Rozmowy

Tata nie lubił, gdy na koncertach śpiewano razem z nim

– Mieszkaliśmy rzut beretem od teatru, w takiej maciupeńkiej kawalerce w bloku. Mam stamtąd takie wspomnienie, kiedy siedzimy sobie z siostrą w tym studiu w kąciku, mamy kartki, flamastry, rysujemy, malujemy, a tata pracuje – mówi Natalia Niemen, córka zmarłego 10 lat temu artysty Czesława Niemena. Piosenkarka rusza w trasę koncertową z projektem „Niemen mniej znany”, w którym śpiewa piosenki z ostatnich dwóch albumów ojca „Terra Deflorata” i „spodchmurykapelusza”.

Mija dziesięć lat od śmierci Czesława Niemena. Jakie jest twoje pierwsze wspomnienie związane z tatą?

Mam ich wiele, ale to pierwsze… Wydaje mi się, że to, kiedy jestem bardzo malutka i ojciec trzyma mnie na rękach. Mówią, że dopiero od któregoś roku życia ludzie pamiętają pewne wydarzenia w swoim życiu. Ja niewiele pamiętam z tego pierwszego okresu życia, ale gdzieś tam z tyłu głowy przewija mi się taka klatka jak jestem na rękach u ojca.

To, które pamiętasz lepiej?

To, kiedy ja i moja siostra Eleonora siedzimy w studiu, które ojciec miał w tamtych czasach, czyli przełom 70. i 80. lat, w Teatrze Narodowym w Warszawie. Mieszkaliśmy rzut beretem od teatru, w takiej maciupeńkiej kawalerce w bloku. Mam stamtąd takie wspomnienie, kiedy siedzimy sobie z siostrą w tym studiu w kąciku, mamy kartki, flamastry, rysujemy, malujemy, a tata pracuje. Pracował wtedy nad płytą „Postscriptum” w większości dedykowaną jego najbliższym, czyli naszej mamie, siostrze i mnie. Takie mam wspomnienia.
Warszawa , 12.1989. Koncert wigilijny w wykonaniu dzieci znanych artystów. Na zdjęciu: Czesław Niemen z córkami , Eleonorą (z lewej) i Natalią. Fot. PAP/Sławomir Wojno
Czy wasz rytm dnia był podporządkowany rytmowi dnia ojca – artysty i muzyka?

W większości wypadków tak rzeczywiście było. Tata nie miał osobnego miejsca na studio już w późniejszym okresie naszego wspólnego życia, kiedy przenieśliśmy się z kawalerki do trochę większego lokum. Cała jego aparatura, warsztat pracy znajdował się przylepiony gdzieś w kącie pokoju dziennego, w związku z czym wszyscy musieli być cicho, gdy nagrywał.

„Nie mogę powiedzieć, żeby się pindrzył i nadymał”. Czesław Niemen jakiego nie znamy

To wyjątkowa okazja, by poznać go nie od strony sceny, ale od kulis i podczas prywatnych spotkań.

zobacz więcej
Czasami to studio wędrowało gdzieś po pokojach, wtedy było trochę łatwiej nam –domownikom – w zwyczajny sposób się zachowywać. Podłogi w naszym domu zawsze niemiłosiernie skrzypiały. To były bardzo stare deski, w niektórych miejscach położone na chwilę, bo przecież potem dorobi się je we właściwy sposób. W takich przypadkach, gdy tata nagrywał muzykę należało dobrze zapamiętać, która deska nie skrzypi i robić susy – niektóre milowe – tak żeby nie hałasować. Mnie i siostrze było z tym „w to mi graj”. Nie musiałyśmy wtedy ćwiczyć na instrumentach, a wiadomo, że trzeba było. Kiedy tata nagrywał, trzeba było być cicho, więc przychodziła do mnie taka myśl, że jeszcze nie muszę, że dopiero za chwilę.

Kredki i flamastry zamieniłyście w pewnym momencie na nuty i naukę gry?

To szło razem, obok siebie. Wielość sztuk towarzyszyła zawsze naszej rodzinie. Rodzice obydwoje interesowali się sztuką, parali się nią. Mieli dużo albumów. Mój ojciec malował, pod koniec życia zajmował się też grafiką komputerową. Moja mama też przepięknie maluje. Farby, kredki, nuty to się wszystko przewijało. W naszym domu panował kult twórczości. Tata zachęcał nas do komponowania, do szukania inspiracji w sobie, swoich dźwięków, oczywiście nie rezygnując z podsuwania nam godnych inspiracji.

Denerwował się, gdy ktoś nie zachowywał tej ciszy, podczas gdy on komponował?


Pewnie czasem tak, ale dokładnie tego nie pamiętam. Czesław Niemen – jak mówią ludzie, którzy znają go tylko z twórczości – był wielkim artystą i idealnym człowiekiem. Myślę, że jest wysoce nierozumne łączyć geniusz, wielkość artystyczną z doskonałością charakteru. Mój tata był zwyczajnym śmiertelnikiem, grzesznikiem, miał swoje wady. Różniło go tylko to od innych, że był w nadzwyczajny sposób obdarowany.

Było coś, co Cię w ojcu irytowało?


Tak. Irytowała mnie przekora mojego ojca i taki przekorny żart, często, gdy byłam mała dla mnie niezrozumiały. Dzisiaj po latach śmieję się z takich żartów, ale tata czasami żartował sobie w taki sposób wobec dziecka, jakim byłam, w sposób, którego to dziecko nie mogło zrozumieć. Kiedy się denerwowałam, on pytał: „Ale co ja takiego powiedziałem?”.
Są jakieś słowa wypowiedziane przez ojca, które do dziś są z Tobą, które przypominasz sobie w trudnych chwilach?

Kilka takich mądrości, ciekawych zdań, które były wnioskami ojca, jakie wysnuwał po przeróżnych doświadczeniach i trudnych, i mniej trudnych, pamiętam. Na przykład: „Co mówią, to z biedy mówią”. Często przejmujemy się tym, co ludzie o nas powiedzą, osoby, które mniej lub bardziej pokazują się publicznie siłą rzeczy doświadczają więcej tych mów jak to się dziś mówi „hejterskich”. Osobiście w tych momentach, gdy tego doświadczamy mocno nienawistnego, oszczerczego traktowania nas złymi słowami staram się żeby to zdanie przyświecało mi. Mówię sobie wtedy: „Spokojnie. Co mówią, to z biedy mówią”.

Nie masz wrażenia, że twój występ na ubiegłorocznym festiwalu w Opolu gdzie zaśpiewałaś piosenkę „Dziwny jest ten świat” był odebrany trochę tak jak gdyby nagle dostrzeżono, że Czesław Niemen ma córkę i ta córka jeszcze na dodatek potrafi śpiewać?

Nie miałam takiego wrażenia. Od początku, kiedy zaczęłam śpiewać publicznie, co stało się 15 lat temu, słyszałam, doświadczałam różnych bolesnych rzeczy na swój temat, bolesnych z tytułu bycia córką Niemena. Przyzwyczaiłam się już do tego, a poza tym wyrosłam z takiego oczekiwania, że ktoś mnie w końcu zauważył i docenił. Raczej widzę ten występ jako mocno kontrowersyjny, bo spotykałam się ze słowami uznania, ale i słyszałam też słowa krytyki, czasem niekonstruktywnej, a czasem prostackiego wylewania na mnie nienawiści. Podeszłam do tego tak, że to był jeden z wielu moich występów, tyle tylko, że nagrany przez Telewizję Polską (śmiech).
Ale podczas tego występu pojawiła się improwizacja, w której dosyć mocno zaapelowałaś do osób, które są w kontrze do Twoich bliskich, do ciebie, które oczerniają twoją rodzinę…

Muzycznie pomysł wyszedł od mojego pianisty Tomka Kałwaka, który wiedział, że ja lubię improwizować. Często podczas naszych występów on i zespół zostawiają mi miejsce, gdy ja tworzę coś muzyczno- tekstowego. Tomek powiedział wtedy, że fajnie byłoby gdyby takie miejsce na koncercie w Opolu się pojawiło. Zgodziłam się na to, pomyślałam, że warto by było coś właśnie w poetycki i dźwiękowy sposób wyrazić.

Do kogo konkretnie skierowane były te słowa?


Kierowałam to do pięciu panów, którzy nigdy nie przyjaźnili się z moim tatą, gdzieś kiedyś go spotkali, i po śmierci taty nagle się pojawili, nagle zaczęli trąbić o swojej wielkiej przyjaźni ze śp. Niemenem. Wśród nich jest człowiek, który sam nazwał się ostatnim menadżerem Czesława Niemena. Ostatnim menadżerem był Jurek Bogdanowicz w latach 80. A ten człowiek, który tak o sobie opowiada, po prostu był organizatorem kilku koncertów ojca.

Jest kilku ludzi, którzy wespół z tym człowiekiem zapragnęli, nie wątpię, że uhonorować pamięć o Czesławie Niemenie, ale robią to w sposób nieprawy, nie w stylu Niemena. Określają się, jako przyjaciele, a przecież przyjaciele wiedzą o sobie wiele. Na przykład to, że Czesław Niemen miał już od początku lat 70. wpisane w dowodzie nazwisko Niemen-Wydrzycki, a nie Wydrzycki, a ci ludzie do tej pory czynią nam wiele przykrości, rozpowiadając i oburzając się, że przyjęłyśmy – ja, moja mama i siostra bezprawnie nazwisko Niemen.

Z tych pomówień, zarzutów zrobiła się wielka kula kłamstw i oszczerstw dotycząca Czesława Niemena i jego rodziny. Pomyślałam, że jeśli media pokazują mój występ, to mogę bronić dobrego imienia swoich najbliższych. Chciałam rzucić ziarnko prawdy. Zwykle jest tak, że gdy rzucamy ziarnko prawdy, to nieprawda się bardzo burzy, ale jest to burzenie się małego, głośno szczekającego pieska.

Podłogi w naszym domu zawsze niemiłosiernie skrzypiały. Gdy tata nagrywał muzykę należało dobrze zapamiętać, która deska nie skrzypi i robić susy, niektóre milowe, tak żeby nie hałasować.



A piosenka „Sen o Warszawie”? Czy uważasz, że śpiewanie jej przez kibiców na meczach godzi w dobre imię Twojego taty?

Nie byłoby nic złego gdyby jakiś zespół wykonał ten utwór. To, co jest kontrowersyjne to, to, że sposób, w jaki kibice wykonują tę piosenkę, te ich pienia trochę zagłuszają mojego tatę. Trochę to się kłóci z podejściem ojca do używania muzyki w takich celach. Jak pamiętam mojego tatę to był to muzyk, który z wielkim namaszczeniem traktował muzykę, słuchanie muzyki. Jestem prawie pewna, że gdyby żył i padłaby taka propozycja, czy nagranie może rozbrzmiewać na stadionie wespół ze śpiewami z gardzieli kibiców, to tata by się musiał zastanowić i nie wiem czy by się zgodził.

Może to niepopularna postawa, bo dziś wielu artystów znamy z opowiadania o sobie, opowiadania żartów, pokazywania własnej lodówki, a mój tata był bardzo w poprzek temu wszystkiemu. Był osobą trochę nie z tej epoki. Poza tym tata nie za bardzo lubił, kiedy na koncertach śpiewano razem z nim jego piosenki. Niemen tworzył muzykę nie rozrywkową, ale do słuchania i do myślenia.

A Ty lubisz, kiedy publiczność śpiewa Twoje piosenki?


Też nie lubię (śmiech). To zależy, jakie to są piosenki, koncerty, bo jeśli śpiewa ze mną chór gospel to jest to zupełnie inna sytuacja. Od paru lat gram koncerty „Natalia Niemen – kameralna” wtedy wykonuję moje utwory, które są trudniejsze, gdzie mogę improwizować, coś pozmieniać. Jestem typem antybiesiadnym, melancholikiem po tatusiu.

Może teraz będzie szansa do takiej większej improwizacji, gdy ruszasz z koncertami „Niemen mniej znany”. Co to za projekt?


Jesienią 2013 rozpoczęliśmy koncertowanie z projektem „Natalia Niemen prezentuje: Niemen mniej znany”. Chodzi w tym o to, aby przybliżyć albo przypomnieć mniej znaną albo w ogóle nieznaną niektórym twórczość Niemena. Repertuar z albumów „Terra Deflorata” z 1989 oraz „spodchmurykapelusza” z 2001. To ostatnia studyjna płyta Niemena. Przepiękne kompozycje, słychać w tych utworach inspiracje ojca wielkimi, starymi kompozytorami, swoje trzy grosze inspiracji wrzucili tu też starzy soulmani, od których ojciec zaczynał w latach 60. To kawałki za trudne na piosenki, ale zbyt rozrywkowe na utwory. Dla mnie to genialne fuzje inspiracji rozrywkowo-klasycznych, jeśli chodzi o warstwę kompozytorską i aranżerską. Te wszystkie utwory są opatrzone niezwykle poetyckimi tekstami, które są bardzo szerokim rozwinięciem słów z piosenki „Dziwny jest ten świat”. To, co ojciec wyśpiewuje, ma nam do przekazania, powiedzenia na tych dwóch płytach jest daleko bardziej posunięte w swej głębi.

Często mi powtarzał: „Zrób coś swojego, idź w tę stronę, tam gdzie ci dyktuje serce”.



Mówisz, że dojrzałaś muzycznie, że twoja płyta „Na opak” nagrana 16 lat temu, to był falstart...

Tak było. Chciałam śpiewać wtedy swoje piosenki, które miałam. Miałam inną wizję na muzykowanie. Inspirowali mnie artyści tacy jak Annie Lennox. Chciałam robić coś ciekawego, oryginalnego, ale poszłam trochę na skróty. Śpiewając u Natalii Kukulskiej poznałam muzyków, zaoferowali mi możliwość nagrania płyty. Młoda byłam, głupia, zgodziłam się, bo myślałam, że jak zrobię to, to potem będę robić swoje.

A co mówił na ten temat tata?

Z jednej strony cieszył się, że jest przede mną możliwość zrobienia czegoś, z drugiej często mi powtarzał: „Zrób coś swojego, idź w tę stronę, tam gdzie ci dyktuje serce”. Nie było radykalnej oceny, że to jest złe, niedobre, ale nie było też nadmiernego zachwytu. To było mądre. Gdy ta płyta wyszła, podobała mu się. Mnie się też nadal podoba, bo dziś nikt takich kompozycji nie pisze, ale ja byłam niedojrzała wokalnie i jako człowiek. Nie wiedziałam jak się pracuje w studiu. To było mądre, że nie zakazał mi pójścia tą drogą, bo każdy musi przeżyć własne życie, nawet pozornie złe sytuacje. Fajne było, że tata był ze mną w tym „naopackim” okresie, a jednocześnie potrafił powiedzieć mi po odbiorze przez media tej płyty, że muszę wypić piwo, którego sobie nawarzyłam. Chodziło mu bardziej o ludzi, z którymi współpracowałam, a nie samą płytę.

Rozwinęłaś się, dojrzałaś. Dziś śpiewasz w zespołach New Life M, Trzecia Godzina Dnia. Wybrałaś muzykę, którą określa się mianem „muzyki chrześcijańskiej”.

To określenie nie do końca mi się podoba. Dla mnie to po prostu muzyka wykonywana przez artystów, dla których Bóg stał się ważny. W jakimś stopniu owszem jest ona niedoceniana. W kontekście estrady jest tak, że jeśli ktoś nawiązuje do Chrystusa, tematów religijnych, to media się wycofują, wciąż stanowi to pewien rodzaj obciachu. Polska to jeden z nielicznych narodów, które bojaźń bożą w sobie pozostawiły, choć ma ona różne formy rzecz jasna. Na koncerty TGD, czy New Life M przychodzi wiele osób i są wdzięczne za takie dźwięki.

Potrafisz powiedzieć, która z piosenek taty jest Twoją najbardziej ulubioną, którą najbardziej cenisz za tekst albo muzykę?


Nie ma takiej jednej (śmiech). Cenię wszystko, co stworzył mój tata, ale trzy ostatnie płyty „Postscriptum”, „Terra Deflorata” i „spodchumyrkapelusza” to najbardziej nostalgiczne nuty. Za każdym razem zadziwiające mnie wzruszenie wywołują piosenki z płyty „Postscriptum”, ale chyba, dlatego, że byłam mała, siedziałam w tym studiu, że się tego nasłuchałam. Te kompozycje, rozwiązania aranżacyjne, ta kresowa, słowiańska nuta w śpiewach ojca, melodyce i harmonii jest niezwykle piękna. Parę dni temu słuchałam utworu „Elegia śnieżna”. Za każdym razem chce mi się płakać, kiedy słyszę tę piosenkę, ale także „Moje zapatrzenie” „Serdeczna muzo”. Może, dlatego, że są one bardzo osobiste, te piosenki za każdym razem wyciskają łzy we mnie. Wiele z tych piosenek powstawało na uszach mojej rodziny.
Zdjęcie główne: Opole 16.06.2013 Gala Jubileuszowa 50. Krajowego Festiwalu Polskiej Piosenki w Opolu. Na zdjęciu: Natalia Niemen, w tle zdjęcie jej ojca Czesława Niemena. Fot. TVP/PAP/Ireneusz Sobieszczuk
Zobacz więcej
Rozmowy Najnowsze wydanie
Nawet po Katyniu uważał, że trzeba rozmawiać z Sowietami
12 grudnia opublikowano tzw. Listę Ładosia – spis ponad 3,2 tys. Żydów, dla których polscy dyplomaci w Szwajcarii przygotowali latynoamerykańskie paszporty, próbując ratować ich przed Holokaustem.
Rozmowy Poprzednie wydanie
Agnieszka Romaszewska: Polacy muszą włączyć się we wspólne...
Szefowa TV Biełsat rozważa, czy Białorusini mogą zarazić się etnicznym szowinizmem.
Rozmowy Poprzednie wydanie
Reżyserki, etyczki, ministry… Najbardziej irytuje mnie gościni
Gombrowicz ironizował, że pisarka to gorszy rodzaj pisarza. A kiedy Wisława Szymborska dostała Nobla, w niektórych artykułach w uznaniu jej zasług pisano, że należy ją nazywać poetą, nie poetką.
Rozmowy wydanie 29.11.2019 – 6.12.2019
Polska czerpie niemałe przychody z bitcoina. Czy nad Wisłą są...
Będziemy płacili librą Facebooka albo walutą chińską. Chyba, że powstanie narodowy pieniądz cyfrowy.
Rozmowy wydanie 22.11.2019 – 29.11.2019
Szeptuchy odwracają uroki, huculskie voodoo zabija wiedźmy
Znam mnóstwo zaklęć, więc znajomi czasami proszą mnie o pomoc. Jedna koleżanka powiedziała, że dzięki mnie zaszła w ciążę – opowiada etnolog badająca magię ludową.