Cywilizacja

Chcą legalizacji aborcji, poparli „homomałżeństwa”. Irlandczycy na rewolucyjnej ścieżce

Jeszcze całkiem niedawno na mszę chodzili tu wszyscy, a głos nie tylko Kościoła jako takiego, lecz każdego proboszcza i każdego księdza był głosem ważnym. Dziś wielu biskupów zachowuje się tak, jak gdyby bali się wchodzić na niebezpieczny teren. Od czasu skandali związanych z oskarżeniami o molestowanie nieletnich, aktywność irlandzkiego Kościoła przygasła.

Dwa miliony demonstrantów przeciw aborcji. „Trzeba wyjść na ulice. To jest walka”

Jest projekt, aby kobieta w trudnej sytuacji, która straciła pracę i nie ma z czego żyć, mogła usunąć ciążę nawet w ósmym miesiącu. Już we wtorek w parlamencie debata o tym, czy należy ograniczyć ochronę życia nienarodzonego.

zobacz więcej
Na zbliżającą się wizytę papieża Franciszka Irlandczycy przygotowali prezent, który dostojnego gościa z pewnością nie ucieszy: oto w przeprowadzonym w ubiegłym tygodniu referendum ogromną większością głosów postanowili zalegalizować aborcję.

Wynik głosowania przeszedł wszelkie oczekiwania. Według wcześniejszych sondaży zwolennicy uchylenia zakazu stanowili ok. 50 proc., mieli więc szanse na zwycięstwo, ale z niewielką przewagą. Tymczasem okazało się, że liberalizację przepisów poparło ponad 66 proc. głosujących.

Papież Franciszek przyjeżdża do Irlandii w sierpniu, na światowe spotkanie rodzin, i wielu radykalnych reformatorów chciałoby, by do tego czasu wola społeczeństwa została przekształcona w akt prawny. Referendum dotyczyło bowiem jedynie uchylenia konstytucyjnej poprawki nr 8, zrównującej prawo do życia matki i nienarodzonego dziecka. Jaki konkretnie kształt przyjmą nowe przepisy, zależy od Dail, parlamentu. Zwolennicy zmian pragną jednak kuć żelazo póki gorące i na fali emocji doprowadzić do maksymalnego i jak najszybszego zliberalizowania prawa.

Tempo może nie być aż tak błyskawiczne, bo choć premier Leo Varadkar stwierdził, że nowa ustawa powinna zostać przyjęta jeszcze w tym roku, nie oznacza to wcale, że stanie się to już latem.

Radykałowie chcieliby, by parlament zaakceptował aborcję na życzenie do 12 tygodnia ciąży, a do 24 tygodnia zależnie od wskazań medycznych.

Leo Varadkar, skądinąd homoseksualista nie kryjący swych skłonności, uważa, że dzień 25 maja, gdy odbyło się referendum, oznacza prawdziwy przełom. „Tego dnia Irlandia wyszła z cienia, spod ostatniego cienia, w jakim żyliśmy, prosto w światło – deklarował kwieciście. - Tego dnia dorośliśmy jako kraj. Tego dnia zajęliśmy miejsce wśród narodów świata”.

Zwieńczenie cichej rewolucji

Gdyby w Irlandii rzeczywiście doszło do wprowadzenia aborcji na życzenie, byłby to zarazem wielki skok i wielki szok. Obecnie obowiązujący zakaz jest niemal stuprocentowy, bo przerwanie ciąży możliwe jest tylko wtedy, gdy zagrożone jest życie matki. W trzymilionowej Irlandii jest to nieco ponad 20 przypadków rocznie.

Ani nieodwracalne uszkodzenie płodu, ani sytuacja, gdy ciąża jest skutkiem czynu przestępczego, nie stanowią przesłanki umożliwiającej jej przerwanie.

Ów wielki skok zaś staje się tym bardziej wymowny, gdy uświadomimy sobie, że poprawka nr 8 została przyjęta w 1983 roku głosami dwóch trzecich społeczeństwa – a więc dokładnie taką samą większością, jaką obecnie została odrzucona.

Wszystko to razem wzięte pokazuje, jak bardzo zmieniła się Irlandia przez tych 35 lat, i premier Varadkar ma rację, gdy mówi, że wynik referendum „stanowi zwieńczenie cichej rewolucji, która trwa w Irlandii od 10 czy 20 lat”.

Z kraju bardzo biednego, a przy tym gorliwie katolickiego, z Kościołem mającym bardzo silną pozycję i mocno też pielęgnującego wartości narodowe Irlandia stała się krajem zamożnym (nawet jeśli kryzys gospodarczy nieco wykruszył jej świeże, spektakularne bogactwo) i skwapliwie przyjmującym światowe nowinki.
- Tego dnia Irlandia wyszła z cienia, spod ostatniego cienia, w jakim żyliśmy, prosto w światło - cieszył się premier Leo Varadkar. Fot. Reuters/Max Rossi
Najlepiej ilustruje to wynik referendum w sprawie wprowadzenia homomałżeństw, jakie przeprowadzono przed trzema laty. „Za” głosowało wówczas 62 proc. Irlandczyków – jeszcze nie tak dawno nie do pomyślenia.

Drastyczne przypadki

Aborcja jednak jest kwestią innego kalibru. Homomałżeństwa w debacie publicznej pojawiły się niedawno. Natomiast kwestia dopuszczalności aborcji wraca regularnie niemal od początku lat 90. Katalizatorem zawsze staje się jakiś szczególnie drastyczny przypadek.

W 1992 roku, gdy sprawa ta po raz pierwszy głęboko poruszyła opinię publiczną, nieszczęsną bohaterką była 14-letnią dziewczynka, zgwałcona przez dorosłego mężczyznę, ojca koleżanki. Ostatecznie zezwolono jej na aborcję w Wielkiej Brytanii. To zaś zapoczątkowało i na lata całe usankcjonowało praktykę, w której wielu dostrzega przejaw hipokryzji: choć Irlandkom nie wolno poddać się aborcji we własnym kraju, mogą bez przeszkód i narażania się na surową karę zrobić to za granicą. To, co jest przestępstwem w Irlandii, przestaje nim być z chwilą przekroczenia granicy.

Drugi przypadek, z 2012 roku, okazał się nie tak może drastyczny, ale za to o wiele bardziej dramatyczny w skutkach – i to on właśnie nadal nowy impuls żądaniom liberalizacji prawa aborcyjnego.

Krzysztof Ziemiec:
Polsce zagraża ekstremalnie liberalny radykalizm

Kim są ludzie, którzy odmawianie różańca uważają za szkodliwe dla naszego kraju?

zobacz więcej
Savita Halappanavar, z pochodzenia Hinduska, zmarła wskutek sepsy, która wywiązała się podczas przedłużającego się poronienia. Lekarze ze szpitala w Galway odmówili skrócenia go przez przeprowadzenie aborcji, uważając, że życie Savity nie jest zagrożone. Po jej śmierci na nowo rozgorzały dyskusje o dopuszczalności aborcji, w których, tak jak wszędzie na świecie, „prawu do życia” przeciwstawia się „prawo do wyboru”.

Kościół bez woli i odwagi

W tych dyskusjach – zdumiewające w tak zawsze katolickim kraju – zaskakująco słabo słyszany był głos Kościoła. Powtórzyła się zatem sytuacja sprzed referendum w sprawie homomałżeństw.

Od czasu skandali związanych zwłaszcza, choć nie wyłącznie, z oskarżeniami o molestowanie nieletnich, aktywność irlandzkiego Kościoła wyraźnie przygasła. I choć minęło już wiele lat, Kościół jest nadal jak sparaliżowany, pozbawiony woli i odwagi, by zająć pryncypialne stanowisko w ważnych społecznie sprawach.

Wielu biskupów zachowuje się wręcz tak, jak gdyby bali się wchodzić na niebezpieczny teren. Przed trzema laty znaleźli się nawet tacy, którzy, jak Donal McKeown, biskup Derry, właściwie rozgrzeszali wiernych z głosowania za wprowadzeniem homomałżeństw. Jedynym prawdziwie odważnym okazał się wówczas Kevin Doran, biskup diecezji Elphin –i tylko w okręgu częściowo pokrywającym się z jego diecezją homomałżeństwa odrzucono.
25 maja Irlandczycy głosowali w referendum ws. legalizacji aborcji w ich kraju. Ulica Dublina, nad znakiem kierującym do lokalu wyborczego zawiesili plakaty przeciwnicy aborcji, apelujący o głosowanie na „nie”, a poniżej – zwolennicy przerywania ciąży, nawołujący do oddania głosu na „tak”. Fot. PAP / EPA.
Jak było tym razem? Z 40 okręgów tylko w jednym, w hrabstwie Donegal na północy wyspy wypowiedziano się za utrzymaniem obecnego prawa.

Kościół, jeżeli nadal będzie tak bojaźliwy, raczej nie będzie w stanie przeciwstawić się postępującej laicyzacji czy wręcz dechrystianizacji Irlandii.

Czy rzeczywiście ma ona miejsce? Przecież z badań przeprowadzanych w ostatnich latach, a także z informacji uzyskanych podczas spisu powszechnego z 2011 roku wynika, że zdecydowana większość obywateli Irlandii niezmiennie uważa się za katolików. Deklaruje to prawie 80 proc. pytanych, a dodatkowych 9 proc. mówi, że ceni i pielęgnuje wartości duchowe, nawet jeśli nie uważa się za ludzi religijnych. W dodatku na niedzielną mszę nadal regularnie chodzi ok. 40 proc. Irlandczyków. Ci, którzy deklarują się jako ateiści bądź agnostycy, stanowią zaledwie 5-6 proc. społeczeństwa.

Lekcje ateizmu

Zachodzące zjawiska należy jednak widzieć we właściwych proporcjach. W innych krajach zachodnich, choćby Francji, gdzie od dawna trwa proces odchodzenia od Kościoła w wielu wymiarach, byłby to wynik wprost doskonały. Każdy proboszcz radowałby się, widząc tylu wiernych na mszy.

Ale w Irlandii to wielki spadek. Jeszcze całkiem niedawno na mszę chodzili tu wszyscy, a głos nie tylko Kościoła jako takiego, lecz każdego proboszcza i każdego księdza był głosem ważnym.

Szczęśliwie na razie nic nie wskazuje na to, by Irlandczycy chcieli słuchać głosu Atheist Ireland, stowarzyszenia ateistów, które, choć bardzo małe (należy do niego zaledwie 500 osób), jest, tak jak w wielu innych miejscach, nastawione bardzo bojowo. Sugeruje ono na przykład usunięcie ze sfery publicznej wszelkich odniesień religijnych, a takich w Irlandii jest wiele.



Zdaniem wojujących ateistów, Powstanie Wielkanocne z 1916 roku należy obchodzić nie w Poniedziałek Wielkanocny, jak to jest obecnie, lecz 24 kwietnia, w rocznicę jego wybuchu. Należałoby też oczywiście znaleźć dla niego jakąś nową, areligijną nazwę. To samo dotyczy porozumienia pokojowego z Wielkiego Piątku, zawartego 10 kwietnia 1998 roku. Wskazane byłoby również uchylenie zakazu sprzedaży alkoholu w Wielki Piątek, bo to przecież dzień jak każdy inny.

Jak dotąd jedyny wymierny sukces stowarzyszenia to wprowadzenie nauki ateizmu do szkół niewyznaniowych. Ale to sukces skromny, bo takich szkół jest w Irlandii niewiele. Szkolnictwo (90 proc. szkół) i pomoc społeczna nadal są w rękach Kościoła i, co ciekawe, większość Irlandczyków wcale nie chce tego zmieniać. Choć bardzo możliwe, że w nieodległej przyszłości bojownicy walczący o postęp dostrzegą tu dla siebie pole do popisu.

Modlitwa przed posiedzeniem

Wbrew pozorom całkiem zasadne jest pytanie, czy wynik referendum mógłby być inny, gdyby obecna ustawa nie była tak rygorystyczna. Czy Irlandczycy masowo poparli rozluźnienie rygorów, ponieważ wielu z nich w ogóle nie widzi potrzeby chronienia życia od poczęcia, czy też może dlatego, że chcieliby jedynie dopisania do ustawy przesłanek takich, jakie obowiązują w wielu krajach – uszkodzenia płodu i ciąży będącej skutkiem gwałtu lub kazirodztwa?
Kobieta w Dublinie z przypiętą na plecach plakietką irlandzkiej feministycznej grupy ROSA. Irlandczycy poparli w referendum legalizację aborcji. Fot. PAP / EPA.
Sformułowanie pytania referendalnego: „Czy chcesz uchylenia poprawki nr 8?” – nie daje żadnej wskazówki, jakimi intencjami kierowali się głosujący. Jest na tyle szerokie, że obejmuje wiele niuansów.

Jednoznaczną odpowiedź przyniesie więc dopiero przebieg debaty w Dail. Okaże się wówczas, jak tę kwestię widzą deputowani i czego oczekują od nich wyborcy. Na razie jednak nie sposób prognozować, w jakim kierunku potoczy się dyskusja i jaki kształt przyjmą przepisy. Tym bardziej, że parlament wcale nie jest nastawiony do religii tak, jak by sobie życzyło Atheist Ireland.

Dzień pracy deputowani codziennie zaczynają od modlitwy, odmawianej przez przewodniczącego izby po angielsku i po irlandzku. Inicjatywa grupy lewicowych deputowanych, którzy przed rokiem zażądali zaprzestania tej nagannej praktyki, skończyła się klęską. Deputowani ogromną większością głosów nie tylko zdecydowali, że modlitwa musi być, ale w dodatku postanowili odmawiać ją na stojąco i dodali 30 sekund ciszy na chwilę refleksji.

Na Malcie i w Irlandii Północnej

Ciekawe, że za zmianami w ustawie aborcyjnej zdecydowanie opowiedziała się nacjonalistyczna, a zarazem prokatolicka partia Sinn Fein. Media obiegło zdjęcie dwóch pań – Mary Lou MacDonald, obecnej przywódczyni, i jej zastępczyni Michelle O’Neill, które trzymają transparent z napisem obwieszczającym, że „Północ będzie następna”.

Irlandia Północna bowiem będzie odtąd jedynym w Europie, poza Maltą, miejscem, gdzie obowiązuje zakaz aborcji. W tej sytuacji premier Theresa May już znalazła się pod naciskiem, również we własnej partii, by w Ulsterze przeprowadzono referendum analogiczne do irlandzkiego. Pani premier odmawia i ma po temu powody: jej rząd nie utrzymałby się bez poparcia ulsterskich unionistów z partii DUP, a oni zdecydowanie odrzucają aborcję. Choć są protestantami.

– Teresa Stylińska
SPIS TREŚCI
● Cezary Korycki: Pokaż mi swój PESEL, a powiem Ci kim jesteś! Sprawdź, do jakiego należysz pokolenia
● Marek Budzisz: Zmartwychwstanie Arkadija Babczenki. Czy mistyfikacja służb specjalnych była niezbędna?
● Magdalena Segond: Pokazują miłość i śmierć, radość i cierpienie. Przerażają, ale i pomagają ujarzmić lęki. To potęga baśni
● Małgorzata Borkowska: Krwawi weganie. Czy w Warszawie szkolono ekoterrorystów?
● Teresa Stylińska: Chcą legalizacji aborcji, poparli „homomałżeństwa”. Irlandczycy na rewolucyjnej ścieżce
● Ewelina Pietryga: Od siedmiu lat walczy z sądową machiną, by odzyskać dziecko. Prawnicy mówią o sprawie: „Paragraf 22”
● Adam Cissowski: Szantaż i seksapil. Żydowska baronówna w służbie kilku wywiadów
● Tomasz Krok: Skandalizujący performer, ofiara sekty, artysta totalny
● Monika Chrobak: Bukiety na ścianach, girlandy wokół okien, szlaczki pod sufitem. Kwiatowe są nawet psie budy. To bombonierka ludowej sztuki
● Krzysztof Ziemiec: Polsce zagraża ekstremalnie liberalny radykalizm
● Filip Memches: Politolog z Oksfordu: Neoliberalizm jest jak marksizm

STAŁE FELIETONY
Piotr Młodożeniec
Andrzej Krauze
Andrzej Dobosz
Zdjęcie główne: Dziewczynka patrzy, jak zwolennicy aborcji świętują, czekając na oficjalny wynik referendum aborcyjnego w Irlandii ws. legalizacji przerywania ciąży. Dublin, 26 maja 2018 r. Fot. PAP / EPA.
Zobacz więcej
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Wojna rozpocznie się na Morzu Azowskim. Lada dzień?
Moskwa wzmocniła swoje siły. Kijów wysyła kutry patrolowe. Czy USA dostarczą Ukrainie rakiety zwalczające cele na morzu?
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Globalna inwazja niemieckich mutantów
Uciekły z akwarium, potrzebują trzy miesiące, aby z jaja stać się formą zdolną do wydawania potomstwa, wypierają inne gatunki. Groza.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Na odsiecz Serenie. Jak poprawność polityczna zjada własny ogon
Satyrycy doskonale wiedzą, z czego śmiać się należy – na przykład z białego, heteroseksualnego katolika – a z czego nie wypada.
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Kabina przemocy, swąd spalenizny. Turyści tropią cosa nostrę
Dla chętnych nocleg w domu „Bestii”.
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Szpieguje, manipuluje, budzi nienawiść, osłabia zaufanie. A w...
Urodzony i wykształcony w Polsce informatyk i psycholog Michał Kosiński, obecnie w Stanford University, opowiedział Rosjanom, jak wykorzystać informacje z Facebooka. Na wykład pod Moskwą przybył premier Dmitrij Miedwiediew, szef MSZ Siergiej Ławrow oraz zapewne funkcjonariusze rosyjskich służb.