Po godzinach

Odlot zza krat

Zwykła, czarna herbata przez kilka dekad była najpopularniejszą używką i środkiem odurzającym w polskich więzieniach. Wraz ze zmianami ustrojowymi „czaj” został wyparty przez narkotyki, które w ostatnich latach niemal całkowicie podbiły kryminały. Ostrożne szacunki mówią, że nawet, co trzeci więzień może w czasie pobytu w więzieniu zażywać narkotyki. Bardziej alarmistyczne dane mówią wręcz o narkotyzujących się 70 proc. osadzonych.

W warunkach pozbawienia wolności, każda możliwość oderwania się do rzeczywistości, jest dla więźnia warta zachodu. Bez względu na to czy będzie to alkohol, czaj, klej czy np. marihuana lub amfetamina. To sposób na zabicie nudy czy ucieczki od więziennej rzeczywistości. Jednak to, jaka to będzie używka zależy od kontaktów osadzonego i jego możliwości finansowych. Trzeba jednak przyznać, że w dziedzinie odurzania się pomysłowość więźniów nie zna granic. Kiedyś słyszałem o osadzonym, który miał robić bimber z nogi od krzesła, ale ile w tym prawdy, nie wiem – tak dr Janusz Sierosławski z Instytutu Psychiatrii i Neurologii w Warszawie, wyjaśnia przyczyny odurzania się osadzonych. 

Dr Sierosławski jest jak dotąd jednym specjalistą, który zbadał problem narkotyków i narkomanii w polskich więzieniach i aresztach. Dokładne badania pozwalające stwierdzić czym i w jakich okolicznościach odurzają się osadzeni prowadził w 2001 i 2007 r. Nie wyklucza kolejnych badań w ciągu roku. Tym razem jednak byłby one częścią dużego międzynarodowego projektu.

Niezależnie od wysiłków podejmowanych przez administrację zakładów penitencjarnych, mających zablokować więźniom dostęp do zakazanych substancji, zawsze pewna ich ilość będzie przenikała za mury zakładów. Tak jest na całym świecie – dodaje dr Sierosławski.



Pęd ku wolności

Przed II Wojną Światową, więźniowie raczyli się przede wszystkim alkoholem, który zdobywali zazwyczaj podczas przymusowych prac za murami kryminału. Z obawy przed ostrymi kontrolami, najczęściej spożywali wódkę przed powrotem do celi. Nieliczni mogli liczyć na bimber pędzony przez osadzonych mających zatrudnienie w kuchni. Czasem trunek przemycali, opłaceni strażnicy więzienni. Na takie luksusy mogli sobie pozwolić jednak naprawdę nieliczni i to zazwyczaj ci najlepiej ustosunkowani na wolności. Urle Nachalnik, najbardziej bodajże znany przestępca dwudziestolecia międzywojennego, w swoich wspomnieniach, pisał, że choć trudno było się powstrzymać od picia alkoholu, to łatwo było wpaść za to przewinienie z racji „wyraźnego chuchu” i „mętnej mowy”.

Józef Grzyb: – To było takie niedobre, że wykręcało. Ale jak to uzależnia! Kopa ma niesamowitego. To była tak więzienna amfetamina. Bez niego człowiek jest osowiały, smutny, bez energii. Jak wypiło się parę łyczków, to od razu chciało się żyć. Teraz to tylko wory, stare recedesy, to piją.

Alkohol był uważany za najmocniejszą i najbardziej pożądaną używką w polskich kryminałach, aż do lat 90 XX wieku. Jako, że przerzucenie za więzienne mury butelki wódki jest nie lada wyzwaniem, skazańcy rozwinęli w kryminałach bimbrownictwo. Przy czym, ów samogon, miał z oryginalnym produktem destylacji zbóż lub ziemniaków, wspólne tylko właściwości odurzające.

Józef Grzyb, były złodziej i recydywista, który w peerelowskich więzieniach przesiedział 35 lat, w książkowym wywiadzie z Igorem Zalewskim zdradził kilka takich receptur. – Na przykład pędziło się bimber z chleba albo warzyw. Bimber, to może za dużo powiedziane, bo nie było destylacji, tylko fermentacja. W kuchni zalewało się rabarbar i co tam się tylko miało wodą, stawiało w garze i czekało. Potem lało się ten roztwór przez bandaż, żeby odcedzić. I szybko się wypijało, bo wyrób alkoholu był w PRL-u przestępstwem. W piekarniach było jeszcze lepiej, bo były drożdże. Część wyrobów rozlewało się do butelek i handlowano nimi po celach – czytamy w książce „Całe życie kradłem”.

Bimbrownicze eksperymentu doprowadziły w końcu, do powstania w kryminałach – „pastówki”. Niektórzy więźniowie nazywali ten trunek winem, inni napojem alkoholowym. Specyfik ów powstawał po ugotowaniu pewnych rodzajów pasty do zębów, produkowanych na spirytusie. W dzisiejszych czasach „pastówkę” zastąpiły płyny do płukania ust, zawierające alkohol. Są popularne w więzieniach i na zamkniętych oddziałach odwykowych.

Herbaciane dopalacze

Alkohol był jednak zawsze używką z górnej półki. Przez kilka dekad w celach królowała – herbata. A właściwie to gotowany z niej –„czaj”. Niemal wszyscy recydywiści, pamiętający czasy PRL-u, jak i obecne realia zakładów karnych, twierdzą, że picie tej mikstury było fundamentem życia w kryminale. – Stężenie herbaty było niesamowite. Odlewaliśmy fusy i… po pierwszych łykach miałem nos z tyłu głowy. To było takie niedobre, że wykręcało. Ale jak to uzależnia! Kopa ma niesamowitego. To była tak więzienna amfetamina. (…) Bez niego człowiek jest osowiały, smutny, bez energii. Jak wypiło się parę łyczków, to od razu chciało się żyć. Teraz to tylko wory – stare recedesy - to piją. Ale kiedyś to była podstawa – czytamy w książce „Całe życie kradłem”.

Oczywiście „czaj” był zwalczany przez więzienną administrację. Oficjalnie herbatę można było pić tylko do posiłku. Z tej racji, najpodlejsza, sypana herbata, stała się na dziesiątki lat podstawową walutą za kratami. Obok papierosów była najbardziej poszukiwanym towarem. O wartości herbaty wiedzieli także bardzo dobrze pracownicy więzień, którzy zamawiali u osadzonych konkretne wyroby – np. oprawę książek, ozdobne przedmioty czy modele statków lub samolotów, płacąc im paczkami herbaty. Ta z kolei była porcjowana na tzw. szuflady – miara wzięta z pudełka po zapałkach, i wprowadzana do więziennego obiegu.


Więźniowie starają się zdobyć i zgromadzić jak najwięcej herbaty i papierosów. Prócz tego, że można je spożywać, mogą one służyć jako pieniądze w opłacaniu usług innych więźniów: przesłanie grypsu, zakupienie zapalniczki itp. Z więźniami, którzy posiadają te dobra, inni starają się zachować dobre stosunki lub przynajmniej udawać przed nimi, że te stosunki są dobre. Można zawsze pożyczyć lub kupić jakieś dobra od nich, można też je zyskać za spełnienie, jakiejś usługi – pisał Maciej Szaszkiewicz w książce „Tajemnice grypserki”.

Kryminały na spidzie

W połowie lat 90., wraz z boomem narkotykowym w Polsce, za kraty zaczęły trafiać większe ilości narkotyków. Choć narkotyki pojawiały się w kryminałach już w latach 70., to jednak do połowy lat 90., zażywający je więźniowie nie cieszyli się szacunkiem osadzonych. Narkomani byli nawiasem więziennej podkultury. Jednak w ciągu kilku lat zażywanie substancji odurzających przestało być powodem do ostracyzmu, a stało się modą.

Do zakładów weszły jednocześnie, dwa najpopularniejsze narkotyki z wolności: marihuana i amfetamina. Aby, nie zdradził nas charakterystyczny zapach ziela, to paliło się wydmuchując dym do klopa albo przez okno czy do torebki. Patentów były tysiące. Po trawie ludzie są mniej awanturni i był spokój na oddziałach. Ale amfetaminę łatwiej jest zażyć i dłużej działa. Po niej jednak ludziom potrafiło solidnie odj… Zdarzały się ataki na klawiszy – tak „Tołdi” opowiada, jak w drugiej połowie lat 90. narkotyki podbijały więzienia na Mazowszu.

Badania przeprowadzonych w 2007 r. przez dr Janusza Sierosławskiego potwierdzają słowa więźniów o dużej popularności marihuany i amfetaminy. Do zażywania pierwszego narkotyku przyznało się 18,3 proc. skazanych, a drugiego - 14,8 proc. Na kolejnych miejscach znalazły się ecstasy (7,3 proc.), sterydy anaboliczne (5,5 proc.), kokaina (2,9 proc.), LSD i inne halucynogeny (2,5 proc.) oraz heroina (2,4 proc.). Jeśli chodzi o legalne używki, choć zakazane w więzienia to największą popularnością cieszyły się: wódka (12,8 proc.), samogon (12,4 proc.), piwo (5,0 proc.) oraz wino (3,7 proc.).

Z informacji Służby Więziennej wynika, że w 2011 roku we wszystkich polskich aresztach i więzieniach narkotyki środki odurzające znaleziono 352 razy, ale już w ubiegłym roku liczba ta wzrosła do 377.

Fot. Służba Więzienna

Pomysłowość

W jaki sposób zakazane substancje trafiają do placówek, które winny być objęte wyjątkowo szczelną kontrolą? Do tej pory najwięcej kontrabandy przenikało za kraty w paczkach żywnościowych. – Pomysłowość przemytników nie zna granic. Przechwytywaliśmy już sterydy w długopisach, pieczonego kurczaka z woreczkami z amfetaminą zamiast kości, w zamrożonych kawałkach mięsa, w dezodorantach, pizzach itp. Hitem był groszek w sałatce, który okazał się małymi kulkami z amfetaminy czy marihuana w torebkach z herbatą. To zazwyczaj małe ilości, ale przy regularnych dostawach, więzienni dilerzy mogą działać lepiej niż na wolności – mówi były oficer jednego ze stołecznych aresztów.

Małe paczki z narkotykami przekazywane są podczas widzeń np. podczas pocałunku z żoną lub narzeczoną. Często też więźniowie dostają hol – czyli paczuszkę na nitce. Nitka przywiązywana jest do zęba a pakunek się połyka i zwraca po przyjściu do celi. A pod celą wszelkie używki trafią do zmyślnych skrytek pod listwami, w kontaktach, dziurach wybitych w ścianie czy w odzieży. Niektóre grupy trzymają narkotyki w celach, w których nikt się nie para tym procederem, a towar jest dostarczany przez skazańca np. roznoszącego jedzenie.

Odjazd na receptę

Choć narkotyki trzymają się mocno za więziennymi murami, to trzeba przyznać, że w ich cieniu, bez rozgłosu rozwija się od kilku lat równie poważne zagrożenie. To leki – antydepresyjne, antypsychotyczne i nasenne, które skazaniec może dostać bez większego kłopotu od więziennego lekarza.

Nie jest tajemnicą, że strzyga, czyli depresja dopada bardzo wielu więźniów. I często dostają oni silne leki np. przeciwlękowe, którymi można się odurzyć lepiej i bezpieczniej niż narkotykami. Jak ktoś jest sprytny to może sobie odłożyć pewną ilość piguł i handlować nimi.Tym bardziej, że po lekarstwach nie ma ryzyka koszmarnych zjazdów – wyjaśnia Andrzej, oszust gospodarczy, który spotkał się z rynkiem psychotropów.

Zdaniem ekspertów ze Służby Więziennictwa, problem leków psychotropowych został już dostrzeżony przez więzienne administracje i pracownicy będą robić wszystko, aby wyeliminować handel medykamentami. – Musimy się spodziewać, że więźniowie wymyślą coś nowego i będą zawsze szukali sposobu, aby nas wykiwać – mówi emerytowany oficer SW.

Zdjęcie główne: Zwykła herbata była przez dekady najpopularnisjzą substancją odurzającą za kratami. Teraz w takich torebkach ukrywa się marihuanę (fot. Służba Więzienna)
Zobacz więcej
Po godzinach wydanie 17.11.2017 – 24.11.2017
„To była zabawa w śmierć i życie”. Od ćpuna po mistrza świata
Historię Jerzego Górskiego opowiada film „Najlepszy” oraz książka o tym samym tytule.
Po godzinach wydanie 17.11.2017 – 24.11.2017
„Geniusz kreatywności”. Polka obok gwiazd kina, muzyki i mody
Jej prace można podziwiać w muzeach w Paryżu, Nowym Jorku czy Londynie.
Po godzinach wydanie 10.11.2017 – 17.11.2017
Zsyłka, ucieczka i samobójstwo. Tragiczne losy brata Piłsudskiego
Bronisław Piłsudski na Dalekim Wschodzie uważany jest za bohatera narodowego.
Po godzinach wydanie 10.11.2017 – 17.11.2017
„Choćby z diabłem, byle do wolnej Polski”. Pierwszy Ułan II RP
Gen. Bolesław Wieniawa-Długoszowski skupia w sobie losy II RP.
Po godzinach wydanie 3.11.2017 – 10.11.2017
Kobiety – niewolnice, karły – rekwizyty. Szokujący„złoty wiek”
Służba była formą organizacji życia w tej epoce. Każdy kiedyś był sługą, nawet królewski syn.