Historia

Jego hasło: „Jezus, Maryja”. Bunt przeciw gwałceniu wolności

Konfederacja barska była pierwszym masowym protestem przeciw rosyjskiej dominacji. Wybitny jej znawca Władysław Konopczyński stwierdzał, że zaczynała pod znakiem wiary i „złotej wolności”, kończyła się zaś na szańcach niepodległości.

„Wiary świętej, katolickiej, rzymskiej własnem życiem i krwią obligowany każdy bronić”. To pierwszy punkt deklaracji podpisanej w Barze na Podolu 250 lat temu, 29 lutego 1768 roku. Postanawiała ona, że na chorągwiach znajdzie się „Pan Jezus ukrzyżowany” i „Najświętsza Matka”, zaś hasłem będzie: „Jezus, Maryja”.

Zawiązanie konfederacji poprzedzały „cierpiętnicze jęki biskupów i ksenofobiczne wrzaski posłów”, jak złośliwie pisał Adam Zamoyski w „Ostatnim królu Polski”. Przyznawał jednak, że prawosławni i protestanci w Rzeczypospolitej mieli się lepiej niż innowiercy w większości krajów europejskich, w których niejednokrotnie nie wolno im było posiadać ziemi, czy w ogóle oddawać się praktykom religijnym.

Owe „wrzaski i jęki” były reakcją na rosyjski – ale także pruski – dyktat, żądający politycznego równouprawnienia prawosławnych i protestantów, jakiego nigdzie w Europie nie było. Dotyczyło to garści szlachty. Katarzynie II bynajmniej nie leżały na sercu ich prawa.

Prawdziwe motywy wyjaśniał Nikita Panin, kierownik rosyjskiej polityki zagranicznej. Instruował ambasadora Rosji w Warszawie Nikołaja Repnina, że sprawa politycznego równouprawnienia dysydentów ma być jedynie „dźwignią gwoli pozyskania sobie za pomocą naszych jednowierców i protestantów silnego i przyjaznego stronnictwa, z prawem uczestnictwa we wszystkich polskich sprawach”. Ale i to było może poboczną sprawą.
Konfederacja barska
Nacisk Rosji na przyznanie praw dysydentom stanowił oręż w walce, którą Andrzej Sulima Kamiński w „Historii Rzeczypospolitej wielu narodów” nazwał „prawosławną rekonkwistą”, mającą zatamować na „ruskich” ziemiach Rzeczypospolitej zwycięski marsz kościoła unickiego, wyraźnie podkreślającego odmienność kulturową od prawosławia. A to już była wojna cywilizacji, bo idea katolicyzmu była, jak stwierdzał Konopczyński, „obmierzła” dla Rosji.

Upokorzenia rodzą bunt

Sprawa dysydentów pokazała w całej jaskrawości brutalność polityki rosyjskiej i upokarzające podporządkowanie Rzeczypospolitej Katarzynie II. Niepokornych senatorów – biskupów Kajetana Sołtyka i Józefa Andrzeja Załuskiego oraz hetmana Wacława Rzewuskiego – Repnin w 1767 r. porwał i wywiózł w głąb Rosji. Posłom protestującym przeciw bezprawiu zagroził, że podzielą los tych, za którymi się wstawiali. A gdy za aresztowanym posłem ujął się sam Stanisław August, ambasador Rosji odpowiedział królowi, żeby uważał, bo może podzielić jego los.
Król Polski Stanisław II August, książę rosyjski i minister pełnomocny w Warszawie Nikołaj Wasiljewicz Repnin, caryca Rosji Katarzyna II. Obrazy: Augusta – Marcello Baciarelli, carycy – Aleksander Roslin i po nim Fiodor Rokotow. Fot. Wikimedia
Ta replika upokarzająca ostatniego władcę Rzeczypospolitej Obojga Narodów zapewne nie dotarła do wiadomości szlacheckiego obywatelstwa, ale wiedziało ono, że żaden spektakl teatralny nie rozpoczął się, zanim nie przybył Repnin, mimo że na sali był już obecny król. W Sejmie zaś ambasador groził niepokornym posłom chłostą i Sybirem. To więc nie tylko obrona wiary, a w każdym razie nie tylko ona, lecz szok i bunt przeciw gwałceniu wolności, rosyjskim żołnierzom panoszącym się na ulicach stolicy Rzeczypospolitej doprowadziły do zawiązania konfederacji barskiej.

Barską rebelię tłumiły wojska rosyjskie i – niestety – także polskie. Stanisław August nie oparł się żądaniu Repnina. Konfederaci barscy walczyli z żołnierzami carskimi i królewskimi tak, jak ich późniejsi wnukowie – żołnierze antykomunistycznego podziemia – z dywizjami sowieckiego NKWD i oddziałami Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego, powołanego przez marionetkowy Rząd Tymczasowy na terenach Polski.

Partyzancka w istocie wojna po deklaracji w Barze trwała cztery lata. Tak długo bynajmniej nie dlatego, że rosyjskich żołnierzy było za mało. Konfederacja cieszyła się dużym – choć nie można powiedzieć, jak bardzo szerokim – poparciem szlacheckiego obywatelstwa. Profesor Andrzej Sulima Kamiński stwierdzał, że przez szeregi konfederatów przewinęło się 150 tys. ludzi, „co wystawia dobre świadectwo poczuciu obowiązku wśród szerokich rzesz obywatelstwa Rzeczypospolitej.”
Ogniska oporu konfederatów barskich i walki z wojskami rosyjskimi i króla Stanisława Augusta Poniatowskiego. Fot. Wikimedia/Praca własna: Mathiasrex Maciej Szczepańczyk, Halibutt.
Nie tak dobre świadectwo należałoby wystawić walczącym dość chaotycznie i niekarnie, bez strategicznej myśli, konfederatom. Co nie znaczy, że nie mieli chwil triumfu – jak choćby pod Antopolem, gdzie hetman Michał Kazimierz Ogiński rozbił silny oddział rosyjski – i chwały w uporczywej obronie Lanckorony. Konopczyński, widząc wszelkie wojskowe słabości konfederatów, podkreślał przy tym: „Co się zaś tyczy ogólnego stanu moralnego wojska, (…) niepodobna jednak nie schylić głowy przed wytrzymałością tych ludzi na codzienne i nocne udręki chłodu, głodu, brudu i niepokoju, wytrzymywane przecież w imię obowiązku »dla nieba wakansu«”.

Ofiara krwi i życia

To właśnie w czasach konfederacji barskiej mocno wybrzmiało i ugruntowało się na dwa następne stulecia przekonanie, że za ojczyznę – i za wiarę także – trzeba w potrzebie złożyć ofiarę z krwi i życia.

Arkadiusz Michał Stasiak pisał w monografii „Patriotyzm w myśli konfederatów barskich”, że „konfederaci o poglądach tradycyjnych identyfikowali ojczyznę przede wszystkim ze wspólnotą i interes wspólnoty (społeczeństwa szlacheckiego) sytuowali ponad interesem państwa”. I to ten pogląd dominował nad konfederackim patriotyzmem republikańskim, definiującym ojczyznę w kategoriach państwowych. Choć Stasiak nie wartościuje tych dwóch nurtów patriotyzmu, nie można nie zauważyć, że to właśnie ten tradycyjny patriotyzm miał przyszłość w sytuacji, gdy państwo było pozbawione suwerenności, a w czasach zaborów był fundamentem polskiej tożsamości.
Po lewej: u góry krzyż konfederatów na Jasnej Górze, ponieżj krzyż konfederacji barskiej. Pośrodku: chorągiew konfederatów barskich. Po prawej kurtka kawaleryjska barskapo Romuladzie Lisickim, najstarszy obecnie zachowany mundur polski. Fot. Wikimedia
Konfederacji barskiej należy się miano pierwszego antyrosyjskiego powstania. Odmawiał jej tego Paweł Jasienica za pomocą dość osobliwej argumentacji. Otóż jego zdaniem powstania narodowe „obrócone były twarzą w przyszłość”, zmierzały bowiem do zaprowadzenia i utrwalenia „lepszego i bardziej sprawiedliwego porządku na ziemiach dawnej Rzeczypospolitej”. A konfederacja barska „patrzyła w tył”, marzyła o tym, co dla dobra powszechnego powinno było zniknąć. Tak więc według Jasienicy kryterium decydującym o nazwaniu rebelii powstaniem była postępowość, a nie sama idea wolności.

A to właśnie ona, to przekonanie, że naród powinien decydować o sobie, była wybijającym się motywem w literaturze barskiej, jak choćby w takich słowach:

„Żyj przez śmierć i rany
Narodzie kochany!
Dajęć w ofierze krew mą i życie,
A chęci gotowe
Na azardy nowe.”

Obrona wiary łączyła się z obroną wolności. Wartości te wymieniano jednym tchem:

„Ocknij się, uśpiona w letargu,
Odwago wojennych Polaków.
Gdy widzisz wiarę, wolność w targu,
Odbij ją z moskiewskich orszaków.”

Kto był winien rozbioru?

„Na Wielkanoc 1772 roku doszła do konfederatów wiadomość o traktacie rozbiorowym. Biły wtedy dzwony na rezurekcję. Rozumniejsi z konfederatów w języku tych dzwonów usłyszeli: – Waćpanów to wina” – pisał mocno, barwnie i nieprawdziwie Stanisław Cat-Mackiewicz. To oskarżenie pozornie tylko jest logiczne: Katarzyna II, nie mogąc z powodu rebelii utrzymać w spokoju rosyjskiego protektoratu, jakim była Rzeczpospolita, zdecydowała się na rozbiór. Narracja krytyków konfederacji barskiej mówi, że gdyby rebelii nie było, Rzeczpospolita wegetowałaby i przetrwałaby – choć nie zdrowa, to jednak cała – do śmierci rosyjskiej carycy, doczekałaby się czasów napoleońskich i odzyskania suwerenności.
Ale można tej narracji przeciwstawić inną. Rosja podejrzewała – całkiem słusznie – że Stanisław August chciał dojść do jakiegoś porozumienia z konfederatami. Uznała go więc za nielojalnego protegowanego, na którego nie można liczyć, wciąż usiłującego doprowadzić do reform, które mogłyby wzmocnić Rzeczpospolitą. Pogrążył się też król z w oczach Katarzyny II, nie godząc się na udział wojsk polskich w wojnie Rosji z Turcją, o której pomoc zabiegali konfederaci.

Paweł Jasienica, mając na myśli Stanisława Augusta, pisał o tragizmie położenia: „Należało robić rzeczy, do których umysłowo i moralnie odrodzeni ludzie nie nadawali się wcale”. A utrzymać w całości protektorat rosyjski mogły tylko typy bez czci i sumienia. No cóż, może szkoda, że Stanisław August nie był takim typem. Dla pamięci o nim byłoby to prawie bez różnicy: i tak uchodzi za rosyjską marionetkę. Dla Rzeczpospolitej byłoby lepiej. W tej alternatywnej historii ocaliłaby zapewne swoją integralność, gdyby król zachowywał się w pełni lojalnie wobec Rosji i nie nakazywał Ksaweremu Branickiemu, dowodzącemu armią koronną, unikania w miarę możności rozlewu krwi. Cat-Mackiewicz, charakteryzując króla, po trzykroć użył słowa „miękkość”. I jeśli Stanisław August jest postacią tragiczną, to właśnie z powodu owej miękkości.

Mackiewicz i Jasienica byli zagorzałymi krytykami konfederacji barskiej. Ten pierwszy nie wahał się nawet zrównać ją z zaprzedaną Rosji konfederacją targowicką, nazywając je obie „upiorzycami”. Drugi insynuował, że „menerzy” barscy byli czynni także w konfederacji targowickiej, choć w rzeczywistości pomarli przed jej zawiązaniem. A najwybitniejszy spośród barzan, biskup Adam Stanisław Krasiński, opowiedział się za Konstytucją 3 maja. Konfederat Adam Madaliński był jednym z dowódców powstania kościuszkowskiego. Jego uczestnikiem był także Józef Wybicki, autor słów hymnu narodowego. Ożywiał ich bowiem ten sam, co za czasów barskich, duch wolności.
extra, 28.10.2017
Władysław Konopczyński, pisząc o konfederacji barskiej stwierdzał dobitnie: „ Z postępem walki spod pierwotnych haseł ultrakatolickich wybije się na wierzch jeszcze większe pragnienie niepodległości.”

Jeśli nawet przyjąć, że konfederaci byli tylko katolickimi fanatykami i obrońcami rujnującej Rzeczpospolitą „złotej wolności”, to pojmowanie rebelii i jej promieniowanie na postawy Polaków zmieniło się niecałe sto lat później. Poeci romantyczni, na czele z Adamem Mickiewiczem i Juliuszem Słowackim, w konfederacji barskiej nie widzieli obrony wiary ani liberum veto, lecz pragnienie wolności. W wykładach paryskich Mickiewicz stwierdzał, że konfederaci „podnoszą wołanie w imię godności narodowej, wzywają rodaków pod broń dla wyswobodzenia Rzeczypospolitej, przemawiają w ten sposób do wszystkich serc szlachetnych”.

Konfederacja barska dawno już utraciła moc wpływania na myśli i postawy Polaków. Czasami tylko przypomina nam się, gdy słuchamy pieśni konfederatów („Nigdy z królami nie będziem w aliansach”), którą śpiewał m.in. bard „Solidarności” Jacek Kaczmarski.



Rebelii rozpoczętej w Barze należy się jednak pamięć za to, że – jak pisał Tomasz Merta – „od czasu konfederacji barskiej Polacy szukają niepodległości i wolności w starciu z rosyjskim despotyzmem”.

– Tomasz Stańczyk
Zdjęcie główne: "Kazimierz Pułaski pod Częstochową", obraz Józefa Chełmońskiego z 1875 roku.
Zobacz więcej
Historia Najnowsze wydanie
Nahajka i swastyka. Kozacy w służbie Hitlera
Kozaków było trzy razy więcej, niż lokalnej ludności. Od razu poczuli się jak w domu, wsie i miasteczka zmieniając w stanice. Działały kozackie przedszkola i szkoły, ośrodki zdrowia, sklepy, wydawnictwa, a nawet bank.
Historia Poprzednie wydanie
Oczyścić kraj z niewygodnych zwłok
Kiedyś szczątki człowieka bez szacunku traktowali tylko „dzicy”, „zwyrodnialcy” albo ludzie ogarnięci rewolucyjnym szałem.
Historia Poprzednie wydanie
W Pruszkowie obraz, w Sulejówku dźwięk
Wydarzenie sprzed 80 lat pozwoliło Polsce wejść do telewizyjnej elity, w której podówczas było niespełna 10 państw.
Historia wydanie 28.09.2018 – 5.10.2018
Konkwistadorzy nie kłamali. Indianie budowali imperia na górach...
Najpierw kapłan ostrym jak brzytwa nożem z obsydianu rozcinał klatkę piersiową i wyjmował bijące wciąż serce. To uśmiercało ofiarę. Rytuał jednak trwał dalej.
Historia wydanie 21.09.2018 – 28.09.2018
Abwehra w Polsce Ludowej
Enerdowska bezpieka po sierpniu 1980 roku zdobyła w PRL agentów we wszystkich najważniejszych pionach MSW, w strukturach Kościoła i organizacji katolickich, wśród nauczycieli, przewodników turystycznych i bankowców.