Cywilizacja

Miłosne wyznania na zamówienie

– Miłość zawsze jest w modzie. Pomagam tym, którzy nie potrafią sami wyrazić słowami swoich uczuć – mówi włoska dziennikarka i pisarka Micol Graziano, która na zamówienie tworzy listy miłosne.

W czasach SMS-ów i „komentów” Micol ciągle wierzy w potęgę długich, pięknych zdań. Kontynuuje starą tradycję literacką – epistolografię, czyli sztukę pisania listów. Także miłosnych. Dzięki jej pomocy zakochany może wyznać gorące uczucie, ale też, gdy miłość minie, w elegancki sposób pożegnać się z drugą osobą. Pisarka jest zatem jak współczesny Cyrano de Bergerac.



E-mail, SMS, wiadomości przesyłane przez Messenger czy WhatsApp. Określona, niewielka liczba znaków. Pisanych w pośpiechu. W autobusie, w aucie, gdy stoi się w korku, w windzie, w kolejce. Ich wysłanie zabiera niewiele czasu. Piszemy dużo, ale niekoniecznie dobrze i mądrze, a przecież często mamy do przekazania coś ważnego, mamy istotne przesłanie. Czy w dobie cyfryzacji słowo traci na wartości, elegancji i godności?

Micol Graziano uważa, że pięknie napisany list ma wielką moc. Jest prezentem, za pośrednictwem którego można wyrazić więcej, niż wysyłając kwiaty czy śliczny obrazek w wiadomości. Za swoje usługi bierze 70 euro. Klienci nie grymaszą, płacą chętnie.
Bo kilkadziesiąt euro to we Włoszech tyle, co kolacja w dobrej restauracji. A pamiątka zostaje na długo, często wręcz na zawsze.

Przecież jeśli przypomnimy sobie powieści z dawnych lat, romanse, którymi zaczytywały się nasze mamy i babcie, okaże się, że najcenniejszymi pamiątki dawnych po dawnych miłościach były związane kolorową wstążką pakiety listów. Co teraz ma zostać na pamiątkę? SMS?

Pięknie dobrane słowa

– Dobrze dobrane słowa otwierają serca – mówi Micol Graziano portalowi tygodnik.tvp.pl. – Przeprowadzam szczegółowy wywiad, potem zastanawiam się, jak ubrać w słowa to, co dana osoba chce przekazać. Rozmowy z klientami bywają wzruszające, podczas opowiadania o swoich miłościach czasem płaczą – wspomina.



Wśród jej klientów są nie tylko młodzi, pomocy w wyznaniu swych uczuć potrzebują też osoby starsze. – O pomoc proszą mnie ci, którzy chcą podziękować żonie czy mężowi za wspólnie spędzone lata – opowiada pisarka.
Zdobyć i pożegnać czyjeś serce

Wśród osób zamawiających listy są oczywiście zakochani, którzy chcą zdobyć czyjeś serce wzbudzając emocje słowami. Tak jak pewien emeryt z południa Włoch, który zakochał się w kasjerce z supermarketu.

– Południowcy są otwarci, chętnie konwersują nawet z nieznajomymi. Ten pan często rozmawiał z kasjerką. Był przekonany, że nawiązała się między nimi szczególna nić porozumienia. Dowiedział się, że piszę listy na zamówienie i poprosił mnie o pomoc – opowiada Graziano.

Co się dalej stało z romansem nawiązanym w sklepie nie wiadomo, bo autorka nie śledzi losów swych klientów. – Nie jestem psychologiem, nie chcę angażować się w ich sprawy na tyle mocno, by pytali mnie o radę. Dostaję jednak listy z podziękowaniami – mówi.
Kilka ciepłych słów osłodzi rozstanie (fot. Shutterstock)
Miłość rzecz jasna nie zawsze trwa do końca życia i kiedy wygasa, ludzie też szukają pomocy Micol. – Najtrudniej napisać list pożegnalny. Elegancki, subtelny, pełen wdzięczności, ale jednocześnie taki, który nie pozostawia wątpliwości, że związek dobiegł kresu – tłumaczy Graziano.

Fach w ręku

Urodzona w Neapolu 39-letnia Włoszka pracuje jako dziennikarka. Mieszka w Rzymie. Opublikowała setki artykułów, pisze książki, pracowała w radiu RDS, prowadzi blog.

Jak opowiada, kiedyś podczas rozmowy w sprawie pracy poproszono ją, żeby powiedziała, co potrafi robić najlepiej. To wtedy uświadomiła sobie, że pisanie to jej fach w najlepszym tego słowa znaczeniu. I postanowiła, że podzieli się tą umiejętnością z innymi.

– Piszę zawodowo od ponad 15 lat. Czasem znajomi prosili mnie też, bym pomogła im ubrać w słowa ich uczucia – tłumaczy, skąd wziął się pomysł na epistolograficzny biznes.



Rzecz jasna zanim założyła swoje listowe przedsiębiorstwo, zrobiła rozeznanie rynku. Przejrzałą media społecznościowe i okazało się, że nie tylko jej znajomi, ale ludzie w ogóle często proszę o pomoc w znalezieniu właściwych słów, dzięki którym mogą precyzyjnie wyrazić swe uczucia. Czytają mniej literatury niż ludzie sprzed epoki cyfrowej, mają więc mniejszy zasób słów i gorszą umiejętność pięknego, a zarazem trafnego formułowania myśli. Na ogół robią to przecież tylko skrótowo.
Filmowe inspiracje

Tworząc listy Micol korzysta właśnie z literatury, poezji, piosenek. Dobiera słowa tak, by pasowały do jej klientów, do tego, co przeżyli. Każdy list jest więc oryginalny i oddaje charakter osoby, która go zamówiła. A jego napisanie zajmuje wiele godzin.

– Moje listy są mikropowieściami – podkreśla dziennikarka. Ale nie uważa tej pracy za trudną, tylko za przyjemną. – Dla wielu ludzi, nawet tych, którzy uważają się za bardzo elokwentnych, przelanie uczuć na papier, jest zadaniem więcej niż trudnym. A dla mnie literatura i słowa to naturalne środowisko – śmieje się.

Wspomina, że gdy myślała o tym zajęciu, przypomniało jej się wiele filmów nawiązujących do listów. – Jeden z nich, kultowy we Włoszech, to komedia pt. „Totò, Peppino e... la malafemmina” z 1956 r., z doskonałą sceną, w której Totò dyktuje bratu list. Inny to „Ona” (2013) Spike’a Jonze, w którym Joaquin Phoenix gra pisarza też przygotowującego listy na zamówienie. Wyznaje w nich miłość, wspomina piękne chwile spędzone razem. Wciela się w każdego ze swoich klientów, każdy list pisze w innym stylu, innym językiem. Moje listy są mikropowieściami – opowiada pisarka.



Gotowy list Micol Graziano wysyła e-mailem. Klient lub klientka przepisują go potem własnoręcznie na ładnym papierze i wysyłają tradycyjną pocztą. Micol radzi, by list był pięknie wykaligrafowany.

Szybkie, bezpośrednie kontakty

Czy rzeczywiście w dobie internetu i mediów społecznościowych słowo traci na wartości?

Paweł Wieczorek, medioznawca z SWPS przyznaje, że skróceniu uległa forma komunikacji, przekaz jest bardziej lapidarny. Ale też nabrał innej jakości.

– Kontakty są teraz inne, ale nie znaczy to wcale, że gorsze. Media społecznościowe pozwalają na przesyłanie obrazków, zdjęć. Ludzie mogą przez cały czas ze sobą rozmawiać. Stawiamy na dialog, na szybką odpowiedź. Kiedyś nie było takich możliwości. Trzeba było pisać listy – mówi tygodnikowi.tvp.pl.
Wspomnienia związane wstążeczką (fot. Shutterstock/5PH)
Sztuka epistolarna w bardzo dawnych czasach też nie była umiejętnością powszechną, tylko dostępną wąskiej grupie społecznej. Nie wszyscy potrafili się pięknie wysławiać, a jeszcze mniej umiało pisać i czytać. Zatem list był czymś naprawdę wyjątkowym i czymś więcej, niż tylko pięknym prezentem.

– Jeśli zatem ktoś chce być analogowy i romantyczny, może oczywiście zwrócić się ku przeszłości. To tak, jakby porównać fotografię cyfrową i analogową. To na pewno inne i fajne – tłumaczy Wieczorek.

Choć jego zdaniem piękny list, na eleganckim papierze miałby większą wartość, gdyby wyszedł spod ręki nadawcy, a nie został napisany na zamówienie.
„Panno ma najmilejsza”

Odkąd upowszechniła się sztuka pisania, powstawały poradniki, jak skomponować list, który trafi wprost do serca ukochanej osoby. Siedem lat temu w bibliotece w Weronie odkryto pochodzący z XII wieku podręcznik, tzw. listownik. Nosi tytuł „Modi Dictaminum”. Autor adresuje swoje rady do niejakiego Guida i podpowiada mu, jak za pomocą słów ma olśnić ukochaną. Radzi, jak opisywać jej urodę i określać głębię swego uczucia.

Najstarszy zachowany list miłosny w języku polskim pochodzi z 1429 r. Napisał go Marcin z Międzyrzecza, sekretarz biskupa poznańskiego Stanisława Ciołka. Oryginał znajduje się w zbiorach Biblioteki Jagiellońskiej w Krakowie. Zwraca się do ukochanej „Panno ma najmilejsza”, zapewnia ją o swej miłości i prosi o zachowanie uczucia w tajemnicy.

„Wiedz, moja najmilejsza panno, iże aczkoliciem ja od ciebie daleko, a wszakoż wżgim nie była ani będzie nad ciebie jina miła, jedno ty sama, panno milejsza ma” – napisał zakochany przed wiekami.

Trzeba przy tym zwrócić uwagę, że Marcin żył 100 lat przed Mikołajem Rejem, ojcem polskojęzycznej literatury. Niestety, jak się potoczyły losy jego i nieznanej z imienia panny, nie wiadomo. Na ten temat nie zachowały się żadne artefakty.

Sztukę epistolarną uprawiali już starożytni Grecy i Rzymianie. Miłosne bileciki grały niezwykle ważną rolę w romansach rycerskich. Napędzały też dworskie intrygi.

Perfekcyjnie opanowali tę sztukę romantycy, wystarczy wspomnieć napisaną w formie listów powieść Johanna Wolfganga Goethego pt. „Cierpienia młodego Wertera”. Pisanie listów należało do dobrego tomu, świadczyło o świetnym wykształceniu i obyciu.

Bohaterki powieści Jane Austen nosiły listy ukochanych ukryte na piersi lub przechowywały je między kartkami tomików wierszy wraz z zasuszonymi kwiatami. Czy da się w ten cudowny, świadczący o wielkiej emocji sposób, przechowywać SMS-y?

– Beata Zatońska
Zdjęcie główne: List miłosny ma większą siłę rażenia niż SMS (fot. Shutterstock/graja)
Zobacz więcej
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Wszyscy będziemy zombie
Po śmierci przez jakiś czas nasz mózg pracuje jak we śnie, a umysł wie, że umarliśmy. Nadal słyszymy, nawet widzimy z dużą ostrością, co się z nami dzieje. Niektóre zaś geny, aktywne tylko przed urodzeniem, wracają do działania właśnie wtedy, gdy nasz zgon jest medycznie niewątpliwy.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Dzikie stoły
Gruszczanka, kiesełyca czy mastyło powstały z tego, co dała ludziom uboga ziemia na Łemkowszczyźnie. Proste jedzenie, którego szukają dziś ludzie z miast. A serwuje je dziesięciu dzikich kucharzy.
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Rosja: wiara bez miłości
Filip Memches: Rosja jawi się krajem nieodpowiedzialnych mężczyzn i samolubnych kobiet. Tworzą oni związki, w których przekazywanie życia jest przekleństwem, a nie błogosławieństwem.
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Sportowcy jak gwiazdy rocka
Polski sport ma się średnio, za to reklama ze sportowcami – świetnie.
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Kim jest Francuz, który broni Polaków?
– Od dwudziestu lat przyjmujemy ustawy, które tworzą oficjalną wersję francuskiej historii, a teraz dajemy lekcję Polsce? – pytał retorycznie Éric Zemmour.