Po godzinach

Kibol koronny – Wróg publiczny numer 1

Dla gangsterów stanowi śmiertelne zagrożenie. Dla kibiców jego pseudonim stał się niemal synonimem zdrady. Przeciwko niemu trwa największa od lat, bezpardonowa kampania nienawiści. I nie jest to żaden polityk, prokurator czy policjant, ale 32-latek z nadwagą i ADHD, który w ciągu trzech lat wszedł na szczyty największego w ostatnich latach gangu w Polsce. A przede wszystkim był jednym z liderów kibolskiej bojówki Legii – Teddy Boys 95. To Marek H., pseudonim Hanior, dla półświatka Wróg Publiczny nr 1.

„Uwaga, pedofil! Marek „Hanior” H.” – taki duży billboard z pełnym nazwiskiem i twarzą młodego mężczyzny z nadwagą regularnie pojawia się na Żylecie, trybunie stadionu Legii Warszawa, opanowanej przez najzagorzalszych fanów stołecznej drużyny. Transparent ten był także wywieszany w czasie różnych meczów wyjazdowych. Czasami towarzyszyły mu inne z długą listą pseudonimów i tekstem „pozdrowienia do więzienia”. Nie jest przypadkiem, że po każdym uderzeniu CBŚ w środowisko gangsterów-pseudokibiców lista nazwisk się wydłużała. Bo Marek H. to nie przestępca seksualny, jak od kilku miesięcy przedstawiają go chuligani w internecie i na miejskich murach, ale jeden z ponad 100 świadków koronnych. Tyle tylko, że dotąd żaden z tzw. skruszonych przestępców nie był celem tak brutalnej i prowadzonej z dużym rozmachem kampanii nienawiści.

Ataki na „Haniora” nie ograniczają się tylko do obrażania go. Kibole, co i rusz wywieszają na różnych meczach hasła, które już są otwartymi groźbami. „Marek „Hanior” H. to śmieć i frajer. Zdechniesz kurwo!” tego typu pogróżki to już normalka. Na forach kibiców pojawiają się i gorsze teksty np. „jak cię sprzeda ktoś, kogo uważało się za przyjaciela to boli bardziej taka zdrada, on musi wiedzieć ten cały Hanior że nawet jak zmieni imię, nazwisko, wygląd, wyprowadzi się na drugi koniec Polski albo za granicę nigdy nie może być pewny, że ktoś się na nim nie odegra, taki świadek koronny musi mieć oczy dookoła głowy i mega stres i dlatego mu się przypomina, co zrobił, nie, dlatego że ktoś się skarży tylko żeby wsiarz spokoju nie zaznał, żeby się bał wyjść z domu, miał schizę, że go pieski nie obronią jak ktoś go gdzieś w końcu dopadnie” (pisownia oryginalna – przyp. red.).

I to nie są już są głupie żarty chuliganów, ale bardzo poważne zagrożenie. Bo w świecie stadionowych bandytów z całej Polski pseudonim „Haniora” stał się wręcz synonimem najgorszej zdrady. Dlaczego? Hanior nie był zwykłym gangsterem, ale jednym z liderów bojówki Legii – Teddy Boys 95. I okazało się, że kibole są bardziej mściwi niż gangsterzy z takiego „Pruszkowa” czy „Wołomina”. Kim jest człowiek, który potrafił wzbudzić tyle emocji?

Taki zwykły złodziejaszek

Marek H., rocznik 1981, rozpoczynał swoją przestępczą karierę od włamań do mieszkań i kradzieży w pociągach metodą na tzw. śpiocha. Na tych „robotach” zarabiał niewiele, ale dla zbuntowanego nastolatka były to duże pieniądze. Tym bardziej, że młody „Hanior” był już zagorzałym kibicem, a raczej kibolem Legii Warszawa.

– Był zafascynowany najgroźniejszymi chuliganami zwanymi Teddy Boys. Do tego stopnia, że razem z kolegami założyli podobną bojówkę zwaną Turyści 97. I wkręcił się w działanie tej grupy na całego. W tygodniu kradł, a w weekendy szalał w światku kiboli. Pojawiał się nie tylko na meczach piłkarskich, ale także na siatkówce czy koszykówce. Wszędzie gdzie można było zrobić dym – opowiada osoba znająca przeszłość Marka H.

Markowi H. podobała się zwłaszcza walka. Czy to z kibicami drużyny przeciwnej czy też policją. Z rozrzewnieniem wspominał zadymę, bodajże, w Nowym Dworze Mazowieckim. Grupa kiboli Legii dostała się na stadion Świtu, za sprawą wyjątkowego gapiostwa lokalnej policji. Funkcjonariusze byli przekonani, że mają do czynienia z kibicami drużyny przyjezdnej i pod eskortą, wprowadzili chuliganów do sektora gości. Skończyło się bijatyką, w czasie, której „Hanior” miał sztachetą atakować policjantów. Został nawet zatrzymany.

Dla młodego chłopaka było to spełnienie jego marzeń. Tym bardziej, że szybko zyskiwał sympatię bardziej doświadczonych kiboli.
W całej stolicy, ale także nawet kilkaset kilometrów poza nią, można trafić na napisy obrażające Marka H. (fot. facebook)
Terminator u „Łańcucha”

Za sprawą chuligańskich kontaktów, „Hanior” poznał prawdziwych przestępców. Pod koniec lat 90. i na początku 2000 zasilił szeregi gangu dowodzonego przez Piotra W. ps. Łańcuch. Fascynował go kult siły żoliborskich gangsterów i mocne życie ludzi z półświatka. W tym czasie na Żoliborzu trwała już krwawa wojna gangów, o wpływy z tej dzielnicy. Walczyli ze sobą „Ksiądz” i jego poplecznicy z „Łańcuchem”. Co ciekawe gangsterzy, którzy na co dzień pałali do siebie szczerą nienawiścią na czas meczów Legii zgadzali się na niepisane zawieszenie broni.

– Mogli do siebie strzelać czy podkładać bomby, ale na Łazienkowskiej ta wrogość znikała. Choć nie strach. Jeden z gangsterów-kibiców wspominał, że gdy w czasie meczu członek konkurencyjnego gangu zbyt intensywnie mu się przyglądał, to natychmiast wezwał swoją uzbrojoną ochronę, bo bał się, że zostanie porwany. Ale nigdy na meczu nie kontynuowano bandyckich porachunków – wspomina osoba rozpracowująca stołeczny półświatek.

Marek H. pracował dla dwóch wyróżniających się wówczas członków gangu „Łańcucha” – Arkadiusza K. i Norberta S. Obaj żyli przede wszystkim z handlu narkotykami. „Hanior” jednak wciąż raczej był wykorzystywany jako obstawa doświadczonych gangsterów, niż samodzielny członek półświatka. Jednocześnie był już wyróżniającym się bojówkarzem Legii.

Współpraca Marka H. z „Łańcuchem” zakończyła się w listopadzie 2000 roku. „Hanior” ponoć zaczął się bać o swoje życie, gdy na tyłach Teatru Komedia ostrzelano trzech ludzi Piotra W. Dwóch zginęło na miejscu. Trzeci wyszedł z zamachu bez szwanku. Marek H. przeszedł wówczas pod skrzydła „Biny” i „Chmiela”, znajomych kiboli. To był jego pierwszy krok do prawdziwej gangsterskiej kariery w gangu „Szkatuły”.

Uniwersytet przestępczego życia

Młody gangster na dorobku, wciąż żył głównie z kradzieży i rozbojów. Nie obce było mu wyrwanie torebek czy napady na kobiety. Po jednym z takich przestępstw, na jesieni 2001 r. został schwytany. Sąd nie miał litości dla butnego chuligana. Skazał go na osiem lat więzienia. Dla dwudziestoletniego chłopaka, taki wysoki wyrok winien być dotkliwym ciosem. Jednak dla „Haniora” było to jak stypendium na renomowanej uczelni.

Trafił do zakładu karnego we Włocławku, gdzie przebojem wdarł się na szczyty więziennej hierarchii. Na zdjęciach z czasów pobytu w więzieniu widać grubego chłopaka na siłowni, otoczonego przez rosłych współwięźniów. Nie wygląda ani na stadionowego chuligana, ani tym bardziej członka gangu. Nic bardziej mylnego.

– Więzienie dało mu pewność siebie, a przede wszystkim wiele nowych kontaktów przydatnych w półświatku. Mimo młodego wieku, wielu osadzonych zwracało się do niego o radę. Czuł się tam kimś ważnym – wyjaśnia jeden z naszych rozmówców.

H. odsiedział cały wyrok. Na wolności związał się z członkami grupy Rafała S. ps. Szkatuła, wówczas jednej z najgroźniejszych polskich grup przestępczych.

Kapitan u „Szkatuły”

Na wolności „Hanior” miał się rzucić w wir pracy. Okazało się, że ma smykałkę do handlu narkotykami. Dlatego bardzo szybko awansował na „kapitana” w grupie „Szkatuły. Jak zeznawał, zorganizował bardzo prężnie działającą sieć przemytu i dystrybucji narkotyków. Wykorzystał kontakty więzienne, ale także kibicowskie.

– Dogadał się z ważnymi osobami z bojówek Pogoni Szczecin i Olimpii Elbląg, z którymi przyjaźnią się kibice Legii. Narkotyki zaś, głównie marihuanę kupowali u szalikowców drużyny ADO Den Haag z Holandii. To już było poważne przedsięwzięcie. Do tego stopnia, że Marek H. organizujący handel i przemyt nie miał już czasu by jeździć na mecze Legii, a tym bardziej udzielać się w bojówce Teddy Boys 95, powstałej z połączenia TB z Turystami 97. Jednak w dalszym ciągu miał on doskonałe relacje ze środowiskiem chuliganów, których wielu zasilało i nadal zasila różne grupy działające w Warszawie i okolicach – mówi jeden z funkcjonariuszy.
Marek H. musiał mieć naprawdę duży talent do narkobiznesu, bo z ustaleń prokuratury i Centralnego Biura Śledczego wynika, że on sam lub za pomocą swoich podwładnych brał udział w przemycie i rozprowadzaniu w sumie 3,7 tony marihuany, około 500 kg amfetaminy, 300 kg kokainy i 250 kg heroiny. Oczywiście większość narkotyków miała związek z jego działalnością w grupie „Szkatuły”, ale za to wielu kurierów czy dilerów były aktywnymi kibolami. A część narkotyków trafiała do środowisk pseudokibiców.
„Zdrajca”

We wrześniu 2010 r. Marek H. cudem uniknął śmierci, gdy eskortując kuriera z narkotykami uczestniczył w wypadku. Auto, kierowane przez kompana „Haniora” dachowało, a on sam okupił to wydarzenie uszkodzeniem kręgosłupa. Uniknął wówczas wpadki, bo kurier z narkotykami zdążył uciec, ale sam mocno podupadł na zdrowiu. 11 kwietnia 2011 r. o świcie zakończyła się gangsterska kariera ambitnego kibola. Został zatrzymany przez CBŚ, który już od kilku miesięcy rozpracowywał jego grupę. „Hanior” wpadł razem z liderem chuliganów Olimpii Elbląg, z którym według prokuratury, handlował narkotykami.

Po kilku miesiącach pobytu w areszcie H. podjął najbardziej brzemienną w skutki decyzję: idzie na układ z prokuraturą. Nie wiadomo czy zdecydował się zostać świadkiem koronnym ze względu na stan zdrowia czy też rodzinę. Pewne jest, że zaczął opowiadać śledczym o swej działalności w grupie „Szkatuły”. I o działaniach Teddy Boysów. Przekazuje śledczym setki zdjęć dokumentujących działalność kiboli. Prokuratorzy słuchają jego rewelacji i przygotowują się do uderzenia w obie grupy, które wzajemnie się przenikają.

28 maja 2012 r. w czasie wielkiej obławy policja zatrzymuje 45 osób, m.in. członków gangu „Szkatuły” i bojówkarzy warszawskiej Legii – zwanych „Teddy Boys 95”. Śledztwo bazujące na słowach „Haniora” zostaje szybko podzielone na dwie odrębne sprawy. Jedna dotyczy narkobiznesu grupy „Skatuły”. Druga koncentruje się na działalności TB 95, która to grupa zostaje uznana przez śledczych za grupę przestępczą. Na bojówkarzach ciążą zarzuty m.in. kradzieży, bójek itp.

Wojna

Nie wiadomo, czy sprawa marka H. wzbudzałaby takie emocje, gdyby nie to, że „zdradził” on swoich „braci po szalu”. Po tym jak wyszło na jaw, że „Hanior” został świadkiem koronnym, zaczęła się wspomniana kampania nienawiści przeciw niemu.

A pseudonim i nazwisko „Haniora” stały się znane, gdy okazało się, że wśród zatrzymanych w obławie z maja 2012 r. znalazł się Piotr S. ps. Staruch, zapiewajło, dyrygujący dopingiem na Żylecie. „Staruch” jest bodajże najbardziej znanym polskim kibicem. Zasłynął m.in. akcją kibiców przeciwko rządowi Donalda Tuska, ale również uderzeniem piłkarza Legii i pobiciem kibica Polonii Warszawa. Marek H. zeznał, że Piotr S. miał kupić od niego w 2010 r. kilogram amfetaminy, na stacji benzynowej na warszawskim osiedlu Gocław. Twierdził, że „Staruch” chciał jeszcze 5 kg białego proszku, ale do sfinalizowania transakcji, nie doszło, bo obaj panowie nie dogadali się, co do ceny.

Akt oskarżenia przeciwko Piotrowi S. trafił do sądu. Tyle tylko, że poza słowami Marka H. nie ma innych dowodów obciążających „Starucha”. Proces ten jest, więc testem na wiarygodność „Haniora”, który od kilku miesięcy zeznaje także w sprawach dotyczących członków warszawskich gangów, z którymi miał styczność. Piotr S. przekonuje, że padł ofiarą pomówień. Słowa Marka H. nazywa stekiem bzdur i kłamstwami. Spędził kilka miesięcy w areszcie. Zdaniem niektórych mediów zamknięcie „Starucha” było zemstą za jego działalność przeciw premierowi Donaldowi Tuskowi.

Wojna z „Haniorem” toczy się także na innych arenach niż piłkarskie (fot. facebook)
Osaczony

Dla prokuratury „Hanior” to cenny świadek koronny. Wszak na bazie jego zeznań przedstawiono już setki zarzutów. Jest do tego stopnia ważny, że jeden z prokuratorów, który prowadzi śledztwo w związku z jego opowieściami, sprawdzał nawet czy Marek H. mógł dopuścić się molestowania nieletniej. Nie znaleziono najmniejszych dowodów w tej sprawie.

Od kilku tygodni, w tajemnicy sprawdzane jest kolejne pomówienie pod jego adresem. Mężczyzna, odsiadujący wyrok za zabicie znajomego, po kilku latach odsiadki zgłosił się do prokuratury przekonując, że zbrodnię zlecił właśnie Marek H. – Sprawdziliśmy to i nie ma wątpliwości, że była to desperacka i dosyć nieudolna próba wmontowania go w zbrodnię, aby utracił status świadka koronnego – mówi jeden z funkcjonariuszy.

Sam „Hanior” ponoć bardzo ciężko przeżywa ataki pod swoim adresem. Tuż po tym, gdy zdecydował się na współpracę z organami ścigania, mówił, że spodziewa się reakcji ze strony dawnych kompanów, ale skala ich działań, go przerosła. Co ciekawe wojna kiboli z „Haniorem” zaczyna już irytować niektórych szalikowców.

Na forum legionistów pojawił się ostry wpis krytykujący wywieszanie billboardu z jego zdjęciem i podpisem „uwaga, pedofil”: „W meczu z The New Saints rozegranego w II rundzie eliminacji do Ligi Mistrzów wywieszone zostało płótno z twarzą Haniora. Rozumiem nienawiść do tego gościa. Rozumiem również, że często chce się każdymi możliwymi środkami informować, że jest ktoś taki, kto krzywdzi, kłamie i niszczy i Bóg wie, co jeszcze. Na miłość boską nie w ten sposób: Jak to wygląda? Kibice Ultras dopingują swojemu zespołowi a pośrodku flag, transparentów jest twarz gościa. Pewnie herszt ich bandy, albo zasłużony w boju największy kozak. Może jakiś chłopak, który zginął niedawno, którego wszyscy na Legii znali i wielbili?. (…) Zatem na zagranicznych wyjazdach, gdzie ludzie nie znają polskiego, moim zdaniem reklama Haniorowi nie należy się”.

Nieliczni zaś uważają, że „obrażanie konfitur (konfidentów – przyp. red.) jest nietrafione”. Większość kiboli jednak z dumą zamieszcza kolejne ataki na Marka H.

Marek H. wciąż kibicuje Legii. Wie, że na stadion przy Łazienkowskiej raczej nie będzie miał wstępu. Razem z rodziną jest pod stałą ochroną policji. Prawdziwość jego słów zweryfikuje teraz sąd.

– Rafał Pasztelański

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Zdjęcie główne: Marek H. jest najbardziej znienawidzonym kibolem w Polsce (fot. policja)
Zobacz więcej
Po godzinach wydanie 17.11.2017 – 24.11.2017
„To była zabawa w śmierć i życie”. Od ćpuna po mistrza świata
Historię Jerzego Górskiego opowiada film „Najlepszy” oraz książka o tym samym tytule.
Po godzinach wydanie 17.11.2017 – 24.11.2017
„Geniusz kreatywności”. Polka obok gwiazd kina, muzyki i mody
Jej prace można podziwiać w muzeach w Paryżu, Nowym Jorku czy Londynie.
Po godzinach wydanie 10.11.2017 – 17.11.2017
Zsyłka, ucieczka i samobójstwo. Tragiczne losy brata Piłsudskiego
Bronisław Piłsudski na Dalekim Wschodzie uważany jest za bohatera narodowego.
Po godzinach wydanie 10.11.2017 – 17.11.2017
„Choćby z diabłem, byle do wolnej Polski”. Pierwszy Ułan II RP
Gen. Bolesław Wieniawa-Długoszowski skupia w sobie losy II RP.
Po godzinach wydanie 3.11.2017 – 10.11.2017
Kobiety – niewolnice, karły – rekwizyty. Szokujący„złoty wiek”
Służba była formą organizacji życia w tej epoce. Każdy kiedyś był sługą, nawet królewski syn.