Po godzinach

Geniusz, który zrezygnował z fortuny

Kim był Stefan Banach – człowiek, którego nazwisko umieszcza się obok Kopernika wśród największych matematyków świata wszech czasów?

Życie tego genialnego uczonego mogłoby stanowić kanwę niejednego hollywoodzkiego filmu. Dobrze zrobiony, byłby nie mniej ciekawy niż „Piękny umysł”. Banach nie miał jednak tyle szczęścia, co genialny matematyk, John Forbes Nash, o którym opowiada równie genialny film. Nie zainteresował się nim rodzimy przemysł filmowy, żaden pan Wajda czy Zanussi - niestety. I choć Banach jest – obok Mikołaja Kopernika i Marii Skłodowskiej-Curie – najwybitniejszym polskim uczonym, to we własnej ojczyźnie nie doczekał się nawet porządnej biografii. Za to w Muzeum Techniki w Chicago jego nazwisko umieszczono, obok Kopernika, wśród największych matematyków świata wszech czasów.

Nie powinien zatem nikogo dziwić fakt, że większość mieszkańców Warszawy zapytana o to, kim był Banach, odpowiedziała w ulicznej sondzie, że to jakiś znany lekarz. O Banachu i polskiej, lwowskiej czy lwowsko-warszawskiej szkole matematycznej nie uczą w szkołach, za to luminarze światowej nauki jak W.G. Mathews i D.O. Hirsch napisali niemal 20 lat temu, że „matematyka jest nauką, do której polscy uczeni wnieśli w obecnym stuleciu najwięcej”. Mimo, że „Encyclopedia Britannica” słowem nie wspomina o tym, że Banach był Polakiem, wszyscy amerykańscy studenci nauk ścisłych muszą przejść przez stworzony przez niego nowy dział matematyki, analizę funkcjonalną, która miała kapitalne znaczenie dla rozwoju mechaniki kwantowej.
Ławka z figurami Ottona Nikodyma i Stefana Banacha na krakowskich Plantach (wg projektu Stefana Dousy, odsłonięta 14 października 2016 r.) Fot. Wikimedia Commons/Uuuxxxyyyzzz - Praca własna, CC BY-SA 4.0
Informatycy amerykańscy obliczyli, że w ciągu półwiecza ukazało się ponad 11 tysięcy publikacji ze słowem „Banach” w tytule, a publikacji cytujących treści uczonego jest kilkakrotnie więcej. To jeden z najlepszych wyników, a we współczesnej nauce to właśnie wskaźnik cytowań jest miarą osiągnięć naukowych.

Dowolna ilość zer

W latach 20. ubiegłego wieku do Lwowa przyjeżdżał aż trzykrotnie twórca pierwszego na świecie komputera elektronicznego i konstruktor głośnej teorii gier, John von Neumann. Nie wpadał tam po to, by rozkoszować się luźną atmosferą Kresów czy by podziwiać Wysoki Zamek. Jego misją było przekonanie Banacha do wyjazdu za ocean. Nie działał sam, ale na zlecenie innego genialnego uczonego, Norberta Wienera, twórcy cybernetyki.

Podczas ostatniej wizyty w 1937 r. von Neuman pokazał Banachowi czek, na którym na polecenie Wienera napisał jedynkę i zaproponował dopisanie dowolnej ilości zer, byle Banach zgodził się wyemigrować. Matematyk lakonicznie stwierdził „to za mała suma, aby opuścić Polskę... za mała”.

Historia Banacha to jak opowieść z bajki. Ten syn zwykłych górali, urodził się w Krakowie 30 marca 1892 r. i już jako osesek został oddany w opiekę rodzinie zastępczej. Była nią właścicielka pralni. Na szczęście z praczką przyjaźnił się pewien literat i fotografik, tłumacz literatury francuskiej, niejaki Mień, który wcześnie dostrzegł w małym chłopcu nieprzeciętne zdolności lingwistyczno-matematyczne.

Stefan Banach nie nauczył się matematyki w szkole. Był samoukiem i nie skończył żadnych studiów, poza zaliczeniem dwóch lat na Politechnice Lwowskiej. Wszystkie działy matematyki opanował sam. Dostęp do odpowiedniej literatury zapewniła mu praca subiekta w księgarni naukowej. Jak to zwykle bywa, na dalsze jego losy wpłynął przypadek.

Szkockie marmury i bomba wodorowa

Lwów potrzebował zaledwie 20 lat, by stać się mekką dla uczonych z Francji, Niemiec, Anglii czy USA, a słynna szkoła lwowska inspirowała i wdrażała nowe metody nauczania. Do Banacha lgnęli młodzi ludzie, których traktował jak kumpli, a nie jak żaków. Zasiał ferment w umysłach i spowodował, że nauka przestała kojarzyć się z nudnym wkuwaniem.
W tym budynku we Lwowie znajdowała się Kawiarnia Szkocka, która dla dla matematyków była drugą salą wykładową (fot.arch)
To właśnie owi studenci i profesorowie stworzyli słynną lwowską szkołę matematyczną, do której należeli Stanisław Mazur, Juliusz Schauder, czy Władysław Orlicz. Stanisław Ulam – współtwórca bomby wodorowej, pracujący w Los Alamos – po latach napisał z Ameryki, że „atmosferę panującą w Kawiarni Szkockiej, pełnej zaangażowania, napięcia i współdziałania kolegów, da się z porównać tylko z klimatem pracy uczonych w Los Alamos w czasie drugiej wojny światowej”. Kawiarnia Szkocka, o której wspomina Stanisław Ulam, dla lwowskich matematyków stała się czymś w rodzaju drugiego domu i sali wykładowej.

Niemal dzień w dzień zjawiał się tu Banach wraz z gronem przyjaciół, uczniów i współpracowników. Dużo pili, palili i jedli. Lał się szampan i koniak, wypijano hektolitry kawy. Kawiarnia przypasowała uczonym, była niemal przylepiona do uniwersytetu, a poza tym znajdowały się w niej stoliki z marmurowymi blatami, po których łatwo się pisało kopiowymi ołówkami. Niestety równie łatwo można było zmazać zapisane myśli. Zdarzało się więc, iż dokonali odkrycia jakiejś fundamentalnej prawdy, ale zapominali ją utrwalić na papierze. Wraz z pociągnięciem mokrej ścierki, rezultaty ich pracy znikały bezpowrotnie.

Dopiero żona Banacha wpadła na prosty pomysł – kupiła zeszyt z marmurową okładką, który dzisiaj nazywany jest Księgą Szkocką. Kajet ten stał się relikwią uczonych, znaną na całym świecie, wokół której powstały całe legendy. W 1979 zorganizowano nawet w Teksasie konferencję naukową poświęconą zeszytowi o marmurowych okładkach.

Do Księgi Szkockiej, którą przechowywał barman lub szatniarz, miał dostęp każdy, kto chciał wpisać swój problemat. Od 1935 do 1941 roku uczeni zapisali w niej aż 193 problemy. Ich autorzy zwyczajowo wyznaczali nagrody za ich rozwiązanie. W zależności od stopnia trudności nagrodą mogło być piwo, wino, szampan, whisky a nawet żywy inwentarz jak np. gęś. Jednym z ciekawszych problematów dotyczących algebry Boole’a zapisał John von Neumann. Za rozwiązanie problemu oferował taką ilość szkockiej whisky, jaką delikwent zdoła wypić.

Do tańca i do różniczki

Banach mógłby być z jeszcze jednego powodu ciekawym kąskiem dla filmowców. Nie był typowym inteligentem, schowanym za szkłami grubych okularowych soczewek i w niemodnym ubraniu. Lubił się bawić, a nawet ostro balować, nie przestrzegał towarzyskich konwenansów. W przerwach pomiędzy wykładami a rozwiązywaniem równań potrafił tańczyć ze studentkami do białego rana i regularnie chodzić do kina na amerykańskie westerny.

Pomnik Stefana Banacha przed budynkiem przy ul. Reymonta 4 w Krakowie, gdzie mieścił się Instytut Matematyki Uniwersytetu Jagiellońskiego w latach 1968-2008. Fot. Wikimedia Commons/ Pawel Swiegoda (Paberu) - Praca własna, CC BY 3.0
Nie był więc typem pięknoducha błądzącego z głową w chmurach, pieniędzy zwykle mu brakowało, bo choć dużo zarabiał, to jeszcze więcej wydawał. Twierdził, że nie potrafi… liczyć. W 1939 r. Polska Akademia Umiejętności przyznała mu najwyższą nagrodę w przedwojennej Polsce, wynoszącą 20 tys. złotych (20 pensji profesorskich). Banach nie zdążył jej jednak odebrać.

Może gdyby posłuchał von Neumana, dopisał parę zer na czeku i wyjechał do USA nie doczekałby okupacji hitlerowskiej, a później bolszewickiej. Od okupacyjnych represji lub śmierci uratowała go praca karmiciela wszy w Instytucie Bakteriologicznym R. Weigla, który odkrył szczepionkę przeciw tyfusowi plamistemu. Banachowi udało się dożyć końca okupacji niemieckiej, ale w sierpniu 1945 r. zabił go rak płuc.

Być może dla rodzimych filmowców idee matematyczne, czy odkrycia fizyczne Stefana Banacha, są zbyt hermetyczne. A może winien jest nasz, Polaków, analfabetyzm matematyczny. Tak czy siak, większość Polaków nie zna Banacha, nie wie nawet, że istnieje taka dziedzina wiedzy jak analiza funkcjonalna. W Polsce, gdzie ściąganie jest normą, należy wątpić że zmieni to obowiązkowa matura z matematyki. Reżyserów zaś jakoś nie widać.

Źródło: książka Józefa Kozieleckiego „Stefan Banach – geniusz ze Lwowa”, Wyd. Akademickie „Żak”, 1999, Encyklopaedia Britannica wyd. XIV.

Zdjęcie główne: Stefan Banach zaliczany jest do najwybitniejszych matematyków XX wieku (fot. PAP/CAF)
Zobacz więcej
Po godzinach wydanie 17.11.2017 – 24.11.2017
„To była zabawa w śmierć i życie”. Od ćpuna po mistrza świata
Historię Jerzego Górskiego opowiada film „Najlepszy” oraz książka o tym samym tytule.
Po godzinach wydanie 17.11.2017 – 24.11.2017
„Geniusz kreatywności”. Polka obok gwiazd kina, muzyki i mody
Jej prace można podziwiać w muzeach w Paryżu, Nowym Jorku czy Londynie.
Po godzinach wydanie 10.11.2017 – 17.11.2017
Zsyłka, ucieczka i samobójstwo. Tragiczne losy brata Piłsudskiego
Bronisław Piłsudski na Dalekim Wschodzie uważany jest za bohatera narodowego.
Po godzinach wydanie 10.11.2017 – 17.11.2017
„Choćby z diabłem, byle do wolnej Polski”. Pierwszy Ułan II RP
Gen. Bolesław Wieniawa-Długoszowski skupia w sobie losy II RP.
Po godzinach wydanie 3.11.2017 – 10.11.2017
Kobiety – niewolnice, karły – rekwizyty. Szokujący„złoty wiek”
Służba była formą organizacji życia w tej epoce. Każdy kiedyś był sługą, nawet królewski syn.