Historia

Złośliwy cień endecji

Kreślony przez Rafała Ziemkiewicza obraz Józefa Piłsudskiego jawi się nam jako losy nieprzesadnie mądrego romantyka, który wszystko co w życiu osiągnął zawdzięczał temu, że znalazł się w odpowiednim miejscu i czasie.

Rafał A. Ziemkiewicz, "Złowrogi cień Marszałka", wyd. Fabryka Słów 2017. Fot. Archiwum
Józef Piłsudski jest jednym z niewielu bohaterów polskiej historii, który aż w takim stopniu obrósł zarówno złotą, jak i czarną legendą. Równocześnie postać ta, a proces ten rozpoczął się już za jego życia, uległa daleko idącej mitologizacji. Za mit, w klasycznym rozumieniu, uznaję tutaj wiedzę zastaną i trudno weryfikowalną.

I właśnie mitowi, konkretnie zaś mitowi „twórcy naszej niepodległości” budowanemu „jeszcze za jego życia i w ciągu kilkuletnich rządów następców czyniono na siłę wyznaniem państwowym – ale który naprawdę powszechnym uczyniła dopiero antykomunistyczna opozycja lat osiemdziesiątych”, poświęcił swą ostatnią książkę Rafał A. Ziemkiewicz. Opatrzył ją przy tym znamiennym tytułem „Złowrogi cień Marszałka”.

„Gdyby nie okoliczności, to 10 Piłsudskich by wolnej Polski nie wywalczyło”

Ukazała się książka Ziemkiewicza pt. „Złowrogi cień Marszałka”.

zobacz więcej
Zawsze na niekorzyść

Marszałka, dodajmy, którego kult „nie tylko zaszkodził nam w przeszłości, przyczyniając się walnie do szybkiej utraty wywalczonej niepodległości i obłędu maksymalizowania strat wojennych aż do granicy biologicznej zagłady, ale szkodzi nam także i dziś. Cofa nas w rozwoju. Niszczy to, co stanowi naszą cywilizacyjną odrębność, co decyduje o naszej wyjątkowości, co pozwoliło nam odnieść największy sukces w dziejach, jakim było odzyskanie i obronienie niepodległości po pierwszej wojnie światowej – i co powinno pozostać, jak za dawnych czasów, podstawą polskości: polski republikanizm”.

Widzimy zatem, że Ziemkiewicz wziął na warsztat problematykę nie tylko obszerną, ale i niezmiernie ważną; wartą pogłębionej refleksji i dyskusji. Jego głos, jak wynika z powyższych cytatów, jest tutaj stanowczy, a teza jasno wyartykułowana – mit Piłsudskiego jako Ojca Niepodległości był i jest fundamentem kultu jego osoby, który z kolei jest jedną z głównych przyczyn upadku ducha polskiego republikanizmu. Rekonstrukcja mitu, a właściwie – mitów, ponieważ autor dotyka wielu obszarów życia i działalności Piłsudskiego, jest instrumentem, za pomocą którego postawiona wyżej teza ma zostać udowodniona.

Oczywiście trudno polemizować z historyczną eseistyką, gdzie z zasady swoboda narracji jest dużo większa niż w tekstach naukowych. Niemniej również w takiej formie wywód i idące za nim interpretacje, abstrahując tutaj, że w przypadku Ziemkiewicza nieomal zawsze wypadają one na niekorzyść Piłsudskiego, powinny być oparte o szeroką kwerendę bibliograficzną i znajomość najnowszych ustaleń historiografii.
Niestety lektura „Złowrogiego cienia Marszałka” dowodzi, że jest inaczej. Wiedza zatem, którą można czerpać z omawianej książki jest dla historyka ciekawa poznawczo jako sama w sobie, a nie jako wiedza, którą prezentuje Ziemkiewicz. Ważne jest bowiem to, że ten – jakże poczytny i opiniotwórczy autor – powiela narrację, która dziś w niektórych aspektach budzić może, a niekiedy musi, daleko idące wątpliwości bądź w ogóle nie wytrzymuje próby czasu.

Naczelnik zdziwiony

Dla przykładu przywołajmy, że pisząc o tzw. najściu oficerów na Sejm w październiku 1929 roku autor stwierdził, że kwestii tej „do dziś historycy nie pofatygowali się w pełni wyjaśnić […]”, dodając, iż „Piłsudczycy […] umieli do końca przestrzegać swojej sanacyjnej «omerty» i nikt nigdy nie przyznał się, jakie oficerowie mieli wtedy rozkazy”.

W rzeczywistości Piłsudski był owym najściem wielce zdziwiony i nie miał pojęcia, że wtargnięcie do parlamentu jest przez żołnierzy planowane. Oficerowie działali wówczas bez jego wiedzy i chyba sami faktycznie nie wiedzieli po co zwołano ich do Sejmu.

Piłsudski natychmiast polecił gen. Bolesławowi Wieniawie-Długoszowskiemu rzecz całą wyjaśnić i sporządzić w tej sprawie specjalny raport. Dokumenty w tej sprawie, odnalezione w archiwach rosyjskich, ogłosili w roku 2013 na łamach „Dziejów Najnowszych” prof. Mariusz Wołos i dr hab. Paweł Duber. Rzecz to ważna, świadczącą o tym, że dyktator Piłsudski wcale wszechwiedzący i wszechdecydujący nie był.
Idzie marszałek Józef Piłsudski. Za nim konno płk Bolesław Wieniawa-Długoszowski. W oddali z lewej żołnierze 1 Pułku Szwoleżerów. Fot. NAC/Narcyz Witczak-Witaczyński
Inna kwestia: bitwa warszawska i rola w niej Piłsudskiego, której akurat Ziemkiewicz nie neguje, acz kropki nad i nie stawia. Tymczasem od dawna dysponujemy już znakomicie udokumentowaną książką prof. Grzegorza Nowika, w której znajduje się choćby następujący meldunek gen. Tadeusza Rozwadowskiego dotyczący operacji warszawskiej: „Cała akcja rozwija się korzystnie […] co do czasu mamy korzystne warunki, tak jak je Pan Komendant przewidział. […] Więc i tutaj zupełnie w myśl rozkazu Pana Komendanta wykonanie jest już w toku. […].Skoordynowanie akcji 4 i 3 Armii uważam za bardzo szczęśliwie pomyślane [przez Piłsudskiego – K. Kloc]. Uzgodnienie akcji 4 Armii z 1 Armią doskonale Pan Komendant przygotował”.

Jak Tomasz Lis o Jarosławie Kaczyńskim

Wróćmy jednak do pracy Ziemkiewicza. Analizując jedno z przedsięwzięć Piłsudskiego autor opatrzył je komentarzem: „Plan zaiste godny Wolnego Polaka – ale czy realistyczny, mądry? Ani odrobinę, oczywiście. Jak to zwykle w wypadku Piłsudskiego”.

Słowa „jak to zwykle” są kluczem do omawianej książki. Kreślony bowiem przez Ziemkiewicza obraz Piłsudskiego i jego poczynań jawi się nam jako losy nieprzesadnie, delikatnie rzecz ujmując, mądrego i bystrego romantyka (obsesjonata często), który wszystko co w życiu osiągnął zawdzięczał innym; temu, że znalazł się w odpowiednim miejscu i czasie albo po prostu szczęściu.

Przekaz jest jasny i konsekwentny, zaś interpretacja poczynań Piłsudskiego w obliczu niekiedy sprzecznych faktów i informacji zawsze, co raz jeszcze warto podnieść, wypada na niekorzyść Marszałka. Zasada audiatur et altera pars właściwie na kartach książki nie obowiązuję. Przywołanie zaś Ireny Pannenkowej jako „świadka czasów” polemizującego w okresie międzywojennym z propagandą przypisującą całą zasługę odzyskania Niepodległości Piłsudskiemu, u każdego, który zna tę postać musi budzić uśmiech. To tak jakby o Jarosławie Kaczyńskim miał opowiadać Tomasz Lis.
Gen. Tadeusz Jordan Rozwadowski. Fot. Wikimedia
Taka wizja Piłsudskiego jest jednak świętym prawem Rafała Ziemkiewicza. Podana wprawnym i ostrym niekiedy piórem jest bez wątpienia dla czytelnika atrakcyjna. Problem jednak w tym, że cała zbudowana przezeń konstrukcja Marszałka może się zawalić, gdy wyjmiemy z niej jakąś część. A jest tych elementów w życiu i działalności Piłsudskiego wiele, które, by odwołać się do idei Ziemkiewicza, są właśnie mitami, tyle, że należą do jego czarnej legendy. Autor tymczasem uznaje je za pewnik nie przywołując innych stanowisk funkcjonujących w literaturze bądź w żaden sposób nie podejmując prób ich weryfikacji.

Scenariusz Piłsudskiego

Ziemkiewicz wyśmiewa na przykład fakt, że Piłsudski miał jakoby przewidzieć przebieg I wojny światowej. A przecież w tej sprawie nie dysponujemy jedynie o wiele późniejszą relacją Wiktora Czernowa. W notatce sporządzonej przez Walerego Sławka 16 maja 1917 r. czytamy, że fundamentem ówczesnych poczynań obozu piłsudczykowskiego były „naczelne zasady nasze jeszcze sprzed wojny – pobicie Rosji przez państwa centralne, a następnie tych ostatnich przez Zachód”.

Z kolei w lipcu 1915 r., związany z orientacją Dmowskiego, Stefan Jankowski po rozmowie z bliskim Piłsudskiemu Arturem Śliwińskim, odtwarzając argumentację piłsudczyków napisał, że „gdy chwycimy za broń (przeciw Rosji), dowiedziemy całemu światu naszych dążności niepodległościowych, więc tym samym na kongresie niepodległość otrzymamy, a to tym bardziej, że Niemcy – zwycięskie na Wschodzie – będą pokonane na Zachodzie”. Nie da się tych relacji bagatelizować i nie są one niczym odkrywczym. Wystarczyło sięgnąć do artykułu prof. Tadeusza Wolszy.

Na kartach swej książki twierdzi Ziemkiewicz, w kontekście Wielkiej Wojny, że „Nie ma źródeł, które pozwalałyby z pewnością ustalić, jak ewoluowały zamiary Komendanta, jak widział on szanse realizacji swojego marzenia, w miarę jak zmieniała się ogólna sytuacja”. Dziwi się ponadto autor, że Piłsudski przed aresztowaniem nie wydał żadnych utrzymanych w duchu rzekomych wcześniejszych przewidywań instrukcji Edwardowi Rydzemu „Śmigłemu”.

Nie mógł ich wydać „Śmigłemu”, albowiem jego najbliższymi współpracownikami, po wcześniejszy aresztowaniu Walerego Sławka, byli wtenczas Michał Sokolnicki i Bogusław Miedziński. Temu ostatniemu, na kilka dni przed zatrzymaniem, Piłsudski miał powiedzieć, że „przy pierwszej sposobności, starajcie się przedostać na tamtą stronę frontu, dookoła, czy też wprost […] Pilnujcie tam tego, żeby się nie mieszać do wewnętrznych walk rosyjskich. Wyciągnąć jak najwięcej Polaków z wojska rosyjskiego. Ściągać ich jak najbliżej kraju”.
Sztab oficerów legionowych w Kielcach, rok 1914. Stoją od lewej: Ignacy Boerner, Zygmunt Sulistrowski, Aleksander Litwinowicz, Władysław Stryjeński, Michał Sokolnicki, NN, Kazimierz Sosnkowski, Michał Fuksiewicz, Józef Piłsudski, Michał Sawicki, Władysław Belina-Prażmowski, Mieczysław Trojanowski, Julian Stachiewicz, Walery Sławek, Roman Horoszkiewicz i Gustaw Daniłowski. Fot. Wikimedia
Znane są również wcześniejsze plany Piłsudskiego przedarcia się na drugą stronę frontu i rozpoczęcia walki z Niemcami. Czyż poczynania te nie wpisują się w zarysowany uprzednio scenariusz?

Dwa legiony pod polską komendą

Podobnie skomplikowanie rzecz się ma z Legionami. Ziemkiewicz twierdzi, że proces ich powstawania odbył się zupełnie bez Piłsudskiego, a największe zasługi oddaje tutaj Juliuszowi Leo i Władysławowi Sikorskiemu. Historia ta ma wiele wątków, toteż zatrzymam się tylko na jednej kwestii.

Piłsudski dowiedział się 13 sierpnia podczas spotkania w jednej z krakowskich kawiarń od Nowaka o zagrożeniu dalszego istnienia oddziałów strzeleckich oraz o podjętych na wiedeńskim gruncie inicjatywach powołania do życia Naczelnego Komitetu Narodowego. Tego samego dnia wieczorem, w Jędrzejowie, wraz z Sikorskim, naradzał się nad tą sytuacją. Wszystko na to wskazuje, że Sikorski następnie – 14 sierpnia – sporządził specjalny memoriał dla austriackiego Armeeoberkommando (AOK), którego powstanie antydatowano następnie na 11 sierpnia i pod tą datą funkcjonuje ono w literaturze.

Według tej wersji Sikorski miał złożyć go dla AOK 12 sierpnia. Postulował w nim m.in. „formowanie w Galicji Polskiego Korpusu Ochotniczego. Podstawę i ośrodek tegoż stanowić powinny oddziały strzeleckie i sokole […], których zaledwie cześć drobna znajduje się obecnie na terenie Królestwa”. Sikorski wyjaśniał, że Korpus ten winien składać się dwóch legionów organizowanych w Krakowie i Lwowie oraz, że powinien posiadać „odrębną autonomiczną organizację, zwłaszcza polską komendę, polski język służbowy, polskie sztandary oraz własne mundury […] Podlegałby on wprost Naczelnej Komendzie Armii”.
Władysław Sikorski. Fot. NAC/Ilustrowany Kurier Codzienny
Jego celem byłaby walka z Rosją, natomiast przy organizacji „należałoby odpowiednio wykorzystać wiedzę fachową, zdolności i popularność Piłsudskiego, który jest reprezentantem ruchu niepodległościowego w Królestwie”. Wydaje się zatem, że Piłsudski polecił Sikorskiemu, by ten wystarał się w Krakowie o konieczny w tamtym momencie dla dalszych poczynań irredentystycznych w Królestwie konsensus.

Przypomnę, że Sikorski, jak wynika z ustaleń prof. Janusza Zuziaka, 12 sierpnia pojechał do Lwowa, a podróż ta musiała mieć przecież wpływ na to, iż przygotowanie w tych dniach przez Sikorskiego cytowanego memoriału i przedłożenie go dla AOK, byłoby wielce wątpliwe. Dokument powstał dopiero po naradzie z Piłsudskim.

Ewolucja poglądów

Kompromitujące dla Piłsudskiego, ten wątek często się w rozważaniach Ziemkiewicza pojawia, były jego plany wzniecenia powstania w Królestwie Polskim latem 1914 r. Od dawna zastanawiam się dlaczego kwestia ta wciąż na nowo podnoszona jest w polskiej historiografii bez jakiejkolwiek głębszej refleksji. Czy Piłsudski naprawdę, pod doświadczeniach rewolucji lat 1905-1907, nie zdawał sobie sprawy z atmosfery panującej za kordonem i chciał wywołać powstanie? Nie.

W zależności od nurtu, z którym się spotkamy, dowiemy się, że Piłsudski poniósł porażkę ponieważ kompletnie nierealistycznie ocenił siły własne, klimat Królestwa Polskiego i nastroje jego mieszkańców oraz realia międzynarodowe albo też, że jego działania natrafiły na niezrozumienie nieuświadomionego społeczeństwa królewiackiego bądź zostały storpedowane przez obawiające się jego działań Berlin i Wiedeń. Skąd ta narracja? Wynika ona z kilku przesłanek. Najważniejsze z nich to:
Józef Piłsudski w okopach pod Kostiuchnówką na Wołyniu, rok 1916. Fot. Wikimedia
1) pobieżne bądź wręcz błędne odczytywanie wynurzeń Piłsudskiego w jego programowych tekstach tj. „Geografii militarnej Królestwa Polskiego”, „Zadaniach praktycznych rewolucji w zaborze rosyjskim”, „Zarysie historii militarnej powstania styczniowego”, jak również w memorandach adresowanych na ręce austriackiego wywiadu;

2) przykładanie tez w nich zawartych do sytuacji z lata 1914 roku, nie biorąc przy tym poprawki na przyspieszoną rozgrywkę i zmianę stosunków wśród mocarstw w ostatnich latach przed wojną, rychlejszy niż się tego spodziewano jej wybuch oraz ewolucje poglądów samego Piłsudskiego;

3) spoglądanie na pierwsze miesiące konfliktu światowego z perspektywy wspomnieniowej strzelców i legionistów, ich rozczarowania tym wszystkim co się wydarzyło w Królestwie oraz postawą jego mieszkańców;

4) skutecznie po latach narzucona przez piłsudczyków „polityka pamięci”, w czym niemała rola samego Piłsudskiego. W rzeczywistości owa rewolucja, czyli powstanie w myśli Piłsudskiego, miało być ukoronowaniem jego polityki przeniesionej po wybuchu wojny za kordon, miało ją wieńczyć, a nie inicjować kroki dla jej realizacji. Powstanie miało być ostatnim, a nie pierwszym elementem gry, którą Piłsudski zamierzał rozegrać w momencie, gdy zaborcy w końcu staną w wojenne szranki.

Królestwo Dmowskiego

Ówczesną politykę Piłsudskiego, w mym przekonaniu, można określić mianem „orientacji na Warszawę”. Warszawa bowiem stanowiła w dalszej perspektywie – jako klucz do Królestwa, jego organizacji i utworzenia siły zbrojnej gotowej do walki o niepodległość – cel główny. I to w trójnasób. Raz – poprzez samo jej zajęcie, a właściwie – wejście do niej wraz z jedną z armii zaborczych, najpewniej z Niemcami; dwa – poprzez zdobycie poparcia dla przedsiębranych przez siebie kroków i utworzenia w niej rządu; trzy – last but not least – z tego powodu, iż nie sposób wyobrazić sobie powstania państwa polskiego bez leżącej w jego granicach Warszawy.
Roman Dmowski - rywal Piłsudskiego
Wszelako wcześniej już należało czynić próby, aby Królestwo zorganizować, wytworzyć kadry wojskowe i administracyjne, stworzyć i posiadać środki oraz zaplecze, które kiedyś mogłyby wydać należyte owoce. Budowanie samodzielnych i niezależnych struktur państwowych, obok czynu zbrojnego oraz poczynań dyplomatycznych (Ziemkiewicz w ogóle ich nie dostrzega), było sprawą absolutnie konieczną i Piłsudski świetnie z wszystkich tych rzeczy zdawał sobie sprawę. Stąd też powołał do życia Polską Organizację Narodową.

W obliczu fiaska swych poczynań, w listopadzie 1914 r., na zadane mu przez Mariana Kukiela pytanie – „co dalej?”, stwierdził, że „jakby tak szło dalej, to kto wie, może jeno Dmowskiemu uda się stworzyć jakieś Królestwo Kongresowe z jakąś autonomią”. Współpracę zatem z „panem Romanem” jak najbardziej dopuszczał. Dadzą zresztą temu wyraz jego podkomendni w ostatniej fazie Wielkiej Wojny.

Te kilka wyżej zarysowanych wątków jest tylko przykładem, że biografia Piłsudskiego jest o wiele bardziej skomplikowana niż to wynika z książki Ziemkiewicza. Obszarów do dyskusji jest oczywiście znacznie więcej. Można się spierać o rolę socjalizmu w życiu Piłsudskiego i polityce jego obozu; analizować zjawisko występujące w wielu państwach po zakończeniu I wojny światowej, które Reinhart Koselleck nazwał jako „der politische Totenkult”; śledzić przebieg tzw. sporów niepodległościowych, w których na równi z piłsudczykami uczestniczyli narodowi demokraci, walcząc o rząd dusz w Polsce Odrodzonej; pokusić się o ocenę działalności Romana Dmowskiego; stanu państwa polskiego w latach 1918-1926 i jego ustroju; o politykę Piłsudskiego po Maju, etc., etc. Z racji jednak ograniczeń redakcyjnych kwestii tych nie mogę już tutaj podjąć.

Omyłki czy brak wiedzy

Na koniec odnotujmy szereg drobnych błędów, które możemy spotkać na kartach najnowszej książki Ziemkiewicza. I tak Dmowski, wbrew temu co pisze autor, nie brał udziału w warszawskiej „kileńszczyźnie” w 1894 r., albowiem od listopada 1893 r. przebywał na zesłaniu w Mitawie. Napisał tam zresztą ważny tekst pt. „Ugoda czy walka”.

Z kolei list lidera obozu wszechpolskiego do Stefana Żeromskiego, w którym żalił się pisarzowi na „obstrukcję umysłową” spowodowaną brakiem kobiet, był pisany w okresie jego pobytu na stypendium w Paryżu, a nie kilkadziesiąt lat później podczas paryskiej konferencji pokojowej.
Debata w warszawskim klubie Hybrydy promująca książkę "Złowrogi cień Marszałka". Od lewej: Rafał Ziemkiewicz, Przemysław Waingertner, Rafał Otoka-Frąckiewicz i Sławomir Cenckiewicz. Fot. PAP/Paweł Supernak
Piłsudski nie mógł przeczytać całej „Trylogii” Sienkiewicza w roku 1887, jako że „Pan Wołodyjowski” ukazał się dopiero rok później. Lapsusem jest nazwanie ładu wiedeńskiego, ładem wersalskim, podobnie jak „ochrzczenie” gen. Juliusza Malczewskiego imieniem Janusz oraz zapis nazwiska gen. Józefa Dowbor-Muśnickiego jako Dowbór. Koncepcja Friedricha Naumanna to „Mitteleuropa”, a nie „Międzymorze”, Juliusz Leo zaś nigdy, rzecz jasna, nie był „wojewodą krakowskim”.

Data tzw. kryzysu przysięgowego, to rok 1917, a nie jak wynika z tekstu, 1916. Wątpić można także w nazywanie Wojciecha Korfantego w roku 1922 przywódcą endecji. Zastanawia również informacja, że podczas Wielkiej Wojny bywały bitwy, podczas których w ciągu jednego dnia ginęło nawet 200.000 żołnierzy.

Przywołałem te powyższe pomyłki, ponieważ dziwi mnie częste podkreślanie przez autora, że jego książki są od błędów wolne, a gdy ktoś te błędy mu jednak wytknie, to rzecz całą sprowadza do „czepialstwa”. Sam jednak pisząc o jednym z przemówień Piłsudskiego z okazji rocznicy insurekcji styczniowej wypomniał, niby mimochodem, że ten pomylił rocznicę pięćdziesiątą z pięćdziesiątą pierwszą. Żadna książka, w tym naukowa, nie jest pozbawiona omyłek i nie stanowią one powodu do wstydu. Gorzej gdy mamy do czynienia z brakiem znajomości źródeł i nowych ustaleń historiografii oraz sądy oparte o starą bądź wybiórczą literaturę, które mają „udowadniać” z góry założoną tezę.

– dr Krzysztof Kloc, pracownik naukowy na Wydziale Humanistycznym Uniwersytetu Pedagogicznego im. Komisji Edukacji Narodowej w Krakowie. Specjalizuje się historii II RP, m.in. w dziejach środowiska piłsudczyków.
Zdjęcie główne: Rafał Ziemkiewicz jako prowadzący program "Przybliżenie" w TVP. Fot. TVP/Natasza Mludzik
Zobacz więcej
Historia Najnowsze wydanie
Abwehra w Polsce Ludowej
Enerdowska bezpieka po sierpniu 1980 roku zdobyła w PRL agentów we wszystkich najważniejszych pionach MSW, w strukturach Kościoła i organizacji katolickich, wśród nauczycieli, przewodników turystycznych i bankowców.
Historia Poprzednie wydanie
Mordowano polskich ziemian, urzędników i księży
„Pchnięcie Polski nożem w plecy” – tak zachodnie media nazwały we wrześniu 1939 roku napaść ZSRR na wschodnie tereny II RP. Na Kresach przedstawiciele wszystkich mniejszości etnicznych wykazali czynnie, że nic ich nie łączy z państwem polskim.
Historia Poprzednie wydanie
Czy sojusz Polski z Niemcami był konieczny?
„Do potęgi państwa drugorzędne dochodzą przez satelictwo państwa pierwszorzędnego” – tłumaczył Studnicki, który gotów był nawet pogodzić się ze zwasalizowaniem Polski przez Rzeszę.
Historia wydanie 7.09.2018 – 14.09.2018
Viktor Orbán ogląda bezgłowe zwłoki kozła
Premier na tropie pokrewieństwa Węgrów z koczowniczymi ludami Azji Środkowej.
Historia wydanie 31.08.2018 – 7.09.2018
Niemcy napisali na mogile: „Tu leży polska mniejszość narodowa”
Sam Hitler decydował, jak opanować polskie mosty na Wiśle. Niemcy wysłali więc do Tczewa pociąg pancerny, piechotę i lotnictwo. Tu 1 września 1939 roku padły pierwsze strzały.