Kultura

Przyjaciółki, metresy i kochanki króla Stasia

Stanisław August Poniatowski pozował na znawcę sztuki, ale w rzeczywistości był klasycznym dyletantem z wyższych sfer. Marcello Bacciarelli spadł mu z nieba.

Muzułmanie w Zakopanem. Poganie rosną w siłę. Antykomuniści z dziada pradziada. Spis treści Tygodnika TVP (nr 41)

Królewskie kochanki, domowe nauczanie, wymierający mężczyźni, podziemny rock w Sowietach, wojna zaczęła się w Tczewie.

zobacz więcej
Wykształceni, majętni, prawdziwi światowcy, lecz szczerze przejęci losem ojczyzny. Spoglądają na nas z obrazów Bacciarellego w pudrowanych, francuskich perukach i skrojonych na angielską modłę frakach. Lekko uśmiechnięci lub zamyśleni, czasem nonszalanccy, ale zawsze pewni swych racji.

Ich pokolenie miało naprawić błędy przodków, wyrwać Rzeczpospolitą z marazmu epoki saskiej, przywrócić jej dawny blask i zaprowadzić za rękę do jaśnie oświeconej Europy. Zaprowadziło, ale do grobu.

Jednak, gdy mistrz Marcello podjął decyzję o przeprowadzce Warszawy, sprawy wydawały się iść w dobrym kierunku. Na polsko-litewskim tronie zasiadł młody reformator, wspierany przez najpotężniejszą z magnackich klik i Semiramidę Północy, swą byłą kochankę.

Cel uświęca środki, więc nasi politycy, pojętni uczniowie Makiawela, uznali, że rosyjskie złoto przyda się do przekonania obojętnych, zaś rosyjscy sołdaci do zastraszenia malkontentów. Nie przewidzieli, że Moskale zabawią w Polsce, z krótkimi przerwami, przez następne 150 lat.


Co gorsza, caryca ani myślała oddać władzę nad spacyfikowanym krajem Stanisławowi Augustowi i jego wujom. Rzecząpospolitą zaczęli rządzić rosyjscy ambasadorzy.

Król malowany

Ktoś mający więcej odwagi, będąc na miejscu Poniatowskiego, pewnie by się zbuntował. Monarcha wybrał jednak inną drogę: próbował zaprzyjaźnić się ze swymi nadzorcami. Liczył, że demonstrując uległość, odzyska w końcu zaufanie Katarzyny. Brak realnej władzy miały zrekompensować jej zewnętrzne oznaki, rekwizyty.

Były stolnik politykiem był kiepskim, ale wykazał się aktorskim talentem. Bardzo dobrze grał rolę króla, zwłaszcza przed cudzoziemcami. Opuszczali oni Warszawę przekonani, że barbarzyńscy Polacy nie zasługują na tak mądrego i tolerancyjnego władcę.

Z audiencji mało kto wychodził z pustymi rękami. Utarł się zwyczaj, że goście dostawali na pamiątkę kosztowne prezenty. Trzeba przyznać, że w hojności niewielu europejskich monarchów dorównywało naszemu.

Debiut Poniatowski miał dość niefortunny. Chcąc olśnić poddanych, podczas mszy koronacyjnej wystąpił w kostiumie, który sam zaprojektował. Kaftan ze srebrnej lamy, spodnie i buty w takim samym kolorze, gofrowana kryza i czarny kapelusz z piórami.
Portret Stanisława Augusta Poniatowskiego w stroju koronacyjnym, 1768–1771. Marcello Bacciarelli (fragment). Fot. Wikimedia
Sarmaci uznali ten zestaw za dziwactwo w stylu hiszpańskim. Tymczasem Stanisław August chciał się upodobnić – przynajmniej strojem - do swego idola, króla Henryka IV, który zjednoczył skłóconych rodaków i uczynił z Francji mocarstwo. Polakowi żadna z tych rzeczy się nie udała, lecz pozując, już po abdykacji, do ostatniego w życiu portretu, znów założył na głowę kapelusz z piórami.

Bacciarelli nie był świadkiem koronacji, przebywał wtedy w Wiedniu. Stosowne malowidło zamówiono u Christopha Wernera. Sas nie stanął jednak na wysokości zadania i zlecenie przejął mistrz Marcello. Stworzył konterfekt, który świeżo upieczonemu władcy tak bardzo przypadł do gustu, że jego kopie rozsyłał po ościennych dworach.

Oryginał, po wielu perturbacjach, wrócił do Sali Marmurowej odbudowanego Zamku Królewskiego w Warszawie. Patrząc nań, można odkryć, że epoce rokoka majestat i frywolność wcale się nie wykluczały. Młodemu Poniatowskiemu z obrazu stanowczo brakuje powagi. Sprawia wrażenie, jakby zamiast do rządów sposobił się do tańca.

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy


Włoch uwiecznił króla Stasia ponad 30 razy. Z pięciu wizerunków, zgromadzonych na wystawie, prawdziwym rarytasem jest obraz, ukazujący monarchę z profilu. Był on prywatną własnością malarza, być może jego upublicznieniu sprzeciwił się sam model, który bardzo wstydził się garbatego nosa.

Mimo niewątpliwej inteligencji Poniatowski nie zauważył, że bardziej niż wydumane defekty urody ośmieszają go portrety, na których udaje wojownika. Z Florencji autorzy ekspozycji sprowadzili typowe dzieło tego nurtu. Monarcha jest tu odziany w mundur generała gwardii pieszej koronnej z szablą u boku. Jednak zamiast za nią chwycić, wykonuje gest perswazji.

Tylko patrzeć, jak otworzy usta i wygłosi wspaniałą mowę o miłości do ojczyzny. Po czym podpisze akt kapitulacji, bo odwagą - także cywilną – ostatni władca Rzeczpospolitej Obojga Narodów nigdy nie grzeszył.
Wystawa na warszawskim Zamku Królewskim potrwa do 9 września 2018. Fot. PAP/Leszek Szymański
O tym, jakie myśli chodziły mu po głowie u schyłku panowania, informuje alegoryczny, często reprodukowany „Portret z klepsydrą”. Mamy rok 1793, strategia, polegająca na ciągłym wybieraniu „mniejszego zła”, legła gruzach. Zagłada państwa jest przesądzona.

Skompromitowany Stanisław August pragnie wzbudzić współczucie, więc prezentuje się jako wcielona melancholia. Rękę trzyma na kartce z cytatem z Eneidy, dając do zrozumienia, iż czuje się jak Dydona porzucona przez Eneasza. Na wypadek, gdyby ktoś nie wyczuł zawoalowanej skargi na byłą kochankę, założył na palec pierścień z wizerunkiem carycy.

Literatura swoje, życie swoje. Poniatowski nie popełnił samobójstwa, jak królowa Kartaginy. Spełnił wszystkie żądania Moskali, dzięki czemu ostatnie lata życia mógł spędzić w luksusie, do którego przywykł od dziecka.

Imigrant w raju

Król Staś pozował na znawcę sztuki, w rzeczywistości był klasycznym dyletantem z wyższych sfer. Już za młodu dał sobie wcisnąć rzekomego Rubensa. Kolekcjonował obrazy i rzeźby na sposób kompulsywny, kupował nawet wtedy, gdy nie miał pieniędzy, by zapłacić. Bacciarelli spadł mu z nieba.

Ten syn kuchmistrza z Pesaro i adept rzymskiej Akademii św. Łukasza, opuścił ojczyznę jako 20-latek, zwerbowany razem z kilkoma kolegami przez agenta saskiego dworu. August III zamówił u nich rysunkowe kopie obrazów ze swej kolekcji (w tej samej grupie był Bernardo Belotto, specjalista od wedut).

Wettin władcą był miernym lecz mecenasem szczodrym. W Dreźnie Marcello obrósł w piórka i założył rodzinę. Gdyby nie to, że król przeniósł swój dwór z okupowanej Saksonii do Warszawy, Marcello być może nigdy by nie postawił stopy na polskiej ziemi.
"Portret z klepsydrą", rok 1793. Stanisław August rękę trzyma na kartce z cytatem z Eneidy, dając do zrozumienia, iż czuje się jak Dydona porzucona przez Eneasza. Na wypadek, gdyby ktoś nie wyczuł zawoalowanej skargi na byłą kochankę, założył na palec pierścień z wizerunkiem carycy. Fot. Wikimedia/cyfrowe.mnw.art.pl
Poniatowskiego poznał, gdy ten był jeszcze stolnikiem litewskim. Panowie zapałali do siebie taką sympatią, że po śmierci pryncypała Włoch odrzucił ofertę z Petersburga i został pierwszym malarzem Rzeczypospolitej. A nawet kimś więcej – koronowany przyjaciel uczynił go Generalnym Dyrektorem Budowli Królewskich i szefem zalążka Akademii Sztuki Pięknych zwanej potocznie Malarnią.

Bacciarelli harował na kilku etatach: organizował juble i państwowe uroczystości, udzielał się jako pedagog, nadzorował monarszą kolekcję dzieł sztuki oraz wlokącą się latami przebudowę Zamku i Łazienek. To on decydował o zatrudnieniu (i zwalnianiu) architektów, dekoratorów, ogrodników i rzemieślników. Aż dziw, że znajdował jeszcze czas na malowanie.

Dobra praca równa się dobra płaca. Mistrz Marcello inkasował 400 dukatów pensji rocznie. Mniej od królewskiego kucharza, lecz do tego dochodziły liczne bonusy i gratyfikacje. Już po dwóch latach od zamieszkania w Warszawie został dziedzicznie uszlachcony. Stanisław August opłacał mu podróże, mieszkanie, powóz, konie, opał i wejściówki do teatru.

Łaski spływały również na rodzinę artysty. Bacciarelli wybudował sobie okazałą rezydencję w Ujazdowie, pożyczał pieniądze dygnitarzom. Z kapitału zgromadzonego za panowania Poniatowskiego, utrzymywał się aż do śmierci.

Król Staś lubił zaglądać do Malarni, bo tam nie sięgała władza rosyjskiego ambasadora i mógł poczuć się prawdziwym monarchą. Chwalił się swą kolekcją przed odwiedzającymi Polskę cudzoziemcami. Ale miał też kaprysy. Pożądał obrazów o tematyce historyczno-mitologicznej, wówczas najwyżej cenionej w Europie, lubił malarstwo rodzajowe i pejzaże. A tu jak na złość trafiali mu się głównie utalentowani portreciści.
Autoportret w konfederatce z 1790 roku świadczy, że Marcello Bacciarelli nie pochwalał kapitulanckiej postawy króla. Jego synowie walczyli w insurekcji kościuszkowskiej. Fot. Wikimedia/cyfrowe.mnw.art.pl
Bacciarelli musiał ulec żądaniom pryncypała, czego skutki możemy oglądać dzisiaj na Zamku i w Pałacu na Wyspie. Potomni ocenili dość surowo wysiłki Włocha. Jego dziełom „brakuje tego samego, czego brakowało i epoce: słabe w ekspresji nie mają siły wyrazu, ale za to jakaż gładkość dworna, pudrowane we wszystkim” – wyzłośliwiał się pisarz i historyk Stanisław Wasylewski.

Istotnie, serie malowideł alegorycznych i historycznych, którym ulubieniec Poniatowskiego poświęcił najwięcej czasu, są w najlepszym razie poprawne. Przypominają o świetności dawnej Rzeczypospolitej, lecz nigdy nie wzbudziły takich emocji, jak obrazy Matejki.

Pozostają natomiast bezcennym źródłem dla badaczy polityki historycznej króla Stasia. To nie Bacciarelli wybierał tematy, decyzję by zignorować konflikty polsko-rosyjskie i odwiecznym wrogiem Sarmatów uczynić Turcję, podjął jego chlebodawca.

Moda i polityka

Umęczony konwencją i kaprysami Poniatowskiego (który zwykł udzielać bardzo szczegółowych wskazówek) w mniej pompatycznym repertuarze artysta wyraźnie odżywał. Współcześni widzieli w nim wybitnego portrecistę, warszawska wystawa potwierdza tę opinię.

Mistrz Marcello jawi się godnym następcą Antona Van Dycka. W odróżnieniu od wielkiego Flamanda rzadko malował całe postaci, lecz jego konterfekty emanują taką samą elegancją. Preferował neutralne tło i przytłumione kolory, w późniejszych pracach pojawia się efekt zamglenia. Czasu nie mitrężył. „Szybkim i lekkim ruchem pędzla” Włocha zachwycał się kolekcjoner i krytyk sztuki Wincenty Łoś.

Klienci dostawali to, czego chcieli: wizerunki tuszujące brak urody lub charakteru. Bacciarelli nie bawi się w psychologa, jednak czasem model wydaje się mniej ciekawy niż jego strój. 44 obrazy, wybrane przez kuratora wystawy, Dorotę Juszczak, są prawdziwą kroniką mody epoki rokoka i neoklasycyzmu.
15-letniego bratanka króla, księcia Józefa Poniatowskiego Bacciarelli namalował w paradnym mundurze gwardii konnej koronnej, przy okazji jego pierwszej wizyty w ojczyźnie. Przyszły bohater spod Raszyna słabo mówił wtedy po polsku, bo urodził się i wychował w Wiedniu. Fot. Wikimedia
Atłasowe suknie, aksamitne fraki, futrzane kołnierze i kaptury, tiulowe czepki, muślinowe chusty, jedwabne szale, batystowe halsztuki, upudrowane peruki, koronkowe żaboty, złote i srebrne hafty, kokardy, szarfy, ordery, kwiaty i pióra poutykane we włosy i kapelusze – doprawdy jest na czym oko zawiesić.

Artystyczną reputację Bacciarellego zepsuła masówka, produkowana w Malarni przez jego uczniów i pomocników. Wyłowienie z niej pereł wymaga nie tylko wiedzy historyka sztuki, ale i talentu detektywa. Mistrz bardzo rzadko sygnował i datował swoje dzieła, większość z tego co mamy w kraju to kopie kopii. Wiele oryginałów trafiło na europejski rynek sztuki.

Z Paryża przyjechał na wystawę portret Franciszka Salezego Potockiego. Właściciel połowy Ukrainy, pazerny na zaszczyty i pieniądze, przeszedł do historii z jednego tylko powodu: kazał zamordować ukochaną syna, prostą szlachciankę.

Sądząc z portretu, chciał być zapamiętany jako wzorowy Sarmata: z wąsem w żupanie i w kontuszu, z ręka na szabli. Na piersi magnata połyskuje wstęga orderu Orła Białego, dostał go, gdy opuścił szeregi opozycji i pokajał się przed Rosją.

Ze względów konserwatorskich nie dotarł na wystawę efektowny wilanowski konterfekt 20-letniej Izabeli z Czartoryskich Lubomirskiej w stroju pastereczki, z chartem wspinającym się na kolana. Księżna była wtedy zadurzona w kuzynie Poniatowskim, ale gdy został królem sympatia stopniowo zamieniła się w nienawiść.

Po kilkunastu latach próżna kobieta kazała malarzowi zaktualizować fryzurę. Przylegające do głowy loczki zostały zastąpione przez wysoko upięte, upudrowane włosy, ozdobione opaską z kwiatów i piór. Tę modę wprowadziła francuska królowa Maria Antonina.
Franciszek Salezy Potocki przeszedł do historii z jednego tylko powodu: kazał zamordować ukochaną syna, prostą szlachciankę. Kopia portretu pędzla Marcello Bacciarellego. Fot. Wikimedia/cyfrowe.mnw.art.pl
Izabela, gdy wyszły na jaw jej polityczne intrygi, obraziła się na ojczyznę. Zamieszkała w Paryżu, a potem w Wiedniu. Zagładę Rzeczypospolitej przyjęła obojętnie, ubolewała natomiast nad niedolą francuskich arystokratów, wygnanych z kraju przez rewolucję.

We władzy kobiet

Bacciarelli nie dostąpił zaszczytu namalowania wizerunku miłości życia króla – carycy Katarzyny, lecz sportretował kilka z jego metres. Caterina Tomatis włoska primabalerina, zdaniem Casanovy „o tańcu nie miała pojęcia” i „bardziej swymi wdziękami aniżeli talentem zachwycała miasto i dwór”. Przez wiele lat służyła Poniatowskiemu swym ciałem, za co wypłacał jej pensję do końca życia, zaś mężowi – aferzyście przyznał tytuł hrabiowski.

Podobizna odsłaniającej pierś Cateriny zdobiła wnętrze monarszej biblioteki. Po abdykacji Stanisław August, planując emeryturę w słonecznej Italii, chciał zabrać obraz ze sobą. Przyjaciele Moskale wyperswadowali mu ten pomysł. Pojechał, ale do Petersburga. Portret został nad Wisłą.

Również w Pałacu Na Wyspie, lecz w Gabinecie Pracy króla znajdował się konterfekt Magdaleny z Lubomirskich Sapieżyny. Kochliwa dama urodziła królowi trójkę dzieci, jednak mąż – hetman polny litewski się zbiesił i uznał za swoje tylko jedno. „Z rozpuszczonymi włosami i twarzą wyzutą, podobna Magdalenie życiem, nie pokutą” – kpił poeta Kajetan Węgierski. Gdy malował ją mistrz Marcello, romans dobiegł już końca. Dostojna matrona z uśmiechem wspomina grzechy młodości.

Stanisław August zamówił u Włocha także portret najstarszej córki Sapieżyny, Anny Teofili Potockiej, co wskazuje że i ona znalazła drogę do jego łoża. Dorota Biron, księżna Kurlandii, miała męża starszego o lat 37, nie miała więc skrupułów, by bawiąc w Warszawie przejazdem zadać się z trochę młodszym Poniatowskim, zwłaszcza że dawało jej to konkretne profity. Na obrazie z dumą prezentuje wielki medalion z wizerunkiem kochanka.
Podobizna odsłaniającej pierś Cateriny Tomatis namalowana przez Bacciarellego ok. 1783 roku zdobiła wnętrze monarszej biblioteki. Fot. Wikimedia
By nie urazić carycy, Stanisław August pozostał kawalerem, był jednak bardzo łasy na kobiety. Trzeba przyznać, że miał tej kwestii poglądy demokratyczne: uroda liczyła się bardziej, niż pochodzenie. Uwodził modelki Bacciarellego, pomywaczki z kuchni Tremona, panny, mężatki, wdowy, Polki i cudzoziemki.

Niektóre wtajemniczał w sprawy państwowe. Marszałek Stanisław Lubomirski (też uwieczniony przez Włocha) zauważył zgryźliwie, że doradzanie polskiemu monarsze to strata czasu, bo ma własną „gabinetową radę, złożoną z braci i kilku kobiet, na której radzie wszystko inaczej przewrócą i nakłonią króla do tego, co ich zamysłom jest potrzebnego”.

Koń z zieloną grzywą

Najstarszy z rodzeństwa był Kazimierz. Z bratem łączyła go głównie skłonność do rozpusty. Mieli nawet wspólną kochankę, gwiazdę Teatru Narodowego Agnieszkę Truskolaską. Po latach, mistrz Marcello portretując aktorkę bardzo ją odmłodził i upozował na westalkę, którą bywała na scenie, ale już nie w życiu.

Kazimierza odmalował w nonszalanckiej pozie, rozwalonego na fotelu z książką w ręku. Zważywszy na upodobania modela jest to zapewne sprośna powieść francuska. Poniatowscy, nie tylko w kręgach magnackich, uchodzili za nuworyszy i książę robił wiele, by potwierdzić tę opinię. Słynął z lenistwa.

Po pierwszych niepowodzeniach zrezygnował z udziału w życiu publicznym, wcześniej jednak zdążył skłócić króla z Czartoryskimi, co było bardzo na rękę zaborcom. Właściciel największej w Rzeczypospolitej ananasarni, z największą pasją hodował małpy i wałęsał się po Warszawie na koniu z grzywą pomalowaną na zielono.
Król Staś i jego brat Kazimierz mieli wspólną kochankę, gwiazdę Teatru Narodowego Agnieszkę Truskolaską. Portret Bacciarellego z 1755 roku. Fot. Wikimedia
Młodszy brat, Michał, dochrapał się godności prymasa. Był pierwszy na rosyjskiej liście płac. Polacy nie lubili go za wyniosłość. W pałacu na Koziej kazał zbudować salę balową wysoką na dwa piętra, miał największą w rodzinie skłonność do luksusu.

Swoich następców król widział w bratankach. Stanisław był człowiekiem rozsądnym, lecz miał wielki talent do zrażania ludzi. Uznawszy sytuację Rzeczypospolitej za beznadziejną, przeprowadził do Włoch, gdzie dał się usidlić własnej kucharce.

15-letniego Józefa Bacciarelli namalował w paradnym mundurze gwardii konnej koronnej, przy okazji jego pierwszej wizyty w ojczyźnie. Przyszły bohater spod Raszyna słabo mówił po polsku, bo urodził się i wychował w Wiedniu. Młodszą z sióstr króla, Izabelę Branicka zwaną Panią Krakowską, Włoch portretował dwukrotnie: w rozkwicie młodości i 20 lat później, gdy z dawnego uroku „Branci” niewiele już zostało. Julian Ursyn Niemcewicz zaliczał ją do „kwok starych, które w czasie Targowicy słabego króla z drogi powinności zawróciły”.

Starsza siostra Ludwika Zamoyska zwana Panią Podolską i jej córka Urszula Mniszchówna towarzyszyły królowi w Grodnie i Petersburgu. Odegrały tam niechlubną rolę, dając się używać do wywierania nacisku na Stanisława Augusta, gdy ten ociągał się ze spełnieniem rosyjskich żądań.

Dziewica spod Pleszewa

Jej babka od romansów nie stroniła. Poczęła siedmioro dzieci, a każde z innym ojcem. Wnuczka nie interesowała się mężczyznami, w końcu wyszła za mąż, ale małżeństwo nigdy nie zostało skonsumowane.

zobacz więcej
Malowany poczet fatalnych kobiet z rodu Poniatowskich zamyka Maria Teresa Tyszkiewiczowa, kochanka osławionego cynika, księcia Talleyranda. To ona sprzedała Łazienki carowi, zaś kolekcję odziedziczoną po królu kolekcję dzieł sztuki handlarzowi z Mediolanu. Ten wywiózł ją do Rosji, licząc że tam łatwiej znajdzie kupców.

Bacciarelli przeżył swego pracodawcę o 20 lat. Pędzli nie odłożył na półkę, w oczach Polaków pozostał jednak – w duecie z Bernardem Belotto – kronikarzem epoki stanisławowskiej. Autoportret w konfederatce świadczy, że nie pochwalał kapitulanckiej postawy króla. Jego synowie walczyli w insurekcji kościuszkowskiej.

Elita, której służył swym talentem najlepiej jak potrafił, nie stanęła na wysokości zadania. Może to i dobrze, że jubileuszową wystawę obrazów mistrza Marcella promuje uroczy portret córeczki królewskiego sekretarza z wyrywającym się kotem.

– Wiesław Chełminiak

Wystawa „Marcello Bacciarelli. Najpiękniejsze portrety” na Zamku Królewskim w Warszawie jest czynna do 9 września
Zdjęcie główne: Obraz "Stanisław August w kapeluszu z piórami" z ok. 1785 roku na wystawie "Marcello Bacciarelli. Najpiękniejsze portrety" na Zamku Królewskim w Warszawie. Fot. PAP/Leszek Szymański
Zobacz więcej
Kultura Najnowsze wydanie
Czy Parlamentem Europejskim kieruje Antychryst?
Jak to możliwe, że nawrócony ateista, były wyznawca judaizmu, daje czytelniejsze świadectwo wiary niż wielu purpuratów?
Kultura Najnowsze wydanie
Narodowiec katolik i Żyd liberał dopełniają historię Polski
Władysław Reymont kontra Antoni Słonimski – na przeciwstawnych antypodach polskości.
Kultura Poprzednie wydanie
Żeromski niezrozumiały? Nieczytany? Nudny? Zawiły? Trudno
Po roku 1989 część krytyków literackich wyczekiwała nowego „Przedwiośnia”. Zamiast tego czytaliśmy o gwałcącym własną matkę pijanym więźniu, kobiecie, której z pleców wyrastały skrzydełka lub miała dwie łechtaczki.
Kultura Poprzednie wydanie
Negocjował z terrorystami i sławił Armię Czerwoną
Obciach i żenada. Od lat 70. nosił perukę, jego twarz pokryta była grubą warstwą pudru, widzów epatował orderami, którymi go odznaczono.
Kultura Poprzednie wydanie
Ile wysiłku jesteśmy w stanie włożyć w wywalczenie niezależności?
Wolność, walka, miłość – w muzyce i życiu. Wratislavia Cantans stawia pytania: co znaczy wyzwolenie? Czym jest dla nas niepodległość?