Po godzinach

Egzekucja „Nikosia” wciąż niewyjaśniona

Nikodem S. ps. Nikoś był pierwszym polskim gangsterem celebrytą. Jego burzliwe życie, w którym znalazło się miejsce na brawurowe ucieczki z więzienia i policyjnych konwojów, sponsorowanie ukochanej drużyny piłkarskiej i występ w filmie, przerwał mafijny kiler, który 24 kwietnia 1998 r. zastrzelił bossa z Pomorza. Do dzisiaj nie wiadomo, kto wydał zlecenie i kto pociągnął za spust.

Pogrzeb Nikodema S. ps. Nikoś na cmentarzu Srebrzysko. (fot. PAP/CAF Stefan Kraszewski)
Dochodzi południe, 24 kwietnia 1998 r. W nocnym klubie „Las Vegas”, w gdyńskiej dzielnicy Chwarzno, siedzą legenda trójmiejskiego półświatka Nikodem S., znany lepiej jako „Nikoś” oraz pomorski biznesmen Wojciech K. Panowie, którym towarzyszą żony, przez całą noc świętowali imieniny K. Wszyscy zrelaksowani – odpoczywają, zanim impreza przeniesie się do posiadłości biznesmena. Kilkadziesiąt minut wcześniej z lokalu zniknęli ochroniarze „Nikosia”. Do dzisiaj nie wiadomo, dlaczego opuścili swojego pryncypała.

Tuż przed godz. 12 do lokalu wchodzi zamaskowany mężczyzna. Od razu kieruje się do sali bankietowej. Tak jakby dobrze znał rozkład pomieszczeń w lokalu. Wchodzi do sali i zaczyna strzelać do „Nikosia”. Już pierwszy strzał jest śmiertelny, bo kula trafia bossa w głowę. Jednak zabójca oddaje do gangstera jeszcze pięć kolejnych strzałów. Także w głowę i brzuch. Kule trafiają także w nogi Wojciecha K. Biznesmen ma więcej szczęścia od swojego przyjaciela, bo kule o włos mijają tętnicę. Zabójca wychodzi z lokalu i wszelki ślad po nim ginie. Tak kończy się legenda jednej z najbardziej barwnych postaci polskiego podziemia kryminalnego.

Polowanie na „Nikosia” <

Choć od śmierci „Nikosia” minęło już 15 lat, to do dzisiaj nie wiadomo kto i dlaczego wydał na niego mafijny wyrok śmierci. O zlecenie zabójstwa Nikodema S., łódzka prokuratura oskarżyła przed laty Tadeusza M. ps. Tato i Mariusza K, uważanych za liderów tzw. łódzkiej ośmiornicy. Zdaniem śledczych poszło o porwanie przez łódzkich gangsterów, biznesmena z Opoczna, do czego miało dojść na początku 1998 r. Zleceniodawcy uprowadzenia mieli się bać, że „Nikoś” będzie chciał od nich zwrotu okupu. Mafijnym cynglem miał zaś być Paweł J. ps. Pasza. Nie udało się znaleźć dowodów, że „Pasza” zabił trójmiejskiego bossa. Wyroki dla zleceniodawców uchylono.

Inna wersja zakładała, że za śmiercią Nikodema S. stoi gang „Krakowiaka”. Według jednego ze świadków koronnych, wyrok wydano, bo „Nikoś” miał chcieć przejąć narkotykowe interesy na południu kraju. Tę hipotezę również uznano za mało wiarygodną. Do zabójstwa przyznał się też - Siergiej S. ps. Sanitariusz. Ukrainiec, członek tzw. klubu płatnych zabójców przekonywał, że to on wykonał mafijny wyrok w „Las Vegas”. W czasie śledztwa wyszło jednak na jaw, że nie potrafił nawet powiedzieć jak siedziały ofiary. Podczas procesu „Sanitariusz”. wyznał, że przyznał się do zbrodni, bo był zmęczony i zdenerwowany. Innym razem mówił, że liczył na ucieczkę podczas wizji lokalnej.

Z Kolei Jarosław S. ps. Masa zeznawał, że „Nikoś” zginął na polecenie zarządu mafii pruszkowskiej. Trójmiejskiego gangstera miał wystawić jeden z sojuszników „Pruszkowa”. Były ochroniarz „Nikosia” przekonywał z kolei, że zabójstwo było zemstą za porwanie syna jednego z bossów bydgoskiego półświatka. Te wersje także nie znalazły potwierdzenia przed sądem.

Najbardziej tajemniczą hipotezę śmierci „Nikosia” badali stołeczni śledczy zajmujący się śmiercią gen. Marka Papały. Według nich gangster mógł zginąć, w związku z udziałem w spisku na życie byłego szefa policji

Zginął za gen. Papałę?

Najbardziej tajemniczą hipotezę śmierci „Nikosia” badali stołeczni śledczy zajmujący się śmiercią gen. Marka Papały. Według nich gangster mógł zginąć, w związku z udziałem w spisku na życie byłego szefa policji. Warszawscy funkcjonariusze rozpracowywali Nikodema S. w związku zabójstwem w hotelu Marriott znanego lichwiarza obsługującego warszawskie kasyna. Policjanci uważali, że zleceniodawcą zbrodni był właśnie „Nikoś”.

Akcja uderzenie w grupę Nikodema S. została zatwierdzona na początku kwietnia 1998 r., a zatrzymania miały się odbyć na koniec miesiąca. Boss nie dożył zatrzymania. Warszawscy śledczy podejrzewali, że „Nikosia” zlikwidowano, bo miał wiedzę o planowanym zabójstwie gen. Marka Papały i pomagał szukać wykonawców tej zbrodni. Zleceniodawca mógł wiedzieć o planach ujęcia Nikodema S. i kazał go zabić, aby ten nie poszedł na współpracę z prokuraturą.

Artur Z. „Iwan”, członek gangu płatnych zabójców, twierdził, że 4 i 12 kwietnia 1998 r., brał udział w spotkaniu S. z Edwardem M., polonijnym biznesmenem, podejrzewanym o zlecenie zabójstwa gen. Papały oraz Andrzejem Z. ps. Słowik, bossem gangu „pruszkowskiego. Edward M., miał wówczas pokazywać fotografię Papały, mówić że jest on „wielką przeszkodą do dalszych interesów” i oferować za jego zabicie 40 tysięcy dolarów. Uczestnikiem tego spisku miał być także Jeremiasz B. ps. Baranina. Ten groźby mafioso powiesił się w celi wiedeńskiego aresztu w 2003 r..

„Iwan” zmarł w styczniu 2010 r. po tym jak w swojej celi przedawkował leki nasenne. Według oficjalnej wersji, biorąc dużą dawkę leków chciał trafić do szpitala więziennego, z którego mógł łatwiej uciec. Przed zażyciem środków nasennych, „Iwan” spalił swoje notatki. To zdaniem niektórych, może świadczyć, że nie planował ucieczki, a raczej samobójstwo. A jeżeli tak, to dlaczego?

„Nikoś” zyskał szacunek mieszkańców Trójmiasta, za sprawą sponsorowania lokalnego klubu piłkarskiego – Lechii. Za swoją działalność został nawet uhonorowany tytułem honorowego obywatela Gdańska.

Prawdziwy cwaniak

– Bardzo dobrze znałem „Nikosia”. Był dobry dla ludzi i serdeczny dla przyjaciół, a jednocześnie był wysokiej klasy cwaniakiem życiowym. Poznaliśmy się na początku lat 90., gdy z ramienia „Pruszkowa” wsparliśmy chłopaków z Łodzi na rozkmince z Nikodemem i ludźmi z Trójmiasta. Wtedy o mało, co nie biliśmy się. A już kilka lat później byliśmy dobrymi kompanami. Próbowałem go nawet ostrzegać przez pośredników, że „Pruszkowscy” chcą go sprzątnąć – opowiada Jarosław S. ps. Masa, który wspomina, że gdy zepsuł mu się samochód, to „Nikoś” pożyczył mu dwie swoje limuzyny.

Życiorys Nikodema S. to gotowy materiał na scenariusz filmowy. Zaczynał w latach 70., jako bramkarz w knajpie Lucynka. Potem przeniósł się do legendarnego Maxima w Gdyni. Tam, przede wszystkim handlował walutą. Zarobione w ten sposób pieniądze zainwestował w rozwój działalności i w latach 80. założył gang kradnący samochody. Auta kradziono w Niemczech, skąd trafiały do krajów demokracji ludowej. „Nikoś” i jego kompani mogli się czuć w miarę bezpieczni, ponieważ z przestępcami współpracowali milicjanci oraz agenci komunistycznej służby bezpieczeństwa. W Hamburgu, gdzie miał swoją centralę poznał Wiesława Niewiadomskiego ps. Wariat, późniejszego bossa grupy ząbkowsko-praskiej, mylnie kojarzonej z gangiem wołomińskim. Ta przyjaźń zaowocowała późniejszą współpracą obu gangsterów.

„Nikoś” zyskał szacunek mieszkańców Trójmiasta, za sprawą sponsorowania lokalnego klubu piłkarskiego – Lechii. Za swoją działalność został nawet uhonorowany tytułem honorowego obywatela Gdańska.
Celebryta z półświatka

W 1989 r. skończył się niemiecki sen „Nikosia”. Został zatrzymany za kradzież luksusowego samochodu. Legendarna stała się wówczas jego ucieczka z więzienia. W czasie widzenia z bratem, zamienili się ubraniami i przestępca spokojnie wyszedł na wolność. Dostał się do Polski przez zieloną granicę i wpadł dopiero w 1992 r. Podczas próby zatrzymania w Krakowie uciekł z policyjnej zasadzki samochodem na dyplomatycznych numerach rejestracyjnych. Kilka miesięcy później wpadł w Warszawie, gdzie już następnego dnia uciekł z konwoju. Namierzono go jednak na stołecznym Żoliborzu i tym razem spędził za kratami prawie rok, po tym jak skazano go na dwa lata więzienia za posługiwanie się fałszywymi dokumentami i ucieczkę z konwoju. Swoimi działaniami zyskał wielki szacunek wśród gangsterów w całej Polsce.



W drugiej połowie lat 90. boss miał wejść w narkotykowe interesy, głównie za sprawą kontaktów z grupą ząbkowsko-praską, oraz przemytnikami z Pomorza. Jego znajomi sugerowali, że to właśnie narkotyki doprowadziły go do zguby, bo przestał się pilnować.

Pewne jest, że Nikodem S. pod koniec życia legalizował już większość swoich mrocznych biznesów. Wystąpił w filmie „Sztos” w reżyserii Olafa Lubaszenki. W mediach pojawiały się spekulacje, że gangster miał sfinansować część produkcji tego filmu.„Nikoś” lubił pokazywać się w otoczeniu aktorów i biznesmenów. Do dzisiaj uchodzi za jednego z najbardziej znanych polskich przestępców.
Zabójstwo Nikosia
Zdjęcie główne: Nikodem S. ps. Nikoś (fot. PAP/CAF Stefan Kraszewski)
Zobacz więcej
Po godzinach wydanie 17.11.2017 – 24.11.2017
„To była zabawa w śmierć i życie”. Od ćpuna po mistrza świata
Historię Jerzego Górskiego opowiada film „Najlepszy” oraz książka o tym samym tytule.
Po godzinach wydanie 17.11.2017 – 24.11.2017
„Geniusz kreatywności”. Polka obok gwiazd kina, muzyki i mody
Jej prace można podziwiać w muzeach w Paryżu, Nowym Jorku czy Londynie.
Po godzinach wydanie 10.11.2017 – 17.11.2017
Zsyłka, ucieczka i samobójstwo. Tragiczne losy brata Piłsudskiego
Bronisław Piłsudski na Dalekim Wschodzie uważany jest za bohatera narodowego.
Po godzinach wydanie 10.11.2017 – 17.11.2017
„Choćby z diabłem, byle do wolnej Polski”. Pierwszy Ułan II RP
Gen. Bolesław Wieniawa-Długoszowski skupia w sobie losy II RP.
Po godzinach wydanie 3.11.2017 – 10.11.2017
Kobiety – niewolnice, karły – rekwizyty. Szokujący„złoty wiek”
Służba była formą organizacji życia w tej epoce. Każdy kiedyś był sługą, nawet królewski syn.