Po godzinach

DEA zleciła zabójstwo swojego agenta

Zatrzymanie we wrześniu br. grupy pięciu płatnych zabójców, stworzonej przez byłych żołnierzy z USA, Niemiec i Polski, było wynikiem wielkiej operacji specjalnej amerykańskiej agencji antynarkotykowej DEA, którą prowadzono na czterech kontynentach. Jak ustalił portal tvp.info, agenci federalni przez wiele miesięcy udawali przedstawicieli kolumbijskich karteli i to oni – w ramach prowokacji – zlecili kilerom morderstwo funkcjonariusza DEA i jego rzekomego informatora. Zatrzymali płatnych zabójców, gdy ci przylecieli do Liberii wykonać zadanie.

Informację o zatrzymaniu pięciu byłych żołnierzy z USA, Niemiec i Polski, którzy stworzyli ekipę płatnych zabójców, amerykańskie służby ujawniły pod koniec września.

DEA (Drug Enforcement Administration – amerykańska agencja antynarkotykowa) ujawniła wówczas, że kilerzy chcieli zabić agenta DEA i jego informatora.

Z dokumentów, do których dotarł portal tvp.info wynika jednak, że od samego początku płatni zabójcy byli inwigilowani przez agentów federalnych. Była to bowiem jedna z najbardziej spektakularnych policyjnych operacji specjalnych na świecie. Na podstawie dokumentów DEA i Departamentu Sprawiedliwości USA udało nam się odtworzyć przebieg tej tajnej operacji.

Okazuje się, że przez ponad pół roku trzech tajnych agentów DEA na czterech kontynentach prowadziło niebezpieczną grę z byłymi żołnierzami, którzy – wg amerykańskiej prokuratury – zgodzili się zostać płatnymi zabójcami na usługach międzynarodowej mafii.

Efektem operacji było zatrzymanie świetnie wyszkolonych byłych żołnierzy, którzy – jak twierdzą Amerykanie – bez wahania zgodzili się na dokonywanie morderstw. Interesowały ich tylko pieniądze. Skala operacji specjalnej DEA może wywołać grymas zazdrości u służb policyjnych na świecie.

Operacja była możliwa dzięki współpracy organów ścigania USA, Ghany, Tajlandii, Liberii, Bahamów, Rumunii i Estonii. Wzięło w niej udział kilkudziesięciu agentów amerykańskich służb i drugie tyle funkcjonariuszy służb innych krajów. Zgromadziliśmy mocne dowody m.in. z korespondencji elektronicznej oraz podsłuchów – wyjaśnia agent centrali DEA.

Władze USA, które ujawniły dane członków grupy, uprzedzają oczywiście, że wszyscy oskarżeni są niewinni, dopóki ich wina nie zostanie dowiedziona przez sąd.

2
Amerykański prokurator pokazuje schemat grupy płatnych zabójców (fot. arch.)

Sierżant Hunter: zabójca do wynajęcia

48-letni Joseph Hunter (po polsku Łowca) zwany lepiej jako „Rambo” przez 21 lat służył w amerykańskiej armii, najpierw w obronie przeciwlotniczej potem dowodził oddziałem spadochroniarzy. Został wyszkolony na sprawną i bezlitosną maszynę do zabijania. Ukończył też kurs snajperów i sam uczył innych technik snajperskich oraz taktyki strzeleckiej.

Gdy przeszedł na emeryturę, postanowił wykorzystać doświadczenia zdobyte wojsku. Jednak nie chciał być ochroniarzem w którymś z ogarniętych chaosem kraju, ale wybrał bardziej dochodowe zajęcie i z pewnością bezpieczniejsze – płatnego zabójcy.

Z informacji amerykańskich służb śledczych ,w tym specjalnego oddziału operacyjnego DEA wynikało, że Hunter mógł już wykonać kilka zleceń. Na kilera zastawiono więc pułapkę. – Wiedzieliśmy, że jest zamieszany w kilka morderstw. Brakowało jednak dowodów, które umożliwiłyby postawienie go przed sądem. Dlatego zdecydowano się na przygotowanie bardzo skomplikowanej gry operacyjnej – mówi portalowi tvp.info agent centrali DEA.

Kartel z DEA

Polowanie na Huntera rozpoczęto pod koniec 2012 r. Wówczas to zgłosiło się do niego dwóch przedstawicieli kolumbijskich karteli narkotykowych. Pablo i Carlos (imiona zmienione) szukali osoby, która mogłaby się zająć ochroną ich interesów. Zależało im na pilnowaniu transportów kokainy oraz na wykonywaniu specjalnych zleceń. W rzeczywistości obaj mafiosi byli tajnymi agentami DEA działającymi pod przykryciem.

Na ich prośbę Hunter wysłał im e-mailem dossier ekipy, która miała działać z kartelem. Jako osoby godne zaufania „Rambo” wskazał Timothy’ego Vamvakiasa ps. Tay (sierżanta USA Army, który służył w Korei Południowej, a potem był żandarmem w Puerto Rico), Dennisa Gogela ps. Nico ( kaprala niemieckiej armii, wyszkolonego na snajpera, który służył w Kosowie) Michalea Filtera ps. Paul (żołnierza niemieckiej armii, również snajpera, o służącego m.in. w Afganistanie) i Sławomira S. ps. Gerald ( byłego polskiego żołnierza i policyjnego antyterrorysty).

Według amerykańskich śledczych Polak przeszedł szkolenie snajperskie i miał brać udział w misjach w Iraku, Afganistanie i na Haiti. – W rzeczywistości w czasie pracy w samodzielnym pododdziale antyterrorystycznym niczym się nie wyróżniał. Często był na zwolnieniach. Ale przeszedł dobre szkolenie i mógł być bardzo groźny – opowiada oficer polskiego Biura Operacji Antyterrorystycznych.

Hunter miał być szefem bezpieczeństwa w gangu Pabla i Carlosa, a jego ludzie członkami „zespołu specjalnego”. Po spotkaniu z rzekomymi przedstawicielami kartelu „Rambo” powiedział swoim ludziom, że trafiła im się świetna robota i będą odpowiadać za transporty „ton kokainy”.

Zabójczy „bonus”

Na początku marca 2013 r. Huntera spotkał się Carlosem i Pablo w Tajlandii. W czasie rozmowy fałszywi mafiosi dopytywali się, czy ekipa specjalna jest zainteresowana tzw. bonusami. Chodziło o zabójstwa na zlecenie. – Chcą robić tyle bonusów, ile to tylko będzie możliwe – przekonywał Hunter.

Tego samego dnia Hunter rozmawiał o pracy dla „Kolumbijczyków” z Filterem, Goglem i S. Nie wiedzieli, że każdy ich krok jest śledzony, a każde słowo nagrywane. Hunter powiedział, że przedstawiciele kartelu są gotowi zlecać „bonusy”. Na pytanie jednego z członków ekipy, doprecyzował, że tak będą nazywać zabójstwa. Następnie Hunter zaczął się przechwalać, że zabijanie na zlecenie, nie jest dla niego niczym nowym. Wspominał, że jego dwóch ludzi zrealizowało zlecenia na dwie pracownicy agencji nieruchomości. – Przyszli do jej domu i ją zastrzelili w drzwiach. Akurat padało i nie było żadnych ludzi w pobliżu – tak Hunter opisywał jedno z morderstw. – Zwolniłem jednak tych ludzi, bo byli zbyt leniwi – dodał.

Hunter wyjaśniał kompanom, że praca dla kartelu będzie łatwa bo „większość bonusów, będzie się odbywało z bliska, w mieście i nie trzeba będzie strzelać z daleka”. Dwa dni po tej rozmowie, ekipa rozpoczęła pierwsze zlecenie: sprawdzenie czy nikt się nie kręci przy łodzi, którą kartel miał przerzucić narkotyki do USA. Przez kilka dni ludzie Huntera dyskretnie obserwowali łódź. 28 marca, „Rambo” wysłał do ludzi z kartelu e-mail z raportem o działaniach ekipy i zdjęciami łodzi.

Szczyt na Mauritiusie

Hunter się rozkręcał, a „Kolumbijczycy” mieli dla niego kolejne zadania. W kwietniu 2013 r. ekipa poleciała na Mauritius. Tam najemnicy mieli ochraniać spotkanie z prawdziwymi szefami wschodnioeuropejskich gangów zajmujących się przemytem narkotyków, którzy w 2012 r. przerzucili, prawdopodobnie do USA, ponad 200 kg kokainy. Zadaniem kilerów było niedopuszczenie do interwencji policji i reakcja w razie zagrożenia ze strony uczestników mafijnego szczytu.

Wiadomo, że członkowie ekipy do zadań specjalnych byli uzbrojeni. Jak przy wcześniejszej akcji, komunikowali się z „Kolumbijczykami” za pomocą e-maili. Ponownie jako potwierdzenie wykonanego zadania, było przesłanie zleceniodawcom kompletnej dokumentacji fotograficznej.

Hunter powiedział, że przedstawiciele kartelu są gotowi zlecać „bonusy”. Na pytanie jednego z członków ekipy, doprecyzował, że tak będą nazywać zabójstwa.

Nie możemy się doczekać „bonusów”

W maju operacja specjalna DEA wkroczyła w decydującą fazę. Federalni agenci uznali, że Hunter stracił czujność i można mu zaoferować „poważniejsze zadanie”, które pogrąży go jeszcze bardziej. Zresztą sam sierżant zaczynał się niecierpliwić. – Wszystko już jest gotowe do działania. Jeśli to możliwe, to oni naprawdę chcą „bonusa” po tej ostatniej misji – pisał Hunter do swoich mocodawców.

W połowie maja „Rambo” razem z Vamvakiasem polecieli do Tajlandii na spotkanie z Carlosem i Pablo. Tym razem „Kolumbijczycy” przedstawili kilerom swojego wspólnika Juana. Oczywiście był to kolejny agent z wydziału operacji specjalnych DEA. Hunter przedstawił całej trójce swojego wspólnika, tłumacząc, że znają się ze służby w armii, i że wie on na czym polega „gra”. Vamvakias pytany czy jest zainteresowany „bonusem” odparł bez wahania: Poradzę sobie z tym.

Wówczas to padła oferta zlikwidowania agenta DEA oraz jego informatora, którym jak twierdzili „Kolumbijczycy” był kapitan łodzi, na której przemycano narkotyki. Rzekomi mafiosi pokazali zabójcom zdjęcie ludzi do odstrzelenia. Jedynym dylematem ekipy było tylko kogo mają zabić pierwszego: federalnego agenta czy kapusia.

Ekipa idzie na wojnę

Za zabicie agenta DEA i kapusia „Kolumbijczycy” oferowali 700 tys. dolarów dla wykonawców wyroków oraz 100 tys. dolarów dodatkowo dla samego Huntera. Ekipa spotkała się ponownie w jednym z afrykańskich krajów, aby przedyskutować jaki sprzęt jest im niezbędny do wykonania zadania. W operacji chcieli wziąć udział wszyscy podwładni Huntera. Zdecydowano jednak, że kilerów będzie tylko dwóch. Na początku czerwca 2006 r. Hunter wysłał do swojego pracodawcy e-mail z wykazem broni, jaką potrzebują. Na liście znalazły się „ dwa pistolety maszynowe z tłumikami (np. Mac 10, MP5, P90, MP7), dwa pistolety kal. 22 z tłumikami oraz jeden karabin z lunetą”.

Dla bezpieczeństwa kilerzy chcieli także otrzymać dwie lateksowe maski, dzięki którym mogli uchodzić za Latynosów lub mieszkańców Afryki. Wykonaniem wyroków mieli się zająć Vamvakias i Gogel. Mieli także mieć przygotowany samochód lub motor oraz komplet fałszywych dokumentów. Ekipa ustaliła, że po zabójstwie ucieknie z Afryki małym samolotem. – Dla mnie to zabawa. Kocham tę pracę – tak Gogel miał skwitować swój udział w zabójstwie. Juan obiecał kilerom dostarczenie im do Liberii całego sprzętu.

Jedynym dylematem ekipy było tylko kogo mają zabić pierwszego: federalnego agenta czy kapusia.

Uderzenie

25 września 2013 r. Gogel i Vamvakias przylecieli do Liberii z zamiarem dokonania podwójnego zabójstwa. Wówczas to DEA postanowiło zakończyć operację. Jednocześnie uderzono we wszystkich członków ekipy. Hunter został zatrzymany w Tajlandii. Gogel i Vamvakias w Liberii a Filter i S. w Estonii, gdzie jak im się wydawało, wykonywali kolejne zadanie „Kolumbijczyków”. Timothy Vamvakias, Dennis Gogel i Jospeh Hunter zostali oskarżeni o spisek mający na celu zamordowanie agenta federalnego oraz jego informatora oraz spiskowanie w celu importowania kokainy do Stanów Zjednoczonych. Michaela Filtera i Sławomira S. oskarżono z kolei o udział w spisku mającym na celu przemyt znacznych ilości narkotyków. Obaj czekają w estońskim areszcie na ekstradycję.

To historia mrożąca krew w żyłach, rodem z powieści Toma Clancy’ego. Zespół najemników, który przeszedł elitarne szkolenie miał służyć jako mafijni cyngle – stwierdził prokurator Preet Bharara z Nowego Jorku.

Całej piątce grozi wieloletnie więzienie. Jednak Hunter i dwaj niedoszli zabójcy z Liberii mogą usłyszeć nawet wyroki dożywotniego więzienia.

– Dla mnie to zabawa. Kocham tę pracę – tak jeden z członków grupy miał skwitować swój udział w zabójstwie.

Zdjęcie główne: 1
Zobacz więcej
Po godzinach wydanie 17.11.2017 – 24.11.2017
„To była zabawa w śmierć i życie”. Od ćpuna po mistrza świata
Historię Jerzego Górskiego opowiada film „Najlepszy” oraz książka o tym samym tytule.
Po godzinach wydanie 17.11.2017 – 24.11.2017
„Geniusz kreatywności”. Polka obok gwiazd kina, muzyki i mody
Jej prace można podziwiać w muzeach w Paryżu, Nowym Jorku czy Londynie.
Po godzinach wydanie 10.11.2017 – 17.11.2017
Zsyłka, ucieczka i samobójstwo. Tragiczne losy brata Piłsudskiego
Bronisław Piłsudski na Dalekim Wschodzie uważany jest za bohatera narodowego.
Po godzinach wydanie 10.11.2017 – 17.11.2017
„Choćby z diabłem, byle do wolnej Polski”. Pierwszy Ułan II RP
Gen. Bolesław Wieniawa-Długoszowski skupia w sobie losy II RP.
Po godzinach wydanie 3.11.2017 – 10.11.2017
Kobiety – niewolnice, karły – rekwizyty. Szokujący„złoty wiek”
Służba była formą organizacji życia w tej epoce. Każdy kiedyś był sługą, nawet królewski syn.