Historia

Koszerny seks, rabiniczne rozwody i „alkoholowe” jarmarki. Prawdziwe życie sztetla

Im bardziej atrakcyjny gospodarczo był sztetl, tym więcej sprzedawał alkoholu, a im więcej sprzedawał alkoholu, tym bardziej stawał się atrakcyjny gospodarczo. Kiedy carska Rosja upaństwowiła handel alkoholem, sztetle zaczęły podupadać, a dla wielu Żydów oznaczało to nędzę.

Sędziowie słuchają obywateli. Tureckie seriale i koszerny seks. Kościół zniszczony. Spis treści Tygodnika TVP (nr 40)

Cyjanek potasu w miejskich wodociągach. Spuścizna architekta Marvela. Książki szkodliwe dla władzy. Muzeum Kolejnictwa na żyletki. Prawdziwy koniec Jugosławii.

zobacz więcej
Sztetle, przedwojenne żydowskie miasteczka jawią się zwykle jako oaza spokoju, gdzie religijni Żydzi godzinami czytają Torę i żyją tak, jak sam Stwórca sobie tego życzył. Rzeczywistość była jednak inna. Sztetle wcale nie przypominały smętnej, nędznej i nudnej Anatewki z powieści Szolema Alejchema „Skrzypek na dachu” (nota bene Alejchem to jeden z największych i najpopularniejszych klasyków literatury pięknej piszący w języku jidysz).

Kwitło w nich życie towarzyskie. Żydzi spotykali się nie tylko na wspólnych modlitwach w bożnicy, ale przede wszystkim w karczmach. To właśnie tam, jedząc, paląc i pijąc (nierzadko rum, absynt lub francuską wódkę!) rozmawiali o żonach i interesach. Wznosili toasty, śpiewali, szukali pracy, zawierali transakcje, porównywali wysokość prowizji, kupowali artykuły spożywcze, swatali narzeczonych, karmili konie, naprawiali wozy, udzielali pożyczek, spłacali długi, a nawet grywali w karty i dyskutowali o polityce.

Miasteczka pokazywały społeczność żydowską we wszystkich barwach, ujawniały jej najlepsze, ale i najgorsze cechy.

Złoty wiek

Sztetle znajdowały się na terenach należących niegdyś do Rzeczypospolitej Obojga Narodów. Ich „złoty wiek” przypada na okres od lat końca XVIII wieku do lat 40. XIX wieku. Ponieważ były to miasta targowe, które znajdowały się w posiadaniu polskich magnatów, po rozbiorach Rzeczypospolitej zostały podporządkowane biurokracji rosyjskiej. Z początku władze Imperium Rosyjskiego starały się integrować społeczność żydowską z ogółem mieszkańców kraju. Dla Żydów była to szansa na adaptację w Rosji. Już w drugiej połowie XIX wieku sytuacja diametralnie się jednak zmieniła.
W sztetlach mieszkali Żydzi aszkenazyjscy, a obok nich (choć w mniejszości) Polacy, Ukraińcy i Rosjanie. Na zdjęciu niezidentyfikowane miasteczko z województwa wołyńskiego. Lata 20. XX wieku. Fot. Central Archives for the History of the Jewish People
„Gdy w latach 40. XIX wieku Rosja ostatecznie wybrała ideologię i protekcjonizm, kosztem wzrostu gospodarczego, równowaga została zachwiana, a lata świetności sztetla dobiegły końca. Jego »złote lata« są historią przegranej walki o wolność i przetrwanie, rozumianych tak, jak pojmowano je w początkach XIX wieku” –zauważa historyk Studiów Judaistycznych Northwestern University Yohanan Petrovsky-Shtern. Holokaust zaś sprawił, że sztetle zniknęły na zawsze.

W sztetlach mieszkali Żydzi aszkenazyjscy, a obok nich (choć w mniejszości) Polacy, Ukraińcy i Rosjanie. Z tym, że Żydzi ze sztetli kierowali własnym system zasad i wartości.

Najpierw mykwa, potem seks

Całe życie sztetli było podporządkowane religijnym nakazom i zakazom. Weźmy choćby mykwę. Termin ten oznacza zarówno sam akt rytualnej kąpieli, jak i miejsce. Mykwa przypomina niewielkich rozmiarów basen z kilkoma schodkami, aby można swobodnie zejść do wody. Przeznaczona była (i nadal jest) nie tylko dla kobiet, które po menstruacji zanurzają się w wodzie w celu tzw. oczyszczenia, ale również dla mężczyzn (korzystali i korzystają z niej na przykład podczas świąt pokutnych).

W dawnym sztetlu mykwa miała ogromne znaczenie. Bez niej małżonkowie nie mogli się do siebie zbliżyć, a co za tym idzie – mieć potomstwa. Ówcześni rabini (podobnie zresztą jak wielu współczesnych) podkreślali szczególną rolę łaźni rytualnej. „W judaizmie – mówili – rozróżnia się nieczystość i moralność. Można być jednocześnie rytualnie czystym, ale głęboko niemoralnym, tak samo jak można stać się nieczystym, przestrzegając przykazań. Co więcej »oczyszczanie« jest czymś całkowicie odmiennym od »mycia«, chociaż nie można być »oczyszczonym«, jeśli wcześniej nie będzie się umytym”.

Kiedy mężatki wychodziły z mykwy, ich mężowie już na nie czekali. W wielu domach gaszono świece i kładziono się do łóżek. Ale seks był koszerny tylko w związku małżeńskim.

Z tym że miłość w sztetlu opierała się – przynajmniej teoretycznie – nie na dawaniu drugiej osobie fizycznej przyjemności, lecz „na produktywności”. Seks miał wypełniać nakaz: „bądźcie płodni i rozmnażajcie się”, dlatego rodziny wielodzietne były czymś powszechnie spotykanym.

Brodaci chasydzi na dachach samochodów i tysiące domów publicznych. Agenci Mossadu i bezpańskie koty

Młodzi Żydzi tatuują sobie na przedramionach numery obozowe przodków, których zamordowano w niemieckich komorach gazowych

zobacz więcej
Ale nie tylko mężczyźni skupiali się na „produktywności”. Żydówkom też na niej zależało i z tego powodu przestrzegały czystości rytualnej. Systematycznie obliczały dni przed menstruacją i po niej, a kiedy zauważyły problemy poza cyklem, radziły się autorytetów.

Swego czasu Josef Landa (będący do 1933 roku przewodniczącym sądu rabinicznego w Litynie na Podolu, potem aż do śmierci w Jassach) opisywał przypadek, który najbardziej utkwił mu w pamięci. Otóż, pewna kobieta z Berdyczowa (dziś na Ukrainie) spostrzegła krew przy oddawaniu moczu. Sęk w tym, że ani nie widziała, ani czuła innych objawów wskazujących na początek okresu. „Czy jestem nieczysta?” – zastanawiała się. Należy przy tym wyjaśnić, że kobieta nieczysta nie ma prawa współżyć z mężem.

Kobieta, sama nie umiejąc znaleźć odpowiedzi, postanowiła udać się po poradę do starszych gminy. Ci, wysłuchawszy jej, zezwoli na współżycie z mężem. Gdy się jednak o tym dowiedział uczony Aaron z pobliskiego sztetla, podważył decyzję starszych i zwrócił się z pisemnym pytaniem do rabina Josefa Landy. Ten uznał, że starsi gminy jednak mają rację.

Współżyć nie mogli kawalerowie i panny, ale także wdowy. Stosunek płciowy z kobietą, która straciła męża i która karmiła potomstwo własnym mlekiem był surowo zakazany oraz piętnowany. Zgodnie z prawami judaizmu „karmiąca wdowa miała pełne dwa lata tylko dla siebie i dziecka”. W tym okresie nie mogła wyjść za mąż ani uprawiać seksu. Utrzymywanie intymnej relacji z taką kobietą uważano nie tylko za coś nieprzyzwoitego i haniebnego, ale przede wszystkim za ciężki grzech.

Trudno było rodzić

Tradycja żydowska od czasów biblijnych gloryfikuje kobietę jako osobę, która stanowi podporę życia religijnego, podtrzymuje i przekazuje żydowską tożsamość. W Talmudzie jest napisane: „Kobieta powstała z żebra mężczyzny, nie z jego stopy, by móc ją deptać ani nie z jego głowy, by być ważniejszą, ale z boku, by być mu równą… troszkę poniżej niż ramię, by móc ją chronić, i od strony serca, by ją kochać”.

Mimo takiego zapisu, rola kobiet była mocno ograniczona. Żydowska kobieta przede wszystkim dbała o dom. Poza tym do jej obowiązków należało regularne korzystanie z mykwy, zapalanie świec szabatowych, wypowiadanie nad nimi błogosławieństwa, dzielenie sobotniej chałki i oczywiście wydawanie na świat potomstwa.

Trudno było rodzić w dawnym sztetlu. Liczne choroby, częste infekcje, niedostateczna higiena skutkowały dużą liczbą poronień. Donoszenie ciąży i urodzenie zdrowego dziecka nie zdarzało się często. Śmiertelność noworodków była dość wysoka. Kobiety umierały w czasie porodu lub połogu. Ale w XIX i na początku XX wieku nikogo to nie dziwiło, nie tylko w sztetlu. Nowoczesna medycyna raczkowała, podobnie jak wiedza na temat tego, jak zapewnić kobiecie warunki do bezpiecznego porodu.
Schyłek sztetla. Rok 1917, szkoła żydowska w niezidentyfikowanym miejscu. Fot. ŻiH
Choć i tak sztetle, w przeciwieństwie do wielu innych miast, cieszyły się dobrą opinią. Podkreśla to Yohanan Petrovsky- Shtern: „Ze względu na lepszą opiekę położniczą i lepsze warunki sanitarne Żydówki rodziły dwa razy szybciej niż chrześcijanki (5-6 godzin w porównaniu do 12). Śmiertelność żydowskich dzieci była o połowę niższa niż dzieci chrześcijańskich, a okołoporodowe choroby matek u Żydówek zdarzały się o 25 procent rzadziej niż u chrześcijanek. Wśród starozakonnych niemal wcale nie słyszało się o nieślubnych dzieciach. Na początku lat 70. XIX wieku na każde 100 noworodków poza małżeństwem rodziło się 4 procent dzieci katolickich, 4,3 procent protestanckich i 3 procent prawosławnych, podczas gdy odsetek żydowskich nieślubnych dzieci nie przekraczał 0,4” – pisał.

Rodzina ważniejsza od sprawiedliwości

Ale żeby nie było za słodko – okazuje się, że przemoc seksualna wobec kobiet nie była czymś nadzwyczajnym. Zapewne nie była na porządku dziennym, ale zdarzały się i gwałty, i bicie kobiet.

Muzea życia, pomniki zagłady

Ogłoszono powstanie Muzeum Getta Warszawskiego. W Leżajsku budowane jest Centrum Chasydyzmu. Wiele miast chce jakoś przypomnieć historię polskich Żydów. Ale zadają sobie pytanie: co właściwie powinni upamiętniać?

zobacz więcej
Żydówki często nikomu nie mówiły o mężu-tyranie; nie skarżyły się też, że zostały zgwałcone. Milczały, kiedy działo się coś złego, bo wierzyły, że ochrona rodziny jest ważniejsza niż sprawiedliwość. Ale kiedy już musiały wyjawić prawdę, wtedy okazywało się, że najczęściej ofiarami nie są – jak mogłoby się wydawać – samotne, niezamężne kobiety, lecz mężatki, maltretowane we własnych domach.

Mimo że Żydzi kierowali się religijnymi zasadami, dochodziło też do gwałtów. Yohanan Petrovsky-Shtern opisał historię pewnej Żydówki z Wołynia, która „poślubiła mężczyznę z kapłańskiego rodu, a pięć miesięcy po ślubie urodziła dziecko. Gdy sprawa trafiła do sądu rabinicznego, kobieta zeznała, że nocowała w karczmie szwagra, gdzie gościło akurat wielu Żydów z pobliskich sztetli: Dubna i Ołyki, którzy przyjechali na wiejski jarmark. Kiedy zgaszono światło i w karczmie zapanowała ciemność, jakiś Żyd przyszedł do niej wieczorem i ją wykorzystał. Kobieta potrafiła rozpoznać gwałciciela, ponieważ był to jedyny przyjezdny z kilkudniowym zarostem zamiast brody, co poczuła, gdy próbowała go odpychać”.

Społeczność sztetla zażądała surowej kary dla gwałciciela. Nie wiadomo, jak skończyła się ta historia, choć niektóre źródła podają, że „sprawca gwałtu został pobity przez miejscowych mężczyzn”. Nie ma jednak na to dowodów.

Inaczej było w przypadku pewnego Żyda, który notorycznie znęcał się nad swoją żoną. Nazywał się Łazar Geleliowicz. W dokumentach znajdujących się w Central Archives for the History of the Jewish People (Centralne Archiwum Historii Narodu Żydowskiego w Jerozolimie) można przeczytać: „Wygnany z Tulczyna za rozwiązłość, osiadł w Humaniu i wyżywał się, stosując przemoc domową. Pewnego dnia, kiedy akurat sobie popijał, żona położyła na talerz kawałek śledzia i odsunęła na bok dla kogoś z rodziny. Ów kawałek śledzia doprowadził Geleliowicza do furii. Skoczył na równe nogi, uderzył żonę i podbił jej oko, a gdy próbowała uciec, chwycił siekierę i zranił ją w nogę”.

Żona Łazara była odważną kobietą. Nie wstydziła się poskarżyć starszym w gminie. Kiedy opowiedziała, jak ją traktuje, pokazała ranę po uderzeniu siekierą i liczne siniaki na całym ciele, agresywnego małżonka od razu odizolowano. Pozwolono też kobiecie żyć bez męża i oficjalnie wydano zgodę na separację.
Nauka w szkole talmudycznej. Lata 20. XX wieku. Fot. Central Archives for the History of the Jewish People
Tyle że w wielu innych przypadkach znęcanie się nad żoną nie stanowiło podstawy do rozwodu. Współcześnie zresztą w tej kwestii niewiele się zmieniło. Trzeba bowiem pamiętać, że judaizm jest religią istniejącą od tysięcy lat i jakakolwiek reforma jest kłopotliwa.

Mała rewolucja

Ale rozwód był możliwy – w przypadku „bardzo poważnego rozkładu małżeństwa”, trwałej choroby jednego z małżonków lub niemożności współżycia potwierdzonego medycznie. Rozwód następował zgodnie ze skomplikowaną kazuistyką, a każdy przypadek był wnikliwie badany przez sąd rabiniczny.

List rozwodowy (zwany w judaizmie getem), podpisany przez dwóch męskich świadków był wręczany żonie (dzisiaj procedura rozwodów w żydowskim świecie wygląda niemal tak samo). Liczba rozwodów w sztetlach wrosła wraz ze zmianami gospodarczymi i upadkiem kahałów, które można porównać do malutkich rad miejskich.

W drugiej połowie XIX wieku coraz więcej Żydów (obu płci) zaczęło opuszczać sztetle. Ruszali do większych miast, by zająć się handlem i żyć na wyższym poziomie. Byli też tacy, którzy nie chcieli już funkcjonować w religijnej społeczności. Zasady koszerności im uwierały. Opuszczając rodzinne strony, zapominali o pozostawionych w sztetlach dzieciach, żonach lub mężach. W nowych miejscach żyli samotnie albo zakładali nowe rodziny. Odkąd w 1844 roku carskie władze zlikwidowały kahały, rozwodów zaczęło przybywać.

I tak na przykład w Zasławiu rozpadło się 8 procent małżeństw, w Żytomierzu – prawie 30 procent, w niedalekim, a w Kamieńcu Podolskim – blisko 50 procent małżeństw!

Na połowę XIX wieku przypada zresztą mała rewolucja w sztetlach. Niektóre Żydówki zaczęły robić rzeczy, które do tej pory były zarezerwowane wyłącznie dla panów, np. zajmować się handlem obwoźnym. W podróży zaś, tak jak mężczyźni, potrafiły nawiązać romans. Zdarzało się, że układały sobie życie z kochankiem i zapominały o mężu.

W nowych ośrodkach przemysłowych, dokąd wędrowali Żydzi po opuszczeniu sztetli, zachowanie tradycyjnego modelu rodziny było prawie niemożliwe. Mieszkano w barakach robotniczych, a pracowano przez siedem dni w tygodniu na dwie lub więcej zmian. Podczas wielkiej fali emigracyjnej z Europy Wschodniej, kiedy około dwóch milionów Żydów wyruszyło w świat, sprawa porzuconych żon, rzadziej mężów i rozbitych rodzin stała się najważniejszą kwestią podejmowaną przez rabinów.

Pół wiadra wódki na głowę

Sztetle funkcjonowały nie tylko dzięki uprawie ziemi i hodowli zwierząt. Im bardziej atrakcyjny gospodarczo był sztetl, tym więcej sprzedawał alkoholu, a im więcej sprzedawał alkoholu, tym bardziej stawał się atrakcyjny gospodarczo.

Karczmy bogaciły się głównie w czasie jarmarków. W ciągu roku potrafiło ich być nawet 120. Ich liczba przekładała się na konkretne zyski. W ciągu dwunastu miesięcy tylko w Kijowie sprzedawano nawet 43 tys. wiader alkoholu, a w powiecie lipowieckim ponad 60 tysięcy wiader! Można więc śmiało powiedzieć, że każdy mieszkaniec sztetla rocznie wypijał średnio około pół wiadra wódki. A dane te dotyczą tylko Żydów.

Zapomniani bohaterowie warszawskiego getta

Piotr Gontarczyk: Historia powstania w warszawskim getcie przez dziesiątki lat była podporządkowana kanonom lewicowej propagandy i zniekształcana.

zobacz więcej
Żydzi uwielbiali alkohol. Mawiano, że zawsze jest odpowiednia pora na jego spożycie. Upijano się z okazji wesela, pogrzebu, rozwodu lub sukcesu handlowego. Wiedziano też, że dzięki alkoholowi sztetl może nie tylko się rozwijać, ale i przetrwać.

Żydowskie miasteczka słynęły z „alkoholowych” jarmarków oraz licznych karczm. Sztetl był miastem targowym, ale także – a może nawet głównie – alkoholowym. Tym wyraźnie odróżniał się od wsi.

„Kilkadziesiąt wsi w powiecie kahorlickim na południowy zachód od Kijowa – wraz z wszystkimi zajazdami przy drogach łączących owe wsie – sprzedawano rocznie około 5 tys. wiader wina. Sztetle guberni kijowskiej, które w połowie lat 20. XIX wieku należały do hrabiny Branickiej, biskupa Czyżewskiego i obywatela ziemskiego Rulikowskiego, mogły być dumne, mając aż 22 piwnice winne, 8 hoteli, 71 restauracji, kawiarnię, 24 przydrożne austerie, 6 bufetów i 738 karczm. Według statystyk w 264 karczmach guberni kijowskiej sprzedawano rocznie nawet 50 tys. wiader alkoholu” – podaje Central Archives for the History of the Jewish People.

Nie wszystkim podobało się, że monopol na sprzedaż alkoholu skupiał się w żydowskich rękach. Rosyjscy wpływowi panowie zaczęli buntować się przeciwko Żydom, zarzucając im między innymi zarabianie pieniędzy, „które im się nie należą”, rozpijanie rosyjskiej społeczności i handlowanie wódką słabej jakości. Tak naprawdę nie sposób zgadnąć, o co Rosjanom chodziło, ale możemy się domyślać, że o pieniądze. I to całkiem spore! Gra bowiem toczyła się o dziesiątki milionów rubli dochodów państwowych.

Wreszcie w 1894 roku handel alkoholem stał się w Cesarstwie Rosyjskim państwowym monopolem. Co to oznaczało dla sztetli? Prawdziwą tragedię. Prawie z dnia na dzień setki Żydów straciło dochody i popadło w długi. Zaczął doskwierać głód i ubóstwo.

Długo nie było trzeba też czekać, aby rozpoczęły się prześladowania żydowskich mieszkańców sztetli. Wraz z nadejściem rosyjskiej rewolucji w 1905 roku nad sztetlami zgromadziły się czarne chmury. Carskie władze podburzały chłopów przeciwko Żydom, a ci pomału zdawali sobie sprawę z końca pewnej epoki. Składali więc wnioski o zagraniczne paszporty i zaczynali się pakować… Próbowano także pogodzić się z myślą, że złoty okres sztetle mają już za sobą.

Tam, gdzie narodził się chasydyzm

„Izaaku Meir, dam ci florena, jeśli powiesz mi, gdzie mieszka Bóg”. On zaś odpowiedział: „A ja ci dam dwa floreny, jeśli mi powiesz, gdzie On nie mieszka” – brzmi stary chasydzki żart.

Gdyby nie rozwój sztetli to być może nikt nie słyszałby o chasydach – ruchu pobożnych Żydów, założonym w XVIII wieku przez Izraela ben Eliezera znanego też jako Baal Szem Tow.

Kiedy Izrael ben Eliezer stracił rodziców, został wysłany do chederu (szkoły). Zamiast jednak oddawać się nauce, odsunął się od ludzi. Potem został nauczycielem i stróżem w bet midraszu (domu nauki). W końcu opuścił rodzinną miejscowość i ożenił się z córką rabina Kotowera. Żyli w wielkiej biedzie.

Izrael ben Eliezer przez siedem lat – jak podaje tradycja chasydzka – studiował i zgłębiał wiedzę ezoteryczną, opracowując podstawowe zasady chasydyzmu. Kiedy przeprowadził się do wioski Międzybórz, gdzie zaczął pracować jako nauczyciel, doznał objawienia. Miał wtedy 36 lat. Zaczął dużo podróżować, praktykował medycynę ludową, a jego sława uzdrowiciela roznosiła się od sztetla do sztetla.
Chasydyzm odwoływał się przede wszystkim do duchowości. Uczniowie ben Eliezera nie tylko gorliwie się modlili, ale swoje uwielbienie dla Boga wyrażali w nieznany dotąd sposób: poprzez taniec i śpiew. Chasydzcy mistrzowie zaczęli wywierać ogromny wpływ na kształt sztetla, a sztetl wpływał na rozwój chasydyzmu.

„Podczas, gdy w Polsce cadycy, jak nazywano przywódców tego ruchu, zwykle osiedlali się w miastach lub na przedmieściach, ukraińscy cadycy woleli życie w sztetlach, gdzie mogli oddziaływać na całą wspólnotę, wpajając jej swój mistyczny światopogląd” – podkreślają S. Luzzati i R. Rocca w publikacji „Judaizm. Leksykon”.

Zakładali też coś na wzór „dworów”, w których skupiało się całe życie religijne. Kiedy wybuchła I wojna światowa i nastąpił rozpad wielonarodowych imperiów Austrii i Rosji, zniszczeniu uległy niektóre z największych chasydzkich ośrodków na Ukrainie i w Polsce (m.in. dwory z Bełza, Czortkowa i Sadagóry). Jednak mimo historycznych zawirowań i upadku sztetli, ruch chasydzki przetrwał do dziś.

Atlantyda po Zagładzie

Holokaust raz na zawsze rozprawił się z żydowskimi miasteczkami. Kiedy ostatni Żydzi zostali wymordowani, sztetl umarł wraz z nimi. Dzisiejsze miasteczka, które kiedyś były sztetlami, nie mają z nimi nic wspólnego. Tylko gdzieniegdzie można jeszcze znaleźć opuszczoną, popękaną macewę wrośniętą w ziemię na skraju miasta lub pożółkłe fotografie Żydów w państwowych archiwach.

Źródło: Gmina Lelów. YouTube

Sztetle stały się wyidealizowaną krainą, swego rodzaju tajemniczą Atlantydą, która do dziś inspiruje i nie pozwala zapomnieć o tych, którzy wraz z Polakami, Ukraińcami, Białorusinami, Litwinami, Rosjanami i Romami tworzyli niezwykłą społeczną mozaikę.

– Ewelina Rubinstein

Przy pisaniu tekstu korzystałam z publikacji: „Journey to a Nineteenth - Century Shtetl. The Memoirs of Yekhezkel Kotik”, red. David Assaf, Wayne State University Press, 2000); A. Eisenbach „Emancypacja Żydów na ziemiach polskich 1785- 1870 na tle europejskim”, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1988; D. Grupper, D. Klein „The Paper Shtetl. A Complete Model of an East European Jewish Town”, Schocken Books, Nowy Jork, 1984; S. Luzzati, R. Rocca „Judaizm. Leksykon”, Wydawnictwo Arkady, Warszawy 2010; Y. Petrovsky- Shtern „Sztetl. Rozkwit i upadek żydowskich miasteczek na Kresach Wschodnich”, Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego, Kraków 2014

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Zobacz więcej
Historia Najnowsze wydanie
Mordowano polskich ziemian, urzędników i księży
„Pchnięcie Polski nożem w plecy” – tak zachodnie media nazwały we wrześniu 1939 roku napaść ZSRR na wschodnie tereny II RP. Na Kresach przedstawiciele wszystkich mniejszości etnicznych wykazali czynnie, że nic ich nie łączy z państwem polskim.
Historia Najnowsze wydanie
Czy sojusz Polski z Niemcami był konieczny?
„Do potęgi państwa drugorzędne dochodzą przez satelictwo państwa pierwszorzędnego” – tłumaczył Studnicki, który gotów był nawet pogodzić się ze zwasalizowaniem Polski przez Rzeszę.
Historia Poprzednie wydanie
Viktor Orbán ogląda bezgłowe zwłoki kozła
Premier na tropie pokrewieństwa Węgrów z koczowniczymi ludami Azji Środkowej.
Historia wydanie 31.08.2018 – 7.09.2018
Niemcy napisali na mogile: „Tu leży polska mniejszość narodowa”
Sam Hitler decydował, jak opanować polskie mosty na Wiśle. Niemcy wysłali więc do Tczewa pociąg pancerny, piechotę i lotnictwo. Tu 1 września 1939 roku padły pierwsze strzały.
Historia wydanie 31.08.2018 – 7.09.2018
Strzelali z bliska, grzebali ludzi żywcem, główki dzieci...
W lasach piaśnickich, niedaleko Wejherowa, Niemcy zabili od 12 do 14 tysięcy ludzi. Ich tożsamość – w większości – do dzisiaj nie jest znana.