Po godzinach

Gangsterskie jaja

Kroniki kryminalne nie zawsze muszą budzić nasze przerażanie. Przy okazji Świąt Wielkanocnych postanowiliśmy zaprezentować takie przypadki, które zasługują na określenie „ale jaja”. Bo nasi rodzimi przestępcy swoim zachowaniem potrafią też wywołać salwy śmiechu.

Przygotowania do Wielkanocy niektórzy zaczynają bardzo wcześnie. Jednak nie tak wcześnie jak Stanisław R., ze Skwierzyny, który w połowie lutego, zamroczony alkoholem włamał się do warzywniaka i ukradł cztery palety jaj. Policjanci, którzy zatrzymali „jajcarza” żartowali, że potrzebował towaru na pisanki.

Nietypowe jajko z niespodzianką odkryli z kolei funkcjonariusze z Nysy. Przed kilkoma dniami zwrócili uwagę na mężczyznę, który na ich widok gwałtownie zareagował wbiegając do klatki jednego z bloków. Tam usiłował ukryć się w jednym z mieszkań. Policjanci zatrzymali 19-latka. W opakowaniu po jajku z niespodzianką ukrył 3,40 grama amfetaminy. Nie wiadomo jednak czy wspomniane jajo miało trafić do koszyka ze święconką

Robota pali im się w rękach

Nie każdy przestępca ma predyspozycje do łamania prawa. Jak mówią starzy złodzieje, w tym fachu trzeba mieć po równo szczęścia i umiejętności. A Grzegorz C. ze Złotoryi, nie mógł pochwalić się ani jednym, ani drugim. Pod koniec ubiegłego roku mężczyzna upatrzył sobie na rogatkach miasta volkswagena polo.

Obserwował auto przez kilka tygodni i na początku tego roku postanowił zrealizować swój plan. Najpierw włamał się do samochodu, wybijając w nim szybę. Aby nie zwracać na siebie uwagi przepchnął go kilkadziesiąt metrów. Potem wszedł do środka i postanowił odpalić pojazd na „styk”, czyli za pomocą połączonych kabli. Musiał coś jednak pomylić, bo kable zaczęły gwałtownie iskrzyć pod maską, a za chwilę pojawił się ogień. Złodziej ledwo wyskoczył z samochodu, który szybko się zapalił i spłonął doszczętnie. Zszokowany Grzegorz C. szybko wpadł w ręce policji.

Pijany mężczyzna usiłował się włamać do hurtowni alkoholu. Wykuł trzy dziury w ścianie budynku. Nie zdołał jednak nic ukraść, gdyż we wnętrzu budynku ściany pozastawiane były paletami ze skrzynkami. Fot. policja
Kolejnego miłośnika motoryzacji zgubiła nieostrożność i zimowa aura. 43-letni Adam R. od lat żył z włamań do samochodów. W jeden z lutowych wieczorów włamał się do auta zaparkowanego na warszawskiej Pradze. Z pojazdu zniknęła torba z cennymi przedmiotami. Jeden ze świadków kradzieży zawiadomił policję. Nim jednak funkcjonariusze przyjechali na miejsce, złodziej zniknął. Policjanci zobaczyli jednak wyraźne ślady butów na śniegu. Patrol szedł ich śladem przez kilka sąsiednich ulic, aż do przystanku autobusowego, na którym Adam R. czekał na autobus. Kradziona torba wisiała mu na ramieniu. Złodziej od razu przyznał się do włamania. Szybko okazało się, że na sumieniu ma jeszcze 16 podobnych przestępstw, za co grozi mu teraz do 10 lat więzienia.

Nie lada głupotą wykazał się 28-letni mężczyzna, który w dwa dni po odbyciu ośmioletniego wyroku za kradzieże samochodów, został zatrzymany w Kędzierzynie-Koźlu na identycznym przestępstwie. Wieczorem na policję zadzwoniła kobieta, która powiedziała, że jakiś podejrzany typ majstrował coś przy zamkach jej volkswagena passata. Gdy ruszyła w jego kierunku, ten oddalił się pośpiesznie w stronę okolicznego dwora PKP. Policjanci zauważyli, że samochód ma uszkodzony zamek i stacyjkę. Właściciela dosłownie w ostatniej chwili dostrzegła próbę kradzieży. Po krótkich poszukiwań namierzono złodzieja. Mężczyzna, wyraźnie zrezygnowany przyznał, że chciał pożyczyć auto, ponieważ spóźnił się na pociąg i nie miał jak wrócić do domu. Teraz może nie zobaczyć domu, nawet przez kolejne pięć lat.

Włamywacz zawód podwyższonego ryzyka

Pewien mało rozgarnięty mieszkaniec Elbląga postanowił włamać się do jednego ze sklepów spożywczych w swoim mieście. Na robotę zabrał siatki oraz siekierkę. Przy użyciu tej ostatniej rozbił szybę i wdarł się do lokalu, nie bacząc na alarm, który uruchomił. Mężczyzna zaczął pakować do toreb butelki z alkoholem. Gdy okazało się, że nie ma w co zabrać papierosów, zaczął upychać paczki po kieszeniach kurtki. Część łupu schował do rękawów.

W tym czasie policjanci odebrali zgłoszenie o włamaniu i udali się na miejsce zdarzenia. Zauważyli rozbitą szybę i porzuconą siekierkę, co mogło wskazywać, ze rabuś jest jeszcze w pomieszczeniu. Przeszukując sklep natrafili na torby wypchane alkoholem. Okazało się, że włamywacz schronił się pod ladą. Na widok funkcjonariuszy próbował rzucić się do ucieczki. Jednak wypchana papierosami kurtka, uniemożliwiła mu wydostanie się z kryjówki. Dopiero, gdy pozbył się większości fantów, mógł wyjść spod lady. Badanie alkomatem wykazało u niego ponad 2 promile alkoholu w organizmie. Teraz grozi mu do 10 lat więzienia.

Przypadek kolejnego włamywacza dobrze oddaje sens słów „szczęście w nieszczęściu”. Rzecz się miała kilka tygodni temu w Przeworsku. Policjanci dostali zgłoszenie, że ktoś lub coś uruchomiło alarm w lokalnym muzeum. Na miejscu zastali niecodzienny widok. W kracie okiennej wisiał zaklinowany mężczyzna, proszący o pomoc. Złodziej był już wyraźnie przemarznięty i gdyby nie czujki alarmowe, mógłby nawet zamarznąć. Pijany włamywacz przyznał, że liczył na przeciśnięcie się przez kratę zabezpieczającą budynek. Uwolnionemu pechowcowi udzielono pomocy medycznej, a po tym jak usłyszał zarzut włamania został zwolniony do domu do czasu procesu.

Było o włamywaczach pechowych, nieudolnych, ale na tym polu zdecydowanie przebił się 28-letni mieszkaniec okolic Janowa Podlaskiego. Przed kilkoma dniami zadzwonił do komendy miejskiej w Białej Podlaskiej chcąc wyrazić swoje oburzenie na pracę policji. Zdumionym funkcjonariuszom oświadczył, że poszedł na posterunek w Janowie Podlaskim, aby przyznać się do włamania, którego przed chwilą, dokonał, ale zastał komisariat zamknięty na cztery spusty. Dyżurny spokojnie wyjaśnił włamywaczowi, że wspomniana jednostka nie ma całodobowej służby, a służący tam policjanci są w terenie. Poprosił, więc przestępcę, aby ten cierpliwie poczekał, to najszybciej jak się da, zajmą się nim mundurowi. Dyżurny słowa dotrzymał. Zanim włamywacz zdążył się zanudzić, pojawili się policjanci. Złodziej opowiedział im, że próbował łomem pokonać zabezpieczenia drzwi sklepu odzieżowego. Nie miał jednak siły, więc zabrał się za okno. Wybił nawet szybę, ale za nią pojawiła się krata. To dobiło złodzieja, który postanowił donieść na siebie policji.

Przestępcze BHP

Gros przestępczych wpadek wynika z braku elementarnych zasad bezpieczeństwa i higieny pracy. To dlatego w grupach przestępczych obowiązuje silnie przestrzegana zasada absolutnej trzeźwości przed akcją. Tak samo jak nie wolno fotografować gangsterskich imprez czy ukradzionych fantów. Jednak te surowe obostrzenia nie obowiązują przeciętnych polskich przestępców, których jest o niebo więcej niż tych „zorganizowanych”.

I tak na Nowej Hucie, późnym wieczorem, podpity mężczyzna podszedł do dwóch młodzieńców. W niewybrednych słowach zażądał od nich papierosa. Gdy ci równie grzecznie mu odmówili i zasugerowali, aby szybko się oddalił, lokalny heros zażądał oddania telefonów komórkowych, grożąc użyciem tasaka, który podobnie jak maczeta, jest stałym elementem wyposażenia w tej części Krakowa. Nim jednak rozbójnik zdążył sięgnąć po broń, napadnięci sięgnęli po policyjne legitymacje i kajdanki. Napastnik wybrał sobie bowiem za cel policjantów patrolujących okolicę po cywilnemu.

Na ulicach Krakowa poważną wpadkę zaliczyło też dwóch miłośników konopi indyjskich. Uwagę policjantów zwróciło dwóch młodych mężczyzn siedzących w BMW. Podczas legitymowania obaj byli wyraźnie rozbawieni. Policjanci poprosili ich o wyjęcie rzeczy z kieszeni i tak natrafili na skręta z marihuaną. Jednak to nie ta, niewielka porcja marihuany, pogrążyła młodzieńców, ale telefon komórkowy jednego z nich. A dokładniej tapeta w aparacie. Przedstawiała domową plantację konopi indyjskich. Policjanci poszli tym tropem i w mieszkaniu właściciela „zielonej tapety” odkryli kilkadziesiąt krzewów konopi oraz kilogram gotowego już narkotyku oraz dodatkowo kilkadziesiąt sztuk amunicji. Obaj odpowiedzą za produkcję narkotyków.

Brak czujności zgubił domorosłych fałszerzy pieniędzy. Dwaj mężczyźni postanowili złamać państwowy monopol i w mieszkaniu na stołecznym Bemowie drukowali banknoty 10, 20 i 100 złotowe. Choć jakość ich wyrobów pozostawiała wiele do życzenia, to jednak udało im się wprowadzić do obiegu pewną ilość falsyfikatów. Zgubił ich jednak głód. Jeden z oszustów dwukrotnie zamówił przez telefon pizzę do domu. Oczywiście zapłacił fałszywkami, które rozpoznał szef pizzerii. Policjanci szybko ustalili, gdzie produkowano podróbki i położyli kres działalności oszustów.

Kluczborscy policjanci odzyskali blisko 60 par butów, które od w ciągu pół roku zrabował 20-letni mieszkańca miasta.Mężczyzna kradł obuwie, pozostawione było na klatkach schodowych lub w szatniach szkolnych. (fot. policja)

Tego jeszcze nie grali

Takiego pościgu jeszcze polska policja nie widziała. Przed jednym z opolskich komisariatów zatrzymała się taksówka. Jej kierowca wyskoczył z auta i powiedział policjantom, że od granic miasta śledzi go jakiś mężczyzna. Napastnik zaś widząc funkcjonariuszy zaczął domagać się zatrzymania pasażerki taksówki, która miała mu ukraść 300 euro z portfela. Tu mężczyzna opowiedział jak to zatrzymał się przy lesie pod miastem, aby porozmawiać ze stojącą tam kobietą. Twierdził, że zaprosił ją do auta i dał jej jabłko. Gdy poszedł wyjąć z bagażnika drugi owoc, kobieta uciekła zabierając mu z portfela 300 euro. Następnie wsiadła do taksówki i ruszyła w kierunku miasta. Policjanci przeszukali 34-letnią Bułgarkę i znaleźli ukradzione pieniądze. Kobieta zdecydowała się dobrowolnie poddać karze, jednak w jej wersji zdarzenia o żadnych owocach nie było mowy.

Kolejny nietypowy pościg miał miejsce w Sępólnie Krajeńskim. 28-letni złodziej ukradł z jednego z dyskontów znaczne ilości towarów spożywczych i chemicznych. Nie mogąc sobie poradzić z taką ilością łupu, rabuś zatrzymał na parkingu przed sklepem jednego z kierowców i poprosił go o podwózkę do domu. Bezczelnie zładował łup do bagażnika i ruszyli. Kierowca, który wziął autostopowicza, nie miał pojęcia, że numer rejestracyjnego jego samochodu trafił do wszystkich okolicznych patroli. Po kilku kilometrach auto zostało zatrzymane. Wtedy dopiero wyszło na jaw, że autostopowicz uciekał przed policją.

Policjanci z Wołomina nie dowierzali własnym oczom, gdy na początku marca na jednej z bocznych dróg zauważyli dostawczego volkswagena, za którym na linie ciągnięty był transformator energii elektrycznej. Natychmiast zatrzymali samochód do kontroli. Dwaj mężczyźni twierdzili, że urządzenie znaleźli przy drodze. To wątpliwe tłumaczenie, połączone z wyziewami alkoholowymi dochodzącymi od Krzysztofa S. i Janusza Ś., doprowadziło do zatrzymania „szczęśliwych znalazców”. Okazało się, że transformator został skradziony z pomieszczeń hali produkcyjnej jednego z pobliskich przedsiębiorstw. Obaj panowie przyznali, że nie spodziewali się, aby ktoś ich nakrył na kradzieży i transporcie łupu.

Dubeltówka trzykrotnie przechodziła z rąk do rąk. Jej kradzież skończyła się zatrzymaniem dwóch niezależnych złodziei i zarzutami administracyjnymi dla właściciela broni (fot. policja)

Ukradli mój łup!

Na początku roku, mieszkaniec Lubszy zawiadomił policję, że ktoś ukradł mu z domu dubeltówkę oraz pas z 10 sztukami amunicji. Policjanci już następnego dnia ustalili złodzieja, którym okazał się 46-letni mieszkaniec powiatu brzeskiego. Mężczyzna przyznał się do włamania, oświadczając, że w mieszkaniu ma pas z amunicją oraz futerał na broń, natomiast dubeltówkę ukrył w piwnicy. Pas i futerał odnaleziono, ale gdy policjanci zeszli do piwnicy, okazało się, że ktoś się do nie włamał i skradł tylko dubeltówkę. Kilkadziesiąt godzin później wpadł złodziej broni. Co ciekawe rabusie usłyszeli zarzuty kradzieży z włamaniem i nielegalnego posiadania broni, a właścicielowi flinty grozi utrata pozwolenia, bo broń trzymał bez żadnego zabezpieczenia.

Ze swego łupu nie nacieszyli się także dwaj rabusie, którzy obrobili jeden z toruńskich sklepów. Złodzieje wynieśli mięso, masło, sery i przyprawy o wartości kilku tysięcy złotych i schowali to wszystko w pobliskich krzakach. Po pewnym czasie wrócili po łup gdzie okazało się, że sami zostali okradzeni. Jakby tego było mało, zostali wkrótce zatrzymani przez policję. Sprawców kradzieży łupu, nie znaleziono.

Kandydat do gangu Olsena

Na odrębną opowieść zasługuje 32-letni Piotr U., którego proces rozpoczął się przed kilkoma tygodniami przed łódzkim sądem. Choć lista jego „osiągnięć” brzmi bardzo poważnie: napady na aptekę, bank i sklep w ciągu dwóch dni, to już wykonanie tych skoków budzi raczej śmiech.

Pod koniec ubiegłego roku Piotr U. stracił pracę i zaczął popadać w spiralę długów. Zdesperowany przyjechał do Łodzi, gdzie sprzedał samochód oraz telefon komórkowy. Najpierw postanowił napaść na aptekę. Sterroryzował atrapą broni pracownicę apteki i zabrał 140 zł. Tylko tyle zostało w kasie, bo kilkadziesiąt minut wcześniej firma konwojencka zabrała utarg. Zrozpaczony mężczyzna przespał noc i rankiem napadł na mały sklep. Jednak tym razem nie udało mu się otworzyć kasetki z pieniędzmi i salwował się ucieczką.

Przestępczy rajd zakończył napad na bank. Piotr U. wszedł do placówki, upewniwszy się, że w środku nie ma klientów. Ponownie użył atrapy broni, każąc kasjerce oddać całą gotówkę. Kobieta zdążyła jednak włączyć alarm. W tym momencie do placówki weszła klientka, którą rezolutna kasjerka uprzedziła, że właśnie dokonywany jest napad. Klientka wyszła z banku i zatarasowała drzwi, wołając o pomoc. Piotr U. próbował się wydostać z pułapki, ale w zamieszaniu urwał klamkę. I zrezygnowany czekał już tylko na przyjazd policji. Przyznał się do wszystkiego i powiedział, że drugi raz by takiej głupoty nie zrobił.

Zdjęcie główne: Taką "pisankę" miał przy sobie młody handlarz narkotykami (fot. policja)
Zobacz więcej
Po godzinach wydanie 17.11.2017 – 24.11.2017
„To była zabawa w śmierć i życie”. Od ćpuna po mistrza świata
Historię Jerzego Górskiego opowiada film „Najlepszy” oraz książka o tym samym tytule.
Po godzinach wydanie 17.11.2017 – 24.11.2017
„Geniusz kreatywności”. Polka obok gwiazd kina, muzyki i mody
Jej prace można podziwiać w muzeach w Paryżu, Nowym Jorku czy Londynie.
Po godzinach wydanie 10.11.2017 – 17.11.2017
Zsyłka, ucieczka i samobójstwo. Tragiczne losy brata Piłsudskiego
Bronisław Piłsudski na Dalekim Wschodzie uważany jest za bohatera narodowego.
Po godzinach wydanie 10.11.2017 – 17.11.2017
„Choćby z diabłem, byle do wolnej Polski”. Pierwszy Ułan II RP
Gen. Bolesław Wieniawa-Długoszowski skupia w sobie losy II RP.
Po godzinach wydanie 3.11.2017 – 10.11.2017
Kobiety – niewolnice, karły – rekwizyty. Szokujący„złoty wiek”
Służba była formą organizacji życia w tej epoce. Każdy kiedyś był sługą, nawet królewski syn.