Po godzinach

Gorączka bitcoinów

Na początku roku kosztował... 13 dolarów. Niecałe dwa miesiące temu - 215 dolarów. Pod koniec listopada były to już 1073 dolary. 8 grudnia wirtualny pieniądz spadł w dół o 50 procent. Ale mimo tego, w przeliczeniu na polską walutę 1 bitcoin to ok. 1700 złotych. Jak to się stało, że za sprawą wirtualnego ciągu cyfr powstały prawdziwe fortuny?

Niedawno w internecie zrobiło się gorąco. Na facebooku i Twitterze pojawił się ogrom postów o ludziach przeszukujących swoje stare komputery albo wyklinających na czym świat stoi, że sformatowali dysk. Sformatowany dysk jest do odzyskania przy dużym nakładzie techniki i finansów. Gorzej, kiedy taki dysk... znajdzie się na śmietniku – jak dysk Jamesa Howellsa, informatyka z Anglii.

James postanowił przekopać wysypisko śmieci w poszukiwaniu swojego starego dysku, na którym miał klucze do wirtualnego portfela z bitcoinami wartymi dziś... 9 milionów dolarów. Jak mówił w wywiadzie dla BBC – wszystkie dane które miał na starym dysku przeniósł na nowy komputer. Dysk nie był mu już potrzebny – więc go wyrzucił. Szczęśliwi, których komputery mają się dobrze i nie zgubili kodu do wirtualnego portfela. Jak Norweg Kristoffer Koch cztery lata temu kupił 5000 bitcoinów. Kosztowały go 27 dolarów. Dziś warte są 2 mln 900 tys. dolarów. Koch wypłacił jedną piątą i kupił sobie dom w Toyen.

Wszystko za sprawą ciągu cyfr – bo tym właśnie jest Bitcoin – wirtualny pieniądz. „Pieniądz” to nazwa umowna, bo można za niego kupić różne rzeczy – mimo że prawnie, w Polsce, jako waluta nie jest uznawany. Nie można go mieć fizycznie, ale w ostatnich dniach wystarczyło kilka cyferek zapisanych na dysku, aby doprowadzić kogoś do szczytu bogactwa, lub skraju rozpaczy...
Cameron Rugless prowadzi firmę, która umożliwia przelewy lub płatności bitcoinami. (fot. arch wł.)
Bitcoin? Co to jest?

Bitcoin narodził się w głowie Satoshi Nakamoto. Kim jest Nakamoto? Tego do końca nie wie nikt. Może być to grupa osób, może jeden niepozorny kryptolog, a może (tu wersja dla lubiących teorie spiskowe) agencja rządowa któregoś państwa. Faktem jest, że posługiwał się on kontem mailowym z niemieckiego serwera i że najprawdopodobniej „Satoshi Nakamoto” to tylko pseudonim.

Mało znane forum dla kryptografów, na którym przesiadywał wspomniany Nakamoto, usłyszało o tajemniczym bitcoinie 1 listopada 2008. Ideą miała być moneta stworzona z bitów. Realnie i namacalnie tego pieniądza miałoby nie być – podobnie jak realnie i namacalnie nie można dotknąć sieci.

Na początku bitcoin był głównie kojarzony z walutą do szemranych interesów. Słynny w anonimowej sieci market narkotykowy Silk Road przyjmował płatności tylko i wyłącznie w bitcoinach. Waluta jest anonimowa – szanse na wykrycie, kto komu i za co płaci są znikome, jeśli nie żadne – pod warunkiem, że płacący i opłacany potrafią się dobrze zabezpieczyć.

Więc jak to zrobić, żeby go sprzedać i mieć złotówki, albo inną walutę? Wystarczy ogłoszenie w internecie – są fora i strony do wymiany bitcoinów na walutę używaną w „naszym” świecie.

Po co bitcoin? Dla Nakamoto zapewne był sprawdzeniem na ile otwarta na nowe rozwiązania jest współczesna ekonomia. W 2008 roku sytuacja na rynku nie była ciekawa, Nakamoto szukał nowych rozwiązań. Dla nas może być świetnym sposobem na przelew pieniędzy bez pośredników. W Polsce możemy przesłać pieniądze przez jakikolwiek bank, albo firmy zajmujące się przekazami pieniężnymi. Im dalej wysyłamy – tym większa prowizja. Bitcoin umożliwia przesłanie pieniędzy bezpośrednio do osoby, którą sobie wybierzemy. Prowizja to pół centa – jeśli zależy nam na szybkim przelewie, jeśli nie – prowizja wynosi zero. Jedyne co trzeba mieć, żeby korzystać z bitcoina, to wirtualny portfel.

Na początku bitcoin był głównie kojarzony z walutą do szemranych interesów. Słynny w anonimowej sieci market narkotykowy Silk Road przyjmował płatności tylko i wyłącznie w bitcoinach. Waluta jest anonimowa – szanse na wykrycie, kto komu i za co płaci są znikome, jeśli nie żadne.

Kopalnia bitcoinów

Bitcoin można kupić, dostać przelewem, lub... wykopać . Wystarczy mieć dobry komputer, który będzie potwierdzał bitcoinowe transakcje innych – za każde potwierdzenie „górnik” dostaje 25 bitcoinów. Jednak Prawdopodobieństwo tego, iż dany użytkownik otrzyma partię monet, zależy od stosunku ilości mocy obliczeniowej wniesionej do sieci za jego pośrednictwem.

Dziś wydobytych jest około 12 milionów bitcoinów. Im więcej się ich wydobywa – tym trudniej jest to zrobić. Zostało jeszcze 9 milionów do wydobycia i ani minibitcoina więcej. Ostatecznie będzie ich 21 milionów (taką liczbę ustalił Nakamoto) i będą wydobywane do 2140 roku.

Bitcoin to zapis cyfrowy. Trzymamy go w wirtualnym portfelu na komputerze albo w internecie. Jednostka bitcoina powstaje przez zaangażowanie mocy obliczeniowej komputera każdego z użytkowników podłączonych do sieci. To jest właśnie wykopywanie „monet”. Praktycznie wygląda to następująco: każdy przelew w bitcoinach musi być potwierdzony przez innego użytkownika. Gdy ten potwierdza przelew – dostaje (wykopuje) od sieci 25 bitcoinów – za zaangażowanie swojego czasu, komputera, zużycie prądu.

Bitcoin można kupić, dostać przelewem, lub... wykopać . Wystarczy mieć dobry komputer, który będzie potwierdzał bitcoinowe transakcje innych – za każde potwierdzenie „górnik” dostaje 25 bitcoinów.

5000 procent w górę

Od początku roku bitcoin wystrzelił w górę o prawie 5000 procent. Na początku grudnia zdążył spaść już o 20 procent. – Jeszcze pójdzie w górę – nie ma wątpliwości Cameron Ruggles z Salt Lake City. – I wtedy się martwię, bo jeśli bitcoin jest wysoko, to oznacza dla mnie, że mniej zarobię w przyszłości – przyznaje w rozmowie z portalem tvp.info.

Skąd ten skok? Cameron, który bitcoinami interesuje się od 2010 roku, a od dwóch lat prowadzi walutowy market w internecie, twierdzi, że stało się tak po nagłym zainteresowaniu mediów bitcoinem. – Po spotkaniu senatu, gdzie rozmawiano na temat bitcoina, media zaczęły nagle dużo o tym pisać i interesować się sprawą tego rodzaju płatności. Poza tym bitcoin ma już pięć lat, najwyższy czas, żeby świat o nim usłyszał – przyznaje.

Firma Camerona to coś na kształt wirtualnej poczty – można tu przyjść z bitcoinami, albo gotówką, zapłacić lub przelać pieniądze na różne sposoby - to typowe wykorzystanie internetowej waluty. Inaczej ma się sprawa w Klinice Włosów Vinci w USA, której menadżerem jest Ken Fryer. Tu również za usługi można płacić w bitcoinach. Klinika akceptuje takie płatności dopiero od tygodnia i Ken przyznaje, że zdecydowali się na to po głośnych artykułach na temat bitcoina licząc na to, że ułatwią swoim ekskluzywnym klientom płatności w tej walucie. Ale bitcoinem można płacić też w Polsce – w Kielcach u fryzjera, w Bydgoszczy w kawiarni. Wystarczy wejść na stronę coinmap.org, aby zobaczyć ile jest miejsc, które akceptują „kryptowalutę”.

Ja na pewno będę się z tego cieszył, bo ten rozgłos może to przynieść zysk mojej firmie. Prowadzę market walutowy. Nie wiem tylko co na to górnicy, im więcej konkurencji w kopaniu, tym gorzej dla nich – mówi Cameron.

Bo z bitcoinem jak ze złotem – im więcej osób je wykopuje – tym mniej przypada na każdego. Ale też jak z ropą – im mniej jej jest – tym jest droższa.
To może niezbyt miłe, ale inni posiadacze bitcoinów będą się cieszyć, jeśli Brytyjczyk James Howells nie znajdzie swojego dysku – mówi Maciek Ziółkowski, student ekonomii, bitcoinowy inwestor oraz bloger z Bydgoszczy. – Pamiętam sytuację gdy podczas jednej z konferencji w Londynie prelegent ogłosił że skasował 7000 bitcoinów. W pośpiechu wyjął pendrive i nie sprawdził czy prawidłowo zapisał klucze prywatne. A później sformatował dysk... Z tyłu sali słychać było okrzyk: Super! Dziękujemy! Nasze bitcoiny są więcej warte skoro jest ich mniej na rynku – opowiada Maciek.

Co dalej?

W Polsce płatności bitcoinem na razie się rozkręcają. Można nimi u nas płacić na razie w 60 instytucjach. Pewne jest, że to technologia, która będzie się rozwijać i według specjalistów - warto w niego inwestować.

Jak? Inwestycja w walutę na pewno nie powinna polegać na kupowaniu bitcoina w ciemno, gdy nic o nim nie wiemy w celach spekulacyjnych. Lepiej jest zainwestować w technologię. Na przykład jeśli prowadzimy biznes – zainwestować w zdolność akceptowania płatności w bitcoinach. Zrozumieć na czym polegają wirtualne portfele, zainstalować programy w komputerze, albo smartfonie. I... być czujnym – bardziej niż James Howells. Wygląda bowiem na to, że Howells nie odzyska elektronicznych milionów. Administrator wysypiska twierdzi, że dysk do tej pory mógł zostać zasypany nawet metrową warstwą śmieci...

–Julia Chmielecka
Zdjęcie główne: Bitcoina nie można mieć fizycznie, ale w ostatnich dniach wystarczyło kilka cyferek zapisanych na dysku, aby doprowadzić kogoś do szczytu bogactwa, lub skraju rozpaczy... (fot. flickr.com/antanacoins)
Zobacz więcej
Po godzinach wydanie 17.11.2017 – 24.11.2017
„To była zabawa w śmierć i życie”. Od ćpuna po mistrza świata
Historię Jerzego Górskiego opowiada film „Najlepszy” oraz książka o tym samym tytule.
Po godzinach wydanie 17.11.2017 – 24.11.2017
„Geniusz kreatywności”. Polka obok gwiazd kina, muzyki i mody
Jej prace można podziwiać w muzeach w Paryżu, Nowym Jorku czy Londynie.
Po godzinach wydanie 10.11.2017 – 17.11.2017
Zsyłka, ucieczka i samobójstwo. Tragiczne losy brata Piłsudskiego
Bronisław Piłsudski na Dalekim Wschodzie uważany jest za bohatera narodowego.
Po godzinach wydanie 10.11.2017 – 17.11.2017
„Choćby z diabłem, byle do wolnej Polski”. Pierwszy Ułan II RP
Gen. Bolesław Wieniawa-Długoszowski skupia w sobie losy II RP.
Po godzinach wydanie 3.11.2017 – 10.11.2017
Kobiety – niewolnice, karły – rekwizyty. Szokujący„złoty wiek”
Służba była formą organizacji życia w tej epoce. Każdy kiedyś był sługą, nawet królewski syn.