Wywiady

Nic mi nie wiadomo o gejach wśród siatkarzy

– Wejście do szatni z osobą innej orientacji seksualnej musiałoby się wiązać z przełamywaniem pewnych barier. Pamiętajmy, że w szatniach zawodnicy się rozbierają, biorą „wspólnie” prysznic, to moment dość intymny (…). Ja nie wyobrażam sobie kąpieli pod jednym prysznicem z homoseksualistą – mówi w rozmowie z portalem tvp.info Marcin Prus, siatkarska legenda, wielokrotny reprezentant Polski, multimedalista, którego autobiografia w księgarniach pojawi się 11 września.

Co sprawiło, że były sportowiec zabrał się za pisanie książki?

Nazwisko zobowiązuje (śmiech).

Co poza chęcią kultywowania tradycji pisarskich u Prusów?

Mam lekkie pióro, a pomysł napisania książki pojawił się w mojej głowie już kilka lat temu. Czekałem tylko na ostatnie ogniwo – to zawodowe, którym po zakończeniu kariery siatkarskiej, stało się dziennikarstwo, czyli praca w kędzierzyńskim radiu. I tak powstała historyczna książka spisana ręką byłego reprezentanta Polski.

Czy któryś z siatkarzy, twoich kolegów z boiska miał już okazję czytać twoją autobiografię? Boisz się ich krytyki?

Książka jeszcze do nich nie dotarła, bo premiera przewidziana jest na 11 września, ale krytyki się nie boję, niewiele jest w niej fragmentów, o które moi koledzy z boiska mogliby się martwić.

Każdy powinien zajmować się swoimi sprawami, a ja miałem kaprys opisania swojego życia w książce. Wiem jednak, że nie każdemu to się musi podobać. Na szczęście mam w nosie to, co inni o książce powiedzą. Nie zależy mi też na tym, by po prostu tylko „mówili”, bo nie chciałem wywoływać sensacji, a sprawić, by podejście do sportowców, którego ja doświadczałem jako zawodnik, się zmieniło.

Twoja książka to słodko-gorzki obraz ukochanej dyscypliny. Piszesz o „wszystkich barwach siatkówki”, dzięki czemu kibice mogą zobaczyć także te ciemniejsze strony sportu.

Kiedyś myślałem, żeby ta książka była „lajtowa”, opisująca „bezproblemowe” życie sportowca, ale szybko doszedłem do wniosku, że moja autobiografia musi pokazać wszystkie strony zawodowego sportu. Opisałem swoje życie od okresu dziecięcego, pierwszych kroków w sporcie, do etapu klubowego, etapu reprezentanta Polski, życiowej samotności, czy wreszcie przewartościowania wszystkiego i rozpoczęcia etapu dziennikarza radiowego.

Skupmy się na twoich początkach. Chyba jako pierwszy opowiadasz o tym, jak podczas jednego ze zgrupowań kadry juniorów byliście tak spragnieni, że sięgaliście po wodę kapiącą ze starych kaloryferów.

To prawda. Do tej sytuacji doszło w czasie zgrupowania kadry juniorów młodszych w Sulęcinie (rok 1994 przyp. red). To przykład marginalny, ale taka była wtedy rzeczywistość, na juniorów kładło się wtedy najmniejszy nacisk, inwestowano w reprezentacje seniorskie. Dzisiaj na zawodników chucha się i dmucha, tworzy się profesjonalnych sportowców, są na to poświęcane ogromne środki. My o takich luksusach nie mogliśmy marzyć.
Nic mi nie wiadomo o gejach wśród siatkarzy
Naprawdę grałeś w niewygodnych butach?

Musieliśmy występować w tym, co dostaliśmy od sponsora. Nikt nad nami się nie litował. Na szczęście, także dzięki mnie i moim interwencjom, wiele rzeczy się pozmieniało, inaczej podpisywane są niektóre kontrakty. Inne jest podejście do zawodników, bo ludzie decyzyjni zaczęli sobie zdawać sprawę z tego, że o zawodników trzeba dbać, bo bez nich ani sukcesu, ani pieniędzy nie będzie.

W swojej książce dajesz kuksańca pani minister sportu. Napisałeś, że różni ludzie mają różne marzenia, niektórzy np. chcą, by do nich się zwracano „pani ministra”.

Na pewno w polskim sporcie jest wiele rzeczy do poprawienia, podejście do dzieci musi być usystematyzowane na tyle, by najmłodsi chcieli uprawiać sport. Ale jeśli mowa o „pani ministrze”, to raczej chodziło mi o to, że jestem zwolennikiem tradycyjnej formy „pani minister” (śmiech).

Uchodzisz za miłośnika kobiet, a w książce piszesz także o swoich miłosnych podbojach. Dlatego nie mogę nie spytać: podoba ci się Joanna Mucha?

Bardziej podobają mi się kobiety, niż mężczyźni (śmiech). Ale chciałbym, żeby tematy prywatne prywatnymi pozostały.

Chciałbyś zobaczyć mecz siatkówki, w czasie jakiejś międzynarodowej imprezy, który rozgrywany byłby na Stadionie Narodowym?

Będę pierwszym, który się pojawi na trybunach. To by było wiekopomne wydarzenie, które mogłoby skierować tę dyscyplinę na zupełnie nowe tory. Jestem pewien, że Stadion Narodowy byłby pełen, kibiców siatkówki w Polsce jest naprawdę bardzo dużo. Na „Narodowym” i kibice, i siatkarze mogliby pokazać, jakie możliwości w nich drzemią.

Jestem pewien, że Stadion Narodowy byłby pełen, kibiców siatkówki w Polsce jest naprawdę bardzo dużo. Na „Narodowym” i kibice, i siatkarze mogliby pokazać, jakie możliwości w nich drzemią

Fot. arch
Czytasz o „aferach” w kadrze Polski?

Dziś zbyt dużo negatywnych informacji na temat kadry pojawia się w prasie. O spięciach w reprezentacji mówiło się od dłuższego czasu. Już w zeszłym roku Marcin Możdżonek powiedział, że zawodnicy „nie muszą się lubić, mają tworzyć drużynę”. Za moich czasów można sobie było dać twarz i temat się kończył. Dziś ludzie zamykają się w pokojach, z komórką, ze słuchawkami w uszach…

Może to także kwestia pokoleń, być może dziś zawodnicy podchodzą do kadry trochę bardziej „konsumpcyjnie”. Chciałbym, żeby to wszystko wróciło do normy, wtedy o wynik bym się nie martwił. Chciałbym, żeby nasza kadra grała tak dobrze, jak jeszcze 3-4 lata temu. Wtedy zespół posiadał takiego typowego „ducha”, każdy był za każdym.

Żal ci Bartmana, tego, że nie zagra na mistrzostwach?

To ciekawy przykład, bo Zbigniew Bartman jest teraz bardzo reklamowany przez sponsorów. Jest indywiduum. Może to zaważyło, ale takich jak on, ludzi, których brakuje w kadrze jest wielu. Dlaczego o „Igle” nikt nie mówi?

Jak to nie? Wiele pojawiło się głosów, że wyleciał z kadry „przez alkohol”.

Nie sądzę, by chodziło o alkohol, by po raz drugi popełnił taki błąd. Tu pojawia się problem „odpuszczania” doświadczonych zawodników tuż przez kluczowymi imprezami, mistrzostwami. Paweł Zagumny też nie został pożegnany tak, jak powinien…

Pożegnania ze sportem to kolejny wątek podejmowany w twojej książce. Zwracasz uwagę na to, jak ciężki los spotyka czasem byłych sportowców, ludzi, dla których wraz z kontuzją albo „emerytalnym” jak na sportowca wiekiem kończą się możliwości. Piszesz o Agacie Wróbel, która swego czasu wylądowała na „zmywaku” w Londynie. Znasz siatkarzy, którzy podzielili jej los?
Po zakończeniu kariery wiele osób dość brutalnie zderza się z rzeczywistością. Juniorzy, którzy kiedyś przywozili medale, po drodze gdzieś giną, część z nich zostaje bez wsparcia. Życie poświęcili siatkówce, a potem musieli obrać zupełnie inną drogą. Doświadczony sportowiec idzie na „zmywak”.

Siatkarze też szukają pracy w „pośredniakach”?

Tak. Nie będę wymieniał nazwisk, ale są osoby, które muszą szukać pracy na budowie, za granicą. Są tacy, którzy pracują jako instruktorzy kursów jazdy…

Wracając do tych, którzy obecnie święcą triumfy twoim zdaniem mamy szansę na medal Mistrzostw Europy?

Brakuje mi kilku osób w reprezentacji. Obowiązkowo powinno się zadbać o Mariusza Wlazłego. To zawodnik reprezentacyjny, który potrafi grać o wiele lepiej od innych i pokazywał to niejednokrotnie na różnych imprezach. Stanowił oblicze gry reprezentacji Polski. Rezygnowanie z takiego człowieka jest ewidentnym osłabieniem drużyny.

Myślisz, że Mariusza jeszcze udałoby się namówić na powrót do kadry?

Nie próbowałbym go nakłaniać, tylko pokazałbym mu pozytywy współpracy. Za moich czasów do reprezentacji nie przyjeżdżało się po pieniądze, ale by przeżyć coś fajnego. W tę stronę powinny być kierowane rozmowy. Nie wyobrażam sobie, by można było zrezygnować z chęci grania w reprezentacji. Kiedy byliśmy powoływani, bez względu na wszystko stawialiśmy się na zgrupowaniu. Teraz z reprezentantami się dyskutuje.

Po zakończeniu kariery wiele osób dość brutalnie zderza się z rzeczywistością. Juniorzy, którzy kiedyś przywozili medale, po drodze gdzieś giną, część z nich zostaje bez wsparcia. Życie poświęcili siatkówce, a potem musieli obrać zupełnie inną drogą. Doświadczony sportowiec idzie na „zmywak”.

Marcin Prus, wielokrotny reprezentant Polski, dziś dziennikarz radiowy (fot. TVP/Marcin Sochacki)
Czyli nie wyobrażasz sobie, byś mógł odmówić gry w kadrze?

I ja, i Paweł Zagumny, Piotr Gruszka, czy Paweł Papke… Nie wyobrażam sobie, byśmy powołanie mogli odrzucić. Dla nas to była sprawa honoru. Poza tym niewiele osób ma możliwość wysłuchania Mazurka Dąbrowskiego, który a capella śpiewa dziesięciotysięczny tłum.

Dlaczego na kilkanaście dni przed odbywającymi się także w Polsce Mistrzostwami Europy w mediach informacji o nich pojawia się jak na lekarstwo, a cały kraj raczej nie jest wytapetowany reklamującymi imprezę plakatami?

Myślę, że promocja nie funkcjonuje dobrze. Nie chciałbym, żeby przyszłoroczne Mistrzostwa Świata też były potraktowane po macoszemu. To wydarzenie, o którym powinno się mówić tak dużo, jak o Euro 2012. Trzeba zabrać się do roboty i pokazać, że nie samą piłką nożną żyje polski kibic. Może warto byłyby jeszcze więcej osób zainteresować siatkówką, sprawić, by goście z zagranicy, którzy za rok przyjadą do Polski na MŚ w siatkówce, choć na chwilę zapomnieli o tym, że w 2012 roku było u nas Euro.

Tym bardziej, że o sukcesach na miarę tych, które w ostatnich latach osiągali siatkarze nasi piłkarze mogą jedynie marzyć...

Tych kilka krążków, które w ostatnich latach zawisły na szyjach zarówno siatkarek, jak i siatkarzy robi wrażenie. Przy słabej grze piłkarskiej reprezentacji, siatkarska kadra mogłaby postarać się zająć pierwsze miejsce wśród ulubionych dyscyplin Polaków. Do tego potrzebne są jednak sukcesy.

Jeśli zostaniesz trenerem i jeden z twoich podopiecznych wyzna, że jest gejem, jak zareagujesz?

Sądzę, że środowisko siatkarskie jest konserwatywne, nie mamy do czynienia z takimi przypadkami. Spośród kilkunastu chłopaków taka „czarna owca” w zespole mogłaby być traktowana z dystansem.
Gej to „czarna owca”?

Byłby jedyny i mógłby być odbierany niekorzystnie. Tylko o to mi chodzi. Na pewno nie byłoby wytykania palcem, ale środowisko mogłoby nie podchodzić do gejów pozytywnie. Być może także ze względu na fakt, że do tej pory nic nie wiedzieliśmy o gejach siatkarzach.

Naprawdę, nigdy nikt w tej dyscyplinie nie zrobił coming out’u?

Nic na ten temat nie wiem. Za moich czasów na pewno nie.

Pytam, bo właśnie trwa ogólnonarodowa debata na temat przyjęcia homoseksualisty w „piłkarskiej szatni” i piłkarze pytani o zdanie w tej kwestii raczej nie wypowiadają się pozytywnie.

Bo wejście do szatni z osobą innej orientacji seksualnej musiałoby się wiązać z przełamywaniem pewnych barier. Pamiętajmy, że w szatniach zawodnicy się rozbierają, biorą „wspólnie” prysznic, to moment dość intymny, pewnie dlatego piłkarze tak ostro reagują. Myślę, że jeśli chodziłoby tylko o wspólne wyjście na piwo nie mieliby z tym problemów, temat nie byłby tak bardzo nagłośniony. Ja nie wyobrażam sobie kąpieli pod jednym prysznicem z homoseksualistą.
Zdjęcie główne: "Przy słabej grze piłkarskiej reprezentacji, siatkarska kadra mogłaby postarać się zająć pierwsze miejsce wśród ulubionych dyscyplin Polaków" (fot. TVP/Marcin Sochacki)
Zobacz więcej
Wywiady wydanie 13.10.2017 – 20.10.2017
„Powinniśmy powiedzieć Merkel: Masz tu rachunek, płać!”
Jonny Daniels, prezes fundacji From the Depths, O SWOIM zaangażowaniu w polsko-żydowski dialog.
Wywiady wydanie 28.07.2017 – 4.08.2017
Definitely women in India are independent
Srinidhi Shetty, Miss Supranational 2016, for tvp.info
Wywiady wydanie 28.07.2017 – 4.08.2017
Małgosia uratowała mi życie. Dzięki niej wyszedłem z nałogu
– Mam polski paszport i jestem z niego bardzo dumny – mówi amerykański gwiazdor Stacey Keach.
Wywiady wydanie 28.07.2017 – 4.08.2017
„Kobiety w Indiach są niezależne. I traktowane z szacunkiem”
Tak twierdzi najpiękniejsza kobieta świata Srinidhi Shetty, czyli Miss Supranational 2016.
Wywiady wydanie 14.07.2017 – 21.07.2017
Eli Zolkos: Gross niszczy przyjaźń między Żydami a Polakami
„Żydzi, którzy angażują się w ruchy LGBT, przyjmują liberalny styl życia, odchodzą od judaizmu”.