Wywiady

Tu wszyscy są przegrani

Przez dziewięć miesięcy oglądałem z perspektywy aresztu upadek dzieła mojego życia – opowiada krakowski przedsiębiorca Lech Jeziorny, którego historia zainspirowała twórców filmu „Układ Zamknięty”.­ Produkcja, która ukazała się w weekend w kinach w całej Polsce opowiada o przedsiębiorcach poszkodowanych przez państwo i jego niesprawnie działające urzędy. – Nie widzę woli politycznej, żeby tę sprawę radykalnie zmienić – dodaje Jeziorny.

Bartosz Pawłowski: Nie było łatwo, ale film „Układ Zamknięty” powstał. Cieszy się Pan, że Polacy poznają opowiedzianą w nim historię?

Lech Jeziorny: Przede wszystkim ten film jest potrzebny i ważny społecznie. To, czy pokazuje w takim czy innym stopniu historię moją, Pawła Reya czy innych przedsiębiorców, to już jest mniej istotne. Ważne jest pokazanie mechanizmu niszczenia ludzi w majestacie prawa. Wiadomo, że twórcy filmu wzięli na warsztat wiele różnych przypadków poszkodowanych przez państwo przedsiębiorców, które funkcjonują w przestrzeni medialnej, dzięki czemu powstała fabuła, która jest historią uniwersalną.

Jak wyglądała Pana współpraca z filmowcami?

Na początku 2010 r. autorzy scenariusza skontaktowali się z nami poruszeni historią, którą przeczytali w gazecie. Nie byli w stanie uwierzyć, że coś takiego się wydarzyło. Zaprosiliśmy ich, opowiedzieliśmy naszą historię, pokazaliśmy dokumenty. Przyjęliśmy taką zasadę, że jeśli ktoś chce słuchać, to my nie mamy nic do ukrycia. To jest praktycznie nasz jedyny udział w filmie. Nie znam scenariusza, który został skierowany do realizacji, nie widziałem jeszcze filmu.

O co chodziło w Pana sprawie?

W 2003 roku prokurator Kwaśniewski, zapewne nie z własnej inicjatywy, ale we współpracy z urzędem skarbowym i jego naczelnikiem, ogłosili światu odkrycie wielkiej afery, największej afery gospodarczej w Małopolsce. Miała ona dotyczyć Polmozbytu Kraków, oraz Krakowskich Zakładów Mięsnych, nieprawidłowości przy prywatyzacji tych zakładów, prania brudnych pieniędzy, działania w zorganizowanej grupie przestępczej itd. Aresztowanych zostało 10 osób, a 16 osób postawiono w stan oskarżenia.

Ja i dwaj koledzy, jako właściciele i menedżerowie Krakowskich Zakładów Mięsnych, mieliśmy postawione zarzuty dotyczące restrukturyzacji tej grupy spółek. To były dla nas najpoważniejsze zarzuty, bo byliśmy właścicielami i realizowaliśmy program wykupu managerskiego w tej spółce. Śledztwo utknęło na wiele lat.

W 2009 roku nie mogąc uzyskać dostępu do akt i nie rozumiejąc dlaczego śledztwo tak długo trwa, złożyliśmy zażalenie na jego przewlekłość.

Sąd Apelacyjny w Krakowie, wtedy pod przewodnictwem Andrzeja Seremeta orzekł, że śledztwo jest przewlekłe. Napiętnował też działania prokuratury: procedura, w której najpierw się kogoś aresztuje, a potem szuka dowodów jego winy jest nieprawidłowa i powinna być dokładnie odwrotna. Najpierw prokuratura powinna udowodnić, że doszło do złamania prawa, a dopiero potem stawiać przedsiębiorcy zarzuty.

Sąd nakazał prokuraturze, że do końca roku ma rozstrzygnąć, czy podtrzymuje stawiane nam zarzuty i kieruje do sądu akt oskarżenia, czy umarza śledztwo. 31 grudnia 2009 roku prokuratura wydała postanowienie, w którym na 96 stronach uzasadnia, że żadnego przestępstwa nie było, że nie było żadnych dowodów ani podstaw do stawiania naszej trójce zarzutów. To był prawdziwy przełom! Wtedy tez otrzymaliśmy 10 tys. rekompensaty za przewlekłość śledztwa.

Na początku śledztwa spędził Pan 9 miesięcy w areszcie.

W 2003 roku zostałem aresztowany. W czasie pobytu w areszcie byłem przesłuchiwany tylko raz, pierwszego dnia, tylko przez godzinę.

Miałem blokadę widzeń z rodziną. Nawet listy od dzieci docierały do mnie po miesiącu, bo leżały w szufladzie u prokuratora. Przez pierwsze 3 miesiące nie miałem w ogóle żadnego kontaktu z rodziną. Prokurator odmawiał widzeń zarówno żonie jak i moim dzieciom i rodzicom. To była powszechna praktyka. U innych aresztowanych kolegów było tak samo.

Podobno było Panu łatwiej to wytrzymać, bo wcześniej miał Pan już doświadczenie internowania w stanie wojennym. Inni osadzeni wraz z Panem nie mieli tego „szczęścia” i udało się ich „złamać”?

„Złamać” to zbyt mocne i dyskredytujące słowo. W sprawie Polmozbytu można powiedzieć, że tylko sześć osób dobrowolnie poddało się karze. Każda z nich była zatrzymana, często na długie tygodnie czy miesiące. Niektóre z tych osób zostały pobite, niektóre poddane niedopuszczalnej presji czy wręcz manipulacji, po prostu nie wytrzymywały psychicznie.

Mój wspólnik z Zakładów Mięsnych został pobity przez chorego psychicznie narkomana „na głodzie”, który prawie wybił mu oko. To są traumy, które zostawiają trwałe urazy i trudno mieć do człowieka pretensje, że nie miał sił psychicznych, żeby temu sprostać.

Pewnego razu moja żona z córkami nie mogąc się ze mną zobaczyć, przyjechały pod więzienie w Tarnowie gdzie siedziałem. Stanęły jakieś 200 metrów od aresztu, na ulicy, w miejscu, które było widać z okna mojej celi. Mogłem tylko przez kilka minut popatrzeć na ich małe sylwetki, mogliśmy ledwie pomachać na odległość. Chwilę później strażnik wyprowadził mnie z celi i za karę wrzucił do tzw. studni, celi bez dostępu do światła słonecznego. Spędziłem tam następne 4 miesiące.

To są rzeczy, które w świetle prawa można robić, mają jednak spowodować, że człowiek się załamie, straci grunt pod nogami i zacznie kalkulować, czy nie lepiej już poddać się dobrowolnie karze, przyznać się do niepopełnionych czynów i zakończyć sprawę.
W trakcie gdy był Pan w areszcie, firma kompletnie się zawaliła?

Tak, w momencie gdy zostaliśmy aresztowani, podkreślaliśmy prokuratorowi i w sądach aresztowych, że jesteśmy w trakcie finalizowania transakcji z inwestorem branżowym, z którym mieliśmy już dograne wejście kapitałowe, mające wzmocnić spółkę. Inwestor, w sytuacji, w której siedzieliśmy w areszcie, wycofał się, a firma nie przetrwała. Gdy wyszliśmy z aresztu nie było już co zbierać.

Przez 9 miesięcy oglądałem z perspektywy aresztu upadek dzieła mojego życia. Poświęciliśmy 5 lat ciężkiej pracy, żeby przeprowadzić trudny projekt, który miał za zadanie zrewitalizować ważną część krakowskiej dzielnicy Grzegórzki (w miejscu dawnej rzeźni miejskiej powstała Galeria Kazimierz), drugim efektem pracy było wybudowanie nowoczesnego zakładu mięsnego.

Bezrobocie sięgało wtedy ponad 20 proc., my stworzyliśmy kilkaset miejsc pracy, w dodatku bez żadnych publicznych dotacji. Wydawałoby się logicznym, że jesteśmy godnym elementarnego szacunku partnerem dla organów państwa. Wystarczyło nas w zwykłym trybie wezwać do prokuratury, przesłuchać, zebrać zeznania, wziąć dokumenty, przeanalizować je w krótkim czasie i stwierdzić czy doszło do złamania prawa czy nie.

Ale zapewne odgórne dyrektywy były inne i prokurator stwierdził, że trzeba zrobić gigantyczną aferę, aresztować 10 osób, nagłośnić sprawę. W mediach ukazywały się wówczas sensacyjne, pełne pomówień informacje na nasz temat. Z czasem się okazało, że stawiane nam zarzuty nie są warte funta kłaków, a prokurator nie potrafi odróżnić struktury korporacyjnej spółki od zorganizowanej grupy przestępczej, transakcji kapitałowej od prania brudnych pieniędzy.

Za swój błąd prokurator Kwaśniewski nie poniósł żadnej odpowiedzialności, a nawet został awansowany z prokuratury rejonowej do apelacyjnej, ale za skutki jego działań zapłaciliśmy wszyscy. Działo się to przecież kosztem naszym, naszych rodzin, pracowników, całego otoczenia gospodarczego. Również kosztem skarbu państwa, który przecież traci na upadku nowoczesnych zakładów i likwidacji miejsc pracy.
Udało się jednak Panu doprowadzić do wszczęcia postępowania w sprawie nieprawidłowości w śledztwie i kontroli skarbowej w waszej sprawie, a Pan uzyskał w tym postępowaniu status pokrzywdzonego i miał Pan okazję przesłuchiwać prokuratora.

Przez 9 godzin słuchałem zeznań i zadawałem pytania najpierw prokuratorowi Kwaśniewskiemu, prowadzącemu śledztwo, potem prokuratorowi Miłoszewskiemu, jako nadzorującemu to śledztwo. Gdybym nie miał tam statusu osoby poszkodowanej, a więc kogoś kto może stawiać pytania, to przesłuchanie skończyłoby się bardzo szybko. Prowadząca je prokurator z Gliwic, wydaje mi się, że nie była w żaden sposób zainteresowana poznaniem kulis sprawy.

Ja byłem bardziej dociekliwy. Moje pytania wyprowadziły pana prokuratora z równowagi i po tych kilku godzinach był bardzo wzburzony. Ktoś go nawet widział jak już po wyjściu z budynku, na parkingu, mimo mroźnego dnia, jeszcze prawie przez godzinę zdenerwowany coś komuś referował przez telefon komórkowy. To i tak nic nie dało, postępowanie umorzono. Ich czyny albo się przedawniły, albo nie stwierdzono w nich przestępstwa.

Szansa, że można w trybie istniejącego dziś prawa dochodzić jakiejś sprawiedliwości wobec urzędników i funkcjonariuszy państwa, którzy dopuścili się nadużyć, jest żadna. Czyny przedawniają się po 3 latach i niezawodnie działa korporacyjna solidarność.

Czy ktoś może po latach czuć się zwycięzcą w tej sprawie?

Dramat tej sytuacji polega na tym, że tu wszyscy są przegrani. Nawet skarb państwa, który przecież z istniejącej firmy czerpie podatki, ludzie znajdują w niej zatrudnienie itd. Tu jednak są same ofiary błędnego systemu, tego że nie istniał rzeczywisty nadzór działań prokuratorów, że żadne opinie i poręczenia społeczne nie przekonały sądów, które decydowały o aresztach. Na tej sprawie stracili wszyscy – oczywiście poza wrogim uzurpatorem, który z pomocą organów państwa i swojego bardzo cynicznego adwokata, w bardzo podejrzanych okolicznościach przejął za bezcen spółkę Polmozbyt.

Czym się Pan teraz zajmuje?

W 2009 roku sąd zwolnił mnie z zakazu pełnienia funkcji w spółkach prawa handlowego i w ten sposób, dopiero po 6 latach odzyskałem prawną zdolność do wykonywania zawodu managera, czyli przedsiębiorcy, który korporacyjnie odpowiada za przedsięwzięcia, które realizuje. Po wyjściu z aresztu nie było do czego wracać, prowadziłem więc działalność doradczą na rzecz innych firm. Teraz zajmuję się również zarządzaniem podmiotami gospodarczymi.

Czy Pan się z punktu widzenia przedsiębiorcy w Polsce jeszcze czegoś boi?

Nie boje się, ale ubolewam, że demokratyczne i wolne państwo nie potrafi chronić swoich obywateli przed nadużyciami władzy. Że wolności obywatelskie przegrywają w starciu z arogancją i niekompetencja urzędników. Że wolność gospodarcza i duch przedsiębiorczości są tłamszone tomami niejasnych przepisów, wrogą interpretacją prawa, absurdalnymi procedurami.
Czy Polska jest jeszcze skażona takim „Układem Zamkniętym”, którego Pan doświadczył?

Odpowiedzią na to pytanie jest powstanie Ruchu Niepokonani 2012 – stowarzyszenia ludzi poszkodowanych przez państwo – najczęściej przez prokuraturę i urzędy skarbowe. W komputerach kolegów jest już parę tysięcy takich spraw, oczywiście o różnym kalibrze, ale to jednak o te parę tysięcy za dużo. Nie widzę woli politycznej, żeby tą sytuację radykalnie zmienić. Młodzi ludzie to obserwują i jeśli nie czują się u siebie dobrze, to szukają zaspokojenia swoich aspiracji życiowych za granicą. Ja zawsze uważałem, że należy w Polsce żyć i działać niezależnie od tego jaki tu panuje system i ustrój, ale z drugiej strony trudno mi dziś znaleźć argumenty wobec młodych ludzi, żeby nie wyjeżdżali w świat i nie szukali lepszych perspektyw.

Na koniec zacytuję Prezydenta, który po premierze „Układu Zamkniętego” powiedział: – To jest film, którzy powinni obejrzeć wszyscy, którzy mogą kiedykolwiek decydować o cudzym życiu. Jak Pan odbiera jego komentarz?


Z pełnym szacunkiem i wdzięcznością. Jest to najwyższy autorytet w państwie i ma szczególny tytuł, żeby zabrać głos jako strażnik konstytucyjnych praw człowieka i obywatela. Powstaje oczywiście pytanie, czy ten jak najbardziej słuszny głos, będzie słyszany przez tych, którzy będą w praktyce decydowali o tym jak będą w kolejnych latach wyglądały relacje państwa z przedsiębiorcami.
Zdjęcie główne: Lech Jeziorny (fot. arch. prywatne)
Zobacz więcej
Wywiady wydanie 13.10.2017 – 20.10.2017
„Powinniśmy powiedzieć Merkel: Masz tu rachunek, płać!”
Jonny Daniels, prezes fundacji From the Depths, O SWOIM zaangażowaniu w polsko-żydowski dialog.
Wywiady wydanie 28.07.2017 – 4.08.2017
Definitely women in India are independent
Srinidhi Shetty, Miss Supranational 2016, for tvp.info
Wywiady wydanie 28.07.2017 – 4.08.2017
Małgosia uratowała mi życie. Dzięki niej wyszedłem z nałogu
– Mam polski paszport i jestem z niego bardzo dumny – mówi amerykański gwiazdor Stacey Keach.
Wywiady wydanie 28.07.2017 – 4.08.2017
„Kobiety w Indiach są niezależne. I traktowane z szacunkiem”
Tak twierdzi najpiękniejsza kobieta świata Srinidhi Shetty, czyli Miss Supranational 2016.
Wywiady wydanie 14.07.2017 – 21.07.2017
Eli Zolkos: Gross niszczy przyjaźń między Żydami a Polakami
„Żydzi, którzy angażują się w ruchy LGBT, przyjmują liberalny styl życia, odchodzą od judaizmu”.