka na ubrania wykonali oryginalną broń legendarnego Wilhelma Tella.

Przez następne 23 lata, aż do roku 1986 wyprodukowano ponad 150 odcinków „Bolka i Lolka” zebranych w 10 seriach oraz dwa filmy pełnometrażowe. Na zamówienie Komitetu Olimpijskiego w 1983 roku powstał film „Olimpiada Bolka i Lolka”, w którym wysportowani bohaterowie prezentowali różne dyscypliny sportowe. W 1973 roku do sympatycznych braci dołączyła postać Toli, która wystąpiła w 30 odcinkach, i która powstała na zamówienie domagającej się kobiecego akcentu damskiej części wielbicielek dobranocki. Imionami bohaterów nazwano kalkulatory produkowane przez Wrocławskie Zakłady Elektroniczne „Elwro” - Elwro 441 Bolek i Elwro 481 Lolek oraz gumę do żucia.
Bolek i Lolek. Fot. arch. TVP
W tym samym Studiu Filmowym w Bielsko-Białej cztery lata później powstaje „Reksio”. Dobranockę, której bohaterem jest sympatyczny sznaucer, wymyślił Lechosław Marszałek, a muzykę do niej napisał Zenon Kowalowski. W latach 1967-1988 zrealizowano 65 odcinków. „Reksio” występował w różnych rolach, był m.in. aktorem grającym w filmie, troskliwym pielęgniarzem opiekującym się chorym przyjacielem a nawet negocjatorem, godzącym zwaśnione zwierzęta. W jednym z odcinków w zabawny sposób poznały nawet skutki unikania wody i mydła.

Konkurencyjnym dla studia w Bielsko-Białej było warszawskie Studio Miniatur Filmowych. To właśnie tu od 1969 do 1971 roku powstało 26 odcinków animowanych przygód stworzonego przez Kornela Makuszyńskiego Koziołka Matołka. Każdy z odcinków zaczynał się i kończył rymowanką recytowaną przez Wiesława Michnikowskiego.

W tym samym studiu po zakończeniu zdjęć do przygód sympatycznego koziołka, który swojego szczęścia szukał w Pacanowie powstaje serial „Pomysłowy Dobromir”. To historia niezwykle uzdolnionego, pomysłowego chłopca, który w każdym odcinku konstruuje narzędzia usprawniające pracę w gospodarstwie jego dziadka. Współautorem scenariusza do tej bajki był Adam Słodowy, czyli autor popularnego programu telewizyjnego „Zrób to sam”.

„Jestem sobie mały miś”

Podczas gdy Bielsko-Biała i Warszawa specjalizowały się w animacji rysunkowej, w łódzkim Studiu Miniatur Filmowych SE-MA-FOR rodziły się uznawane dziś za kultowe postaci animacji lalkowych. Niedoścignionym idolem wszystkich dzieci stał się Miś Uszatek, co klapnięte uszko ma. Urodzony 6 marca 1957 roku niedźwiadek był początkowo skromnym bohaterem patronującym pisemku dla dzieci. Czesław Janczarski, dzięki współpracy z ilustratorem Zbigniewem Rychlickim stworzył niezwykłego misia, którego przygody rozpoczęły się od sklepu z zabawkami, w którym przez długi czas stał na półce. Z żalu, że nikt go nie chciał kupić jedno z jego uszek oklapło, z tego powodu otrzymał przydomek Uszatek a dzięki niezwykłym przygodom stał się ulubieńcem wielu dzieci. Dobranocka o Misiu Uszatku była produkowana od 1975 do 1987 roku.
Miś Uszatek. Fot. arch. TVP
Uszatek był mierzącą 20-centymetrów lalką, posiadającą konstrukcję z metalowych drucików, połączonych zawiasami, dzięki którym mógł poruszać rękami, nogami i głową. Jego postać wypełniona była specjalną gąbką lub watą. W pracowni lalkarskiej powstała także cała kolekcja strojów misia.

Animacja Uszatka była żmudną i czasochłonną pracą. Do trwającej 10 sekund sceny trzeba było przestawiać lalkę aż 240 razy. Metalowe części konstrukcji postaci szybko się zużywały i spracowaną lalkę trzeba było zastąpić kolejną, a trzeba pamiętać o tym, że materiały do jej produkcji były deficytowe. Praca nad jednym odcinkiem dobranocki od pomysłu, pisania scenariusza, przez 6-8 tygodniowy plan zdjęciowy, montaż, udźwiękowienie aż do ostatecznej emisji trwała ponad pół roku. Do roku 1987 wyprodukowano 104 odcinki dobranocki.

„Przygody Misia Uszatka” stały się naszym towarem eksportowym. W Finlandii i na Słowenii licencję na emisję filmu odnawiane są co dwa lata. Bajka emitowana jest też w Katalonii, Macedonii, Holandii, na Słowacji i Węgrzech. Misia Uszatka kochają też Japończycy, gdzie znany jest z dobranocki „Oyasumi Kuma-chan”, czyli „Dobranoc, mały misiu”.

Zanim jednak SE-MA-FOR wydał na świat Uszatka, pracował nad przygodami innego przyjaznego misia, którym był Coralgol. O mały włos, a ten sympatyczny rudobrązowy miś z grzywką i niebieskimi oczami w ogóle nie doczekałby się ekranizacji swojej historii. Jego twórca Albert Barille długo i nieskutecznie pukał do drzwi różnych wytwórni filmowych, ale wciąż słyszał, że to przedsięwzięcie zbyt ryzykowne i za drogie. Dopiero łódzki SE-MA-FOR podjął się wyzwania i w latach 1967-1974 wyprodukował 53 odcinkową animację o przygodach niesfornego misia.

Reżyserem „Przygód Coralgola” został Tadeusz Wilkosz. Podobnie jak Uszatek tak i Coralgol wyruszył podbijać świat. Jego francuskie imię zostało zastąpione innymi. W Stanach Zjednoczonych i w Wielkiej Brytanii miś znany jest jako Barnaby, a w Kanadzie jako Jeremy.
Miś Coralgol w Muzeum Dobranocek w Rzeszowie. Fot. Wikimedia Commons/Przemysław Woźnica – praca własna, CC BY-SA 3.0
W 1977 roku w SE-MA-Forze stworzono jeszcze jeden warty uwagi serial. „Opowiadania Muminków”, bo o nim mowa, zrealizowany został w bardzo nietypowej technice półpłaskiej lalki animowanej na szkle. Modele lalek były wzorowane na książkowych ilustracjach Tove Jansson. Scenariusz do serii 78 10-minutowych odcinków napisali Maria Kossakowska i Lucjan Dembiński, narratorem był Stanisław Kwaśniak.

Dobranocki z importu

Ukochane przez pokolenia polskich dzieci wieczorynki powstawały nie tylko w kraju, ale również w byłej Czechosłowacji. Jednym z ulubionych rozbójników był niejaki „Rumcajs”. Zanim wstąpił na rozbójniczą ścieżkę był zwykłym szewcem, pech chciał, że uraził miejscowego starostę nazywając jego stopy „słoniowymi”. Ta niepochlebna uwaga przyczyniła się do wygnania Rumcajsa do Rzacholeckiego lasu oraz zmiany jego wyglądu i profesji.

Jako rozbójnik radził sobie z wszelkimi przeciwnościami losu. Miał żonę Hankę i syna Cypisa. W Polsce pierwszą część 39-odcinkowej dobranocki o Rumcajsie wyemitowano 3 lipca 1970 roku, a jej narratorem był Bogusław Sochnacki.



Drugim ulubionym czechosłowackim bohaterem był Krtek, znany w Polsce jako Krecik. Pomysłodawcą tej postaci był Zděnek Miler, reżyser, animator i rysownik pracujący dla uznanego studia Bratři v Triku.

Pod koniec lat 50. Ministerstwo Edukacji zleciło studiu stworzenie filmu, który młodym widzom w przejrzysty sposób wyjaśniałby technologię produkcji płótna lnianego. Miler wiedział, że proponowany scenariusz przesycony licznymi opisami działania maszyn nie będzie interesujący dla małych odbiorców. By zachęcić dzieci do tematu postanowił połączyć naukowe wiadomości z przygodami jakiegoś zwierzątka. Wybór odpowiedniej postaci nie był jednak łatwy gdyż większość wcześniej zarezerwował Walt Disney. W czasie spaceru po lesie, Zdenek Miler, potknął się o kreci kopiec.
 
Przez lata ulubieniec dzieci zmieniał swój wizerunek. Dzięki pracy animatorów, którzy zręcznie skrócili mu nosek i ogonek a dorysowali zawadiackie włoski na czubku głowy i duże oczy, nadano Krecikowi chłopięcy, wiecznie młody wygląd i charakter. Podobnie jak w większości dobranocek Krecik nie mówi, wydaje tylko nieliczne odgłosy: śmiechu, radości, smutku i charakterystyczne zawołania "ahjo! jeeee! halo!", które stanowią zapis głosów córek Milera z okresu, gdy były małe.
Zaśpiewaj „pszczołę”!

Importowaną do Polski dobranocką, którą również pokochały miliony widzów była bajka o Pszczółce Mai. Tytułowa bohaterka powstała w 1912 roku i była bohaterką powieści Waldemara Nonselsa. Pierwszy film o przygodach Mai w reżyserii Wolframa Junghansa został zrealizowany w 1926 roku przy wsparciu samego autora. Zachowała się tylko jedna kopia filmu, w którym rolę owadów odgrywali aktorzy.

W połowie lat 70. grupa medialna skupiona wokół niemieckiej telewizji ZDF postanowiła zekranizować tę popularną powieść. Znany i lubiany animowany serial jest wynikiem międzynarodowej kooperacji producentów. To film austriacko-japońsko-niemiecko-portugalsko-hiszpańsko-kanadyjski.Twórcą wizerunku postaci jest Marty Murphy znany ze współpracy ze studiem Hanna-Barbera, animacje stworzyli Japończycy ze studia Nippon Animation zaś autorem serialowej muzyki jest Czech - Karel Svoboda.

W kwietniu 1975 roku na antenie japońskiej telewizji Asahi po raz pierwszy wyemitowano serial złożony z 52 odcinków, rok później zaczęto wyświetlać tę bajkę w Austrii i RFN. W Polsce pierwszy odcinek animacji pokazano 26 grudnia 1979 roku. Również tu przygody Mai i jej przyjaciół - trutnia Gucia, pasikonika Filipa, czy pajęczycy Tekli przyciągała przed ekrany małych i dużych wielbicieli. Głosu Mai na długie lata użyczyła aktorka Ewa Złotowska, Gucio natomiast mówił głosem Jana Kociniaka, a tytułową piosenkę zaśpiewał Zbigniew Wodecki. Piosenkarz przyznaje, że do dziś, gdy gra koncerty publiczność domaga się „pszczoły”. W PRL-u Maja stała się „twarzą” gumy do żucia, sztucznego miodu, a także czekoladopodobnych batonów.



– Marta Kawczyńska

Przygotowując tekst korzystałam z materiałów Muzeum Dobranocek w Rzeszowie.
Zdjęcie główne: Przygody Misia Uszatka (fot. TVP)
Zobacz więcej
Kultura Najnowsze wydanie
Pycha modnego kaznodziei. Zakład z Panem Bogiem
Znany rekolekcjonista, teolog i autor błyskotliwych artykułów dotyczących wiary, pełniący rolę autorytetu dla „wykształconych z dużych miast”.
Kultura Najnowsze wydanie
Gwiazda antysystemowców
Zniszczyła swoje wczesne prace, bo uznała je za mało oryginalne. Wściekła się też, gdy Édouard Manet „poprawił” jeden z jej obrazów.
Kultura Poprzednie wydanie
Z lasu i z chóru. Z kościoła i z Koryntu. Ludzkim głosem
Na festiwalu zostanie zaprezentowana twórczość wybitnego polskiego kompozytora, o którym nie wiadomo… nic. Oprócz tego, że miał związki z Łowiczem.
Kultura Poprzednie wydanie
Zwęglone truchła, ludzkie wylinki, matka ucięta w połowie
Hitchcock byłby z artystki dumny: na początku jest trzęsienie ziemi, potem napięcie wciąż rośnie.
Kultura wydanie 16.08.2019 – 23.08.2019
Jak ukraińska „Zniewolona” budzi romantyczną duszę Polaków
Kopciuszek w wydaniu zza wschodniej granicy. Na czym polega fenomen serialu?