Wywiady

Muniek Staszczyk: Z IV LO powoli trzeba się ewakuować

– Ludzie nie zdają sobie sprawy, jaki ciężar dźwiga się będąc popularnym. Oczywiście nie mogę narzekać, bo sam tego chciałem. Inaczej patrzyłbym i mówił z perspektywy gościa, który miałby na utrzymaniu pięcioro dzieci i mieszkał w małej klitce, klepiąc biedę na zasiłku – mówi Muniek Staszczyk.

Lider zespołu T.Love skończył niedawno 50 lat i rusza w jubileuszową mini trasę. Opowiada nam m.in. o tym, czy wypada jeszcze śpiewać „IV LO” i jak napisałby nową „Warszawę”. Wyjaśnia dlaczego dla niego skrzypaczka Vanessa Mae grała „kichę”, a Ramones byli rewelacyjni w swej prostocie.
Lider zespołu T.Love skończył niedawno 50 lat i rusza w jubileuszową mini trasę.
50 urodziny to okazja do świętowania z fanklubem T.Love i przygotowania małej trasy koncertowej.

Pomyślałem, że warto to jakoś uczcić, zwłaszcza, że zespół miał cały rok urlop. Trasa wiąże się oczywiście z hasłem „Pięćdziesiątka Muńka”, ale i z wydaniem czterech płyt z naszej dyskografii na winylach. Na razie wyszły: „Model 01”, „Al Capone”, „Chłopaki nie płaczą” i „King”. Cztery koncerty, cztery bardzo różne miasta.

23 listopada zaczynamy od Wilna. Zawsze bardzo chciałem tam zagrać. 28 listopada w Krakowie naszym specjalnym gościem będzie Renata Przemyk. Dwa dni później wielkie święto w stołecznej Stodole, gdzie czujemy się jak u siebie w domu. Wystąpi z nami Stasia Celińska, która pięknie wykonała nasz utwór „Warszawa” z Royal String Quartet i pianistą Bartkiem Wąsikiem, który jest aranżerem. Efektów ich współpracy można posłuchać na płycie „Nowa Warszawa”. Wystąpi również Titus z Acid Drinkers z zupełnie innym repertuarem. 8 grudnia gramy ostatni koncert w Londynie z naszym gościem Tomkiem Lipińskim, znanym z takich zespołów jak Brygada Kryzys czy Tilt.

Co poczułeś słysząc „Warszawę” w takiej nietypowej aranżacji z udziałem smyczków?

Może wzruszenie to jest złe słowo, ale strasznie skupiła moją uwagę. Piosenka „Warszawa” w naszym wykonaniu nie robi już na mnie żadnego wrażenia, bo tyle razy usłyszałem ją gdzieś tam na stacji benzynowej. Mam świadomość, że to jest bardzo ważny utwór dla nas. Ostatnio taksówkarz powiedział mi: „Panie Muńku, najlepsza po piosence Czesława Niemena!”. To był dla mnie komplement. Stanisława Celińska jest wielką aktorką. Gdy ją poznałem, nawiązaliśmy fajny, ciepły kontakt. Wyciągnęła z tego tekstu coś więcej, niż ja. Pojawiła się jakaś magia. Bardzo cieszy mnie, gdy ktoś co jakiś czas nagrywa nasz kawałek w swojej interpretacji.

Gdybyś teraz pisał o Warszawie, to co zaakcentowałbyś najbardziej?

Żyję w tym mieście 31 lat i jestem z nim bardzo związany. Mieszkałem w wielu miejscach na Grochowie, Mokotowie, Ochocie, w Śródmieściu, długo na Żoliborzu, z którego jest moja żona, także na Szczęśliwicach. Od siedmiu lat moim miejscem są Włochy i gdybym pisał tekst, na pewno ta dzielnica byłaby ważnym akcentem. Tutaj się zadomowiłem. Mam przyjemność znać osobiście wielkiego pisarza Marka Nowakowskiego. Stąd pochodzi, dużo mi o Włochach opowiadał. Pewnie wspomniałbym też o Ochocie. Piosenka „Warszawa” powstała w 1989 roku, więc przybyło sporo miejsc, które obecnie są mi bliskie.

Kazik Staszewski śpiewał, że „tylko wiarygodny jest artysta głodny”. Znajdziemy w tym ziarno prawdy?

Nie sądzę, żeby w latach 80. gen. Wojciech Jaruzelski miał tego świadomość, że niechcący wpłynął na rozwój rock and rolla w Polsce. Jego stan wojenny i restrykcje spowodowały, że chłopcy tacy jak my zakładali zespoły. Wkurzało nas to. Nie chcieliśmy być ani z Kościołem, ani z PZPR. Kibicowaliśmy „Solidarności”, ale szukaliśmy też własnej wysepki. Żyło się biednie. Powstało w tym czasie dużo dobrych tekstów i zespołów. Tutaj Kazik na pewno ma rację. Nie znaczy to jednak, że później w Polsce nie powstało nic wartościowego. T.Love ma w swoim dorobku – na wcześniejszych płytach – taką relację z ulicy, pocztówki z miasta. Początki zespołu nie wiązały się z żadnymi większymi profitami. Można powiedzieć, że pierwszych dziesięć lat, to było uwiarygodnienie się dla publiczności. Na to nie ma ceny, żeby zdobyć szacunek ludzi.

W latach 90. zacząłem żyć z muzyki i to jest świetne. Nie wstydzę się tego. Nikomu nic nie ukradłem. Wszystko co mam, to moja ciężka praca. Dziś już nie uprawiamy publicystyki miejsko-podwórkowej. Od tego jest hip-hop, który zawsze bardzo mnie ciekawił, ale nie zacznę rapować, bo byłbym śmieszny. Wszystko zależy jak podchodzi się do materii. Nie trzeba być głodnym, jeśli idzie się w głąb siebie. Niektórzy nazywają to emigracją wewnętrzną. Teksty z naszej ostatniej płyty „Old is Gold” to nie są fotografie z miasta, czy polityczno-społeczne raczej tematy spirytualne. Nie zamierzam teraz tylko odcinać kuponów i grać wyłącznie dla zarobku, nie wydając żadnych płyt. Każdy nowy album jest dowodem na to, że żyjemy i istniejemy.

Niejeden artysta osiągnął sukces i paradoksalnie wpadł potem w depresję. To jest efekt braku nowych wyzwań, jakiegoś przesytu?

Temat depresji jest dzisiaj modny. Ja też w kilku wywiadach się do tego przyznałem. Wtedy dzwoniły do mnie pewne paniusie z kolorowych pism: „Panie Muńku, niech pan coś opowie! Pan tak strasznie cierpiał.”. Miałem gorsze momenty, ale bez przesady! Nie uważam się za kogoś pod tym względem wyjątkowego. Nie trzeba grać w zespole rockandrollowym, żeby wpadać w depresyjne stany. Zmagają się z tym ludzie pracujący w korporacjach, w takich maszynkach, które mielą każdego. Inni reagują źle na dużą ilość ciemnych miesięcy w roku. Ja nie jestem jakimś meteopatą. Ludzie natomiast nie zdają sobie z tego sprawy, jaki ciężar dźwiga się będąc popularnym. Oczywiście nie mogę narzekać, bo sam tego chciałem. Inaczej patrzyłbym i mówił z perspektywy gościa, który miałby na utrzymaniu pięcioro dzieci i mieszkał w małej klitce klepiąc biedę na zasiłku.

To jak jest z tą psychiką lidera zespołu?

Każdy coś od ciebie chce. Z drugiej strony chcesz być w miarę normalny w kontakcie z ludźmi, ale nie dla wszystkich przesadnie, sztucznie miły. Dla naszego zespołu, który jest już stary i ma swoje wymagania, z każdą płytą jest bardzo dużo pracy. Tłukliśmy próby i nie różniło się to od zatrudnienia w pełnym wymiarze od 9. do 17. Oczywiście są profity, klepanie po plecach, ale każdy jest tylko człowiekiem. W pewnym momencie „psycha” pęka. Pierwszy raz coś takiego miałem, pod koniec lat 90., gdy chciałem rozwiązać zespół. To była klasyczna deprecha. Potem po latach to się pogłębiło. Stwierdziłem, że większość rzeczy jest we mnie i trzeba pracować nad sobą. W zawodach artystycznych zawsze występował ten problem. Weźmy Kurta Cobaina – biedny facet. Nie sądzę, żeby w czaszce miał zupełny spokój.

Nie trzeba grać w zespole rockandrollowym, żeby wpadać w depresyjne stany. Zmagają się z tym ludzie pracujący w korporacjach, w takich maszynkach, które mielą każdego.

Niedawno zmarła ważna postać w świecie rocka – Lou Reed.

Wspominamy na próbach przed obecną trasą tych, którzy odeszli w tym roku. Na trasie zagramy m.in. song Marka Jackowskiego „Ulica miłości”, który nagraliśmy trzy dni przed jego śmiercią. W utworze „Banalny” śpiewam: „Słucham Lou Reeda, płyty New York” . Byłem na jego koncercie w 2000 roku. Moje ulubione płyty Lou Reeda to: „Transformer”, „Berlin” i właśnie „New York”. Bohaterowie mojego pokolenia to są już panowie po siedemdziesiątce. Niektórzy odchodzą. Zostawili swoje dziedzictwo. Ci, którzy jeszcze grają – Bob Dylan, The Rolling Stones czy Dawid Bowie, tylko ośmielają mnie – młodego człowieka w tym kontekście – do występowania. Rock się zestarzał generalnie. Jak ja zaczynałem 31 lat temu, facet w moim obecnym wieku był dla mnie trupem – artystycznie niewiarygodny. Gdybym przyszedł jako ten nastoletni Muniek, który zakładał T.Love z kolegami w roku 1981, to nie wiem czy bym się dogadał z tym gościem. Pewnie bym się śmiał.

Masz bardzo luźny stosunek do kiczu. Czy jest taka granica obciachu, której artysta nie powinien przekroczyć?

Kicz, będąc nawet grubym kiczem, staje się czasami sztuką. To prawda czuję taką miętę. Pewnym przełamaniem w sztuce było to co wymyślił Andy Warhol, czego kiczem nie nazwę. Nagle wychodzi facet i maluje puszkę zupy Campbella. W realiach amerykańskich staje się, że tak powiem, ikoną. Jeśli chodzi o kicz, granice są w myśleniu, że zrobimy dziś piosenkę na lato, nagramy piosenkę dla papieża. Stworzymy niby coś ambitnego, czasem z patosem, ale w złym smaku, a to wszystko pod pretekstem wielkiej sztuki. Była kiedyś taka skrzypaczka, popularna w latach 90. Vanessa Mae. Ściemniała na tych skrzypcach, ale ładnie wyglądała. Wielu pretensjonalnych ludzi się na tę kichę nabrało. W Polsce niektórzy panowie mówili, że jej muzyka nawiązuje do klasycznej i jest lepsza niż jakiś rock and roll, grany na czterech prostych akordach. Gdyby usłyszeli zespół Ramones to nazwaliby to kiczem. A ja myślę odwrotnie. Ramones celowo byli prości, nie prostaccy. Nam niektórzy zarzucają wręcz prymitywizm, a ja nie chcę być „ambitny”. Chcę dotrzeć do człowieka w sposób dosyć prosty, ale nie prostacki.

Często z T.Love puszczaliście oko do odbiorców waszej muzyki...

Dużo kiczu było w moim dzieciństwie. Chodziłem na enerdowskie filmy o Indianach – Winnetou itd. Cała rozrywka lat 70. szczególnie z obozu socjalistycznego – Czechosłowacja, Węgry, NRD, Polska – zawiera dużo piosenek o takim charakterze. Przemycaliśmy kicz także do zespołu T.Love. Utwory takie jak „Karuzela”, „Garaż” o tekstach, które były gdzieś tam w kontrze do systemu, wykonywaliśmy przy kiczowatych melodiach. W latach 80. wielokrotnie, prowokacyjnie ubieraliśmy się w jakieś szerokie dzwony z poprzedniej dekady, kolorowe koszule, do tego grzebień w kieszeni... jak totalne wieśniaki. Jeszcze jeden taki moment był później podczas nagrywania płyty i teledysku „Chłopaki nie płaczą”. Zawsze lubiliśmy się pośmiać. Tylko to jest niebezpieczne, bo potem mogą ci, mówiąc po gombrowiczowsku, przyprawić gębę trefnisia, błazna. A w T.Love jest także dużo rzeczy poważnych.

Wyobrażasz sobie siebie za 10 lat śpiewającego na scenie IV Liceum Ogólnokształcące?

Powoli trzeba się ewakuować, oczywiście nie ze sceny, tylko z pewnych piosenek. Może z czasem nie będziemy zapraszani już na juwenalia. Traktuję ten utwór jako pewnego rodzaju nasz evergreen. Nie utożsamiam się w żadnym stopniu z bohaterem czyli Zygmuntem Staszczykiem z 1982 roku, gdy powstała ta piosenka, ale lubię ją grać podobnie jak inne utwory z tamtego okresu na przykład „Autobusy i tramwaje”. Zdaję sobie z tego sprawę, że za 10 lat stanie na scenie 60-letni kolo. Już teraz mam 50 lat i w kontekście IV LO wydaje się to śmieszne. Nie zdarzyło nam się jednak zagrać koncertu bez tego kawałka. Gramy go również dla młodych ludzi, którzy dowiedzieli się o zespole od starszych w rodzinie i przychodzą na nasze koncerty.

W latach 80. wielokrotnie, prowokacyjnie ubieraliśmy się w jakieś szerokie dzwony z poprzedniej dekady, kolorowe koszule, do tego grzebień w kieszeni... jak totalne wieśniaki.

Ostatnia płyta T.Love „Old is Gold” to jest zapowiedź jakiegoś kierunku, jaki może obrać zespół w następnych latach?

Ważą się losy płyty unplugged, którą może wydamy w przyszłym roku. Nie byłaby to jakaś rewolucja. Tutaj musimy zresztą dopiąć budżet. Nowy album gdzieś w tyle głowy mam. Na razie nie napisałem kolejnych tekstów. Może wizyta w Ameryce, którą odbyłem w tym roku przyniesie inspirację. Być może pójdziemy w kierunku muzyki czarnej, bardziej w soul, funk. Nie mam na myśli udawania takich wokalistów jak James Brown czy Michael Jackson. Możliwie, że będzie to tak jak w przypadku The Clash i ich płyt „London Calling” i „Sandinista”. Ten zespół mieszał jakby tradycję białą i czarną. Powinno to ewaluować z „Old is Gold”. Opierać się na jakimś rytmie starym, ale w taki sposób, żeby opowiedzieć coś na nowo.

Zdjęcie główne: Muniek Staszczyk wraca po rocznej przerwie (fot. Marcin Żurawicz)
Zobacz więcej
Wywiady wydanie 13.10.2017 – 20.10.2017
„Powinniśmy powiedzieć Merkel: Masz tu rachunek, płać!”
Jonny Daniels, prezes fundacji From the Depths, O SWOIM zaangażowaniu w polsko-żydowski dialog.
Wywiady wydanie 28.07.2017 – 4.08.2017
Definitely women in India are independent
Srinidhi Shetty, Miss Supranational 2016, for tvp.info
Wywiady wydanie 28.07.2017 – 4.08.2017
Małgosia uratowała mi życie. Dzięki niej wyszedłem z nałogu
– Mam polski paszport i jestem z niego bardzo dumny – mówi amerykański gwiazdor Stacey Keach.
Wywiady wydanie 28.07.2017 – 4.08.2017
„Kobiety w Indiach są niezależne. I traktowane z szacunkiem”
Tak twierdzi najpiękniejsza kobieta świata Srinidhi Shetty, czyli Miss Supranational 2016.
Wywiady wydanie 14.07.2017 – 21.07.2017
Eli Zolkos: Gross niszczy przyjaźń między Żydami a Polakami
„Żydzi, którzy angażują się w ruchy LGBT, przyjmują liberalny styl życia, odchodzą od judaizmu”.