Cywilizacja

Efekt Trumpa. Ameryka staje się ponownie wielka

Powstała sytuacja paradoksalna - wolny kapitał amerykańskich korporacji finansował politykę gospodarczą innych państw, nie zawsze Ameryce przyjaznych. Prezydent postanowił tę sytuację zmienić.

Ameryka znów wielka. Genialny gruźlik. Dziewica z Czartoryskich. Spis treści Tygodnika TVP (nr 38)

Nad Wisłą chłopi stali się narodem. Polak, który zdemaskował Lenina. Psychotropy dla brzemiennych. Brexit błogosławiony.

zobacz więcej
O polityce gospodarczej Donalda Trumpa niewiele się, poza gronem specjalistów, wie i dyskutuje. Raz, że materia spraw jest niełatwa, dwa, że w gruncie rzeczy dla niefachowców nudna, a przynajmniej znacznie mniej zajmująca niźli jego działania w sferze relacji międzynarodowych, gdzie pełno dosadnych sformułowań, malowniczych starć, słownych pojedynków, odważnych zagrań, czy dość nieoczekiwanych decyzji.

Generalnie przeważa, chyba, ogląd rodem z niechętnych amerykańskiemu prezydentowi tamtejszych mass mediów, ekscentryka o rozdętym do niebotycznych rozmiarów ego, który próbuje podporządkować cały świat swym nie do końca przemyślanym wizjom, po to, aby uczynić Amerykę ponownie wielką.

To działa!

Nic bardziej błędnego. Mamy do czynienia ze spójną, konsekwentną i obliczoną na kilka najbliższych lat linią w polityce gospodarczej. Co więcej, już daje się odczuć pozytywne skutki pierwszych posunięć i wiele wskazuje na to, że po prostu „to działa” a oczekiwania i nastroje są najlepsze od lat.

Oczywiście nie mam namyśli ocen aktora De Niro, tylko potwierdzane w badaniach opinii publicznej nastroje zwykłych Amerykanów, często, o zgrozo, tzw. red necks. Wręcz mówi się o trumponomics, przez nawiązanie do dobrze wspominanej za oceanem raeganomics, z czasów popularnego i w Polsce prezydenta.

Aby móc ocenić działania podjęte przez administrację Trumpa, trzeba wiedzieć jak dzisiaj wygląda amerykańska gospodarka. Bo przeszła ona w ostatnich dziesięcioleciach zasadniczą przemianę i nie jest już obecnie jak niegdyś centrum przemysłowym świata, tę rolę przejęły Chiny, czy generalnie kraje Azji Południowo – Wschodniej, ale też i Meksyk będący np. największym eksporterem samochodów na amerykański rynek.

Amerykańską domeną stały się usługi, tylko w 2017 roku wyeksportowano ich za 778 mld dolarów, podczas gdy ich import miał wartość 534 mld (nadwyżka 244 mld dolarów). Na tym przykładzie widać jak statystyka potrafi zaciemnić rzeczywistość, bo słysząc termin usługi odruchowo myślimy, o warsztacie samochodowym, czy co najwyżej doradztwie podatkowym czy prawnym. A rzecz idzie o opłaty licencyjne (75 mld), serwis IT (53 mld), finanse i inwestycje finansowe (45 mld).

Bo dzisiaj największe amerykańskie korporacje nie czerpią zysków z nisko-marżowej produkcji, tę zlecają w Chinach czy w Malezji. Eksportują wiedzę i naukę, zawartą w patentach, modelach finansowych czy oprogramowaniu. Globalizacja spowodowała, że są aktywne na całym świecie. Jak się oblicza 40 % przychodów czerpią z działalności poza granicami Stanów Zjednoczonych. Ale to powodowało, że przez lata nie płaciły w ojczyźnie podatków, dość łatwo transferując zyski do krajów (takich jak np. Holandia), w których stawki podatkowe od opłat licencyjnych były niższe. I poza granicami lokowały swe zyski i wolne kapitały.
Polityka gospodarcza Donalda Trumpa bedzie miała sens pod warunkiem, że zatrzymana zostanie nielegalna imigracja. Na zdjęciu prezydent podpisuje w Białym Domu decyzję w sprawie polityki imigracyjnej. Fot. REUTERS/Yuri Gripas
Jak się dość konserwatywnie szacuje, zgromadzone w rajach podatkowych inwestycje wielkich amerykańskich korporacji mają wartość przynajmniej 2,6 bln dolarów. Taka firma jak Google, przez przynajmniej ostatnich 10 lat płaciła podatki poza Ameryką, Yahoo, udało się zmniejszyć realne opodatkowanie swoich dochodów do 1,35 %.

Jak obliczają specjaliści z waszyngtońskiego Instytutu Podatków i Polityki Gospodarczej, rocznie przez rachunki w holenderskich spółkach córkach amerykańscy giganci przepuszczali 12 – 13 bln dolarów. A w tym samym czasie rósł dług publiczny Stanów Zjednoczonych, który w ciągu ostatnich 10 lat zwiększył się z poziomu 8,95 bln do 20,8 bln dolarów.

Powstała sytuacja paradoksalna - wolny kapitał amerykańskich korporacji finansował politykę gospodarczą innych państw, bo przecież takie firmy jak np. Apple nie trzymały gotówki na zagranicznych rachunkach, tylko kupowały obligacje skarbowe państw nie zawsze Ameryce przyjaznych.

I Trump postanowił tę sytuację zmienić, a przy okazji dać impuls gospodarce, bo po kilku latach dobrej koniunktury, w ubiegłym 2017 roku tempo jej rozwoju zaczęło wyraźnie słabnąć (pamiętajmy, że w Stanach Zjednoczonych rok budżetowy nie kończy się jak u nas z końcem roku, ale 30 września i do tego okresu odnoszą się wszystkie wskaźniki gospodarcze).

Jeszcze w 2015 amerykański PKB urósł o 2,9 %, w 2017 było to już tylko 2,3 %, osłabło też tworzenie nowych miejsc pracy i to, aż o 10,1 % w porównaniu z rokiem 2016 (najniższy wskaźnik od 2013 roku). I Trump znów w swoim stylu, podszedł do problemu niestandardowo. Bo nie realizuje on żadnej polityczno – gospodarczej doktryny, ale wybiera działania bliskie zarówno republikanom, jak i demokratom.

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy


Obciął wydatki na opiekę zdrowotną o 2 bln, wydatki niezwiązane z obronnością zmniejszył o kolejne 1,5 bln, równolegle zmniejszając ciężary podatkowe dla firm (1 bln), czyli posłużył się wszystkimi zabiegami z tradycyjnej republikańskiej recepty na pobudzenie wzrostu. Ale zarazem, podobnie jak robili to zawsze demokraci, zapowiedział wzrost nakładów na infrastrukturę, na inwestycje drogowe i transportowe.

Zatrzymać import i imigrację

Jednak głównym impulsem, jaki Trump postanowił dać amerykańskiej gospodarce była reforma podatkowa, zarówno dla korporacji, jak i zwykłych Amerykanów. Stawki dla firm zostały obcięte z, 35 % do 21%, ale w przypadku przerzucenia kapitałów z rajów podatkowych do Ameryki ulegała ona dalszemu obniżeniu do 15,5 % (w przypadku gotówki) i 8 % (dla kapitałów bezgotówkowych). A dodatkowo nakłady na inwestycje, firmy mogą zaliczać w koszty, nawet jednorazowo.

I to zaczęło działać. Reformę przyjęto w grudniu ubiegłego roku, a już w ciągu pierwszego kwartału 2018 firma Apple raportowała, że zmniejszyła swoje środki ulokowane poza Ameryką o 10 % i trzyma teraz w obligacjach i innych papierach dłużnych podmiotów nie amerykańskich trochę ponad 300 mld dolarów.

W skali całej, światowej gospodarki odchodzenie od inwestycji w państwach rozwijających się (tzw. emerging markets) stało się procesem już wyraźnym, tylko w pierwszym tygodniu maja, jak raportuje śledzący trendy na rynku Emerging Portfolio Fund Research, odpłynęło z tych rynków 1,5 mld dolarów.
Polityczne decyzje Donalda Trumpa pokazują, że w Białym Domu zasiada biznesmen. Na zdjęciu obecny prezydent jeszcze jako przedsiębiorca, podczas nagrywania wywiadu dla CNN z Larrym Kingiem w październiku 1999 roku. Fot. REUTERS/Peter Morgan
Obniżki podatków dla ludności mają na celu, jak to wprost deklaruje obecna administracja „odbudowę amerykańskiej klasy średniej”. Bo i tu, w ostatnich 40 latach nastąpiły zasadnicze zmiany. Rozwarstwienie dochodów, przenoszenie produkcji do tanich krajów, upowszechnienie się zatrudnienia na niepełny etat, czy znane i u nas „umowy śmieciowe” spowodowały, że o ile w 1970 roku oceniano, iż 62 % Amerykanów zalicza się do klasy średniej, to w 2016 było to już tylko 43%.

A co gorsza, ostatni kryzys najbardziej dotknął tę właśnie grupę społeczną. Od 2009 roku wynagrodzenia praktycznie nie rosły, a dziś, jak się oblicza, 105 mln Amerykanów pracuje na niecały etat, w rozmaitych formułach samozatrudnienia czy pozostaje bez pracy.

Jest oczywiście i druga strona całego zagadnienia. Mniej zapłacą firmy, ludzie będą mieli (i już mają) więcej pieniędzy do dyspozycji. W efekcie wzrośnie popyt na wewnętrznym rynku, co już można obserwować. Rosną ceny nieruchomości, sprzedaje się więcej samochodów, korporacje albo przenoszą fabryki do domu (tak jak np. koncern Fiat-Chrysler), albo planują nowe inwestycje.

Ale ta polityka ma sens pod dwoma warunkami. Po pierwsze trzeba zatrzymać nielegalną emigrację, bo dopiero wówczas wzrost popytu wewnętrznego może przełożyć się na wzrost wynagrodzeń statystycznego Amerykanina i przechodzenie na stabilne, stałe formy zatrudnienia. Jeśli granice miałyby być tak nieszczelne jak za czasów Obamy, kiedy obliczano, że nawet 27 mln nielegalnych emigrantów pracuje w USA, to istniało ryzyko, że wzrost zamówień na rynku i wzrost inwestycji przyczyniłby się do wzrostu liczby pracujących „na czarno” i z planów odbudowy klasy średniej nic by nie wyszło.

Po drugie trzeba walczyć z importem, bo jeśli on zacznie w sposób niekontrolowany rosnąć, to cały manewr ekonomiczny przyczyni się do pobudzenia gospodarek państw eksporterów, a nie Stanów Zjednoczonych. Import do USA w czwartym kwartale 2017 roku wzrósł o 13,9 % i po to, aby ten trend odwrócić Trump zdecydował się na rozpoczęcie szeregu wojen handlowych.

Lobby izraelskie w USA

Krzysztof Kłopotowski: Były prezydent Jimmy Carter też usłyszał, że „przejdzie do historii jako nienawidzący Żydów”. A żaden inny prezydent USA nie zrobił więcej dla bezpieczeństwa Izraela, niż on.

zobacz więcej
Pompa ssąca kapitał

Sformułowanie „wojna” jest tu zdecydowanie na wyrost. Zwróćmy uwagę, że Trump straszy wprowadzeniem barier celnych, ogłasza nowe stawki, potem je zawiesza, ale równolegle stale i bez wytchnienia negocjuje „bardziej sprawiedliwą” formułę relacji. Bo chodzi o to, aby bilans handlowy z głównymi partnerami Waszyngtonu wyglądał lepiej (Meksyk, Chiny, Korea Płd., Niemcy).

Dlaczego jest to dla Trumpa tak istotne? Z jednego powodu. Aby sfinansować deficyt budżetu centralnego. W dłuższej perspektywie Waszyngton będzie zmuszony albo do wyemitowania papierów dłużnych, albo do wydrukowania większej ilości pieniędzy.

Tylko, że pobudzanie gospodarki, inwestycje w infrastrukturę i obniżki podatków również powodują powiększenie deficytu amerykańskiego budżetu i w efekcie, w planie kilku lat znaczący skok długu publicznego – o 11 bln dolarów do 2027 roku. Dziś Ameryka stała się pompą ssącą światowe zasoby kapitału. Już dwukrotnie podniesiono podstawowe stawki procentowe, a jak się spekuluje, w tym roku podobny ruch może być powtórzony jeszcze nawet 2 razy. Kapitał płynie do Stanów, gospodarka się rozpędza (wzrost popytu wewnętrznego w tym roku o 4,6 %), inwestycje firm skoczyły (o 11,4 %), poziom bezrobocia (4 %) jest dziś jednym z najniższych w historii a nowych miejsc pracy jest coraz więcej.

Teraz chodzi o to, aby koniunktura przyniosła wzrost amerykańskiego PKB, a nie została wyeksportowana do Meksyku czy Niemiec, albo, co jeszcze gorsze spowodowała wzrost inflacji. I dlatego Trump ogranicza migrację zarobkową, chce większych wydatków na zbrojenia (zamówienia w praktyce mogą zrealizować niemal wyłącznie amerykańskie firmy), czy prowadzi „wojny handlowe”. Jeśli idzie o ostatnie posunięcia w tej dziedzinie to zwróćmy uwagę, że wyższe cła chce wprowadzić na mało znaczące z punktu widzenia amerykańskiej gospodarki artykuły, ale domaga się ustępstw tam gdzie Amerykanie są tradycyjnie mocni (np. mówienie o wzmożeniu poszanowania praw autorskich na rynku chińskim czy rosyjskim jest wyraźnie na korzyść amerykańskiego sektora usług).

Wszystko obraca się wokół gospodarki, i kwestia emigracji, i wojny celne, i nawet wzmożenie napięć międzynarodowych. Bo to wszystko może poprawić sytuację gospodarki Stanów Zjednoczonych. Nie zapominajmy, że w Białym Domu zasiada biznesmen.

– Marek Budzisz

Zdjęcie główne: Donald Trump salutuje przed pomnikiem Abrahama Lincolna. Wraz z żoną Melanią przed koncertem "Make America Great Again". Styczeń 2017. Fot. REUTERS/Jonathan Ernst
Zobacz więcej
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Chasz na kaca i marynowane kwiaty. Kaukaz zaskakuje
O duchach, smakach i podróżach.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Bądźcie bierni i obojętni!
Nie znajdziemy żadnego poradnika, wydanego przez jakąkolwiek służbę w jakimkolwiek kraju Zachodu, który w razie zamachu zalecałby ocenę szans na powodzenie aktywnej obrony i – jeśli takie szanse są – uderzenie na zamachowca. Wszystkie zalecają pochowanie się po kątach.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Będą zabijać 10 milionów osób rocznie. Odporne superbakterie
Antybiotyk musi być cudowny jak woda z Lichenia, a skuteczny jak piorun kulisty. Nadużywając go, gotujemy sobie los dinozaurów. Niebawem zabraknie skrótów na określenie dziadostwa, które możemy „złapać”, a którego nie będzie czym zabić.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Glifosat, Monsanto i nierychliwy sąd
Może wpływać na nasz mózg i powodować raka. Sugerowano jego związek z chorobą Parkinsona, depresją czy autyzmem. Jego pozostałości są wszędzie: w glebie, wodzie pitnej, ziarnie siewnym i jedzeniu. Na zachodzie Europy bywa stosowany… na obszarach chronionych.
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Dobre miejsce na wakacje? Tam, gdzie kogoś zatłuczono, odcięto...
Świat przemierzają turyści, którzy chcą poczuć dreszcz emocji w miejscu, gdzie czuć jeszcze zapach krwi.