Kultura

Wykopali jego zwłoki. Otworzyli bagnetem usta, a dentysta potwierdził tożsamość

Lenin – sportretowany przez Ferdynanda Ossendowskiego – był wodzem uzbrojonego barbarzyńskiego plemienia. Bardziej dążącym do podboju świata mongolskim chanem niż wzorującym się na zachodnich intelektualistach świeckim kapłanem rozumu, niosącym robotnikom i chłopom kaganek oświaty.

Reportaż „Cienie Wschodu Ossendowskiego” pokaże TVP Kultura w środę 15 sierpnia o godz. 19:40.

Ameryka znów wielka. Genialny gruźlik. Dziewica z Czartoryskich. Spis treści Tygodnika TVP (nr 38)

Nad Wisłą chłopi stali się narodem. Polak, który zdemaskował Lenina. Psychotropy dla brzemiennych. Brexit błogosławiony.

zobacz więcej
„Bardzo długo bałem się Wschodu i zupełnie świadomie nie chciałem tam jechać. Jeszcze jako całkiem dorosły człowiek mówiłem sobie: nigdy się w tamte strony nie zapuszczę” – wyznał Marek A. Cichocki w swoim eseju „Smoleńsk. Ziemia przeklęta” (do przeczytania w jego najnowszej książce „Północ i Południe. Teksty o polskiej kulturze i historii”).

Zaskakująca jest szczerość, z jaką współczesny polski myśliciel polityczny demonstruje swoje lęki wobec Rosji, która jawi mu się jako groźna czy wręcz przerażająca rzeczywistość. I dlatego woli się do niej nawet nie zbliżać. To swoisty manifest uświadomionej rusofobii.

Z jednej strony autor imponuje odwagą wyrażania emocji, którymi w dobrym europejskim towarzystwie epatować nie wypada. Z drugiej jednak – ktoś mógłby mu zarzucić, że szermuje stereotypami i wykazuje się ignorancją. Tyle że są Polacy, którzy bardzo przenikliwie poznali Rosję, a obraz tego kraju jest przez nich nakreślony również w bardzo ciemnych kolorach.

Szalony mistycyzm

To przypadek Ferdynanda Antoniego Ossendowskiego. Urodzony 140 lat temu w Lucynie w ówczesnej guberni witebskiej (teraz miasto położone jest na Łotwie) dziennikarz i podróżnik był w okresie międzywojennym jednym z najbardziej poczytnych pisarzy na świecie, a miał na swoim koncie mnóstwo tytułów. Jego książki ukazały się wtedy w kilkudziesięciu językach, zostały też wydane dla niewidomych w alfabecie Braille’a.

Najważniejszy epizod życia Ossendowskiego przypada na pobyt w Rosji. I to w burzliwych czasach. Polak był świadkiem rewolucji komunistycznej i wojny domowej. Sam angażował się po stronie Białych, był wrogiem czerwonego reżimu.
Ferdynand Ossendowski w poznańskim Ogrodzie Zoologicznym, rok 1925. Fot. NAC/IKC
Uciekając przez rozległe rosyjskie terytorium przed bolszewikami, Ossendowski dotarł aż do Mongolii, co zrelacjonował później w autobiograficznej powieści „Przez kraj ludzi, zwierząt i bogów” z roku 1923. Tam spotkał „krwawego barona” – generała Romana Ungerna von Sternberga (znanego z okrucieństwa wobec swoich wrogów, stąd taki, a nie inny przydomek).

Ów arystokrata, Niemiec bałtycki, oficer armii carskiej stał na czele Azjatyckiej Dywizji Konnej. Był zwolennikiem ładu feudalnego i wrogiem zachodniej nowoczesności, której apogeum upatrywał w bolszewizmie. Fascynował się dalekowschodnim ezoteryzmem.

Chciał w Mongolii przy wsparciu buddyjskiego duchowieństwa stworzyć imperium, które wyzwoliłoby Rosję z jarzma bolszewizmu. Plan ten się nie powiódł. W roku 1921 po przekroczeniu granicy sowieckiej został schwytany przez władze rewolucyjne, skazany na śmierć i rozstrzelany. Marzył, aby stać się nowym Czyngis-chanem. Jednak nie przypadła mu ta rola.

W swoim szalonym mistycyzmie Ungern von Sternberg stanowił przykład aberracji duchowych, które nieobce były rosyjskim wyższym warstwom społecznym. To bądź co bądź na dworze cara Mikołaja II karierę zrobił rzekomy uzdrowiciel Grigorij Rasputin.

Ale akurat petersburskie salony zapatrzone były w Europę. Rosją rządziła dynastia związana z niemieckimi rodami. A słabość do spirytyzmu była powszechna wśród ówczesnych dekadenckich elit Starego Kontynentu.

Bolszewicy nie mogli mu darować

Tymczasem Ossendowski odsłonił oblicze rosyjskich peryferii, sięgających najdalszych zakątków tego kraju. W będącej zbiorem felietonów i reportaży książce „Cień ponurego Wschodu” – także z 1923 roku – pokazał lud, któremu bliżej do starych, pogańskich przesądów i parareligijnych sekt niż do prawosławia.

Zdaniem Ossendowskiego taki stan rzeczy okazał się okolicznością sprzyjającą bolszewikom. Komunizm w rosyjskich warunkach przepoczwarzył się bowiem w zjawisko, które nie miało nic wspólnego z dziedzictwem oświecenia, z zachodnią ideą postępu. Stał się siłą uwsteczniającą Rosję. Mobilizował zalewające ten olbrzymi kraj azjatyckie żywioły do podboju Europy i walki z chrześcijaństwem. Szykował być może tron dla nowego Czyngis-chana, a nawet Antychrysta.

„O tym dniu zemsty śpiewają Kirgizi, Kałmucy, (…) Buriaci, Tatarzy” – czytamy w książce. Dramatyczne wydarzenia w Rosji są w niej przedstawione jako „rewolucja koczowników, samobójców, czarowników, wiedźm, chłystów i różnych innych, »biesów«, prawie apokaliptycznych, potworów...”.

Od Ossendowskiego dostało się także wodzowi bolszewików, który stał się tytułową postacią biograficznej powieści „Lenin”. Dzieło to ukazało się w roku 1930, czyli już po śmierci pierwszego przywódcy państwa sowieckiego.
Gen. Roman Ungern von Sternberg stanowił przykład aberracji duchowych, które nieobce były rosyjskim wyższym warstwom społecznym. Fot. Wikimedia
Wielu ludzi na Zachodzie dawało się wówczas nabierać na serwowany przez Kreml propagandowy przekaz, w którym Lenin jawił się jako zbawca ludzkości. Ossendowski w swojej książce zadał kłam takiemu wizerunkowi, ale nie tylko. Zdemaskował również metody, którymi posługiwali się bolszewicy, żeby oszukiwać cudzoziemców.

W powieści jest fragment dotyczący wizyty Brytyjczyków i Francuzów w Moskwie. Zagraniczni goście oglądają tam zbudowaną przez gospodarzy fasadę dobrobytu, taką komunistyczną „potiomkinowską wioskę”. Nie mają szans zobaczyć choćby, usuniętych ze stolicy, wygłodniałych, wynędzniałych bezdomnych dzieci.

Bolszewicy nie mogli Ossendowskiemu tego darować. Skoro jego książki były światowymi bestsellerami, to i na polu polityki mogły mieć ogromną siłę rażenia.

Rosja to odrębna cywilizacja

Pisarz zmarł w Grodzisku Mazowieckim w roku 1945 – tuż przed wkroczeniem Armii Czerwonej do tego miasta. Ale Sowieci chcieli mieć pewność, że ten, którego uważają za swojego śmiertelnego wroga, naprawdę nie żyje.

Bo gdyby jednak żył, to chcieliby go pojmać, żeby następnie torturami wydusić z niego informacje na temat rzekomo ukrytego gdzieś na Dalekim Wschodzie mitycznego skarbu Ungerna von Sternberga. Ponoć „krwawy baron” zamierzał owo zgromadzone bogactwo przeznaczyć na pokrycie budżetu wielkiej armii, zdolnej pokonać bolszewików. Dlatego krótko po śmierci Ossendowskiego, przy jego grobie na cmentarzu w Milanówku zjawili się enkawudziści. Wykopali zwłoki pisarza. Następnie jeden z nich otworzył bagnetem jego usta, po czym miejscowy dentysta potwierdził tożsamość Ossendowskiego.

W PRL twórczość pisarza nie miała racji istnienia. Ale i po roku 1989 okazał się on dla niektórych Polaków postacią niewygodną. Tak było w ubiegłej dekadzie, kiedy samorządowe władze warszawskiej Ochoty toczyły batalię o treść upamiętniającej Ossendowskiego tablicy, wmurowanej w ścianę domu, w którym przed drugą wojną światową i w jej trakcie mieszkał. Lokatorzy budynku domagali się usunięcia z tablicy słowa… „antykomunista”.

A przecież w Polsce z perspektywy XXI wieku bycie antykomunistą nie powinno budzić żadnych kontrowersji. Czyżby przywołana sytuacja to kolejny argument na rzecz tezy, że brak ustawowej dekomunizacji w III RP był błędem?

Całą rodzinę rozstrzelano. Wciąż żyjących dorżnięto bagnetami. Ciała rozebrano, oblano kwasem i poćwiartowano

Angielski król mógł ich uratować, a nie kiwnął palcem – oskarżył kuzyna wielki książę Dymitr Pawłowicz Romanow. Od zabójstwa minęło 100 lat.

zobacz więcej
Wróćmy jednak do tego, co obecnie w twórczości Ossendowskiego jest tak samo istotne, jak jego stosunek do ideologii komunistycznej. A chodzi o wizję Rosji jako odrębnej cywilizacji.

Oczywiście współczesne mieszczaństwo Moskwy czy Petersburga to ludzie konsumpcyjnie nastawieni do życia, czerpiący z Zachodu wzorce kulturowe i obyczajowe. Oni z pewnością nie czują się wyobcowani względem Europy. Ale też nie decydują ostatecznie o rosyjskiej tożsamości.

Wódz barbarzyńskiego plemienia

Rosja to bowiem rozległy kraj dziewięciu stref czasowych – kraj nie europejski, lecz eurazjatycki. Ciągnie się ona od Morza Bałtyckiego do Oceanu Spokojnego. Jest bardzo zróżnicowana etnicznie, kulturowo, religijnie, społecznie. I z taką Rosją się zetknął poniekąd Ossendowski.

Poza tym historia ziem ruskich została naznaczona dwoma wiekami panowania Mongołów. Korzenie rosyjskiej tożsamości tkwią w tym trudnym doświadczeniu późnego średniowiecza. Ofiary przejęły od swoich oprawców niektóre cechy, które na przestrzeni dziejów się reprodukowały.

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy


Być może także z tej przyczyny Lenin – również ten sportretowany przez Ossendowskiego – był przede wszystkim wodzem uzbrojonego barbarzyńskiego plemienia. Bardziej miał więc w sobie coś – toutes proportions gardées – z dążącego do podboju świata mongolskiego chana niż wzorującego się na zachodnich intelektualistach świeckiego kapłana rozumu, niosącego robotnikom i chłopom kaganek oświaty.

Próby westernizacji Rosji kończą się zatem niepowodzeniem. Także dlatego, że ludzie, którzy je podejmują, muszą prędzej czy później przyjąć warunki stawiane przez eurazjatyckiego kolosa. W tej kwestii Ferdynand Antoni Ossendowski nie miał złudzeń.

– Filip Memches
Mumia Lenina obiekt specjalny w sercu Rosji
Zdjęcie główne: Włodzimierz Iljicz Lenin i Józef Wissarionowicz Stalin w 1922 roku. Fot. Wikimedia
Zobacz więcej
Kultura Najnowsze wydanie
Czy Parlamentem Europejskim kieruje Antychryst?
Jak to możliwe, że nawrócony ateista, były wyznawca judaizmu, daje czytelniejsze świadectwo wiary niż wielu purpuratów?
Kultura Najnowsze wydanie
Narodowiec katolik i Żyd liberał dopełniają historię Polski
Władysław Reymont kontra Antoni Słonimski – na przeciwstawnych antypodach polskości.
Kultura Poprzednie wydanie
Żeromski niezrozumiały? Nieczytany? Nudny? Zawiły? Trudno
Po roku 1989 część krytyków literackich wyczekiwała nowego „Przedwiośnia”. Zamiast tego czytaliśmy o gwałcącym własną matkę pijanym więźniu, kobiecie, której z pleców wyrastały skrzydełka lub miała dwie łechtaczki.
Kultura Poprzednie wydanie
Negocjował z terrorystami i sławił Armię Czerwoną
Obciach i żenada. Od lat 70. nosił perukę, jego twarz pokryta była grubą warstwą pudru, widzów epatował orderami, którymi go odznaczono.
Kultura Poprzednie wydanie
Ile wysiłku jesteśmy w stanie włożyć w wywalczenie niezależności?
Wolność, walka, miłość – w muzyce i życiu. Wratislavia Cantans stawia pytania: co znaczy wyzwolenie? Czym jest dla nas niepodległość?