Rozmowy

Miłości nie da się wytłumaczyć racjonalnie

– Zawsze lubiłem stare piosenki, otwierały mi utracony świat ulicznych grajków i ten elegancki, np. z restauracji „Adria”, gdzie ludzie przychodzili w strojach wieczorowych – mówi Jan Emil Młynarski. Opowiada o zamiłowaniu do przedwojennej muzyki, ówczesnym świecie artystycznym i nowej płycie z utworami piosenkarza Mieczysława Fogga.

Piosenki znanego artysty – w interpretacji grupy Młynarski/Masecki Jazz Camerata Varsoviensis, z udziałem m.in. Agaty Kuleszy i Joanny Kulig – znalazły się na krążku „Mieczysław Fogg – pieśniarz Warszawy”, wydanym przez Muzeum Powstania Warszawskiego na 74. rocznicę zrywu w stolicy. Podczas okupacji Fogg nosił konspiracyjny pseudonim „Ptaszek”, brał udział w powstaniu i dodawał otuchy warszawiakom, śpiewając w szpitalach, na barykadach i w schronach.

Wyspa kanibali. Rosyjskie "psy wojny". Ranking dziecięcych ról filmowych. Spis treści Tygodnika TVP (nr 37)

Jak Moskwa podbija Afrykę? Czy seks zmienia nasze mózgi? Gdzie wybudowano żydowską przystań? Czemu Franciszek zmienia doktrynę Kościoła?

zobacz więcej
TYGODNIK.TVP.PL: Kto do kogo się zwrócił w sprawie Mieczysława Fogga? Pan razem z Marcinem Maseckim do Muzeum Powstania Warszawskiego, czy przedstawiciele placówki do was?

JAN EMIL MŁYNARSKI:
Muzeum Powstania Warszawskiego co roku przygotowuje specjalny projekt, by uczcić rocznicę wybuchu zrywu. W tym roku pomyśleli o Mieczysławie Foggu. Razem z Marcinem Maseckim od dawna tkwimy w muzyce przedwojennej. W listopadzie ub.r. wydaliśmy, jako Jazz Band Młynarski-Masecki, płytę pt. „Noc w wielkim mieście”. Dostaliśmy więc z muzeum propozycję, by zająć się Foggiem. Chodziło o płytę i koncert. Przyjęto nasze warunki i zaczęliśmy pracować.

Stawialiście warunki? Jakie?

Chcieliśmy to zrobić po swojemu. Nie weźmiemy udziału w przedsięwzięciu, którego koncepcja została wypracowana przez dużą grupę ludzi na serii spotkań. Zrobiliśmy więc współczesną płytę, która jest głęboko związana z jej bohaterem. Opowiadamy o długich latach twórczości Fogga. Nasz zespół nazywa się Jazz Camerata Varsoviensis, toteż brzmieniem i koncepcją nawiązujemy do klasycznego salonowego grania z pierwszej połowy XX wieku.
Jan Emil Młynarski podczas występu na festiwalu w Opolu w 2013 r. (fot. TVP/Jan Bogacz)
Macie jakiś sposób na Fogga? Dziś wiele osób, słysząc to nazwisko, nie ma pojęcia o kim mowa, albo komentuje, że jego piosenki to nuda.

Pokazujemy Mieczysława Fogga nie jako sympatycznego dziadzia, który śpiewał nudne, ckliwe piosenki, ale człowieka, który był częścią skomplikowanego muzycznego świata. Był łącznikiem między muzyką rozrywkową w Polsce przedwojennej, wojennej i powojennej. Przez cały czas śpiewał.

Oczywiście chcieliśmy również, ponieważ taką właśnie drogą idziemy, zrobić to w sposób nawiązujący do klasyki sztuki estradowej z tamtych lat, ale bez myślenia o „retro”. Niespecjalnie lubię to słowo, bowiem miewa złe konotacje, wieje od niego nudą. A o Foggu myślę jako o osobowości scenicznej, reprezentancie konkretnej epoki, wielkoformatowym śpiewaku. Przy czym razem z Marcinem Maseckim poruszamy się w świecie muzyki międzywojnia od dłuższego już czasu, więc mamy też świadomość, że obowiązywały tam reguły, których nie wolno przekraczać.

Jakie to reguły?

Absolutna podstawa dobrego zachowania i zawodowego savoir-vivre’u: należy zwracać się uprzejmie do ludzi, być przygotowanym, znać instrumentarium, z którego się korzysta i repertuar. Trzeba również wiedzieć, kto napisał piosenki i kto pierwszy je wykonywał. Mieć świadomość, jak prowadzić frazę oraz współpracować ze sobą na scenie. Dajemy ludziom rozrywkę, na scenie nie jesteśmy dla siebie, lecz dla nich. Takie jest nasze powołanie i tak myślał Mieczysław Fogg o swoim zawodzie.
Chór Dana w 1937 roku. Od lewej: Władysław Daniłowski-Dan, Mieczysław Fogg, Tadeusz Bogdanowicz, Tadeusz Jasłowski, Adam Wysocki. Fot. NAC/Ilustrowany Kurier Codzienny
Mieczysław Fogg zmarł w 1990 r. Spotkał go pan w dzieciństwie?

W 1990 roku miałem 11 lat. Nie miałem szczęścia go poznać, ale poznałem wiele osób ze środowiska przedwojennej rozrywki, chociaż jako dzieciak nie zdawałem sobie sprawy z kim mam do czynienia. Dla rodziców to byli ważni goście. Była wśród nich między innymi pani Mira Zimińska-Sygietyńska.

Poznałem też sporo muzyków, którzy grali z Foggiem. Można się od nich dużo dowiedzieć. Tak jak wszyscy artyści z jego pokolenia, był obowiązkowy, punktualny i bardzo pracowity. Fachowiec w starym stylu. Jest symbolem czasów, kiedy scena nie była dla wszystkich – występować na niej mogli wybrańcy, artyści, którzy ostro w życiu popracowali.

Chcieliśmy to z Marcinem Maseckim pokazać i zrobić płytę „Fogg – pieśniarz Warszawy” na jak najwyższym poziomie. Zaprosiliśmy więc śpiewające aktorki – Agatę Kuleszę i Joannę Kulig – oraz śpiewaków operowych: Szymona Komasę, który tak jak Fogg jest barytonem, i Barbarę Kingę Majewską. Mamy także multiinstrumentalistę Piotra Zabrodzkiego, który uczestniczył już w wielu projektach związanych z Foggiem.



A aranżacje? Dużo zmieniliście?

Na płycie jest sporo muzyki, są długie instrumentalne fragmenty. W jazzbandzie nie jesteśmy ograniczeni czasem, nie robimy singla radiowego, który musi mieć góra trzy minuty.

To nas różni od dawnych nagrań, ktore wychodziły na czarnych płytach mających też na jednej stronie niecałe trzy minuty. Aranżer myślał wtedy o formie piosenki niezwykle precyzyjnie, matematycznie. Marcin Masecki, który jest genialnym aranżerem, nie musiał utworów aż tak ograniczać czasowo – trwają po sześć, siedem minut.

Muzyka jest kolejnym bohaterem tej historii. Niewerbalnie opowiadamy o muzycznym świecie, z którego Fogg pochodził. Tak teraz, jak i w przypadku „Nocy w wielkim mieście”, nie robimy „akademii ku czci”. Zachowujemy szacunek do oryginału, ale jednocześnie się muzyką bawimy.
Przywołuje pan w swoich projektach muzyczny świat przedwojennej Warszawy, to nie jest typowa droga młodych muzyków. Jaki był powód tej pańskiej miłości?

Miłości nie da się wytłumaczyć racjonalnie. Ale jest to wycinek mojego świata – tę muzykę, mówiąc w dużym skrócie, wyniosłem z domu.

Jestem późnym dzieckiem moich rodziców. Mama urodziła się tuż przed wojną, tata – w 1941 roku. Jak łatwo się domyślić, moi dziadkowie byli więc ludźmi z zupełnie innych czasów, zaczynali życie na początku XX wieku.

Wychowałem się w domu, gdzie przedwojenny świat był żywy, słuchało się tamtej muzyki. W rozmowach przewijały się nazwiska Mariana Hemara, Andrzeja Własta, Henryka Warsa, Adama Astona. Hemar był dla ojca autorytetem jako tekściarz. Gdy robił w Teatrze Ateneum spektakl „Hemar. Piosenki i wiersze”, chodziłem razem z nim na próby.

Miałem osiem lat. Zafascynował mnie wtedy zespół muzyczny. Mniej interesowało mnie to, co było na cenie, niż to, co działo się w orkiestronie. Nasiąkałem opowieściami i muzyką, która niezauważalnie wchodziła mi do głowy. Cały czas odkrywam, jak fantastycznie skonstruowane są piosenki, które powstawały przed wojną.

Nie doceniamy tego, co mamy, czyli muzycznego zaplecza z dwudziestolecia międzywojennego?

To jest rodzaj muzycznego korzenia, skarbca, z którego trzeba korzystać. Wiem, że wielu moich kolegów tego zdania nie podziela. Uważam jednak, że jeśli się jest muzykiem rozrywkowym, trzeba znać kanon. Czyli dobrze umieć zagrać ze 20 starych piosenek, wiedzieć, jak są skonstruowane i jaka była ich historia.

Życie artystyczne w przedwojennej Polsce było niezwykłe i silne. Mieliśmy bardzo utalentowanych artystów. Może gdyby nie II wojna światowa, bylibyśmy muzyczną, europejską potęgą...

Mieliśmy genialnych kompozytorów i tekściarzy, którzy tworzyli wielkie przeboje. Odrabiali czas, który straciliśmy przez zabory, robili to z piekielną siłą. Mieli nie tylko talent, ale byli też fantastycznie wykształceni muzycznie i pracowici.

Andrzej Włast, najpopularniejszy tekściarz międzywojnia, zginął w getcie warszawskim w roku 1942. Miał wtedy 45 lat. Do 1939 roku napisał 2,5 tys. piosenek. Adam Aston, dla mnie najwybitniejszy polski przedwojenny śpiewak, do 1939 r. nagrał 920 piosenek na czarne płyty.

Wtedy praca wyglądała nieco inaczej, nagrywało się hollywoodzkim trybem, studia pracowały non stop. Podejście do rozrywki było bardzo kapitalistyczne. Jedną przebojową piosenkę nagrywali różni wokaliści, np. Adam Aston z orkiestrą Henryka Warsa i Tadeusz Faliszewski z orkiestrą Henryka Golda. Płyty wychodziły w tym samym czasie i można było sobie wybrać pieśniarza, którego się bardziej lubiło.
Trudno sobie wyobrazić, co by było po 1945 roku, gdyby nie zginęło tyle osób, także artystów.

Po wojnie była olbrzymia luka w środowisku muzycznym. Nie zapominajmy, że wielki procent świata muzycznego w dwudziestoleciu stanowili ludzie pochodzenia żydowskiego, bardzo mocno zasymilowani. W większości nie czuli się Żydami, ale Polakami. Słyszałem o tym od wielu osób. Przed wojną byli bogaci, przystojni i młodzi, byli wielkimi gwiazdami.

Ocalała niewielka grupa, jeszcze mniej wróciło do Polski. Tamten świat został zamordowany. Gdy się trochę poczyta o środowisku muzycznym w getcie warszawskim, widać, jak porażającą stratę ponieśliśmy.

Mieczysław Fogg był łącznikiem między tamtym światem a nami. Nie był najwybitniejszym wokalistą, ale był rozpoznawalny i ceniony.

A wracając do innych przedwojennych postaci sceny muzycznej i pańskich koligacji: Emil Młynarski, po którym ma pan drugie imię, był profesorem Henryka Warsa, pioniera polskiego jazzu i autora setek wielkich przebojów. Podobno on namówił Warsa, żeby symfonie zamienił na piosenki.

Emil Młynarski był profesorem w Państwowym Konserwatorium Warszawskim i jego rektorem. Ten wybitny pedagog i animator życia muzycznego stworzył Filharmonię Narodową. Wśród jego uczniów był m.in. Artur Rubinstein.

Rzeczywiście to on poradził Warsowi, żeby zajął się rozrywką. Bo Emil Młynarski był takim profesorem, który patrzył na człowieka głęboko i widział, że Wars ma smykałkę do pisania lekkich melodii. Po wojnie, już w Ameryce, Wars komponował jednak również muzykę poważną.

Teraz potomek Emila Młynarskiego gra Warsa…

Ma to pewnie wymiar symboliczny, ale robię to z innych powodów niż rodzinne. Najważniejsza jest muzyka. Zawsze lubiłem stare piosenki, otwierały mi utracony świat ulicznych grajków i ten elegancki, na przykład z restauracji „Adria”, gdzie ludzie przychodzili w strojach wieczorowych. Warszawa może nie była Paryżem północy, ale były w niej świetne teatry i kabarety. Mało kto dziś pamięta o tym przedwojennym, rozrywkowym dorobku stolicy, o kabarecie „Qui Pro Quo” i teatrze „Morskie Oko”, gdzie co tydzień wystawiano nowy program kabaretowo-muzyczny.

Bardzo długo pan tylko grał, zanim zdecydował się śpiewać przed publicznością. Co, a może kto stoi za tą decyzją?

Koledzy mnie ośmielili. Gdy jeździliśmy w trasę, zawsze śpiewałem w busie. Zaczęli mnie namawiać, żebym zaśpiewał dla ludzi. Długo jednak w siebie wokalnie nie wierzyłem. Aż w końcu razem z Warszawskim Combo Tanecznym zacząłem śpiewanie. Razem z Marcinem Maseckim i całą grupą kolegów czujemy się spadkobiercami tych ludzi, którzy robili muzykę przed wojną. Ich sztukę przekazujemy dalej.

– rozmawiała Beata Zatońska

Jan Emil Młynarski absolwent prestiżowej szkoły Drummers Collective w Nowym Jorku. Koncertował i nagrywał jako stały członek grup lub muzyk sesyjny w Polsce i wielu krajach świata m.in. z Wojciechem Pilichowskim, Kayah, Cesaria Evora, Reni Jusis, Sistars, Smolikiem, Edytą Górniak, Jonem Lordem (ex. Deep Purple), Marylą Rodowicz, Korą i wieloma innymi. Twórca i lider grupy Warszawskie Combo Taneczne, z którą we wrześniu wydał płytę „Przyznaj Się“ , stworzył też m.in. Jazz Band Młynarski – Masecki – płyta „Noc w Wielkim Mieście. Jest synem Wojciecha Młynarskiego.
Mieczysław Fogg wraz z zespołem tancerek na statku MS Batory. Fot. Wikimedia
Mieczysław Fogg, a właściwie Mieczysław Fogiel urodził się w 1901 r w Warszawie. Był piosenkarzem śpiewającym barytonem lirycznym, tancerzem, aktorem, reżyserem, pedagogiem. Jego kariera artystyczna rozpoczęła się przed II wojną światową i trwała przez kilka dziesięcioleci po 1945 roku. Jego najbardziej znane utwory to: „Tango milonga”, „To ostatnia niedziela”, „Jesienne róże”, „Pierwszy siwy włos”, „Mały biały domek”, „Już nigdy”. Walczył w wojnie polsko-bolszewickiej w 1920 roku, został ranny na froncie. W 1926 przyjął pseudonim artystyczny „Fogg”, chałturząc na ślubach i pogrzebach. Śpiewał w Chórze Dana oraz solo na scenie warszawskich teatrów (m.in. „Qui Pro Quo”) oraz za granicą. Towarzyszył w koncertach i nagraniach sławnym artystom, m.in.: Hance Ordonównie i Adolfowi Dymszy. W 1938 r. wygrał ogólnopolski plebiscyt słuchaczy Polskiego Radia. Był pierwszym polskim artystą estradowym, którego występ nadała Telewizja Polska (w 1938 roku).

Podczas II wojny światowej występował za zgodą władz Podziemnej Polski w kawiarniach dostępnych polskiej publiczności, m.in. w „Cafe Bodo”. W konspiracji nosił pseudonim „Ptaszek”. Wziął udział w Powstaniu Warszawskim jako żołnierz Armii Krajowej. Jego opaska znajduje się w Muzeum PW. Za udział w powstaniu otrzymał Złoty Krzyż Zasługi z Mieczami. Podczas okupacji wspierał swoich żydowskich przyjaciół. W 1943 udzielił schronienia Ignacemu Singerowi (znany jako Iwo Wesby), kierownikowi muzycznemu kabaretu „Qui pro Quo”, który uciekł z getta warszawskiego wraz z żoną i ośmioletnią córką. Ukrywał także Stanisława Templa, inżyniera z Wilna oraz nauczyciela śpiewu Stanisława Kopfa.

Po wojnie w latach 1945–1946 prowadził przy ul. Marszałkowskiej 119 własną kawiarnię artystyczną „Cafe Fogg”, potem kierował wytwórnią płyt gramofonowych Fogg Record. Obie firmy zostały jednak znacjonalizowane przez władze komunistyczne. Od 1946 występował w programach estradowych i z własnymi recitalami. Po śmierci Maurice’a Chevaliera w 1972, był najstarszym występującym piosenkarzem świata. W 1971 został wydany pamiętnik Mieczysława Fogga, noszący tytuł „Od palanta do belcanta”. W trwającej ponad 60 lat karierze dał prawie 16 tysiący koncertów. Zmarł 3 września 1990 roku. (Źródło: Wikipedia)

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Jan Matyjaszkiewicz. Ja, cesarz.
Zobacz więcej
Rozmowy Najnowsze wydanie
Jesteśmy dziećmi Wszechświata
Każdy pierwiastek chemiczny naszego ciała musiał być kiedyś wyprodukowany we wnętrzu gwiazdy – mówi dr Bogdan Wszołek, który zbudował prywatne Obserwatorium Astronomiczne.
Rozmowy Poprzednie wydanie
Podróż za dwa wyroki
Rozemocjonowana fabułą widownia włączała się do akcji, rzucając nożami lub strzelając do aktorów odtwarzających czarne charaktery…
Rozmowy Poprzednie wydanie
Gruźlik, żebrak, analfabeta. Jeden z najwybitniejszych...
Nikifor kochał Łemkowszczyznę. Przesiedlano go trzy razy na Ziemie odzyskane, a on za każdym razem wracał pieszo do swoich rodzinnych stron. Był wpisany w krynicki krajobraz.
Rozmowy wydanie 20.07.2018 – 27.07.2018
A gdy Polska da nam rozkaz
Organizatorzy festiwalu otrzymywali rokrocznie około trzydziestu nowych piosenek, więc nie powinien dziwić ich poziom, bo ile można napisać dobrych tekstów o wojsku. Żelazny kanon tworzyły: chwała oręża polskiego, pochwała socjalizmu i Układu Warszawskiego.
Rozmowy wydanie 20.07.2018 – 27.07.2018
Tułali się, byli napiętnowani, rzucano w nich kamieniami
Często wstydzą się swego pochodzenia. Nie mówią po łemkowsku, nie chodzą do cerkwi, nie pielęgnują tradycji, nawet zrywają więzi rodzinne, żeby być akceptowanym.