Rozmowy

Sofia Ennaoui: Na pewno wyjdę za mąż za Polaka

Mogę udowodnić, że ludzie mający mieszane pochodzenie mogą znać więcej polskich tradycji niż tacy, którzy mieszkają tutaj z dziada pradziada – mówi wicemistrzyni Europy w biegu na 1500 metrów.

TYGODNIK.TVP.PL: Chce się pani zaciągnąć do wojska. „Szeregowa Sofia Ennaoui” to brzmi dumnie?

SOFIA ENNAOUI
: Żeby zostać szeregową w Wojsku Polskim najpierw muszę przejść przeszkolenie, które mnie czeka jeszcze w w październiku. Każdą rzecz trzeba zacząć od najniższych poziomów i dopiero potem można myśleć o pagonach. W sporcie jest tak samo, bo sukces kosztuje wiele wyrzeczeń i też startuje się z najniższego pułapu.

Skąd pomysł, żeby się zaciągnąć do armii? Lekką atletyką ciężko zarobić na życie?

Chciałam potwierdzić słowa, że „za mundurem panny sznurem”, tylko że w moim przypadku wolałabym to zmienić na „panowie” (śmiech). Mówiąc poważnie, każde zabezpieczenie przyszłości będzie dla mnie na plus.
Sofia Ennaoui w Ośrodku Przygotowań Olimpijskich w Spale w lutym 2015 roku. Fot. PAP/Grzegorz Michałowski
Szukam wielu możliwości, żeby zarobić dodatkowo, bo nie ukrywajmy, że pieniądze w lekkiej atletyce nie są tak duże, jak w innych sportach. Oczywiście, ja się na to nie skarżę, tak po prostu jest, trzeba to zaakceptować i próbować sobie poradzić.

To będzie kontrakt na wiele lat?

Chciałabym się dostać na etat sportowy. Na ile lat? Tego jeszcze nie wiem, bo najpierw muszę trafić do konkretnej jednostki. Nie wiem, jak to służba będzie wyglądała. Powinno się to rozstrzygnąć w ciągu kilku najbliższych miesięcy.

Czym koledzy straszyli przed pójściem na te testy? Podobno opowiadali, że na takim przeszkoleniu wojskowym jest bardzo ciężko?

Podczas zawodów w Ostrawie przyjechał do nas Michał Rozmys [lekkoatleta, mistrz Polski w biegu na 800 metrów w 2017 roku – red.], który był w trakcie przeszkolenia, bodajże w jednostce w Tarnowskich Górach i zaczął opowiadać, co nas tam czeka. Wszystkim dziewczynom, które się zapisały na szkolenie do jednostki wojskowej w Mrzeżynie, trochę zrzedły miny. Wiedziałam, że nie zamieszkamy w luksusowym hotelu, ale wyobrażałam sobie, że będą tam panowały takie warunki, jak na naszych obozach sportowych. Okazuje się, że tam warunki są bardzo ascetyczne i trzeba to wytrzymać. To hartuje ducha i dzięki temu w wojsku oraz w sporcie zostają najwięksi twardziele.

Lekkoatletki zawsze dbają, żeby dobrze wyglądać na bieżni.

Tam nie będzie nawet mowy o tym, żeby się umalować. Wytrzymamy. Śmiejemy się z dziewczynami, że szykujemy się starannie, ale tylko na same starty. Kiedy trenujemy, podczas zgrupowań, nie chodzimy w pełnych makijażach. My, tak jak wszyscy ludzie, którzy normalnie pracują, też bywamy zmęczone, nie chce nam się malować, idziemy do pracy jak za karę. Takie chwile bywają w życiu każdego człowieka.

Podobno rozpoczęła pani też studia?

To jest moje trzecie podejście i teraz powiedziałam sobie, że muszę doprowadzić sprawę do końca. W październiku rozpoczęłam naukę na Akademii Wychowania Fizycznego we Wrocławiu, na kierunku „menedżer sportu”.

Sport nie jest sztuką dla sztuki, ale usługą dla ludności

Z jakiego powodu polski futbol, który w całej swej historii nie zdobył ani jednego złotego medalu w mistrzostwach świata czy Europy, ma być więcej wart od naszej lekkoatletyki, która zdobyła aż 63 złota?

zobacz więcej
Wcześniejsze kierunki nie pozwalały mi na pogodzenie grafika startów, treningów ze studiami, a nie chcę robić niczego na pół gwizdka, opuszczać zajęć. W pierwszym tygodniu zajęć powiedziałam wykładowcom, że nie chcę żadnej taryfy ulgowej i pragnę iść takim samym trybem jak reszta studentów.

Pani ma dar obcowania z mediami, więc może to jest pomysł na życie po karierze? Coraz więcej sportowców zostaje komentatorami, ekspertami.

Jestem naturalna w tym, jak się prezentuję i kiedy widzę kamerę, albo mikrofon, to w żaden sposób nie zmieniam swojego zachowania. Wszystko jest naturalne i taka, jaką widzą mnie kibice, jestem na co dzień.

Niczego nie ćwiczę przed lustrem, bo ciągle jestem w podróży i najwyżej mogłabym robić miny przed lusterkiem w samochodzie (śmiech). Na początku byłam może lekko zawstydzona, ale teraz się do wywiadów garnę. Bardzo lubię ich udzielać, poznawać ludzi, przebywać z nimi.

Popularność uderzyła w panią nagle. To może być męczące?

Ja to uważam za część mojej pracy. Mam też wokół siebie bardzo przyjaznych ludzi, którzy przygotowali mnie na to mentalnie i poradzili, że taki stan rzeczy muszę po prostu zaakceptować. Przyjęłam wywiady jako bardzo przyjemną część swoich obowiązków.
Podczas Mistrzostw Europy w Berlinie Sofia Ennaoui zdobyła srebrny medal w biegu na 1500 m. Fot. Getty Images/Alexander Hassenstein
Teraz i tak jest lepiej niż jeszcze kilka tygodni temu. Po mistrzostwach Europy w Berlinie [gdzie Sofia Ennaoui zajęła 2. miejsce w biegu na 1500 m. - red.] był taki natłok zapytań z prasy, że czekając na telefon, zasypiałam, bo byłam bardzo zmęczona. Ktoś może pomyśleć, że nie ma w rozmawianiu nic męczącego, ale ja wszystko bardzo mocno przeżywam, opowiadam całą sobą, na nowo sobie wszystko przypominam, a to wyciąga ze mnie energię. Powiem jednak, że jeśli dalej miałabym się tak męczyć, to bardzo chętnie. Poproszę o następne medale.

W przyszłym roku będzie okazja, bo odbędą się mistrzostwa świata w Dosze. Ze względu na temperatury zawody będą się odbywały jesienią. To przeszkadza?

Moje starty zaplanowano na początku października, a więc bardzo późno jak dla lekkoatletów. Sezon przedłuża się o dwa miesiące, podczas mistrzostw Europy w Berlinie startowałam przecież w sierpniu. Trochę to zmieni przygotowania. Będę miała kilka tygodni więcej na treningi pierwszego stopnia, stworzenie tzw. bazy, co mi się na pewno bardzo przyda. W przyszłym roku będę szła tym samym trybem, co ostatnio, ale zacznę dużo później starty.

Dojdą Kenijki, Tunezyjki, Marokanki, Amerykanki. Ma pani bardzo drobną budowę, a często na bieżni trzeba walczyć na łokcie. Jak pani sobie z tym radzi? Czy na 1500 metrów może się pani spotkać z Caster Semenyą, która ma podwyższony poziom testosteronu w organizmie i wzbudza silne emocje?

Trener zakazał mi kategorycznie walki wręcz [przepychanek na torze – red.] w czasie biegu, bo tak straciłam medal podczas Mistrzostw Europy w Amsterdamie. Na 250 metrów przed metą byłam druga, a 50 metrów dalej spadłam już, bodajże, na przedostatnią pozycję. Według rad trenera i psychologa mam biegać dużo mądrzej taktycznie i planować sobie, co zrobię, żeby nie musieć walczyć wręcz.
Południowoafrykanka Caster Semenya podczas zawodów w Paryżu w czerwcu 2018 r. Fot. Getty Images/Mustafa Yalcin/Anadolu Agency
Czy wystartuję z Caster Semenyą? To się okaże, bo z tego, co zapowiadała sama, w 2019 roku chciałaby biegać na 400 i 800 metrów. W listopadzie Trybunał Arbitrażowy ds Sportu w Lozannie ma wydać werdykt, czy zawodniczki z podwyższonym poziomem testosteronu zostaną dopuszczone do startowania w zawodach lekkoatletycznych na wcześniejszych zasadach, czy będą się musiały poddać terapii hormonalnej, według przepisów IAAF, które wchodzą w życie w listopadzie.

Rozmawiacie z innymi zawodniczkami na ten temat? Panią to bulwersuje?

Kiedy sprawa Caster Semenyi zaczęła być głośna, byłyśmy oburzone i przeciwne jej startom. Teraz, dwa lata po igrzyskach olimpijskich w Rio, kiedy zabłysnęła jako zawodniczka światowej klasy, emocje opadły. Zajmujemy się głównie sobą i tak nam zaleca sztab szkoleniowy.

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy


Nie mamy na to żadnego wpływu na to, co się dzieje dookoła nas i czekać na decyzje władz światowego sportu. Startowałam chyba raz z Semenyą i oczywiście przegrałam, ale też innego wyniku tej rywalizacji się nie spodziewałam.

Po Berlinie ludzie zaczęli się interesować pani pochodzeniem...

Wszystkim zaczęli się interesować: czy mam chłopaka, skąd pochodzę, czy czuję się Polką, czy jestem chrześcijanką (śmiech). Znajomi się śmieją, że pierwsze hasło, jakie wyskakuje w wyszukiwarce Google, to „Sofia Ennaoui chłopak”. Chyba to budzi największe zainteresowanie.

Żyje pani teraz z misją, żeby pokazać coś, udowodnić, czy w ogóle się tym zamieszaniem nie przejmuje?

Zanim wybuchło to wielkie zainteresowanie, w ogóle nie zastanawiałam się nad pytaniem, czy ja się czuję Polką. Dla mnie to było wszystko naturalne i oczywiste, i nie było nad czym rozmyślać. Kiedy usłyszałam takie pytanie po raz setny, nabrałam wątpliwości czy ja aby naprawdę nią jestem(śmiech).
Mistrzostwa Świata Juniorów w biegach przełajowych, Bydgoszcz, marzec 2013. Sofia Ennaoui zajęła wtedy 26 miejsce. Fot. PAP/Tytus Żmijewski
To, co mówię, jest trochę dla śmiechu, bo każde napięcie dookoła mnie staram się rozładować. Nie wiem, co już odpowiadać na pytania o pochodzenie.

Pani dzieci powinny mieć łatwiej już w życiu?

Na pewno wyjdę za Polaka, nie będę robiła dzieciakom takiego psikusa, że wezmę za męża Włocha lub Francuza i jeszcze bardziej skomplikuję sytuację (śmiech). Niech się dzieci wychowują spokojnie, bez szumu. Mamusia miała wokół siebie sporo zamieszania i to wystarczy.

Może dlatego ludzie zadają tyle pytań, bo nikogo z podobną historią przed panią nie było tak wysoko?

Jest Yared Shegumo [polski maratończyk urodzony w Etiopii – red.], ale to zupełnie inny przypadek, żadne z jego rodziców nie było Polakiem i nie wychowywał się tutaj. Ja przyleciałam z mamą z Maroka kiedy miałam dwa latka. Łączy mnie z tamtym krajem tylko miejsce urodzenia i świętej pamięci tata.

Która z biegaczek okaże się „mężczyzną”? Wchodzą w życie nowe zasady stwierdzania „kobiecości” w sporcie

Płeć – choć ideologia gender podważa jej biologiczne istnienie – w jednym obszarze trzyma się mocno: w sporcie.

zobacz więcej
Wiem, że sprawa mojego pochodzenia została bardzo mocno nagłośniona, bo w Europie z uchodźcami mamy bardzo duży problem. Nie rozumiem tylko, czemu mnie się z tym zjawiskiem wiąże.

Mogę udowodnić, że ludzie mający mieszane pochodzenie mogą się czuć i zachowywać jak stuprocentowi Polacy, i nawet znać więcej tradycji niż tacy, którzy mieszkają tutaj z dziada pradziada. Wszędzie wspominam i podkreślam, że jestem dumna z tego, gdzie się urodziłam i jak mnie mama wychowała. Ludzie niezakompleksieni powinni być dumni ze swojego pochodzenia.

Wróćmy do sportu. Pani powiedziała, że pani się „medal należał”. Odważnie.

Zdobycie medalu nie jest żadnym przypadkiem. Nie chcę opowiadać, jak trzy czwarte sportowców, że „się udało”. Zapracowałam na ten sukces bardzo ciężko, bo poświęciłam wiele z życia, nawet prywatnego. Dlatego uważam i mówię otwarcie, że medal mi się należał.

Na koniec zapytam o reklamy. Lekkoatleci nie uśmiechają się z billboardów. Może pani będzie pierwsza, skoro dobrze wypada pani w mediach?

Mam nadzieję, że ktoś przeczyta ten wywiad i będzie chciał podpisać ze mną umowę. Jeszcze jednak się żadne propozycje nie pojawiły. Powinnam się prezentować dobrze na arenach sportowych, dopiero wtedy będzie podstawa do tego, żeby się w reklamach pojawiać.

– rozmawiał Łukasz Majchrzyk
Ennaoui dla SPORT.TVP.PL: chciałam być sprinterką
Zdjęcie główne: Sofia Ennaoui świętuje zwycięstwo w biegu na 1500 metrów w lipcu 2018 roku podczas drużynowych zawodów lekkoatletycznych Athletics World Cup w Londynie. Fot. Getty Images/T Marshall - British Athletics
Zobacz więcej
Rozmowy Najnowsze wydanie
Wciąż niewiele wiemy o wojnie
Magdalena Gawin: Na Zachodzie politycy powątpiewali w istnienie komór gazowych jeszcze w połowie 1943 r.
Rozmowy wydanie 28.09.2018 – 5.10.2018
Amerykański duchowny ujawnia, jak działa homoseksualne lobby
Ks. Gerald E. Murray: Papież Franciszek powinien odpowiedzieć na zarzuty abp. Carla Marii Viganò, bo inaczej będzie ciążyć na nim podejrzenie, że chronił kogoś, kto molestował kleryków.
Rozmowy wydanie 28.09.2018 – 5.10.2018
Za kilka lat wiersze Herberta i Miłosza nie będą zrozumiałe
Czy Polacy staną się masą etniczną pozbawioną elit? Ambitna literatura jest na straconej pozycji.
Rozmowy wydanie 28.09.2018 – 5.10.2018
Chcą budować kopalnie w kosmosie
Kamil Muzyka, ekspert ds. prawa kosmicznego: Kilka przedsiębiorstw planuje wydobywanie kopalin na planetach. To firmy amerykańskie, brytyjskie i japońskie. Powstało też konsorcjum polskie.
Rozmowy wydanie 21.09.2018 – 28.09.2018
Obecne smartfony będą bezużyteczne. 5G to rewolucja
Używanie „komórki” przez 30 minut dziennie przez 10 lat zwiększa prawdopodobieństwo zachorowania na glejaka od 40 aż do 170 procent.